„Co do panienki, to jest mocno pokręcona osoba. Pomagałem jej, wykonując (co zresztą do dzisiaj robię) poszukiwanie czegoś w internecie, skanowanie, kserowanie lub drukowanie tego, co sama napisała, bo jest bez forsy. Akceptowałem to, ale z wizyty na wizytę pojawiały się coraz bardziej maślane spojrzenia, wreszcie zaczęła za mną po mieszkaniu chodzić jak pies i gdybym nagle się cofnął, to bym na nią wdepnął. O kurka wodna, co z nią zrobić? Na dodatek kompletnie nie w moim guście, i to ani fizycznie, ani psychicznie. W końcu ona wali z grubej rury, czerwieniąc się i chichocąc. Dobry Jezu, a nasz Panie… Dałem odpór na tyle „kulturalnie”, na ile było mnie stać. Jej się broda trzęsie, pobladła i pyta w końcu, czy „jestem aż taka brzydka”. Fakt, że Nicole Kidman to ona nie jest, ale mam pełną świadomość, że nie sprawdzić się nawet u ponad 73-letniego (wtedy) dziadka, to już dla niej kompletne dno i zapewne kolejna porażka. Pani nie byłoby jej żal? Cholernie było mi jej żal i nie wiedziałem, jak mam się wykupić sam przed sobą. No i tak doszło do tego obrazu. Nadal od czasu do czasu przychodzi w celach takich jak dawniej. Ostatnio drukowała u mnie część swojej pracy, co najmniej 800 stron, przy lekturze których Heidegger wygląda jak Ludlum. Poszły ze dwie ryzy papieru i co najmniej jeden pojemnik tuszu, bo wymieniałem w połowie drukowania. Poszło pół dnia mego czasu. Robię u niej zapewne za jelenia, ale w specyficzny sposób, bo ona sama jest cholernie specyficzna, zakompleksiona i popierdzielona.”
Fenyloetyloamina.
Wszystko co tuczące.
„Na załączonym zdjęciu obciągam tubę słodzonego mleka skondensowanego. Krowa wyobrażona na tej tubce jest chyba najpaskudniejszą grafiką, jaką w mym życiu widziałem, ale mleko wyborne, no po śniadaniu, jak i po obiedzie, jak codziennie, ukochany jogurt wiśniowy Jogobella maxi w opakowaniach po 500 g. Na kolację zjadłem lody z Zielonej Budki i Manhattan oraz Grycan, mieszając je i wzmacniając mlekiem skondensowanym z tuby, bo na moje wyczucie wszystkie są za mało słodkie. W międzyczasie – jak codziennie – piłem kilkakrotnie colę z sokiem grejpfrutowym. Do thrillera z kasety (Banderas z wiecznie niedomytymi włosami i ustami w ryjek – stary produkt braci Wachowskich) zżarłem dwie torebki ukochanych karmelków Werther’s Original. O czym donoszę pełen wyrzutów sumienia.”
Zdzisław Beksiński

Niebo w ogniu.

Szwejk, lustro,burdel, Sanok.
„W moim mieszkaniu wisi w przedpokoju stare i obdrapane lustro. Jest to na 100% lustro z sanockiego burdelu, z którego Szwejk wraz z jednorocznym ochotnikiem Markiem wyciągali oberleutnanta Duba. Na podstawie kilku elementów (naprzeciw gimnazjum, drewniane schody etc.) ustaliłem, że dom ten należał do mego dziadka a potem ojca, a na końcu przez pewien czas do mnie i na piętrze przed wojną było tzw. kasyno oficerskie. Tam więc musiał być w czasie pierwszej wojny ten burdel i stamtąd pochodzi lustro. Za czasów Gierka udzielałem nawet wywiadu do radia i na zapytanie, czym zajmowała się moja rodzina, odpowiedziałem, że mieliśmy duży burdel w Sanoku, co jednak realizatorzy wycieli.”
Zdzisław Beksiński

