Co łączy Bolka z Hitlerem?

Poniższy tekst jest żartem, więc tak sobie jeszcze nasmaruję a propos Bolka, bo jednak okazuje się, że są ludzie co wierzą, że elektryk obalił komunizm. Otóż drodzy państwo, żyjący w ułudzie pod tytułem świat to przyjazne miejsce, gdzie ludzie się kochają, są wspaniali i altruistyczni, a wszelkiej maści spiskowcy, to zasrane pisuary, albo pochodzenie z Radomia. 😀 Otóż oświadczam wszem i wobec, że historia ziemi, tej ziemi jest zapisana spiskami, gdzie możni tego świata wykorzystywali tak zwane słupy do realizacji swoich celów. Na małą skalę, miałem do czynienia z takimi słupami w korporacjach, gdzie koleś ze wsi w zamian za Audi A6 z przebiegiem 300tys i wypierdzianymi przez Turka fotelami (po kebabach!) był gotów sprzedać własną matkę, byleby mieć poczucie misji, wyjątkowości i spełnienia (a przy okazji na ratę kredytu hipotecznego).

Czytaj dalej „Co łączy Bolka z Hitlerem?”

Konflikt podświadomości.

Znów parę listów, że drogie panie lubią ze mną rozmawiać, pewnej nawet brakuje tych rozmów (po tym jak odciąłem korespondencję, przy pierwszej próbie manipulacji). Tak sobie myślę, że ruszę w końcu ten temat, bo nie ma co owijać w bawełnę, tym bardziej że czyta mnie też paru fajnych, młodych chłopaków, którzy za Chiny Ludowe nie mogą rozgryźć, czemu ich lujowaci koledzy nie mogą się opędzić od atencji kobiet, a do nich się dzwoni, kiedy pies się zrzygał i trzeba panią podwieźć do weterynarza.

Otóż drodzy państwo! Powyższy schemat i prawda życiowa wynika z prawdziwej a nie pieprzonej, celem wykorzystywania jednych przez drugich prawdziwej natury ziemi, tej ziemi. Nie ma tu nic do rzeczy wykształcenie pani, wiek, zasoby – za tę sferę odpowiada tak zwana gadzia część umysłu, więc nawet jak pani światła doświadczeniem życiowym odparuje na chwilę spoconego hydraulika i rzuci się w Twe ramiona z tekstem, że jesteś mężczyzną, na którego czekała całe życie, to będzie to zwykła motywacja dla Ciebie, abyś dał z siebie więcej. Umówmy się, w chwili, gdy pani tak mówi, to ona to naprawdę czuje jakby tak było, niestety w momencie, gdy do podświadomości dotrze, że jej manipulacje (nazwijmy rzecz po imieniu, choć żadna kobieta nie widzi tego w ten sposób) przynoszą skutek w postaci uzyskania pewności co do tego, że gotów jesteś na pełne wsparcie a nawet jedzenie z ręki, natychmiast zapragnie ponownie hydraulika, a Ty się staniesz zbędnym nudziarzem, balastem itp. Jestem z kręgu mężczyzn, których opisuję i nie robię tego na bazie teorii, tylko praktyki. Zawsze, gdy grałem chama (cham to nie znaczy bujać się na flekach i pluć – uwaga na terminologię) droga pani próbując mnie zmienić/rozgryźć niczym kretyna Dyzmę hrabina Koniecpolska,  wskakiwała mi do łóżka najpóźniej na drugiej, trzeciej randce. Później oczywiście przenosiłem ciężar relacji na normalność w rozumieniu świadomego człowieka, ale zawsze, ale to zawsze kończyło się to tak samo. Pani zaczynała tracić grunt pod nogami, rozpoczynały się shit testy, awantury, próby obniżania poczucia wartości i w rezultacie werdykt – jesteś wspaniałym człowiekiem, ale nic do Ciebie nie czuję. Czego zabrakło? Tego co na wstępie. Schemat ma działać tak: mam wybór, jesteś tępa choć ładna, ale takich to mam sporo, więc pani zgodnie z zasadą psa Pawłowa, zaczynała mnie zdobywać, z czego bez wstydu przyznam odcinałem kupony w spazmach orgazmów po obu stronach.

Zatem drogi przyjacielu, w tej sytuacji masz dwa wyjścia. Albo musisz grać i nauczyć się być chamem (koniecznie wysportowanym, z kulturalną ale zimną gadką) albo robić za wyżalnię z mglistą obietnicą czegoś tam w przyszłości, co nigdy nie nastąpi. Pierwsze rozwiązanie dla Ciebie, w pełni poukładanego chłopaka jest słabe, bo choć Twój falus może już nie wyrabiać od chętnych na niego wagin, to o budowie czegokolwiek stabilnego, opartego na stabilności, szacunku i zaufaniu możesz zapomnieć. Czysta jazda niczym na białym proszku. W drugiej opcji, też kicha, bo panie zryją Ci łeb do tego stopnia, że zacznie się to odbijać na Twojej pracy, życiu, pasjach itp. Co zatem zrobić, jeśli zaliczasz się do grona tak zwanych „ciepłych facetów” (nie daj sobie wmówić ciepłych kluchów, bo możesz mieć jako hobby paralotniarstwo a w oczach pani będziesz nudziarzem, w przeciwieństwie do kolesia, którego ściga trzech komorników i który właśnie opróżnia kolejną łychę za pożyczone pieniądze), otóż musisz się odizolować. Tak! To jest jedyne wyjście. Nie słuchaj bredni kołczów, że siłownia, męskie życie, otoczenie wianuszkiem kobiet coś da. Owszem, da w kwestii obruchania się po uszy, ale wtedy jak już zaspokoisz brak atencji zapragniesz znów być sobą, czyli normalnym, wesołym facetem, który raz na jakiś czas chciałby skoczyć sobie z dziewczyną w góry, pojeździć na nartach, skoczyć ze spadochronem czy razem poczytać wieczorem i zasnąć w jednym łóżku. Kiedy już zaczniesz być sobą, czar pryśnie wraz z wianuszkiem otaczających Cię kobiet. Izolacja daje Ci jeszcze jedną przewagę, możesz się skupić na sobie, na rozwoju, gromadzeniu zasobów, docieraniu do siebie i swoich potrzeb.

Nie daj się nigdy nabierać na słowa o głębokim szacunku do siebie za taką postawę, ze strony niewiasty, bo będzie to ten rodzaj szacunku, który jako mężczyznę będzie Cię brzydził (jedyny sposób w jaki kobieta naprawdę wyraża Ci szacunek, to poprzez spazmy w trakcie orgazmu – reszta to projekcja, żeby nie napisać kłamstwo). Rób swoje i nie staraj się na siłę zmieniać, by kogoś zadowolić.Ciesz się życiem, nie złość się na otoczenie (to nie Twoja ani nie ich wina, że natura tak to wymyśliła), skupiaj się na pozytywnych stronach życia z kompletną izolacją płci pięknej. Trudno – pomyśl sobie, że mogłeś urodzić się kaleką albo nieuleczalnie chorym, to jest prawdziwa tragedia a nie fakt, że masz serce i przez nie patrzysz. Damy jeszcze cytacik Zdzisława Beksińskiego odnośnie „altruizmu” i jak to działa w otoczeniu do prymitywnego świata, który nas otacza (zresztą jak wiesz, zarżnął go koleś, którego ojciec utrzymywał ich wszystkich dzięki Beksińskiemu).

„Uważa Pani, że płacę za to, że nie chcę być skurwysynem? Jeśli mogę, to staram się każdemu pomóc na tyle, na ile mogę, i rzeczywiście zaczynam już wątpić w to, czy uda mi się zostać świętym Franciszkiem, bo ptaki nie siadają mi na ramionach, a ludzie zaczynają obwiniać mnie o wszystko. Czy opowiadałem Pani, jak w Sanoku skończyło się dla mnie kilka prób dobroczynności? Pewnie tak, ale jedną historyjkę powtórzę. Na rogu naszego ogrodu rosła duża grusza, a na niej i pod nią w trawie setki soczystych ulęgałek. Za ogrodem była szkoła. Jakieś dziecko stanęło za płotem i poprosiło o gruszkę. Podniosłem z trawy i pomny lekcji z „Dziadów” Mickiewicza, podałem mu ją przez płot, aliści jak spod ziemi pojawiło się kolejne dziecko z tą samą prośbą. Za nim kolejne i jeszcze kolejne, bo akurat skończyły się lekcje i szkoła wypluła ze siebie wrzeszczącą bandę gówniarzerii. Chodziłem jak wahadło od drzewa do płotu i podawałem gruszki. Skończyły się te w trawie, więc zrywałem te, które były w zasięgu ręki, ale po pewnym czasie nie było już nic w zasięgu, a drzewo było za wielkie i za grube, by nim trząść. Drabiny nie miałem. Powiedziałem więc z uśmiechem, że koniec z gruszkami, i wtedy skończyły się prośby, a dowiedziałem się, że jestem psim i chyba rybim chujem, a nawet poleciały w moją stronę ogryzki. Jedyną wiedzę, jaką wyniosłem z tej lekcji, wiązałem raczej z roszczeniami politycznymi na linii Lud Boży i Władza, natomiast nie umiałem zmienić swego postępowania. No nic.”

Zdzisław Beksiński

Ja również pozdrawiam

Rafał Skonecki​

 

Jakub Robot.

Wybiło właśnie południe, kiedy do jednego z żołnierzy „Robota” trzymającego wartę na skraju lasu podbiegł młody chłopak.
 
Muszę…szybko…do…komendanta – rwał zdanie z wysiłku
 
Porucznik „Jakub Robot” leżał właśnie na pryczy, kiedy do szałasu wpadł zdyszany goniec…
 
Panie komendancie! „Huragan” nie żyje, Niemcy palą…wieś! Jest posłaniec… – wyrzucił urywanym głosem wartownik
 
A to skurwysyny! – „Robot” zaklął siarczyście pod nosem
 
Dawaj tu tego gońca! – warknął do żołnierza
 
Prowadzą go panie komendancie, ledwo dobiegł, pół żywy, nie wiem czy coś powie – odparł żołnierz
 
Alarm w obozie! – ryknął Robot
 
Chłopakom nie trzeba było dwa razy powtarzać, to było karne wojsko mimo, że leśne, na polanie natychmiast zrobił się ruch, chłopaki tylko w spodenkach, opaleni wyglądali bardziej jak plażujący harcerze niż wojsko, ładowali granaty i gorączkowo sprawdzali broń – wszyscy czuli, że kroi się coś poważnego…
 
Robot wyszedł z szałasu niekompletnie ubrany, przyprowadzono właśnie gońca ze Smrekowa, pojawili się też inni oficerowie zgrupowania „Dobosz” i „Kmicic”. Goniec był pół żywy, ledwo trzymał się na nogach a zmęczenie i strach powodowały, że wyglądał jak śmierć na chorągwi. Chłopak miał może 14-15 lat…
 
Siadaj i pij – powiedział „Robot” podając mu menażkę
 
Chłopak pił tak szybko, że resztki wody wylewały mu się kącikami ust. W końcu odstawił menażkę i szarpanym głosem chaotycznie zaczął mówić…
Ja niewiele wiem, pasłem krowy, sąsiad przybiegł i kazał mi lecieć do pana komendanta, bo Niemcy w wiosce, palą i rabują…Jak wybiegałem to widać było dym – dodał po chwili.
 
Ilu ich było? – zapytał „Robot”.
 
Nie wiem, widziałem trzy ciężarówki, osobówkę i motocykl…aha i sąsiad mówił, że ludzi pakują na samochody – odparł chłopak.
 
„Robot” zastanawiał się czy zdążą? Do celu mieli jakieś 6 kilometrów przez las, jak ludzi biorą to jest szansa, zajmie nam to minimum pół godziny jak nie lepiej…i jeszcze sprzęt – pomyślał
 
Trzeba spróbować – odparł „Kmicic” widząc wahanie dowódcy
 
„Dobosz”, zostajesz w obozie, wraz z trzema ludźmi. Reszta idzie z nami – stanowczym głosem rzucił robot w kierunku oficera.
Rozkaz! Bylebyście zdążyli! Szkoda czasu… – odparł „Dobosz” już mniej regulaminowo
Oficerowie wyszli przed szałas, zgrupowanie stało w dwuszeregu. Właściwie zgrupowanie to za dużo słowo, bo do dyspozycji „Robot” miał około czterdziestu chłopaków…
 
„Zabili Huragana” – powiedział
 
Szmer rozszedł się wśród oddziału „Allana” czyli ludzi z dywersji warszawskiej, tam wszyscy znali „Huragana” i byli z nim zżyci..
 
Biegniemy na pomoc, może zdążymy – krzyknął „Robot”
 
Trzech chłopaków pobiegło przodem na zwiad a reszta leśnych ruszyła ostro przez las. Do przebiegnięcia mieli około sześciu kilometrów, był wrzesień, ale pogoda wyjątkowo słoneczna i temperatury dobijały do 25 stopni. Na początku biegło się całkiem dobrze, jedynie „Wąs” dźwigający lufę od cekaemu miał trochę gorzej niż reszta. Po około dwóch kilometrach dopadło chłopaków zmęczenie, pot lał się strumieniami, koszule przyklejały się do pleców, gorące powietrze zatykało płuca…Nagle od strony lizery lasu dobiega pierwszy łącznik…
 
Są! Ładują ludzi na ciężarówki! – krzyczy tak, że wszyscy żołnierze to słyszą.
 
To dodaje sił, i mimo skrajnego wyczerpania każdy dostaje swoisty zastrzyk adrenaliny, który pozwala biec dalej. Dwa miesiące temu tak samo biegli do Michniowa i…nie zdążyli. Niemcy spalili żywcem ponad 200 osób…
 
Wreszcie jest, skraj lasu, chłopaki zaprawieni w boju sprawnie zajmują pozycje, „Wąs” z „Sołtykiem” szybko rozkładają cekaem polskiej produkcji wzór 1926 na licencji Browninga. Broń nieco przestarzałą, ale cholernie celną i skuteczną. W niewielkiej odległości od głównej „artylerii” oddziału szybko rozkładają się erkaemy również z radomskiej fabryki broni a także zrzutowa „elemgieta”. „Robot” przez lornetkę obserwował to co inni widzieli gołym okiem…
 
Niewielki spadek terenu i dwieście metrów dalej dantejski teatr, gdzie właśnie zaczynał się ostatni akt…Środkowa ciężarówka pełna mieszkańców wioski, dwie pozostałe żandarmów, oficerowie obok Opla Kapitana spokojnie palili papierosy. Żołnierze śmiali się i dowcipkowali tak głośno, że echo odbijało się od lasu. Naraz w tę palbę różnych dźwięków wbił się jeden tak okropny i przerażający, że chłopakom aż serca zabiły mocniej. Dwóch żołdaków ciągnęło po ziemi młodą kobietę za włosy, motocyklista kopnął pedał rozrusznika, oficerowie wsiedli do osobówki…
„Wąs” nie patrzył w kierunku wsi tylko obserwował jak wryty rękę dowódcy. Niech tylko machnie…
 
Uwaga! Ogień rozpoczyna broń maszynowa i długa. Bić po ciężarówkach i osobówce – ludzie muszą uciec! – „Robot” półgłosem wydał polecenia.
Nerwy powoli ustępowały skupieniu, przyrządy celownicze skoncentrowane na samochodach żandarmów ani drgnęły, szczęk przeładowywanej broni został zagłuszony przez silniki uruchamianych samochodów.
Znak „Robota” do otwarcia ognia zbiegł się w czasie z przeraźliwym krzykiem katowanej kobiety…
 
Dudnienie cekaemu prowadzonego pewną ręką „Wąsa” przykryło zupełnie jazgot erkaemów a pojedynczy strzały „kabeków” zupełnie znikły w ogólnej palbie. Chłopaki pruli z pełnych magazynków, z całej jak najdłuższej taśmy, wysyłając w stronę wroga po 400 pocisków na minutę z jednej lufy. Nad dolinką latały fragmenty oporządzenia Niemców, resztki mundurów, wszędzie widać było leżące postaci w zielonych mundurach. Różowa mgiełka wyraźnie wskazywała, że pociski leśnych nie trafiały w próżnię…
 
Opel Kapitan wraz z trzema dowodzącymi oficerami w środku ruszył gwałtownie do przodu, jednak „elemgieta” „Jacka” dopadła go, pociski przebijały drzwi i okna, wreszcie trafiły na zbiornik z paliwa, krótki błysk i dwie płonące postacie zniknęły pomiędzy zabudowaniami. Trzeci z oficerów został w samochodzie już na zawsze…Cała ta kanonada trwała może minutę…
 
„Robot” znów machnął ręką, ogień w jednej chwili ucichł…
 
Teraz na zimno mógł sprawdzić efekty działania swoich żołnierzy…jedno było pewne – ostatni uciekający chłopi zniknęli po przeciwnej stronie dolinki kryjąc się w lesie, na ziemi leżało w bezruchu kilkanaście ciał, kupa amunicji oraz resztki oporządzenia. Wokół słychać było wołania…”Hilfe…Hilfe…”
 
Znów okazało się, że zaskoczenie jest bronią, która pozwala osiągnąć założone cele mimo pozornie słabszej pozycji, w tym wypadku zaś pomóc zwykłym ludziom…
Wtem zza pryzmy kamieni w dolince odezwał się Bergmann a na głowy chłopaków posypały się odstrzelone gałązki igliwia. Za chwilę zza budynku zajazgotał inny…to był dobry żołnierz, po takiej łaźni w mig opamiętał się, zajął stanowiska i…próbował nawiązać walkę!
 
„Robot” miał już wydać rozkaz do odwrotu, kiedy to nagle dopada do niego „Allan” i nieomal krzyczy z błyskiem w oczach…
 
Panie komendancie! Zaatakujemy! Tam tyle amunicji, broni, prowiantu! – w oczach „Allana” widać ogień.
 
Zaatakować? Na tym pochylonym terenie? Toż wbrew wszelkim zasadom! Wystrzelają nas jak kaczki? – „Jakub” jest dobrym oficerem i w lot potrafi ocenić szanse powodzenia, nie mniej jednak „Allan” kusi…
 
Dobrze chłopaki! Atakujemy! – łamie się w końcu „Robot”
 
Podrywa się cała drużyna „Allanowców”. To Warszawiacy, ludzie zaprawieni w konspiracji, znaleźli się w lesie bo w stolicy zostali spaleni. Wyszkoleni, odważni i gotowi na wszystko!
 
Hurraaaa! – wrzasnęli i wyskoczyli z lasu wprost na opadającą ku dolince łąkę.
Chłopaki pędzili co tchu, nagle „Allan” zobaczył z przerażeniem, że ziemia gotuje mu się pod nogami. Pierwsza myśl – chłopaki wyrzucają kamienie spod butów! Ale nie…ziemia gotowała się od niemieckich pocisków. Żandarmi walczyli o życie…o swoje życie!
 
Naraz wyforsowany do przodu „Szczerba” zwinął się w pół, fiknął kozła i znieruchomiał, dwóch chłopaków od „Allana” natychmiast skoczyło mu na pomoc, w chwilę później „Gryf” twardo upadł na ziemię i znieruchomiał. Reszta chłopaków przypadła do ziemi i wtedy dopiero usłyszeli wściekły łomot niemieckich kaemów i gwizd ich pocisków…Strach przeszedł im przez plecy…wystrzelają nas jak kaczki…na tym pochyłym terenie nie mamy szans…Cała nadzieja w „Robocie” – wszak to on zawsze powtarzał, że zgrupowanie nigdy nie wycofuje się zanim ostatni ranny nie zostanie zabrany…
 
W tym czasie „Kmicic” wysłany uprzednio z grupą żołnierzy, aby zaatakować z flanki powinien już być na stanowisku…jednak z boku wciąż była cisza. Chłopcy nie wiedzieli, że „Kmicic” musi kluczyć, aby zająć właściwą pozycję a tymczasem impas w walce działał na niekorzyść zgrupowania. Niemcy w każdej chwili mogli dostać posiłki!
„Alan” patrzy na „Gryfa” ale ten jest spokojny, widać że nie żyje..za to „Szczerba” strasznie cierpi, pocisk rozwalił mu brzuch a chłopak palcami próbuje zatamować krwawienie…
 
Nagle słychać spokojny głos dowódcy…
 
Chłopcy! Spokojnie! Maszynki osłonią wasz odwrót! Zwijać rannych! – krzyczy „Robot”
Ognia! – pada komenda
 
Cekaem „Wąsa” i dwa erkaemy otworzyły huraganowy ogień w stronę Niemców, Ci przycichli przyciśnięci na pozycjach a w tym czasie reszta chłopaków od „Allana” zdołała wrócić do lizery lasu zabierając ze sobą rannego „Szczerbę” i zabitego „Gryfa”…
 
Panie komendancie! Strzeliłem Niemca! Prosto w głowę! – krzyczy „Adaś” skacząc w stronę Robota.
 
Nagle nieruchomieje, tylko tak mocno dłonią zgarnia kupkę piasku…”Robot” odwraca go na plecy…”Adaś” ma w oczach jeszcze resztkę radości ale jego oczy są już martwe…
 
„Robot” dał rozkaz odwołania „Kmicica”. Dalsza walka nie miała sensu, tym bardziej że przeciwnik wręcz szafował amunicją a chłopcy gonili resztkami…
 
Wieczorem na Wykusie stanął kolejny grób, w którym spoczęli „Adaś”, „Wilk” i „Gryf”…
„Wilk” Adam Wolf…siedemnastoletni Warszawiak skonał w lasach koneckich za wolną Polskę…
Themaskator