Gra świateł.

Dzisiaj będzie śmiesznie bo przypomniało mi się jak przeprowadzałem swego czasu swoją konkubinę (swoją drogą to kocham to określenie) w NY, w dodatku mężatkę. Co prawda jak mnie zaczęła omamiać, to była w trakcie rozwodu ze swoim mężem katem, palaczem marychy i nałogowym alkoholikiem. 😉 Jak się w temat wkręciłem, to okazało się, że rozstanie się przedłużyło do lat dwóch, ze względu na zasobny portfel owego jegomościa o czym dowiedziałem się o pięć minut za późno. Nie wiem do końca co u niej obecnie, bo przestała mnie dość dawno nagabywać, ale zakładam, że dalej oddaje się emocjom smród marychy w całym domu plus małpki pochowane gdzie się da. Są egzemplarze naszych pięknych pań co to i „utrzymują czasem” przez dłuższy czas, jak mi wyznała pewna inna młoda dama (większość z panów dało by się dla niej pokroić, zostawiłoby Krystynę wraz dziećmi jak Kaziu Marcinkiewicz na pstryknięcie w palce a ta cholera upodobała sobie margines). Nie wiem co to za prawidłowość ale seks z takimi paniami jest po prostu przeżyciem z najwyższej półki – to tak na marginesie. 😉 Wracając do mojej konkubiny to innymi słowy, szydło jak zwykle wyszło z worka pięć minut po czasie a nie za pięć dwunasta. 😉 Człowiek samotny, kupę lat z jedną kobietą wierzył w każde słowo niczym w relikwię. W sumie, przecież ja sam zawsze dotrzymywałem słowa, to czemu tu miałoby być inaczej w tym wypadku? 😀

Jak zwykle w moim życiu, niemal wszystkie relacje z kobietami (i te epizodyczne i te dłuższe) mogłyby śmiało posłużyć za scenariusz filmowy, tu jednak było nieco dramatycznie i śmiesznie z perspektywy czasu. Jak mawiają, frajerów nie sieją, sami się rodzą – aczkolwiek z dystansu oceniam ten nasz układ jako dobrą szkołę życia dla mnie i jeden z przyczynków zainteresowania mechanizmami rządzącymi główkami naszych pięknych pań 🙂 Tak czy owak, im dalej w las, tym…bardziej ciemno.

Dostaję telefon – Misiu! Mam dość! Wyprowadzam się, ale musisz przyjechać i mi pomóc, bo ten psychopata mnie zabije a ja muszę wynieść wszystko z domu w czasie, gdy on jest w pracy. Inaczej on mnie nie puści bo będzie błagał, kupi sto róż, będzie prosił o jeszcze dwa dni, później wyjmie rewolwer i zacznie szopkę z rosyjską ruletką a ja kocham tylko ciebie i z tobą chce być 😀

Który prawdziwy facet na takie dictum nie rzuciłby wszystkiego i popędził ratować swą wybrankę z rąk oprawcy? 😀

OK, wpadam na skyskaner i łapię jakieś dziwne połączenie do NY za całe 1350 złotych w dwie strony! Bilet kupuję przez Iberię, realizuje go BAE a wracam Lotem 😀 W sumie mi pasuje, bo wówczas pojawiły się we flocie naszego wspaniałego przewoźnika Dremlinery, więc tym bardziej temat mi przypasował! Pakuję się w starego A310 na Okęciu, aby po dwóch godzinach lądować na Heathrow. Wrzucam jakieś sushi i przemieszczam się do Terminala 5. Ostre trzepanko jak zwykle na transatlantyk i już jestem w środku B777. Przechodzę na koniec samolotu, klepię zawsze tak zwany shit place przy toalecie na końcu samolotu, bo są tam tylko dwa fotele a ja nie lubię jak mi ludzie łażą po nogach, więc nawet trzask drzwi od owego przybytku nie przeraża mnie szczególnie. Naglę widzę w przejściu zator i szumek tłumu…O Jesus, what the hell? Patrzę a tam dość duża pani zaklinowała się między fotelami i szarpie się mocno z walizką blokując przejście. Pot płynie jej po skroni a ludzie syczą. Szybka decyzja, przeskakuję drugim rzędem między fotelami, upycham jej walizkę w luku i pomagam usiąść…Pani z wyraźną ulgą żegna mnie powtarzanymi wielkorotnie God bless you, God bless you. OK, no problem, teleportuję się na swoje miejsce, wpinam słuchawki w telefon, wyjmuję książkę i zatapiam się w fotelu klasy turystycznej 😀 Nagle ktoś delikatnie dotyka mnie za ramię, zdejmuję słuchawki a tu śliczna stefka w obcisłym ubranku BAE pyta mnie czy nie miałbym ochoty na darmowy upgrade do klasy pierwszej, bo byłem taki miły dla tej pani i w ogóle 😉 Oczywiście nie protestuję i resztę lotu spędzam w znakomitym towarzystwie, bo przypadkiem całkiem blisko mnie leci nie kto inny tylko…Sting 😀

Wysiadam na JFK, wychodzę z terminala i już czuję jej zapach i smak, to wspaniałe uczucie, gdy rzuca mi się w objęcia a ja tonę w jej włosach wąchając je zaborczo! Jeszcze chwila, moment…mija godzina a ja stoję 😀 Dzwonię, nie odbiera. Dobra myślę sobie, wychodzę na postój, krótka kolejka i już siedzę w vanie, który mknie w kierunku miasta. Co się okazuje, kierowcą taksówki jest…Rosjanin, który lepiej mówi po Polsku niż po Angielsku, co nie zmienia faktu, rzeczy że zupełnie nie orientuje się, gdzie jest wskazany przeze mnie adres! 😀 Na Manhattan z JFK jest fixed rate za taryfę, więc wisi mi tak naprawdę jego zakłopotanie ale, że jest 23:30 a mnie się kleją oczy mam po chwili dość. Opieprzam go ostro i każe się wysadzić przy przystanku metra w okolicy Ground Zero. Uff…oddycham spokojniej kiedy czuję nowojorskie powietrze i huk wentylatorów od klimatyzacji. Wsiadam w metro a później w pociąg i po godzinie jestem w hotelu.

Dzwoni moja baby…przepraszam kochanie, ale nie mogłam wyjść po Ciebie na lotnisko bo mnie szarpał i groził mi. Jesteś na miejscu? To dobrze skarbie, jutro pokaże Ci notatkę z policji, że nie kłamię 😀 Haha – od pół roku jej mówiłem, żeby się wyprowadziła, bo ją w końcu ten koleś przefastryguje a szkoda by było takiej ładnej buźki. Co zrobić – argumenty logiczne nie docierają do pewnych główek a ja nie mam ochoty na fortele, bo jestem już tym wszystkim zwyczajnie zmęczony. Rano czekam na nią w kafjece przy Ground Zero, jem śniadanie, kawa – jest spox. Mija 11ta a jej nie ma 😀 Dzwonię – przepraszam kochanie zaspałam. Już pędzę! Robię jej zjebkę i czuję, że coś tu nie gra 😉 Trudno, skoczę sobie do Jersey na koncert Bon Jovi w razie co, bo akurat się ma odbyć…Mija kolejna godzin a i widzę ją. Podchodzi do mnie i wtapia się we mnie. Oczywiście na chwilę tracę koncentrację i pozwalam się ponieść diabelskiej mocy 🙂

Plan jest prosty. Nie ma mowy o przeprowadzce profesjonalnej, bo po pierwsze za dobra dzielnica, żeby nikt się nie zorientował, po drugie całego dobytku jest jakieś 20 kartonów w tym torebek za 300tys. złotych, które tamten miś w dowodzie wdzięczności pani zakupił, do tego trochę butów ( o tym później, bo to właśnie główny katalizator tego, że mi się to przypomniało) o wartości jakichś 100tys. no i hit sezonu czyli…pierścionek zaręczynowy od Tiffanego, który to za całe 100tys. papierów ów miś kupił w dowód swej dozgonnej miłości. Czemu to wspominam? Bo pani kiedyś stwierdziła, że jeśli myślę poważnie o relacji z nią to muszę go przebić 😀 😀 😀 Oczywiście temat wyśmiałem sugerując zakup pierścionka na odpuście 😉 Ludzie to mają pomysły, co nie?

Żeby nie przedłużać, bo takich historii mogę walić bez liku 😉 łapię na rogu taryfiarza w vanie i proszę, żeby wezwał kolegę bo trochę gratów będzie to transportu. Jedziemy razem na dół Manhattanu, po chwili zjawia się druga taryfa, dość duży Jeep. Moja baby wychodzi z domu wynosząc torby a my we trzech wpadamy i zaczynamy nosić pudła. Trochę dziwnie się czuję widząc w kiblu czyjeś przybory do golenia, syf nie z tej ziemi, ręczniki czarne…kątem oka zauważam w sypialni zdjęcie mojej baby przy łóżku wraz ze swym ślubnym. Siłą rzeczy przychodzi mi do głowy – chłopie! Ale dałeś się wkręcić! Zobacz co Ty robisz! Może to porządny facet? Ech…jak wspomniałem. Pięć minut po czasie a takie dziewczyny mają doskonałe wyczucie chwili 😉

Kończymy wynosić graty i oba samochody ruszają ostro w kierunku nowego apartamentu mojej baby 😉 To trochę inne obszary Manhattanu ale nadal dość dobra, schludna dzielnia, portier na dole itp. Wnosimy graty i zaczyna się… układanie pudełek z butami 😀

Cała ściana w jednym z pomieszczeń do szafa a w tej szafie od sufitu do podłogi układamy…buty. Każda para w osobnym pudełku i osobnym specjalnym woreczku. Ponieważ trochę nam schodzi jestem zmuszony wysłuchiwać historii każdej z nich 😉

Zobacz Miś! Te na wyprzedaży w Macys dostałam miesiąc temu! Dwa i pół tysiąca dolarów kosztowały a ja je wyjęłam za osiemset! Czujesz Miś qrwa! Za osiemset!!!!!

Nie chciałem jej psuć humoru bo wiem, że w US cena regularna służy tylko i wyłącznie temu, aby frajer przepłacający za metkę poczuł się lepiej mając wrażenie, że zrobił mega biznes. Na końcu robię zdjęcie tej ściany. Tam jest ze trzysta par. Oczywiście wszystko kupił ten biedny facet nie zdający sobie zupełnie sprawy z prawdziwej natury swojej lady :/ Ech…

Wieczorem wpadamy na Broadway, wspaniałe przedstawienie, jestem urzeczony Upiorem w Operze i tu następuje zgrzyt. Pani zmusza mnie niemal siłą do zakupu jakiegoś debilnego foldera z płytą DVD za niemal trzysta baksów. Tu nie chodzi o to,że mnie nie stać czy jej żałuję ale to jest qrwa lekka przesada dać za kawałek papieru i plastiku 1200 złotych! 😀 Oponuję i ostro mówię, że nic z tego! I wtedy się zaczyna! Wyzwiska, wypominania – trzymam gardę, łapię taryfę…w środku ciąg dalszy. Są straszne korki więc jedziemy dość długo, w końcu moja baby nie wytrzymuje mojego spokoju i próbuje mnie uderzyć. Stawiam blok ale na to reaguje taryfiarz hamując ostro. Odwraca się i mówi…

Albo ją uspokoisz albo wypierdalaj z samochodu!

To na chwilę opanowuje krewki temperament mojej pani i spokojnie już docieramy do jej domu. Wysiada, nie chce się z nią pożegnać, zwalniam taryfę i idę do metra. Nagle słyszę krzyk….

Rafał! Rafał!!!! Poczekaj! Dopada mnie i rzuca mi się w ramiona! Przepraszam, kocham Cię nie wiem co się ze mną dzieje itp.

Załatwiam ją dość chłodno i odchodzę. Rano mam samolot do kraju. Przyjeżdża do mnie wieczorem, jest bardzo gorąco…rano jedziemy razem metrem – ja na lotnisko, ona do pracy. Wysiada na jakimś łączniku przytulając mnie mocno. Mówię…wiesz, że widzimy się po raz ostatni? Tak wiem…Trzymaj się Rafał…

Siadam w fotelu Dreamlinera i dopiero wówczas czuję co się stało. Kolejne dwa lata życia jak krew w piach…

Różowa mgiełka na Okęciu i wprost z lotniska na spotkanie biznesowe. Daję radę choć ciężko się skupić. Wieczorem kładę się spać w domu, mimo że czuję jet lag. Rano na telefonie 40 nieodebranych…

Życie.

Siedemset lajków.

Zastanawiałem się nad reakcją ludzi na mój wczorajszy komentarz na Pokoleniu Ikea odnośnie wpisu dotyczącego zagadnienia „wzajemności” w relacjach międzyludzkich.Dziś przypadkiem wpadłem na pewien przekaz, który w dość dobry sposób wpisuje się w to co chciałem na owym forum przekazać a mianowicie fakt, że prymitywne relacje międzyludzkie opierają się na…transferach energii. Zawsze jest tak, że jak na swej drodze stanie dwoje żebraków emocjonalnych to takie zderzenie musi skończyć się transferem energii, po którym obie strony czują się źle, bądź jedna lepiej a druga gorzej. Temat wyjaśnię głębiej w innym wątku.

Sporo osób w ogóle nie zastanawia się nad tematem uznając, że jest to natura ziemi…tej ziemi i nie warto tematu zgłębiać bo i tak nic to nie zmieni. Ja uważam inaczej i postaram się to wyjaśnić. Większość ludzi czytających moje komentarze odnośnie tak zwanych „ludzkich” reakcji wobec innych reaguje bardzo pozytywnie odnajdując wręcz wewnątrz siebie ukryty i dawno zakopany ze wstydu prawdziwy obraz ich wnętrza. Co się zatem takiego stało, że większość z nich czuje w codzienności ból, niespełnienie, brak poczucia wartości? Otóż wszyscy Ci ludzie czując dysonans wewnętrzny w związku z poczuciem inności, odrębności od tak zwanego stada próbowali na siłę wtłoczyć się do głównego nurtu innych ludzi. Tu pozwolę sobie na być może kontrowersyjną tezę, ale oglądając wspomniany przekaz na tubce uświadomiłem sobie, że jednak mam rację i nie jestem odosobniony w swoim twierdzeniu a mianowicie, nie pomoże Ci w osiągnięciu stanu harmonii duchowej i szczęścia:

– lamborghini Aventador (budujesz image niezgodny ze sobą)
– setki pięknych kobiet wokół (budujesz image niezgodny ze sobą)
– Chodakowska (próbujesz wbić się w mainstream, aby dorównać do reszty)
– Gaca (co z tego, że się odchudzisz skoro nie tu leży problem, bo otyłość jest wtórnikiem)
– setki znajomych na fejsie (próbujesz na siłę uzyskać energię z zewnątrz)
– kolejna znajomość w klubie (znów próbujesz budować image niezgodny ze sobą)
– kolejna po-dyplomówka (próbujesz znów podbić poczucie wartości)

Oczywiście jeśli naprawdę czujesz się dobrze i wewnętrznie wiesz, że to co wymieniłem powyżej (to tylko przykłady) daje Ci napęd i harmonię to nie czytaj dalej, bo szkoda Twojego czasu, jeśli jednak coś Cię gniecie i podświadomie odczuwasz, że to nie ta bajka to zaryzykuj i zostań. Może ten tekst i materiał filmowy, który warto obejrzeć do końca pomoże Ci dotrzeć do siebie lepiej niż tabun psychologów od siedmiu boleści 😉 (w myśl zasady, jak sobie uświadomię jakim jestem inżynierem, to się boję pójść do lekarza)…

Źródła problemów.

Nachalne media i narzucanie wizerunku – to jest dramat. Media typu TVN, Polsat, Menshealth, Playboy, Wyborcza, Onet, BiFit, narzucają nam z góry założony obraz człowiek sukcesu. Czy naprawdę jest to sukces w wykonaniu tych ludzi świadczy fakt mojej rozmowy z pewnymi ludźmi obracającymi się w światku nazwijmy do warszawskich modelek. Drodzy państwo. Podobno 90% tego towarzystwa jedzie na białym proszku a THC jest standardem takim jak papierosy. Miałem też dość mocny epizod w życiu z podobnym środowiskiem, ale funkcjonującym w Nowym Jorku. Schematy są te same co na lokalnym podwórku z tym, że za oceanem są one jeszcze bardziej uwypuklone podobnie jak i efekt w postaci totalnego niespełnienia wewnętrznego uczestników tej komedii a w zasadzie dramatu. Zatem moje pytanie brzmi. Czy człowiek sukcesu potrzebuje do szczęścia wspomagaczy zewnętrznych? Po co naśladujesz na siłę tych ludzi? Oczywiście dlatego, że media narzuciły Ci przez natarczywy i bezwzględny przekaz podprogowy wzorzec sukcesu, który i owszem może być prawidłowy ale jedynie dla części społeczeństwa! Ja bym poszedł dalej i powiedział, że dla promila…Dlaczego zatem dążysz wbrew sobie do czegoś co prowadzi donikąd? Bo brak Ci refleksji i zastanowienia się, czego tak naprawdę do życia chcesz i kim jesteś. Zaliczasz kolejne checkponity w postaci kolejnego samochodu, bluzki, zrzuconego kilograma czy atrakcyjnej kobiety zamiast poszukać źródeł głodu emocjonalnego, który czujesz w samym sobie. Możesz to spokojnie przyjąć? Jeden z moich znajomych nie ma w ogóle telewizora. Zastanawiałem się, jak dziś można żyć bez tego medium, okazuje się, że spokojnie można dać sobie radę. Przyjmując przekaz jaki serwują nam stacje telewizyjne, nieprzefiltrowany internet czy prasa typu Fakt, Super-express godzimy się na wrzucanie do naszych głów papki emocjonalnej i wizerunkowej, która nijak się ma do naszych potrzeb a jest jedynie odzwierciedleniem potrzeb reklamodawców. Rada? Odrzuć to albo filtruj.

We wczorajszej dyskusji trafiły się dwie osoby, które zareagowały dość ostro na moją tezę próbując za wszelką cenę ją zaatakować. Mam wrażenie, że jedna z nich idealnie wpisuje się nurt tego co opisałem ćwicząc Chodakowską i próbując na siłę znaleźć męża w klubie nocnym a druga…jest zwykłym manipulatorem. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to teza że ci ludzie doskonale by się do siebie dopasowali ponieważ ona „kupiłaby” iluzję, którą on nauczył się doskonale „sprzedawać”. Co później? To samo, tylko z licznymi fajerwerkami czyli poczucie niespełnienia, złość, agresja wobec innych, przerzucanie odpowiedzialności. Niestety ale prymitywna podświadomość zawsze dąży do przerzucenia odpowiedzialności za poczucie klęski na zewnątrz a kluczem do sukcesu jest zawsze poszukanie odpowiedzi w nas samych. Idąc dalej, próbując argumentować z ludźmi wspomnianymi powyżej trafia się zawsze na ten sam schemat prowadzenia dyskusji, czyli sprowadzenie jej do wulgaryzmów albo prób odrywania od tematu głównego i sprowadzania na pole osobiste. Jest to jedna z technik manipulacyjnych opisanych przez Schopenhauera. Zastanawiałem się kiedyś czy ludzie ci robią to z premedytacją i doszedłem do wniosku, że nie. Dla nich jest to schemat działania wyniesiony z dzieciństwa. Uważają go za słuszny, ponieważ przyznanie się przed samym sobą, że żyje się w próżni emocjonalnie jest niszczące dla układu limbicznego, wobec tego tworzy się wizję złego albo dziwnego świata, który jest nienormalny albo wszyscy wokół, którzy nie wpisują się w schemat noga, dupa, brama są niespełnieni ze względu na to,że nie są cool, jazzie czy wyluzowani 🙂 To jest oczywista bzdura, nie mniej jednak na tym etapie samorozwoju nie ma możliwości edukowania takich jednostek ze względu na to, że każde dotknięcie ich prawdziwego ja poprzez rozmowę i kierunkowanie powoduje odruch obronny w postaci ataku. Jest on wyprowadzany w najniższe możliwe obszaru człowieczeństwa czyli w przypadku fizycznego kontaktu jest to dążenie do bójki, próba wykazywania braków w fizyczności, słabszym ubiorze, gadżetach Temat jest powszechny w gimnazjach i czasem liceach ale jakimś cudem przenika też do dorosłych i mało tego często jest on obecny w zawoalowanej postaci wśród mainstreamu widocznego na szpaltach gazet czy w TV. Oczywiście kryje się za nim maskowanie prawdziwego ja i dążenie do wykazania własnego sukcesu zgodnego z głównym nurtem a zupełnie niezbieżnego z osobowością takie osoby. Wczoraj na pewnym profilu, piękna niewiasta mająca zdjęcie profilowe w eleganckim biustonoszu była łaskawa wygłosić tezę iż dziewczynom z Warszawy to opinię ladacznic nadają ich koleżanki z Grójca czyli tak zwane słoiki. Zapytałem grzecznie, skoro tak jest, to czemu na zdjęciu profilowym jako rodowita Warszawianka nie siedzi pani w eleganckim ubraniu z książką tylko eksponuje to co ściek narzuca jako wzorzec? Oczywiście pytanie zadałem w sposób grzeczny i przemyślany. Odpowiedzi nie mam do dziś, może się pojawi? Wątpię – mechanizm obronny tej pani sklasyfikował mnie jako palanta, który nie rozumie kobiet 😀 Cieszę się, że dwie czy trzy osoby ze znajomych owej niewiasty załapały przekaz i fakt, że moje pytanie nie miało na celu jej dotknąć tylko zmusić do myślenia.

Wracając do głównego wątku. Jeden z moich wczorajszych oponentów napisał coś takiego:

„Nie wiem czy zauwazyles, ale wszystko co w zyciu robimy, robimy pod innych. Jestesmy zwierzetami stadnymi. Kiedy masz wieksza motywacje do mycia zebow? 'Musze mocniej walczyc z ta prochnica!’ czy raczej wtedy gdy umowiles sie z dziewczyna? ”

To jest przykład skrajnie prymitywnego ale również powszechnego podejścia, które motywację do pracy ze sobą, rozwijania się czy parcia na przód uzależnia od osób trzecich w tym wypadku kobiet. Owszem temat działa bardzo dobrze, włosy na żel, siłka, postawa jakbym kija połknął, mowa ciała – wchodzę do klubu i wieczorem pukam dwie, trzy panienki. Temat działa – potwierdzam empirycznie. Niestety…zawsze docierałem w takiej sytuacji do punktu, gdzie okazywało się, że przywiązywałem się do takiej dziewczyny i chciałem z nią robić coś innego poza uprawianiem seksu i tu…no niestety ściana. Co to znaczy? Tylko tyle, że na siłę próbowałem dostać coś, co mi nie odpowiada wewnętrznie. Porzucałem swoje prawdziwe ja na rzecz podświadomości, która zamiast szukać pięknej kobiety z intelektem szła na skróty i kazała koncentrować się na sprawach przyziemnych. Tak robi gro ludzi. Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nic jeśli naprawdę takie życie daje im satysfakcję. Mi niestety nie…Jako efekt uboczny ostrej praktyki na tym polu doszedłem do ściany pod tytułem, każda kobieta, którą spotykam chce być ze mną w układzie FF ale o relacji nie ma mowy. Czemu? Facet alfa (a na takiego wówczas się kreowałem) nie nadaje się do długotrwałej relacji z punktu widzenia kobiety. Jest idealny do weekendowych wypadów pełnych seksu, emocji, zabawy. Na partnerów wybierani są mężczyźni beta lub gamma. Co to znaczy i czy to coś złego? Zupełnie nic poza tym, że to czego oczekujesz od świata zewnętrznego musi być spójne z tym co masz w środku. Żaden kołcz, żadna Chodakowska, Gaca i inny koleś zarabiający na niezrozumieniu samych siebie przez ludzi człowiek Ci nie pomoże jeśli na siłę będziesz próbował się wtłoczyć w ogólny nurt, który jest niezgodny z tym co stanowi fundament Twojej osobowości. Ludzi radzący innym wyjdź do klubu, zapisz się na siłownie, otwieraj na siłę kobiety na ulicy, weź się za siebie (z sensie wtłocz się w mainstream) powinni być w moim odczuciu stawiani od ścianą bo po pierwsze robią ludziom więcej krzywdy niż pożytku zaleczając objawy a nie przyczynę choroby a po drugie wykazują całkowitą ignorancję albo nawet złą wolę, bo zarabiają pieniądze na…iluzji…

Solucja?

Przeanalizuj wszystko do czego dążysz.Nie ma uniwersalnej reguły na poczucie spełnienia. Przestań naśladować, zapytaj siebie czego pragniesz? Laska z Chłopaki nie płaczą już dawno powiedział wszystko w tym temacie, tylko niewielu ten przekaz zrozumiało, śmiejąc się do rozpuku z wyluzowanego palacza trawy…

W życiu musisz zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie. Co chcesz robić? I zacznij to robić…

Tylko proszę! Zadaj to pytanie sobie a nie Dzień dobry TVN…czy Pytaniu na śniadanie. Inaczej padniesz ofiarą speców od marketingu…Nie pytaj tez mamy, siostry, znajomych – jest bardzo prawdopodobne, że pośrednio oni właśnie są przyczyną Twojego niespełnienia. Szukaj miejsc i ludzi, przy których czujesz się dobrze. Walcz o to, bo to jedyne co warto.

Załączam bardzo emocjonalny film pewnego vlogera, którego nie znałem dotychczas a przedstawiającego w dobry sposób źródło problemu. Przy okazji widać, że facet właśnie na TYM filmie przekroczył granicę i odnalazł prawdziwego siebie. To widać wyraźnie w uldze na jego twarzy…

Tobie życzę tego samego!

Potrzeba atencji.

W poprzedniej części opisałem dość powszechny przypadek cedowania kariery rodzica na dziecko, wg dr Shari Schreiber schemat ten często jest powielany z generacji na generację i powoduje, że wiele utalentowanych młodych ludzi jest zmuszanych (często wbrew własnej woli) do funkcjonowania jako echo kariery rodzica lub przejmowania rodzinnych interesów nawet wówczas jeśli nie mają oni ani predyspozycji ani pasji do wykonywania tych czynności. Depresja wśród młodych ludzi bardzo często jest efektem braku możliwości sprostania oczekiwaniom rodzica, szczególnie wówczas, gdy młody człowiek czuje, że to co jest określane jako „jego” ścieżka rozwoju, zupełnie nie koresponduje z tym co czuje. Warto zwrócić uwagę, że rodzice są zazwyczaj dużo mocniej przywiązani do dziecka, które idzie „ich” ścieżką rozwoju a także implementują mechanizm polegający na chwaleniu działań młodego człowieka prowadzących do „ich” celu a także krytykują i negatywnie oceniają wszelkie przejawy inicjatywy i talentu dziecka, które nie odpowiada ich oczekiwaniom. Syndrom skorupki trącającej na starość tym czym nasiąkła za młodu ma kolosalny wpływ na kształtowanie się relacji międzyludzkich takiego człowieka poprzez fakt, że nasze osądy innych ludzi i ich działań skierowanych w naszą stronę są zakłócone przez schemat z dzieciństwa polegający na tym, że niezależnie od tego ile złego nas spotka ze strony partnera, jak bardzo będziemy wystawieni na próby to nadal desperacko będziemy próbowali zadowolić go i uzyskać jego akceptację powielając schemat z dzieciństwa, kiedy to wbrew sobie szukaliśmy na siłę akceptacji rodziców poprzez realizowanie ich programów. Czy ta zależność jest dla Ciebie jasna? Ile razy czułaś, że ktoś traktuje Cię nie fair a mimo to nadal próbowałaś zasłużyć na uznanie, wierząc że starania przyniosą Ci sukces? Ile razy czułaś się totalnie wyczerpana próbując desperacko zasłużyć na atencję człowieka, który zupełnie nie reagował pozytywnie na Twoje usilne starania? Pewnie nie raz a może często – teraz przynajmniej znasz mechanizm, który jest odpowiedzialny za takie zachowanie. Być może będzie Ci łatwiej przeanalizować pewne fakty i na początku nieco sztucznie spróbować przeciąć ten krąg umizgiwania się do kogoś, kto w żaden sposób nie traktuje Cię jak człowieka i nie docenia tego jak bardzo się starasz? Wiem – poczujesz silny dysonans i ból, ale uwierz mi, że ta droga jest jedyną słuszną. Jesteś wartościowym człowiekiem, nawet bardziej przez swój stygmat niż inni i tym samym zasługujesz na kogoś, kto doceni Cię takim jakim jesteś, czyli wspaniałym człowiekiem. Dr Shari Schreiber zna z autopsji przypadek, gdzie kobieta zmarła na skutek anoreksji wywołanej próbą przypodobania się partnerowi…

Bolesny wewnętrzny konflikt, zbyt dobrego dziecka.

Dzieci, które wyrosły w przeświadczeniu, że aby uzyskać akceptację, uwagę czy uznanie opiekunów musiały być perfekcyjne, otrzymały jako wzorzec uszkodzony i mocno patologiczny obraz miłości. Dla tych ludzi miłość oznacza długotrwałe tkwienie w bólu i czekanie na uznanie, które nie może być w żaden sposób zaspokojone. Kolego – jeśli spotkałeś piękną dziewczynę, która nie umie kochać, to masz do czynienia właśnie z takim przypadkiem. Dziś taka kobieta podświadomie poszukuje emocjonalnego doświadczenia z przeszłości, które chce podświadomie odtworzyć w relacji z Tobą. Jeśli chcesz grać i mieć ją, to możesz wszystko, ale czy naprawdę jesteś aż takim kanalią, żeby świadomie wykorzystywać fakt czyjegoś kalectwa? Recepta jest prosta – dostarcz jej dramatu, niszcz ją psychicznie, nie pozwól się zbliżyć, lekceważ, gnęb, obniżaj poczucie wartości. Co dostaniesz w zamian? Genialny seks i niewolnicę, która zrobi wszystko byleby tylko ci się przypodobać. Pamiętaj jednak o jednym, jeśli tylko choć na moment staniesz się człowiekiem schemat runie a ona poczuje do Ciebie coś na kształt znudzenia a może nawet nienawiści. Póki pozwalasz jej odtwarzać rolę z dzieciństwa, możesz wszystko – jeśli tylko zechcesz pokazać jej jasną stronę życia ona natychmiast pokaże Ci najciemniejszą stronę jaką może mieć kobieta. Twój wybór. Ja próbowałem ratować dwa takie przypadki – w obu mi się nie udało :/ Póki działałem schematycznie, byłem Bogiem, gdy próbowałem dotrzeć do świadomości natychmiast byłem dewaluowany zgodnie z teorią. Polecam takie klimaty naprawdę dla świadomych, bo można się na takim układzie wykoleić. Gwarantuję Ci, że takiego zespolenia, seksu i atencji jak w przypadku kobiety z syndromem wkupowania się w miłość wyniesionym z dzieciństwa nie dostaniesz nigdzie. To działa trochę jak stygmat – przemyśl, czy masz na tyle jaja, żeby udźwignąć temat i samemu się nie wywalić. Chyba, że jesteś psychopatą – wówczas droga wolna.

Dr Shari Schreiber zauważa też kapitalny fakt a mianowicie to, że normalny partner dający ciepło, czułość, wsparcie i oczekujący tego samego dla osoby wychowanej w patologicznym środowisku jest NIEATRAKCYJNY i nudny, ponieważ nie dostarcza takiej osobie bólu, który jest nieodzownym elementem „miłości” dla takiego człowieka. Stary! Ona może mieć figurę modelki, loda robić jak Jena Jameson ale normalnej relacji nie zbudujesz z nią za Chiny ludowe, chyba że zaufa ci na tyle, żeby podjąć terapię i zmieniać się – dla dobra samej siebie przede wszystkim. Wiem – ty też jesteś zaburzony, normalny facet w takiej sytuacji odpuszcza 😉

Dodatkowo dramatu całej sytuacji dodaje fakt, że osoby takie pragną z całej siły pokochać kogoś bardzo mocno ale jednocześnie czują nieprzeparty strach przed zaangażowaniem w obawie, że ze względu na własne słabości i niskie poczucie wartości zostaną odrzucone i zostawione z ogromnym bólem emocjonalnym, który jest nieporównywalny do odczucia porzucenia przez człowieka z prawidłowym wzorcem emocjonalnym. Nikt nie potrafi kochać tak jak oni, więc twierdzenie, że nasz partner jest człowiekiem, który naprawdę kocha jest w pełni uprawnione, niestety patern z dzieciństwa w przypadku braku odpowiedniej terapii i wsparcia spowoduje, że taki człowiek zniknie we mgle…Kurwa! Przepraszam…

Osoby taki wielokrotnie nie okazują uczuć ze względu na to, że czai się w nich strach przed byciem zidentyfikowanym jako „needy” odnośnie uczuć, zatem niemal zawsze zdarza się, że taka kobieta prezentuje się jako „zimna suka” a facet jako „zimny podrywacz”. Strach przed pokazaniem swojej prawdziwej natury na skutek traumy z dzieciństwa powoduje, że ludzie ci wolą zabić własne uczucia niż otworzyć się. Jest to najgorsza forma obrony jaką człowiek może przyjąć ale wpisuje się ona w schemat ich myślenia zaprogramowany w dzieciństwie. Nikt tak desperacko nie potrzebuje miłości i atencji jak dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Nie dajmy się zwieźć obrazowi rodziny idącej co niedzielę za rękę do kościoła. To czysta iluzja. Dr Shari Schreiber na podstawie obserwacji licznych przypadków klinicznych wywodzi wniosek, że ludzie tacy często wybierają na „partnerów” osoby teoretycznie niedostępnie dla nich ze względu na różnicę w poziomie inteligencji, wykształcenia, zamożności, przebicia albo totalnie niestabilne emocjonalnie jednostki. W pierwszym wypadku, jeśli taka osoba wykaże zainteresowanie takim przypadkiem po fazie idealizacji następuje gwałtowna faza deprecjacji takiego partnera w myśl zasady, skoro on chce wiązać się kimś takim jak ja, to musi być mega słaby. W drugim wypadku mamy do czynienia z odgrywanym latami dramatem polegającym na ciągłym zrywaniu i wracaniu do relacji oraz patologią związaną z alkoholizmem, przemocą lub narkotykami. W ostateczności taki człowiek ma tak zwane dwie lewe ręce i jak pijawka wysysa z dawcy siły witalne.

Każdy człowiek doświadczający tego typu traumy w dzieciństwie żyje z nierozwiązywalnym dla niego w przypadku braku terapii problemem…

Czy jestem wystarczająco dobry, abyś mnie kochał?

Niespójność w ocenie samych siebie powoduje u takich osób, że często marnują one własny talent, umiejętności i silne strony na rzecz przekonania, że są na tyle uszkodzone, że nie zasługują na normalne ciepło i miłość. Bywa, że są to ludzie nieprawdopodobnie utalentowani, jednak nikt ani nic nie jest w stanie ich przekonać co do ich wartości. Zdrowa osobowość powoduje, że człowiek jest stanie ocenić sam na ile daje siebie a na ile bierze, w przypadku dzieci narcystycznych rodziców mamy do czynienia ze schematem, który powoduje iż desperacko potrzebujemy uznania z zewnątrz, aby poczuć się wartościowymi ludźmi a to skutkuje w kompulsywnym dawaniu, naprawianiu i ratowaniu innych ludzi. Brak własnych potrzeb wykształcony w dzieciństwie powoduje, że próbujemy zasypać dziurę we własnej duszy poprzez źle rozumiany altruizm, za każdą ceną i bez względu na konsekwencje dla nas. Stąd schemat, gdzie piękna i wykształcona kobieta funkcjonuje w związku z przemocowcem, znosząc każdy rodzaj bólu jaki jej zadaje oprawca.

Syndrom rannego ptaka (Wounded Bird Syndrome) powoduje, że podświadomie szukamy kogoś, kto zostawi nas dla kogoś niby lepszego od nas. Jest to silnie powiązane z poczuciem strachu przed odrzuceniem, który implikuje zupełnie irracjonalne zachowania. Syndrom ten wywodzi się bezpośrednio z dzieciństwa.
Akt opiekowania się kimś pomaga takim ludziom w realizacji emocjonalnego poczucia bycia potrzebnym i jest czystą projekcją jaźni nie mającą nic wspólnego z realną oceną rzeczywistości.
Być może dorastałeś z matką lub ojcem, będącym w ciągłej depresji i próbowałeś zasłużyć lub zrobić wszystko by znieść smutek z twarzy swojego rodzica albo spowodować, żeby się cieszył życiem. Jeśli ci się to nie udało, to podświadomie winisz się za nieszczęście najbliższej ci osoby. Ekstremalnie jeden z rodziców mógł popełnić samobójstwo jako np. skutek depresji a ty dziś ponosisz konsekwencje tego faktu. Ludzie identyfikujący się jako „caregivers” z tego powodu często próbują wiązać się z osobami z uszkodzeniami osobowości typu BPD albo DDA czy DDD. Ich niezdolność do ocenienia w pewnej fazie relacji braku wzajemności czyni z nich doskonały „target” dla takich osób.

Niespójne ale wartościowe.

„Człowiek jest stworzony do analizy. Mózg ludzki swym potencjałem ludzkim, całkowicie odmiennym od zwierzęcego, modyfikuje stronę małpią i domaga się rozumienia świata.

Umysł ludzki, który nie potrafi dokonać merytorycznej i formalnej analizy świata wypowiedzi czuje się niezaspokojony. Wtedy poszukuje tanich wyjaśnień, są to pseudonaukowe zasady. Poszukuje antidotum, którym stają się tajemniczości, jak UFO, McCartyzm w USA. W Niemczech, euforyzacja wskutek nieustannego picia piwa, naznaczyła euforyczne rozpływy mocy korelacyjnych np. u Hitlera, widoczne w czasie jego przemówień, podczas których masy wpadały w stan uniesienia. Euforyzacja oraz poszukiwanie tanich okultystycznych „zasad” prowadzi do wytworzenia w mózgu rejestratów sprzyjających używaniu pretekstów, czyli swoistych wyjaśnień. Preteksty te zaczynają tworzyć mózg niezdolny do odróżniania pretekstu od prawdy.. Nie musi tu być zakład pracy, aby się ujawniło rozmycie między pretekstami a prawdą. Tam gdzie jest dwóch synów, a jeden o głowę niższy, tam powstaje u niższego naturalna skłonność do wykorzystania jakiegokolwiek bądź pretekstu, aby tylko przywalić wyższemu. W rodzeństwie takim wyższy, nie rozumie, o co niższemu chodzi, traktuje go po partnersku, chce wciągnąć niższego we wszelkie swe poczynania, a mogą to być zabiegi literackie, teatralne, naprawcze (w rodzinie, szkole), pedagogiczne, negocjacyjne, turystyczne. Niższy odwrotnie, nie widzi w wyższym partnera, czyni wyższemu zarzuty z wciągania go na wspólna drogę, niekoniecznie mu to mówi, ale żyje tym (że wyższy go angażuje), uważa to za jakąś absolutną ujmę i „idzie własną drogą”, byle nie z wyższym. Człowiek z tak wytworzonymi rejestratami nie potrafi się z sobą tak skomunikować, aby nie atakować jak bandyta, bez powodu i całe jego życie toczy się wokół wyprodukowania pretekstów. Te preteksty w nim żyją i stymulują do aktów bandyckich.

Bandyci posiadają cybernetycznie odmienny mózg, w którym moce korelacyjne doprowadziły do zaniku zdolności odróżniania prawdy od własnych konfabulacji. Jak wykazywała w swej pracy neurolog Krystyna Cholewianka, istnieją całe rodziny, w których z braku prawdziwego zacnego ojca, znęcania się teściowej nad synową w ciąży i realizowania tego programu przez męża (maminsynka) wobec żony, następuje niemoc intelektualnego odróżniania pretekstowości od prawdy. Sterowania (życia, decydowania) pretekstowego od prawdziwościowego. U synów najczęściej sytuacje te powstają, jeżeli jest kompleks niskiego wzrostu, wtedy zjawia się chęć sterowania o pretekstowym charakterze.
Jest to forma zespołu podpadającego pod infantylizm, a młodzieńcy tacy zwykle nie nadają się do służby wojskowej. Zgadzali się z tym jej koledzy.

U córek zaś taki mózg – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczna nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie będąc do małżeństwa niezdolną, nieporadną jako matka, apodyktyczną, wymuszającą. W pracy zawodowej psychiatry nie ma nigdy żadnych osiągnięć, pomimo doktoratu (zrobionego na złość mężowi psychiatrze), ponieważ to jej nieudolność umysłowa – której absolutnie nie dostrzega – spowodowała nadzieję, że się wyzwoli ze swej wady idąc na psychiatrię (lub psychologię). Nie widząc swego kalectwa i nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu w dzieciństwie ojcu, staje się w pracy psychiatrycznej nieustannie niedołężną naśladowczynią (kopistką) książek psychiatrycznych, których w ogóle nie rozumie i ciążą jej one, jak cała psychiatria. Zdaniem wielkiego psychiatry Jana Trąbki, praca psychiatry jest jej ciężarem, a nawet wrogiem, stąd niezwykła jałowość zawodowa takich córek.

Taki sens, jak tu opisany (mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy) miała inwazja SS w polskich mundurach w Gliwicach, na która to inwazję Hitler odpowiedział zmasowaną kontr inwazją na zajęcie terenu Niemiec przez SS, czyli odpowiedział II W.Św., a w czasie trwania II W.Św. wymyślał preteksty, aby zaatakować Polskę. Taki sens maja akcje psychiatryczki w rodzinie, która kierując się pretekstami, naśladuje ojca, izolując matkę, albo innych członków rodziny, jeżeli będzie to sprawa majątkowa. Opisany mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy, nie potrafi inaczej działać, a poszukiwania prawdy córka rodzinnego satrapy ma za stracony absolutnie czas. Prawdę znajduje ona w sektach lub w gorliwej dewocji, a księża stanowią dla niej archetyp władzy, projekcję ojca, wyrocznię i metodę sterowania w rodzinie (matka, mężem, rodzeństwem). Córka taka nieustannie prowadzi inwazyjny tryb życia i ten tryb uniemożliwia jej jakiekolwiek osiągnięcia zawodowe w psychiatrii lub psychologii. W swym zawodzie porusza się jak słoń. Na wzór inwazji, w głowie Hitlera, odpowiada zmasowaną kontr-inwazją na upatrzone przez siebie zajęcie terenu; u Hitlera – Niemiec przez SS, czyli wytwory jego pretekstowego mózgu, czyli korelatora zaburzonego źle ustawionymi rejestratami i potencjałami. Córka taka prowadzi nieustanne inwazje w rodzinie i wymyśla preteksty, aby atakować.

Podobny sens miało wiele akcji w XX i XXI w. Czerpią one z metody Hitlera, czyli z mózgu, w którym od strony cybernetycznej rejestraty prawdy nakładają się z rejestratami pretekstowości. W rodzinach z wadliwym ojcem wymyśla się sztuczne preteksty, aby kogoś oskubać z majątku, prawie nigdy tego się nie robi bez pretekstu. Często realizują to dewotki i osiągają swoje cele za parawanem religijnego szantażu, eliminując zwłaszcza ateistów. Bywa, że członkowie rodziny bronią się przed taka dewotką ateizmem.

U córek mózg pretekstowy – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczka nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie do małżeństwa niezdolna. Ukształtowana tyranią ojca, mocą relacji córka-ojciec, jest krańcowo nieporadna jako nie tylko zona, ale i matka – apodyktyczna, wymuszająca, krzykliwa, nieanalityczna, nienegocjacyjna.

W pracy zawodowej psychiatry nie ma ona nigdy żadnych osiągnięć, nawet jeśli zrobi pracę dyplomową; poza teoretyczny infantylny mechaniczny doktorat, jak podliczenie grzybicy u chorych psychicznie może być tematem pracy w psychiatrii, ale nadal nie zmieni potrzeby dominacji jako głównej motywacji do konkurowania, także z mężem psychiatrą. Nie może mieć osiągnięć zawodowych, ponieważ myślenie teoretyczne, jako interpretacyjne, nakierowałoby ją na nieudolność swego ojca. Ze stanowiska cybernetyki Mazura, jest tu zaangażowany najsilniejszy kompleks perturbacyjny: młoda niezrównoważona córka o tendencjach mistyfikacji paranoicznej, typowy hedonista ojciec tyran maltretujący żonę, nieudolna matka, przegrywająca na każdym kroku z rodzinnym satrapą. Krzywdy swego umysłu córka nie dostrzega, wady tej nie uleczy psychiatria, której córka, dążąca do władzy i popisu, z istoty psychiatrii nie cierpi i rzutuje jej psychologia na sferę leczenia pacjentów.

Psychiatrka, nie widząc swego kalectwa, i – wskutek wykonywania zawodu psychiatry – nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu i nienawidzonemu jednocześnie w dzieciństwie ojcu tyranowi, staje się w pracy psychiatrycznej, stricte zawodowej, nieustannie niedołężną naśladowczynią swego pospolitego utartego schematu zapisywania tych samych leków, nie jest nawet kopistką książek psychiatrycznych, których zresztą faktycznie nie zna, nie rozumie i ciążą jej one, tak jak ciąży cała psychiatria, pacjenci i leczenie ich. Zdaniem Cholewianki praca psychiatry jest tak zmanierowanej niewychowanej córce tyrana tylko ciężarem, a nawet wrogiem, stąd psychiatrze takiej towarzyszy pustka i jałowość zawodowa.”

Znalezione w sieci.

Caregiver.

Dziś spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie czy potrzebujemy dawać czy też potrzebujemy być kochani? Ostatnimi czasy zafascynowałem się tym co osiągnięto na polu analiz relacji między ludzkich za wielką wodą. Prócz dr Tary Palmatier prowadzącej witrynę shrink4men trafiłem na dr Shari Schreiber oraz serię jej rozważań na temat przyczyn fuckupów w relacjach międzyludzkich. Temat jest mi bliski z wiadomych powodów 😀 za to dziś wyjątkowo ujmę go z punktu widzenia zarówno kobiet jak i mężczyzn, gdyż w poruszanym obszarze w zasadzie nie ma różnic jeśli chodzi o schematy na jakie możemy się nadziać 😉 Do dzieła zatem!

Czy często w przeszłości zastanawiając się nad sobą dochodziłeś do wniosku, że ludzie głównie od Ciebie biorą nie dając nic albo niewiele w zamian? Czy zdarzało Ci się czuć dysonans w związku z tym, że pomagałeś innym, gdy byli w potrzebie a kiedy okazało się, że pomocy potrzebujesz Ty zostałeś na lodzie? Czy analizując swoje życie mógłbyś określić siebie jako osobowość typu „caregiver” (ktoś czujący empatię wobec innych, martwiący się o wszystko i wszystkich, dbający o otoczenia itp.)? Czy czułeś się niepewnie i zobowiązany, kiedy usłyszałeś komplement na swój temat albo dostałeś drobny prezent? Ile razy odpowiadałeś machinalnie – to nie ważne, to nic nadzwyczajnego, nie zasługuję na to itp.? Czy wiesz i rozumiesz co to znaczy być w relacji charakteryzującej się wzajemnością? Jeśli powyższe pytania sprawiają, że czujesz się dziwnie albo odpowiadasz na nie twierdząco (za wyjątkiem ostatniego) to jest bardzo prawdopodobne, że taka postawa zaczęła w Tobie kiełkować w dzieciństwie, kiedy to czułeś, że otrzymanie atencji ze strony bliskich, uczucia, wsparcia emocjonalnego czy ciepła było obciążone potrzebą wkupienia się w uwagę bliskich lub rodziców. Innymi słowy, w Twoim układzie limbicznym na skutek braków w procesie wychowania wynikających najpewniej z ignorancji ludzi, którzy przygotowywali Cię do dorosłości wykształciłeś nawyk, że aby otrzymać coś na płaszczyźnie emocjonalnej musiałeś zasłużyć. Na przykład pochwała wymagała otrzymania dobrej oceny, dziewczynki były chwalone wówczas, gdy zajęły się młodszym rodzeństwem, chłopcy gdy pomagali w polu itp. Jako efekt takiego podejścia ze strony najczęściej rodziców wykształciłeś w sobie nawyk „płacenia” za czyjąś uwagę oraz przyzwyczajenie, że potrzeby innych są dużo ważniejsze niż Twoje. Postawienie swoich potrzeb ponad tym co oczekiwało od Ciebie środowisko oznaczało karę, poczucie winy albo wstydu. Wracając do początku i terminu „caregiver” – to nawet jeśli zidentyfikujesz w sobie takie cechy to nie znaczy, że taki się urodziłeś, tylko zaszczepiono Ci je jako efekt procesów, których elementem stałeś się w dzieciństwie.

Czy w domu rodzinnym miałeś wrażenie, że jesteś ściśle kontrolowany i nadzorowany? Wszelkie wyjścia, godziny policyjne, sprawdzanie co, z kim, gdzie i dlaczego? Czy wyrosłeś w poczuciu, że musisz być perfekcyjny albo pomocny, aby uzyskać akceptację jednego albo obojga rodziców? Jak bardzo źle się czułeś, kiedy zdarzało się, że nie spełniałeś ich oczekiwań? Jak często czułeś, że robisz coś, czego tak naprawdę nie chcesz? Czy może było to odrzucenie, kara cielesna albo brak ciepła? Czy może byłeś świadkiem targów, gdzie porównywano Cię z rodzeństwem wskazując na Twoją ułomność na jakimś polu? Brzmi znajomo? Poczekaj – dopiero zaczynamy…

Czytając ten tekst możesz poczuć znużenie albo nagły przypływ senności, czy napad smutku – nie musisz się martwić bo jest to naturalna reakcja somatyczna na fakt, że wpis, który czytasz porusza bardzo ważne dla Ciebie kwestie. Jeśli tak jest, to w dowolnej chwili zrób sobie krótką przerwę, zajmij się czymś innym i wróć tu, gdy poczujesz, że niepokój minął. Ten felieton jest dość ważny, bo będę się na niego powoływał w przyszłych rozważaniach, w których być może odnajdziesz jakiś fragment swojego życia?

Klucz: Wszystkie istoty żyjące mają swoje potrzeby – masz je i TY!

Wielu pacjentów dr Shari Schreiber w czasie sesji, jakie z nimi prowadziła informowało ją, że często jako dzieci byli chwaleni za fakt nie płakania. Zosia to takie dobre dziecko – ona nigdy nie płacze, nawet jak dzieje jej się krzywda! Każde dziecko ma swoje potrzeby a jedną z podstawowych jest możliwość płaczu, który to jest wykorzystywany do sygnalizowania, że są głodne, senne, potrzebują ciepła/komfortu itp. Jeśli dziecko nigdy nie płacze to musimy zadać sobie pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy nie czuje się czasem niezbyt pewnie, aby wyrazić to co czuje w naturalny sposób? Czy nie jest tak, że dławi ból wewnątrz oczekując nagrody za bycie „niekłopotliwym”? Czy zdajecie sobie sprawę, jak ważny jest płacz dziecka? Bez tego prawdopodobnie ludzkość by nie przetrwała? Zaprogramowano nasz układ limbiczny tak, aby nie okazywać własnych potrzeb na poziomie podświadomym ale jako, że świadomość i podświadomość w pewnych zakresach decyzyjnych przenikają się to ten stygmat wpłynie na to, że zaciskamy zęby starając się uzyskać atencję innych nie sygnalizując tego w żaden sposób. Zakodowaliśmy sobie, że nieokazywanie potrzeb i staranie się w ten sposób o atencję tych, na których nam zależy jest normą i dobrą metodą, bo rodzącą pochwały. Niestety – w życiu to tak nie działa. Przykład? Zrobiłaś śniadanie, sprzątnęłaś pokój, pozbierałaś jego skarpetki z podłogi a on siedzi i gapi się w TV. Jesteś na niego wściekła ale NIC nie mówisz, bo nie chcesz się narazić. Błagasz wręcz, żeby on sam się domyślił, że coś tu nie gra. Niestety – nie domyśli się. Co najwyżej wejdzie w rolę Twojego rodzica i pochwali Cię, że doskonale sobie z wszystkim radzisz. To owszem spowoduje przypływ pewnej ulgi ale zaraz za nim wróci poczucie, że jesteś…wykorzystywana. Bo jesteś, ale na własne życzenie i dlatego, że odgrywasz przedstawienie z dzieciństwa!

Nikt z nas nie miał ani perfekcyjnych rodziców ani dzieciństwa – to oczywiste, bo poziom wiedzy i karmienia ludzi mrzonkami przed epoką internetu był żenujący, tu nie chodzi o zwalenie na kogokolwiek winy i rozgrzeszenie się, bo wszyscy jesteśmy efektem doświadczeń i tego co nas spotkało, ale jeśli choć jedna osoba zrozumie, że to iż nie wychodzi jej w relacjach jest nie jej bezpośrednią winą tylko okoliczności, które przy odrobinie zaparcia można przepracować i wyjść na prostą. Mimo, że czasem trzeba działać pozornie wbrew sobie…

Jeśli wewnętrznie czujesz, że jesteś „caregiverem” wykorzystywanym przez innych, to bardzo prawdopodobne, że źródło tych problemów leży właśnie w fakcie, że Twoje emocjonalne potrzeby nie były we właściwy lub wystarczający sposób zaspokajane w fazie dzieciństwa. Bardzo możliwe, że Twoi rodzice byli zwyczajne zapracowani a Ty starałeś się być „niewidocznym”, niesprawiającym kłopotów dzieckiem nie chcąc pogłębiać przepaści emocjonalnej albo narażać się na bolesne odtrącenie. Jest również prawdopodobne, że ktoś z Twoich bliskich (np. ojciec) stawiał potrzeby innych (np. matki) wyżej niż swoje (i Twoje) i właśnie ten schemat Ty teraz emulujesz na co dzień jako dorosły człowiek. Zwyczajnie myślisz, że tak trzeba bo tak robią „dobrzy ludzie” a Ty jesteś silna. Więc może jeśli kolejny raz zrezygnujesz ze spotkania z fajnym facetem bo musisz odwieźć siostrę zastanowisz się co robisz? Może ten tekst uzmysłowi Ci, że TY też się liczysz, podobnie jak Twoje potrzeby. Owszem – bądź altruistą, pomagaj, wspiera ale zawsze pytaj siebie co w danej chwili jest dla Ciebie ważne. Co jest ważne dla Twojej świadomości a nie podświadomości. I nie daj się wbijać w poczucie winy – ludzie kochają to robić bo wówczas manipulują innymi i wykorzystują ich dla własnych celów. Jaka ta moja córka dobra – nie ma świata poza mną….Mama kiedyś odejdzie. Na kogo przerzucisz spektakl z dzieciństwa? No właśnie…

Często się zdarza, że szczególnie kobiety obarczone syndromem „caregivera” brną w relacje z osobnikami z marginesu, alkoholikami, ludźmi niezaradnymi bo oni umożliwiają im przerzucenie spektaklu z dzieciństwa na partnera. Często zdarza się, że facet alkoholik spotykając taką troskliwą kobietę wychodzi z nałogu i zaczyna być fajnym, przykładnym partnerem i mężczyzną. I co wówczas się dzieje? Pani odchodzi…Czemu? To proste – ten człowiek znów był tylko narzędziem. Narzędziem umożliwiającym odegranie roli z domu rodzinnego, kiedy stanął na nogi przestał wpisywać się w ramy i wypadł z kręgu zainteresowania kobiety. To nie jest tak, że one są „pojebane” bo skoro pił i bił to ona tkwiła a jak przestał to odeszła. Te kobiety to zombie…przykro mi.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci…

Znasz to powiedzenie? Zastanawiałeś się nad jego sensem? Czy wiesz, że możesz się zmienić a klucz do spełnienia tkwi w Tobie? Po to siedzę wieczorem pisząc ten tekst. Tak jestem „cargiverem”, który sądzi, że w ten sposób zasłuży sobie na atencję i poważanie innych ludzi. Szokuje Cię to wyznanie? To dobrze, bo może zastanawiasz się czy czasem ten facet nie jest chory, bo zamiast zająć się oglądaniem meczu w TV produkuje steki wersów, które inni za chwilę docenią. Tak – mam ten problem ale go zidentyfikowałem i pracuję nad nim. Póki co pewna forma izolacji od ludzi w świecie realnym jest mi niezbędna ze względu na to, że jestem co prawda „ceragiverem” ale świadomym a to oznacza, że widzę i czuję, kiedy ktoś mnie wykorzystuje albo jest nie fair. Dodatkowo potrafię zareagować a sami rozumiecie, że trudno się dziwić komuś, kto nas opuszcza, jeśli nagle zmieniamy się z kogoś kto jest w stanie uchylić komuś nieba w zimnego i zamkniętego w sobie cichego skurwysyna? Można poczuć dysonans? Można. To nic nadzwyczajnego. Skala mojego dawania siebie przekroczyła limit a ja w takich sytuacjach nie informuję, że chciałbym dostać coś z drugiej strony, tylko zamykam się w sobie i uciekam. Prosić? To nie ludzkie. Wiesz czemu ludzie biegają maratony w wieku 40 lat? Bo muszą być lepsi niż inni. Czemu lepsi? Bo w ten sposób zasłużą sobie na akceptację…

Rozumiesz schemat czy mam jaśniej tłumaczyć? Jesteś taka sama/taki sam…Być może stoisz po drugiej stronie barykady, gdzie dostawałeś/dostawałaś wszystko od otoczenia za względu np. na wspaniałą aurę i dziś stanowisz doskonałą przeciw wagę dla ludzi naszego pokroju? Jeśli tak, to pomyśl zanim zrobisz cokolwiek. Zapewniam Cię, że zepchnięcie kogoś z wózka inwalidzkiego nie jest powodem do dumy. U nas wózka nie widać ale mentalnie jest on tożsamy.

Wróćmy do schematów, bo wiem, że szczególnie drogie Panie denerwują się, kiedy mówię, że jesteśmy wszyscy tacy sami. Jesteśmy. Nie w sensie osobowości, zainteresowań czy tego co sobą reprezentujemy ale w sensie mechanizmów, które nami kierują. Przykro mi ale na ziemi tej ziemi nie ma ludzi wyjątkowych pod żadnym względem. Są tylko lepsze lub gorsze programy wsadowe, operacyjne, wykonawcze i…determinacja. To ostatnie to jedyne element, który choć trochę można wykształcić samemu. Reszta to zwykła farma jak w The Sims.

Wróćmy do programowania wsadowego – mały człowiek nie jest w stanie w żaden sposób zrelatywizować słowa „kocham cię”. To coś w rozumieniu programu wsadowego dziecka nie znaczy dokładnie nic jeśli nie jest tożsame z idącym za nim zachowaniem programisty czyli w tym wypadku opiekuna. Mało tego, kobiety „nie potrafiące kochać” są tworem potężnego dysonansu między „kocham cię” a tym co je spotykało w dzieciństwie. Chyba już lepiej jest, jeśli to kocham nie występuje w ogóle, bo jeśli ktoś kogoś kocha a zachowuje się w sposób patologiczny, to człowiek utożsamia „miłość” z czymś co wyłącznie rani. Dziewczyny! Jest mi Was tak strasznie szkoda – jesteście nie raz przepięknymi cudami natury, spaczonymi przez programistów niczym Steven Hawking przez naturę. To co widać na zewnątrz tak bardzo kontrastuje z tym co w środku, że chce mi się nie raz płakać. To jest straszne. Mimo to, możecie to zmienić…nauczyć się kochać, najpierw siebie a później innych. To długa i bolesna droga, wymagająca działania „wbrew” sobie. Ból, pot i łzy – warto.

Dziecko nie raz nie dwa pyta rodzica, „czy mnie kochasz”? I otrzymuje odpowiedź – „oczywiście, że tak – jesteś moim dzieckiem!”. Zauważyłeś zależność? To nie jest bezinteresowna miłość, tylko zależna od faktu zaistnienia pewnego stanu, w tym wypadku bycia czyimś dzieckiem. Takie programowanie rodzi konsekwencje w postaci – jeśli ktoś mnie kocha to muszę na to zasłużyć. Nie jestem przecież jego dzieckiem. Czujesz klimat? Warunkując miłość do dziecka programujesz mu walidację uczucia w zależności od warunków. A to tylko wierzchołek góry lodowej…

Sklonowany spisek….

Narcyzm wśród rodziców jest jedną z najczęstszych powodów psychopatologii w naszym społeczeństwie. Opiekunowie wielokrotnie wymagają, aby dziecko zachowywało się i realizowało programy, które oni pod nazwą wychowanie, czy ścieżka życiowa uważają za jedyne słuszne. Jeśli teraz dziecko lekarza przejawia zdolności do bycia aktorem a rodzic robi wszystko, żeby zmusić je do zostania np. ginekologiem spowoduje totalne wykolejenie się osobowości takiego człowieka poprzez poczucie niedoskonałości. Paradoksalnie lepiej chyba jest w takiej sytuacji, kiedy rodzic nie ma żadnych ambicji i pozwala nieświadomie rozwijać się dziecku w obranym przez nie kierunku bez naciskania na wyniki, osiągnięcia itp. Co z tego, że koleś zostanie chirurgiem roku jeśli zaszczepione w nim poczucie nie bycia doskonałym spowoduje, że będzie chlał co wieczór nie umiejąc zidentyfikować, gdzie jest problem. Problem jest tu, że chirurgiem został przez siłę, gdyż całe życie marzył aby pracować na kolei i prowadzić elektrowozy. Owszem czyta literaturę fachową, rozwija się, bierze udział w sympozjach naukowych, mało tego – jest najlepszy w kraju! Ale poczucia spełnienia brak – i nigdy nie nadejdzie. Czemu? Ten człowiek odgrywa rolę swojego rodzica…

Takie rzeczy rodzą tylko depresję. Sam skończyłem renomowaną uczelnię bo…chcieli tego moi bliscy. W rzeczywistości chciałem robić coś innego. Osiągnąłem w swoim fachu sporo, niestety – nie mam satysfakcji. Łapiesz mechanizm? Jeśli masz dzieci akceptuj ich wybory, nawet jeśli budzi to Twój strach albo wstręt. Lepsza spełniona kucharka niż wyjąca w poduszkę modelka czy prawniczka. Każdy jest na swój sposób wartościowy a parcie na sukces czy pieniądze jest porażką, która wyjdzie niczym syf spod skóry. Zawsze wyjdzie.

Narcystyczni rodzice z przerostem ambicji są źródłem niestabilności emocjonalnej u dzieci, która przechodzi w syndrom u dorosłych. Dziecko idąc w kierunku niezgodnym z własnymi potrzebami osiąga cele ale ogromnym kosztem, co zawsze zabiera dużą część satysfakcji. Wychodzą wtedy bardzo często zachowania autodestrukcyjne w przypadku, kiedy ktoś zmuszony do kucia matematyki spędza siódmą noc z rzędu chcąc zaliczyć kolokwium, gdzie jedyną nagrodą jest nie satysfakcja własna tylko aprobata autorytetu, w tym wypadku rodzica. Jeszcze gorzej jest wówczas, jeśli kolos nie pójdzie. Poczucie wartości leci w dół na łeb na szyję.

Doszliśmy mniej więcej do 1/3 tematu. Nie chcę tego ładować w jednym kawałku, bo mało kto znajdzie w sobie zaparcie, aby to przeczytać, przemyśleć i przyswoić. Jeśli uważasz, że warto – daj łapkę. Będę wiedział, że nie walę w próżnię. A może komuś się to przyda? 😉

Themaskator