Płonące opony Deloreana…

„Nie napiszę już do Ciebie listu. Nie dlatego, że nie masz nic do zaoferowania mnie, ale dlatego, że ja nie mam nic do zaoferowania Tobie. Klasyfikuję się w tej samej kategorii istnienia co zjechane opony furgonetki rozwożącej pieczywo po mieście o świcie albo wypalone zimne ognie, które bardzo się starały zanim odrzucono je w kąt. Podobno małpa z maszyną do pisania stworzy każdą książkę jeśli dostanie nieskończoną ilość czasu. Ja już wszystko co miałem, napisałem, a czas jest nagle bardzo ograniczony i czuję to każdej bolesnej nieprzespanej nocy kiedy zegar biologiczny wyprzedza metrykę o dekady Czuję się wtedy jak Marty McFly w deloreanie zostawiający za sobą płonące ślady opon, tylko, że w perspektywie nie jest przygoda, a porządkowanie spraw i ustawienia in memoriam.”

„Podobno nadal jest lato, ale noce bywają zimne jak nigdy. Brzask już nie jest ulgą, a kolejną kreską na ścianie, do końca wyroku lub do jego ogłoszenia. Dziesięć lat temu czułem się nieśmiertelny, dziś czuję kostuchę na karku na każdym kroku jak wygiętą metkę na koszulce.
Piszę nocami, wtedy nie ma komu kłamać i wolno mówić: boję się i ciszej mówić: tęsknię. Jeśli szczęście dopisze, uśpione miasto przeniesie te słowa nad szumem taksówek i nocnych autobusów prosto do adresatki, tak blisko i tak daleko jednocześnie.
Więc nie napiszę listu – mam pismo brzydsze niż myśli, a myśli brzydsze niż słowa, w które je dla ciebie teraz ubieram. Dużo się uśmiechaj, pogłaszcz ode mnie kota i nie myśl o mnie źle, mimo że zasłużyłem.
To nie był list, to była laurka.

Ps. Czytałem na Linkedinie, że post scriptum w mailu przykuwa uwagę czytelników bardziej niż główna treść, ale ja Cię nie chcę przykuwać, tylko uwolnić. Wolno jest o kimś zapomnieć i wolno jest nie oglądać się za siebie. You go, girl.”

Radek Kolago
w

Themaskator