Każdy kto uczył się ekonomii wie, że cykle koniunkturalne są naturalnym elementem rynku. Po okresie hossy następuje spadek i przejście do bessy, która czyści rynek z podmiotów słabych po to, aby w rezultacie oddać pole silniejszym i zacząć marsz ku górze. Dziś mamy 24 października, czyli rocznicę czarnego czwartku na giełdzie w Nowym Jorku, co było jednym z pierwszych symptomów największego kryzysu ekonomicznego w historii nowożytniej. Jako, że obecnie mamy najdłuższy okres wzrostu na rynkach i giełdach światowych od dziesięcioleci zadaję sobie pytanie. Kiedy nastąpi zwała i czy to już czas pozbywać się papierów na rzecz złota czy jeszcze nie? Miałem to szczęście, że uczyłem się w najlepszej polskiej uczelni ekonomicznej, co pozwala mi doskonale rozumieć sytuację rynkową i odpowiednio reagować. Nie mniej jednak tak długi okres ciągłego wzrostu każe się mocno zastanawiać nad fundamentami tego co nam wpojono.
Czytaj dalej „Panaceum na cykle koniunkturalne?”
Losowość a determinizm po ludzku :)
Jako, że porzuciłem zupełnie jakiekolwiek wypowiadanie się w kwestiach relacji damsko męskich, ze względu na to, że dla mnie po latach doświadczeń, stażu na podrywaju itp., jest to temat totalnie zgranych kart, gdzie w zasadzie wszystko jest przewidywalne do bólu, a co za tym idzie nudne do wyrzygania, postanowiłem zgłębić fundamenty tego co nas otacza na poziomie absolutnie zerowym. Od dziecka czułem, że oficjalna retoryka odnośnie mechanizmów, zasad, reguł rządzących ziemią, tą ziemią kompletnie nie koresponduje z rzeczywistością. Ze względu na to ze swoistym, charakterystycznym dla mnie „byczym zaparciem” zacząłem temat drążyć od podszewki. Na początek wyrzuciłem wszelkie religie teistyczne jako kompletne bujdy, których jedynym celem istnienia jest rżnięcie w dupy bez wazeliny własnych wyznawców. Później pojawiła się fizyka i matematyka, której to tak bardzo nie znosiłem w szkole średniej a którą pokochałem na studiach. Na dziś mimo, że jestem nadal laikiem w tej dziedzinie to mogę sobie pozwolić na pewne podsumowanie tego co do tej pory udało mi się ustalić.
Zapraszam!
Czytaj dalej „Losowość a determinizm po ludzku :)”
Playlista na październik :)
Dostałem maila, w którym pewna czytelniczka prosi o podzielenie się muzyką, która wypełnia mój czas. 🙂 Bardzo się cieszę zatem, że mogą podzielić się dźwiękami, które otaczają mnie na co dzień. Zapraszam!
Mniejsze niebo.
Kiedy wpiszecie w wyszukiwarkę „mniejsze niebo” to pierwszy link przeniesie Was najprawdopodobniej do Wikipedii zawierającej opis znakomitego filmu w reżyserii Janusza Morgensterna, z życiową moim zdaniem rolą Romana Wilhelmi, drugi zaś link na liście przekieruje do mojego bloga. To oczywiście zupełny przypadek. 😉 Fabułę filmu można bez problemu znaleźć w sieci, choćby na Filmweb-ie więc nie będę się tu o niej rozpisywał, nie mniej jednak treść scenariusza oparta o powieść Johna Wayn’a mocno wiąże się z tematem, który chciałbym w niniejszym wpisie poruszyć. Zacznijmy może cytatem, słowami człowieka „sukcesu”, który wspiął się na sam szczyt lemingowej piramidy po to tylko, aby odkryć prawdę o życiu a następnie umrzeć.
„Im bardziej dojrzewamy, tym bardziej mądrzejemy i stopniowo zaczynamy rozumieć, że zegarek, który kosztuje 30$ i zegarek, który kosztuje 300$, pokazuje ten sam czas.”
Steve Jobs
Czytaj dalej „Mniejsze niebo.”
Rob Simonsen i jego klawisze.
Muzyka poważna nie jest łatwym kąskiem dla przeciętnego konsumenta rzeczywistości. Latami próbowałem odnaleźć inspirację korzystając z programu drugiego PR ale poza niektórymi klasykami ciężko było uzyskać taki efekt jak np przy tańczących w głowie riffach gitarowych czy powtórzeniach sekwencji w muzyce elektronicznej. Od pewnego czasu jednak udaje mi się coraz mocniej wniknąć w ten piękny świat wyjątkowych dźwięków. Jeśli chodzi o fortepian to pierwsze co przychodzi mi do głowy to Richard Clayderman, będący absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o popularną odsłonę klasyki. Dziś jednak chciałbym zwrócić uwagę na Roba Simonsena. Jest on głównie kompozytorem muzyki do filmów, ma w swoim portfolio udźwiękowienie takich obrazów jak Życie Pi, Najlepsze najgorsze wakacje, Cudowne tu i teraz czy Na fali z 2007 roku. W moim wypadku połączenie fortepianu i muzyki elektronicznej daje znakomity efekt uruchamiający wyobraźnię i emocje. I o to właśnie chodzi!
Czytaj dalej „Rob Simonsen i jego klawisze.”
