Dzień dobry. Dziś mija 16ta rocznica śmierci Tomka Beksińskiego. Był to człowiek, który w szczególny sposób odbił się na moim pojmowaniu świata i jego prawdziwej, niezakłamanej natury. Jego przemyślenia i nocne audycje pozwalały mi porządkować, to co czułem intuicyjnie od zawsze, nawet wtedy, gdy pełen radości i zapomnienia wpatrywałem się w wirujące na środku sali zakochane oczy pięknej dziewczyny. Nie uważam, aby był postacią tragiczną, dla mnie raczej do końca wolny człowiek, który NIGDY nie zgodził się z tym co zastał, podobnie jak ojciec i jego twórczość odbierany przez nazwijmy to główny nurt ludzkości jako dziwak, ekscentryk czy twórca czegoś, co było równie brzydkie jak jego wnętrze (mowa o Zdzisławie Beksińskim). Całe jego życie to było wołanie o opamiętanie się świata, o powrót do naturalnego porządku rzeczy, do odrzucenia kłamstwa, manipulacji, prymitywnych i zwierzęcych mechanizmów, jakie rządzą ludźmi. Z czasem coraz bardziej zamykał się w sobie aż do chwili, gdy poddał się na tyle, że chciał już spotkać wyłącznie jednego, jedynego człowieka, który nie pójdzie za stadem a zacznie myśleć. Bzdury o zdziecinniałym „chłopaczku” oglądającym westerny mogą opowiadać ludzie o zerowej wrażliwości i zrozumieniu ludzkiej psychiki i motorów naszego działania.
Czytaj dalej „Rocznica śmierci Tomka Beksińskiego.”
Texas Holdem.
Dziś będzie nieco o tańcu gwiazd, niczym walczących myśliwców z kosynierem na skrzydłach, błyskających ogniem z działek wprost nad Dover, w dodatku z poświatą zachodzącego słońca. Widowisko równie piękne, co niebezpieczne…
Mam taką zasadę, że nie ładuję się w żadne przelotne tematy w miejscu, gdzie pracuję. Czemu? Pomny doświadczeń kolegi wyrzuconego za sexual harassment, którego nie było (wiedzą to wszyscy) zrobiłem sobie takie założenie. Życie jednak bywa przewrotne 😉
Hermenegilda 😉 Fajna, ciepła blondyneczka na obcasach, przemiła, serdeczna – wtedy jeszcze nie kumałem co i jak, więc ślicznie robiłem za przyjaciółeczkę wypisując dziesiątki tekstów na GG, flirtując itp. Wiedziała, że mi się podoba, więc wypuszczała sobie co jakiś czas buziaczek w postaci zachęty do działania. Komu jak komu, ale mi dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂 Jedna kawa, druga kawa, śmichy hihy, kino w ogóle nie wchodzi! WTF? No nic… Dalej ostro ćwiczę GG, misio pysio, a to kawka razem w biurze z zalotnym spojrzeniem, a to nowa focia na mostku w kurteczce różowej pode mnie na NK, a to wypytywania co i jak? 🙂 Cud, miód, malina, orzeszki. Oczywiście miałem sobie nie robić żadnych nadziei, ale jakbym słuchał tych wszystkich bajek od dziecka, to bym chyba do dziś był bezdzietnym starym kawalerem 😀
Czytaj dalej „Texas Holdem.”
Dżungla drogowa.
Uwaga! Poniższy post oraz ludzie w nim przedstawieni są fikcją literacką i żyją wyłącznie w wyobraźni autora.
Dziś w ramach tego, że świat jest piękny a ludzie z natury dobrzy, klika grzechów drogowych 😉
Sporo jeżdżę samochodem, ostatnio podliczyłem, że w kołach mam jakieś 1,2 mln kilometrów. Oczywiście kierowca ciężarówki powie, że to nie robi na nim wrażenia, ale jednak to zupełnie inny rodzaj jazdy. Ciężarówki rzadko walczą w miastach. 😉 Muszę przyznać, że prowadzę dość nonszalancko, trzymając kierę jedną ręką, często piszę w czasie jazdy i to nawet całe felietony, jem, kilkanaście lat temu paliłem odpalając jednego od drugiego. Często podróżuje z szybkością powyżej 200km/h, czasem objeżdżam ronda driftem (jak mam humor i nikt nie widzi), nawet po kilka razy, potrafię wyprzedzić poboczem sznur przyspawanych do lewego pasa kierowników. Tyle moich grzechów, walczę z nimi i myślę, że prowadzę coraz spokojniej i lepiej w myśl zasady be water. Zero kolizji i wypadków z mojej winy, aczkolwiek byłem trzy razy walony w doopę ujeżdżając dość szybkie auto. Za każdym razem panowie płacili po „pińćset” na ulicy, bez policji, a ja nawet nie robiłem tego zderzaka. Po 200tys mniej więcej zbuntowały się czujniki parkowania, no i to tyle. Trzymam się pewnych zasad, to znaczy :
Czytaj dalej „Dżungla drogowa.”
