Pan Janusz.

Pan Janusz. Na taksie jeździ 40 lat. Uwielbiam starych taksówkarzy (kiedyś na Mazurach jeździłem całą noc, aż pod Kaliningradem byłem), dziś na przykład zrobiłem sobie wieczorem przejażdżkę po mieście, zupełnie przypadkowo. Stał jako drugi na postoju, a wsiadłem do niego, bo ten pierwszy poszedł się odlać. Strzeliłem sobie rundkę dookoła miasta 🙂
 
Długo pan robi na taryfie?
Uuu panie, czterdzieści lat!
Kiedyś to były czasy?
Hoho, panie taksówkarz to był ktoś!
Bez gwiazdy nie ma jazdy?
A jak!
Ale coś panu przerywa silnik…
A bo wiesz pan, padła mi pompa paliwa, a tu jest dwa dwieście, a ja trafiłem pompę od dwa litry. Niby żadna różnica a jednak czasem brakuje paliwa.
No ale idzie kieryka, nie ma kłopotu.
Nie ma wyjścia. Siedem tysięcy mnie kosztował, musi iść.
W ogóle panie, to ja ten samochód z Austrii ściągałem. Szwagier go przyprowadził ale mówi, Janusz słuchaj, to nie dla mnie gablota, ja to jakieś cinquecento albo cuś…chciał nie chciał wziąłem.
I co, dobrze służy?
A jak! Czterysta tysięcy przelatałem i patrz pan! Jak żyleta. Jak go brałem, to prawe drzwi się nie domykały, bo to ksiądz tym jeździł sam i w ogóle ich nie otwierał aż się uszczelka odparzyła.
No to nieźle…ja to się boje tych z przewozu osób, żeby nie oszukali, wie pan?
Hu hu, panie! Wiozłem studentkę z dworca, taka młoda, śliczna dziewczyna a ona mi mówi, że w Warszawie się nacięła. Ojciec dał jej ostatnie czterysta złotych a ten jej wyrwał dwieście, wyrzucił z auta i jeszcze zwymyślał.
A to skurwiel!
Ano panie, teraz takie ludzie są. Bo to ja raz miałem, że mi się klient ulotnił? Ale co ja mogę kochany? Wątłej postury jestem. Na początku to człowieka taka złość bierze, ale później się można przyzwyczaić, bo co zrobić?
No nie wiem? Może kolegów zawołać?
Eee panie! Za komuny to jak taryfiarza ktoś naciął to w pięć minut pół postoju się zjeżdżało a dziś? Dziś już nie ma ludzi…
Masz pan rację….
Tak, tak proszę pana. Teraz to się człowiek zastanawia, czy to człowiek jeszcze czy jakiś oprych?
To tu pan wysiada?
Nie, nie…niech pan jedzie dalej na Poznańską.
Uuu ale to z drugiej strony miasta!
Wiem.
Proszę bardzo, nasz klient, nasz pan.
A niech mi pan powie, nie lepiej w domu wieczorem posiedzieć?
A wie pan, żona do sanatorium pojechała na trzy tygodnie to co tu robić? Emeryturę jakąś tam mam, ale nie przelewa się za bardzo. Zamiast patrzeć w okienko i tracić wzrok, to wolę już coś dorobić.
Za mała emerytura?
To nie to nawet panie, ale ja w domu wysiedzieć nie mogę. Jak tylko siedzę, to myślę, nad tym co było, nad tym co straciłem…
A dużo pan stracił?
A tam, pieniądze srał pies, ale kobiety panie…do dziś wspominam niektóre.
No to nie jesteś pan jedyny…
Eee pan to młody jesteś, to jeszcze życie przed panem…
Pamiętam taką Krysię, poznałem ją w Ciechocinku. Ale to była miłość panie! Od pierwszego wejrzenia!
No i co? Nie było iść za nią?
Oj panie, a bo to takie proste? Ona z jednego końca, ja z drugiego. Pisała do mnie jeszcze dwa lata. Później przestała. Do dziś ją wspominam.
Ona pewnie pana też?
A nie wiem panie, może i tak…
 
Poruszamy się 40 na godzinę lewym pasem a ja czuję, że to najlepiej spędzona przeze mnie godzina w dniu dzisiejszym. Patrzę na pana Janusza i widzę jak z oka spływa mu łza…wygięty, zniszczony fotel z porwaną tapicerką zdaje się przytulać go tak mocno jak to możliwe.
 
To co, wracamy tam gdzie wcześniej?
Panie, pan to coś wypił dziś?
Nie, dziś nic.
To czemu tak pan się wozić każesz?
A bo wie pan? Ciężko dziś spotkać człowieka a jak już się to stanie to by się chciało pomniki stawiać.
Święte słowa kochany, święte słowa…
 
Znów czterdzieści na godzinę lewym pasem, zmiana biegów z namaszczeniem i między-gazem, jak w starej dobrej szkole. Obserwuję tego człowieka i czuję, że żyję. Panie Januszu! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Jaworzyna Krynicka.

W zeszłym roku dokładnie 28go listopada rozpocząłem sezon narciarski, w tym warunków brak. Sprawdzam na szybko możliwości, chodzi coś tam w Jurgowie, coś tam w Kasinie, może Chopok? Za daleko na jednodniowy wypad. Wieczorem w Wigilię zapada spontaniczna decyzja! Jaworzyna Krynicka! Co prawda czynny jest tylko jeden orczyk na samym szczycie, ale w kamerach widać znośne warunki. Gorączkowo kompletuję sprzęt… Kurde! Gdzie są moje buty!? Na strychu stoją tylko stare rosoły a po Nordicach ani śladu 😉 Szukam godzinę ponad i w końcu trafiam je w piwnicy, niemal na wprost wejścia, schowane w pokrowcu. Już miałem dzwonić do kolegi, czy czasem nie zostały po poprzednim sezonie u niego w garażu. 😉

Czytaj dalej „Jaworzyna Krynicka.”

Rocznica śmierci Tomka Beksińskiego.

Dzień dobry. Dziś mija 16ta rocznica śmierci Tomka Beksińskiego. Był to człowiek, który w szczególny sposób odbił się na moim pojmowaniu świata i jego prawdziwej, niezakłamanej natury. Jego przemyślenia i nocne audycje pozwalały mi porządkować, to co czułem intuicyjnie od zawsze, nawet wtedy, gdy pełen radości i zapomnienia wpatrywałem się w wirujące na środku sali zakochane oczy pięknej dziewczyny. Nie uważam, aby był postacią tragiczną, dla mnie raczej do końca wolny człowiek, który NIGDY nie zgodził się z tym co zastał, podobnie jak ojciec i jego twórczość odbierany przez nazwijmy to główny nurt ludzkości jako dziwak, ekscentryk czy twórca czegoś, co było równie brzydkie jak jego wnętrze (mowa o Zdzisławie Beksińskim). Całe jego życie to było wołanie o opamiętanie się świata, o powrót do naturalnego porządku rzeczy, do odrzucenia kłamstwa, manipulacji, prymitywnych i zwierzęcych mechanizmów, jakie rządzą ludźmi. Z czasem coraz bardziej zamykał się w sobie aż do chwili, gdy poddał się na tyle, że chciał już spotkać wyłącznie jednego, jedynego człowieka, który nie pójdzie za stadem a zacznie myśleć. Bzdury o zdziecinniałym „chłopaczku” oglądającym westerny mogą opowiadać ludzie o zerowej wrażliwości i zrozumieniu ludzkiej psychiki i motorów naszego działania.
Czytaj dalej „Rocznica śmierci Tomka Beksińskiego.”

Texas Holdem.

Dziś będzie nieco o tańcu gwiazd, niczym walczących myśliwców z kosynierem na skrzydłach, błyskających ogniem z działek wprost nad Dover, w dodatku z poświatą zachodzącego słońca. Widowisko równie piękne, co niebezpieczne…

Mam taką zasadę, że nie ładuję się w żadne przelotne tematy w miejscu, gdzie pracuję. Czemu? Pomny doświadczeń kolegi wyrzuconego za sexual harassment, którego nie było (wiedzą to wszyscy) zrobiłem sobie takie założenie. Życie jednak bywa przewrotne 😉

Hermenegilda 😉 Fajna, ciepła blondyneczka na obcasach, przemiła, serdeczna – wtedy jeszcze nie kumałem co i jak, więc ślicznie robiłem za przyjaciółeczkę wypisując dziesiątki tekstów na GG, flirtując itp. Wiedziała, że mi się podoba, więc wypuszczała sobie co jakiś czas buziaczek w postaci zachęty do działania. Komu jak komu, ale mi dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂 Jedna kawa, druga kawa, śmichy hihy, kino w ogóle nie wchodzi! WTF? No nic… Dalej ostro ćwiczę GG, misio pysio, a to kawka razem w biurze z zalotnym spojrzeniem, a to nowa focia na mostku w kurteczce różowej pode mnie na NK, a to wypytywania co i jak? 🙂 Cud, miód, malina, orzeszki. Oczywiście miałem sobie nie robić żadnych nadziei, ale jakbym słuchał tych wszystkich bajek od dziecka, to bym chyba do dziś był bezdzietnym starym kawalerem 😀
Czytaj dalej „Texas Holdem.”

Dżungla drogowa.

Uwaga! Poniższy post oraz ludzie w nim przedstawieni są fikcją literacką i żyją wyłącznie w wyobraźni autora.

Dziś w ramach tego,  że świat jest piękny a ludzie z natury dobrzy,  klika grzechów drogowych 😉

Sporo jeżdżę samochodem, ostatnio podliczyłem, że w kołach mam jakieś 1,2 mln kilometrów. Oczywiście kierowca ciężarówki powie, że to nie robi na nim wrażenia, ale jednak to zupełnie inny rodzaj jazdy. Ciężarówki rzadko walczą w miastach. 😉 Muszę przyznać, że prowadzę dość nonszalancko, trzymając kierę jedną ręką, często piszę w czasie jazdy i to nawet całe felietony, jem, kilkanaście lat temu paliłem odpalając jednego od drugiego. Często podróżuje z szybkością powyżej 200km/h, czasem objeżdżam ronda driftem (jak mam humor i nikt nie widzi), nawet po kilka razy, potrafię wyprzedzić poboczem sznur przyspawanych do lewego pasa kierowników. Tyle moich grzechów, walczę z nimi i myślę,  że prowadzę coraz spokojniej i lepiej w myśl zasady be water. Zero kolizji i wypadków z mojej winy, aczkolwiek byłem trzy razy walony w doopę ujeżdżając dość szybkie auto. Za każdym razem panowie płacili po „pińćset” na ulicy, bez policji, a ja nawet nie robiłem tego zderzaka. Po 200tys mniej więcej zbuntowały się czujniki parkowania, no i to tyle. Trzymam się pewnych zasad, to znaczy :
Czytaj dalej „Dżungla drogowa.”

Themaskator