Jest późny wieczór 28 września 1978 roku. Nad wiecznym miastem świeci jasny księżyc, ostatnie ptaki szykują się do snu, liczne kawiarnie wypełnione wspaniale bawiącymi się ludźmi tętnią życiem, nadając mu jedyny w swoim rodzaju klimat. Wilczyca kapitolińska niknie w bladym świetle, wpadającym przez wąskie szczeliny w ścianach muzeum ,a wraz z nią duchy Romulusa i Remusa, zdające się majaczyć w unoszącym się powoli i majestatycznie kurzu. Jan Paweł I siedzący w wygodnym fotelu w swym watykańskim gabinecie, podniósł wzrok spoglądając na sufit i westchnął głęboko. Gdy przyjmował miesiąc wcześniej godność głowy kościoła, był pełen dobrej nadziei i wiary, wszak poświęcił Bogu i idei, w którą wierzył, całe swe życie. Był człowiekiem światłym, wykształconym, postępowym i bardzo skromnym. Uważał, że noszenie tiary jako symbolu bogactwa i przepychu nie przystoi pasterzowi ludzi mieszkających na ziemi, tej ziemi, często w ubóstwie, głodzie i strachu. Z tych samych powodów nie zgadzał się na noszenie w lektyce, brał udział w wielu akcjach charytatywnych, wspierał i dzielił się dobrym słowem z chorymi, był zwolennikiem legalizacji środków antykoncepcyjnych, zdając sobie sprawę z tego, że kontrola ilości narodzin jest kluczem do podniesienia poziomu życia ludzi w biednych rejonach świata. Dążył także do zjednoczenia kościoła, spotykając się z metropolitą Cerkwi Prawosławnej. Wtedy też doszło do pierwszego niespodziewanego wydarzenia. Metropolita Nowogrodzki Nikodem zmarł na zawał serca w trakcie spotkania z Papieżem. Wiedza o finansach stolicy apostolskiej w jakiej posiadanie wszedł Jan Paweł I stała się przyczyną kłopotów, z których miał już nigdy się nie wydostać…
Czytaj dalej „Mrok nad wiecznym miastem.”
Chrztu Polski nie było!
Zdziwieni?
Zacznijmy od początku, a mianowicie od tego, że krajem nad Wartą i Wisłą rządzi od trzech pokoleń dynastia ludzi, na których czele w 966 roku stoi człowiek o imieniu Dagome. Skąd się wziął ten prężny władca, jednoczący Polan i rozszerzający teren swego władania, na obszar niemal całej obecnej Polski? Drodzy Państwo, otóż Dagome był? Wikingiem 🙂 , podobnie jak jego ojciec znany później jako Siemomysł (oryginalne imię nie zachowało się). Rodzina Piastów (nazwa nadana przez historyków od Piasta, które de facto był Piastunem) 😉 była prężną dynastią skupiającą bardzo inteligentnych, jak na owe czasy ludzi. Dość znać, że na przykład Mieszko II (syn Bolesława Chrobrego) władał kilkoma językami, w tym biegle łaciną i greką. Jak zawsze w historii ziemi, tej ziemi, składało się tak, że ludzie przebiegli i wykształceni, a co za tym idzie zamożni, wymyślali różne metody, celem uskutecznienia sposobów łojenia, tych mniej przebiegłych, słabiej wykształconych, a co za tym idzie…biednych, czy to poprzez sprzedawanie iluzji, wymyślanie bóstw, czy też w ostateczności, ogniem i mieczem. Żądza posiadania w gatunku Homo Sapiens, jest nienasycona, podobnie jak władzy (doopy celowo nie wymieniam, bo jest ona pochodną dwóch pierwszych). W 966 roku na terenie obecnej Polski mieszkało kilkanaście różny plemion, wyznających różnego rodzaju bóstwa, określone obecnie jako pogańskie, było ich łącznie około 600 tysięcy. Żyli sobie w miarę spokojnie, prowadząc ekstensywną gospodarkę rolną, polując, łowiąc ryby, napadając i mordując sąsiadów. Mieszko postawił im but na szyi, zmuszając gwałtem do posłuszeństwa i oddawania daniny. Te proces nazywany jest tworzeniem się państwa Polskiego. Z tego czasu mamy do dziś sporo pozostałości, jak chociażby słynną Łysą Górę w Świętokrzyskim, Górę Świętej Anny (zwanej Śląską Górą Chełmską), Arkona, czy na przykład odwiedzony przeze mnie w zeszłym roku Świński Ryj! We wszystkich tych miejscach czuć jakiś dziwny klimat, podobny do tego, jaki spotkałem w opuszczonej Cerkwi w okolicy Terki, głęboko w lesie. Wróćmy jednak do Mieszka, przepraszam Dagome.
Czytaj dalej „Chrztu Polski nie było!”
Prywatny zakład karny.
W czasie dyskusji na pewnym szacownym forum filozoficznym, zarzucono mi, że przemawia przeze mnie skrajny determinizm, a co za tym idzie pesymizm. Nie wiem dlaczego jedno musi wynikać z drugiego, bo przecież to nie ja ustalam zasady rządzące tym światem, w dodatku nawet moja ocena owych, na zasadzie że są dobre, czy złe w żaden sposób nie wpłynie na to, że ktoś za chwilę się przewróci a inny wstanie. Po prostu takie podejście wynika z logicznej analizy tego co nas otacza. Od długiego czasu mam dodaną do ulubionych stronę Exploring the mind, jako dość ciekawie traktującą o badaniach naszego procesora centralnego. Wertując archiwalne artykuły, wpadłem na jeden ciekawy eksperyment, który moim zdaniem rozwala w całości zjawisko zwane „wolną wolą”. Jak wiadomo, myśli oraz działania ludzkiego ciała są efektem procesów chemiczno-elektrycznych zachodzących w mózgu, przy czym każdy z owych procesów począwszy od decydującego o oddychaniu a skończywszy na decyzji o wstaniu z fotela ma swoją przyczynę. Moim zdaniem praprzyczyna każdego z naszych kroków jest zaszyta w czymś, co ludzie nazywają wielkim wybuchem, kiedy to zostało zdeterminowane wszystko, co dzieje się w obserwowanej przez nas części wszechświata.
Mechanizm wyparcia.
„Mechanizm wyparcia w psychologii głębi, poczynając od klasycznego modelu Freuda:
są to hipotetyczne procesy lub czynności psychiczne, funkcjonujące w celu ochrony jednostki przed myślami, impulsami i wspomnieniami, które mogłyby wywołać lęk, obawę lub poczucie winy, gdyby stały się świadome.
Uważa się, że wyparcie działa na poziomie nieświadomości; tzn. mechanizm ten nie tylko utrzymuje daną treść umysłową przed dotarciem do świadomości, ale samo jego funkcjonowanie leży poza zasięgiem świadomości. W klasycznej teorii psychoanalitycznej uważa się, że jest ono funkcją Ego i obejmuje kilka procesów:
a) wyparcie podstawowe, w którym prymitywne, zakazane impulsy są zablokowane i niedopuszczane do świadomości;
b) wyparcie pierwotne, w którym treść umysłowa wywołująca lęk jest siłą usuwana ze świadomości i niedopuszczana do ponownego ujawnienia się;
c) wyparcie wtórne, w którym elementy mogące służyć przypominaniu osobie o tym, co zostało poprzednio wyparte, same zostają wyparte.
Ważny wniosek płynący z tej analizy jest taki, że to, co jest wypierane, NIE PRZESTAJE BYĆ AKTYWNE, lecz egzystuje nadal na nieświadomym poziomie, dając znać o sobie przez różne PROJEKCJE w zamaskowanej, symbolicznej formie w snach, czynnościach pomyłkowych i psychonerwicach.”
Arthur Reber

Czemu mity niszczą nasze życia?
Piękno logiki dwuwartościowej, polega na tym, że gimnazjalista znający zarys podstaw logicznego myślenia, może rozłożyć na łopatki prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, za którym stoi setki lat teologii i geniusz ojców kościoła.
Za każdym, ale to każdym wierzeniem, opartym na bezpodstawnych przesłankach czai się niebezpieczeństwo. Dlaczego? Bo upośledza ono w różnym stopniu naszą zdolność do podejmowania najkorzystniejszych z naszego punktu widzenia decyzji życiowych. Wyobraźmy sobie, że nagle doznajemy olśnienia i bez żadnych logicznych przesłanek zaczynamy wierzyć w otrzymanie spadku po zmarłej ciotce z Kanady o wartości 13 milionów dolarów w ciągu pół roku. Przyjmijmy również, że wiara w ten nagły napływ gotówki jest równie silna jak flagelantów w boga w czasie ich krwawej procesji, czy też pana w turbanie, który wierząc w stado dziewic po śmierci zmienia swój stan skupienia ze stałego w płynny, zabierając przy okazji za sobą kilku przypadkowych nieszczęśników.
Czytaj dalej „Czemu mity niszczą nasze życia?”

