Dopadły mnie lęki…

Za długo nie pisałem ze względu na konflikt wewnętrzny, po prostu czasem wstydzę się, że wyrzucam takie gówno i ktoś to czyta. Niestety utraciłem w ten sposób wentyl bezpieczeństwa, dlatego chyba będę próbował jednak dalej uprawiać tę grafomanię. Dla mnie to najlepsza terapia. I tu znów pojawia się strach – gdybyś spojrzał na mnie z boku ujrzałbyś człowieka sukcesu, ta maska wykańcza mnie do tego stopnia, że modlę się aby znaleźć siłę żeby ją porzucić. Niestety współczesność nie toleruje słabości, jesteś romantykiem, masz wątpliwości, boisz się czasem, tracisz pewność siebie – wypierdalasz na śmietnik historii i świata. Kiedyś popełniłem błąd mieszając świat wewnętrzny z tym co na zewnątrz i teraz niestety parę osób jest w stanie mnie zidentyfikować w realu. Jeszcze trochę, dwa, trzy lata i porzucę to wszystko. W to przynajmniej chciałbym wierzyć. Czytaj dalej „Dopadły mnie lęki…”

Nic się nie zmienia mimo lat…

Typowa wiejska chata w mazowieckiej wsi, trwa prywatka, gra muzyka, walenie do drzwi ale nikt nie otwiera. Mamy po 17-19 lat, kończy się wóda, nie ma jak wyjść z pokoju bo starzy kumpla, który organizował domówkę czatują pod drzwiami. Mija północ, otwieramy drzwi cicho z klucza, nie ma nikogo na korytarzu. Zdejmujemy z kumplem buty i na bosaka schodzimy po ciemku do piwnicy. Staramy się być tak cicho jak się da mimo, że grawitacja jest przeciwko nam. Dzierżę w rękach dwie butelki po mleku, cicho otwierane drzwi wrzucają trochę księżycowego światła wpadającego do lochu przez niewielkie okienko. Wafel podnosi ogromny balon z winem przechylając go tak aby napełnić butelki po mleku, które staram się utrzymać z całych sił. Nagle ciszę przerywa wrzask – łap balon!

Czytaj dalej „Nic się nie zmienia mimo lat…”

Themaskator