Potrzeba atencji.

W poprzedniej części opisałem dość powszechny przypadek cedowania kariery rodzica na dziecko, wg dr Shari Schreiber schemat ten często jest powielany z generacji na generację i powoduje, że wiele utalentowanych młodych ludzi jest zmuszanych (często wbrew własnej woli) do funkcjonowania jako echo kariery rodzica lub przejmowania rodzinnych interesów nawet wówczas jeśli nie mają oni ani predyspozycji ani pasji do wykonywania tych czynności. Depresja wśród młodych ludzi bardzo często jest efektem braku możliwości sprostania oczekiwaniom rodzica, szczególnie wówczas, gdy młody człowiek czuje, że to co jest określane jako „jego” ścieżka rozwoju, zupełnie nie koresponduje z tym co czuje. Warto zwrócić uwagę, że rodzice są zazwyczaj dużo mocniej przywiązani do dziecka, które idzie „ich” ścieżką rozwoju a także implementują mechanizm polegający na chwaleniu działań młodego człowieka prowadzących do „ich” celu a także krytykują i negatywnie oceniają wszelkie przejawy inicjatywy i talentu dziecka, które nie odpowiada ich oczekiwaniom. Syndrom skorupki trącającej na starość tym czym nasiąkła za młodu ma kolosalny wpływ na kształtowanie się relacji międzyludzkich takiego człowieka poprzez fakt, że nasze osądy innych ludzi i ich działań skierowanych w naszą stronę są zakłócone przez schemat z dzieciństwa polegający na tym, że niezależnie od tego ile złego nas spotka ze strony partnera, jak bardzo będziemy wystawieni na próby to nadal desperacko będziemy próbowali zadowolić go i uzyskać jego akceptację powielając schemat z dzieciństwa, kiedy to wbrew sobie szukaliśmy na siłę akceptacji rodziców poprzez realizowanie ich programów. Czy ta zależność jest dla Ciebie jasna? Ile razy czułaś, że ktoś traktuje Cię nie fair a mimo to nadal próbowałaś zasłużyć na uznanie, wierząc że starania przyniosą Ci sukces? Ile razy czułaś się totalnie wyczerpana próbując desperacko zasłużyć na atencję człowieka, który zupełnie nie reagował pozytywnie na Twoje usilne starania? Pewnie nie raz a może często – teraz przynajmniej znasz mechanizm, który jest odpowiedzialny za takie zachowanie. Być może będzie Ci łatwiej przeanalizować pewne fakty i na początku nieco sztucznie spróbować przeciąć ten krąg umizgiwania się do kogoś, kto w żaden sposób nie traktuje Cię jak człowieka i nie docenia tego jak bardzo się starasz? Wiem – poczujesz silny dysonans i ból, ale uwierz mi, że ta droga jest jedyną słuszną. Jesteś wartościowym człowiekiem, nawet bardziej przez swój stygmat niż inni i tym samym zasługujesz na kogoś, kto doceni Cię takim jakim jesteś, czyli wspaniałym człowiekiem. Dr Shari Schreiber zna z autopsji przypadek, gdzie kobieta zmarła na skutek anoreksji wywołanej próbą przypodobania się partnerowi…

Bolesny wewnętrzny konflikt, zbyt dobrego dziecka.

Dzieci, które wyrosły w przeświadczeniu, że aby uzyskać akceptację, uwagę czy uznanie opiekunów musiały być perfekcyjne, otrzymały jako wzorzec uszkodzony i mocno patologiczny obraz miłości. Dla tych ludzi miłość oznacza długotrwałe tkwienie w bólu i czekanie na uznanie, które nie może być w żaden sposób zaspokojone. Kolego – jeśli spotkałeś piękną dziewczynę, która nie umie kochać, to masz do czynienia właśnie z takim przypadkiem. Dziś taka kobieta podświadomie poszukuje emocjonalnego doświadczenia z przeszłości, które chce podświadomie odtworzyć w relacji z Tobą. Jeśli chcesz grać i mieć ją, to możesz wszystko, ale czy naprawdę jesteś aż takim kanalią, żeby świadomie wykorzystywać fakt czyjegoś kalectwa? Recepta jest prosta – dostarcz jej dramatu, niszcz ją psychicznie, nie pozwól się zbliżyć, lekceważ, gnęb, obniżaj poczucie wartości. Co dostaniesz w zamian? Genialny seks i niewolnicę, która zrobi wszystko byleby tylko ci się przypodobać. Pamiętaj jednak o jednym, jeśli tylko choć na moment staniesz się człowiekiem schemat runie a ona poczuje do Ciebie coś na kształt znudzenia a może nawet nienawiści. Póki pozwalasz jej odtwarzać rolę z dzieciństwa, możesz wszystko – jeśli tylko zechcesz pokazać jej jasną stronę życia ona natychmiast pokaże Ci najciemniejszą stronę jaką może mieć kobieta. Twój wybór. Ja próbowałem ratować dwa takie przypadki – w obu mi się nie udało :/ Póki działałem schematycznie, byłem Bogiem, gdy próbowałem dotrzeć do świadomości natychmiast byłem dewaluowany zgodnie z teorią. Polecam takie klimaty naprawdę dla świadomych, bo można się na takim układzie wykoleić. Gwarantuję Ci, że takiego zespolenia, seksu i atencji jak w przypadku kobiety z syndromem wkupowania się w miłość wyniesionym z dzieciństwa nie dostaniesz nigdzie. To działa trochę jak stygmat – przemyśl, czy masz na tyle jaja, żeby udźwignąć temat i samemu się nie wywalić. Chyba, że jesteś psychopatą – wówczas droga wolna.

Dr Shari Schreiber zauważa też kapitalny fakt a mianowicie to, że normalny partner dający ciepło, czułość, wsparcie i oczekujący tego samego dla osoby wychowanej w patologicznym środowisku jest NIEATRAKCYJNY i nudny, ponieważ nie dostarcza takiej osobie bólu, który jest nieodzownym elementem „miłości” dla takiego człowieka. Stary! Ona może mieć figurę modelki, loda robić jak Jena Jameson ale normalnej relacji nie zbudujesz z nią za Chiny ludowe, chyba że zaufa ci na tyle, żeby podjąć terapię i zmieniać się – dla dobra samej siebie przede wszystkim. Wiem – ty też jesteś zaburzony, normalny facet w takiej sytuacji odpuszcza 😉

Dodatkowo dramatu całej sytuacji dodaje fakt, że osoby takie pragną z całej siły pokochać kogoś bardzo mocno ale jednocześnie czują nieprzeparty strach przed zaangażowaniem w obawie, że ze względu na własne słabości i niskie poczucie wartości zostaną odrzucone i zostawione z ogromnym bólem emocjonalnym, który jest nieporównywalny do odczucia porzucenia przez człowieka z prawidłowym wzorcem emocjonalnym. Nikt nie potrafi kochać tak jak oni, więc twierdzenie, że nasz partner jest człowiekiem, który naprawdę kocha jest w pełni uprawnione, niestety patern z dzieciństwa w przypadku braku odpowiedniej terapii i wsparcia spowoduje, że taki człowiek zniknie we mgle…Kurwa! Przepraszam…

Osoby taki wielokrotnie nie okazują uczuć ze względu na to, że czai się w nich strach przed byciem zidentyfikowanym jako „needy” odnośnie uczuć, zatem niemal zawsze zdarza się, że taka kobieta prezentuje się jako „zimna suka” a facet jako „zimny podrywacz”. Strach przed pokazaniem swojej prawdziwej natury na skutek traumy z dzieciństwa powoduje, że ludzie ci wolą zabić własne uczucia niż otworzyć się. Jest to najgorsza forma obrony jaką człowiek może przyjąć ale wpisuje się ona w schemat ich myślenia zaprogramowany w dzieciństwie. Nikt tak desperacko nie potrzebuje miłości i atencji jak dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Nie dajmy się zwieźć obrazowi rodziny idącej co niedzielę za rękę do kościoła. To czysta iluzja. Dr Shari Schreiber na podstawie obserwacji licznych przypadków klinicznych wywodzi wniosek, że ludzie tacy często wybierają na „partnerów” osoby teoretycznie niedostępnie dla nich ze względu na różnicę w poziomie inteligencji, wykształcenia, zamożności, przebicia albo totalnie niestabilne emocjonalnie jednostki. W pierwszym wypadku, jeśli taka osoba wykaże zainteresowanie takim przypadkiem po fazie idealizacji następuje gwałtowna faza deprecjacji takiego partnera w myśl zasady, skoro on chce wiązać się kimś takim jak ja, to musi być mega słaby. W drugim wypadku mamy do czynienia z odgrywanym latami dramatem polegającym na ciągłym zrywaniu i wracaniu do relacji oraz patologią związaną z alkoholizmem, przemocą lub narkotykami. W ostateczności taki człowiek ma tak zwane dwie lewe ręce i jak pijawka wysysa z dawcy siły witalne.

Każdy człowiek doświadczający tego typu traumy w dzieciństwie żyje z nierozwiązywalnym dla niego w przypadku braku terapii problemem…

Czy jestem wystarczająco dobry, abyś mnie kochał?

Niespójność w ocenie samych siebie powoduje u takich osób, że często marnują one własny talent, umiejętności i silne strony na rzecz przekonania, że są na tyle uszkodzone, że nie zasługują na normalne ciepło i miłość. Bywa, że są to ludzie nieprawdopodobnie utalentowani, jednak nikt ani nic nie jest w stanie ich przekonać co do ich wartości. Zdrowa osobowość powoduje, że człowiek jest stanie ocenić sam na ile daje siebie a na ile bierze, w przypadku dzieci narcystycznych rodziców mamy do czynienia ze schematem, który powoduje iż desperacko potrzebujemy uznania z zewnątrz, aby poczuć się wartościowymi ludźmi a to skutkuje w kompulsywnym dawaniu, naprawianiu i ratowaniu innych ludzi. Brak własnych potrzeb wykształcony w dzieciństwie powoduje, że próbujemy zasypać dziurę we własnej duszy poprzez źle rozumiany altruizm, za każdą ceną i bez względu na konsekwencje dla nas. Stąd schemat, gdzie piękna i wykształcona kobieta funkcjonuje w związku z przemocowcem, znosząc każdy rodzaj bólu jaki jej zadaje oprawca.

Syndrom rannego ptaka (Wounded Bird Syndrome) powoduje, że podświadomie szukamy kogoś, kto zostawi nas dla kogoś niby lepszego od nas. Jest to silnie powiązane z poczuciem strachu przed odrzuceniem, który implikuje zupełnie irracjonalne zachowania. Syndrom ten wywodzi się bezpośrednio z dzieciństwa.
Akt opiekowania się kimś pomaga takim ludziom w realizacji emocjonalnego poczucia bycia potrzebnym i jest czystą projekcją jaźni nie mającą nic wspólnego z realną oceną rzeczywistości.
Być może dorastałeś z matką lub ojcem, będącym w ciągłej depresji i próbowałeś zasłużyć lub zrobić wszystko by znieść smutek z twarzy swojego rodzica albo spowodować, żeby się cieszył życiem. Jeśli ci się to nie udało, to podświadomie winisz się za nieszczęście najbliższej ci osoby. Ekstremalnie jeden z rodziców mógł popełnić samobójstwo jako np. skutek depresji a ty dziś ponosisz konsekwencje tego faktu. Ludzie identyfikujący się jako „caregivers” z tego powodu często próbują wiązać się z osobami z uszkodzeniami osobowości typu BPD albo DDA czy DDD. Ich niezdolność do ocenienia w pewnej fazie relacji braku wzajemności czyni z nich doskonały „target” dla takich osób.

Niespójne ale wartościowe.

„Człowiek jest stworzony do analizy. Mózg ludzki swym potencjałem ludzkim, całkowicie odmiennym od zwierzęcego, modyfikuje stronę małpią i domaga się rozumienia świata.

Umysł ludzki, który nie potrafi dokonać merytorycznej i formalnej analizy świata wypowiedzi czuje się niezaspokojony. Wtedy poszukuje tanich wyjaśnień, są to pseudonaukowe zasady. Poszukuje antidotum, którym stają się tajemniczości, jak UFO, McCartyzm w USA. W Niemczech, euforyzacja wskutek nieustannego picia piwa, naznaczyła euforyczne rozpływy mocy korelacyjnych np. u Hitlera, widoczne w czasie jego przemówień, podczas których masy wpadały w stan uniesienia. Euforyzacja oraz poszukiwanie tanich okultystycznych „zasad” prowadzi do wytworzenia w mózgu rejestratów sprzyjających używaniu pretekstów, czyli swoistych wyjaśnień. Preteksty te zaczynają tworzyć mózg niezdolny do odróżniania pretekstu od prawdy.. Nie musi tu być zakład pracy, aby się ujawniło rozmycie między pretekstami a prawdą. Tam gdzie jest dwóch synów, a jeden o głowę niższy, tam powstaje u niższego naturalna skłonność do wykorzystania jakiegokolwiek bądź pretekstu, aby tylko przywalić wyższemu. W rodzeństwie takim wyższy, nie rozumie, o co niższemu chodzi, traktuje go po partnersku, chce wciągnąć niższego we wszelkie swe poczynania, a mogą to być zabiegi literackie, teatralne, naprawcze (w rodzinie, szkole), pedagogiczne, negocjacyjne, turystyczne. Niższy odwrotnie, nie widzi w wyższym partnera, czyni wyższemu zarzuty z wciągania go na wspólna drogę, niekoniecznie mu to mówi, ale żyje tym (że wyższy go angażuje), uważa to za jakąś absolutną ujmę i „idzie własną drogą”, byle nie z wyższym. Człowiek z tak wytworzonymi rejestratami nie potrafi się z sobą tak skomunikować, aby nie atakować jak bandyta, bez powodu i całe jego życie toczy się wokół wyprodukowania pretekstów. Te preteksty w nim żyją i stymulują do aktów bandyckich.

Bandyci posiadają cybernetycznie odmienny mózg, w którym moce korelacyjne doprowadziły do zaniku zdolności odróżniania prawdy od własnych konfabulacji. Jak wykazywała w swej pracy neurolog Krystyna Cholewianka, istnieją całe rodziny, w których z braku prawdziwego zacnego ojca, znęcania się teściowej nad synową w ciąży i realizowania tego programu przez męża (maminsynka) wobec żony, następuje niemoc intelektualnego odróżniania pretekstowości od prawdy. Sterowania (życia, decydowania) pretekstowego od prawdziwościowego. U synów najczęściej sytuacje te powstają, jeżeli jest kompleks niskiego wzrostu, wtedy zjawia się chęć sterowania o pretekstowym charakterze.
Jest to forma zespołu podpadającego pod infantylizm, a młodzieńcy tacy zwykle nie nadają się do służby wojskowej. Zgadzali się z tym jej koledzy.

U córek zaś taki mózg – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczna nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie będąc do małżeństwa niezdolną, nieporadną jako matka, apodyktyczną, wymuszającą. W pracy zawodowej psychiatry nie ma nigdy żadnych osiągnięć, pomimo doktoratu (zrobionego na złość mężowi psychiatrze), ponieważ to jej nieudolność umysłowa – której absolutnie nie dostrzega – spowodowała nadzieję, że się wyzwoli ze swej wady idąc na psychiatrię (lub psychologię). Nie widząc swego kalectwa i nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu w dzieciństwie ojcu, staje się w pracy psychiatrycznej nieustannie niedołężną naśladowczynią (kopistką) książek psychiatrycznych, których w ogóle nie rozumie i ciążą jej one, jak cała psychiatria. Zdaniem wielkiego psychiatry Jana Trąbki, praca psychiatry jest jej ciężarem, a nawet wrogiem, stąd niezwykła jałowość zawodowa takich córek.

Taki sens, jak tu opisany (mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy) miała inwazja SS w polskich mundurach w Gliwicach, na która to inwazję Hitler odpowiedział zmasowaną kontr inwazją na zajęcie terenu Niemiec przez SS, czyli odpowiedział II W.Św., a w czasie trwania II W.Św. wymyślał preteksty, aby zaatakować Polskę. Taki sens maja akcje psychiatryczki w rodzinie, która kierując się pretekstami, naśladuje ojca, izolując matkę, albo innych członków rodziny, jeżeli będzie to sprawa majątkowa. Opisany mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy, nie potrafi inaczej działać, a poszukiwania prawdy córka rodzinnego satrapy ma za stracony absolutnie czas. Prawdę znajduje ona w sektach lub w gorliwej dewocji, a księża stanowią dla niej archetyp władzy, projekcję ojca, wyrocznię i metodę sterowania w rodzinie (matka, mężem, rodzeństwem). Córka taka nieustannie prowadzi inwazyjny tryb życia i ten tryb uniemożliwia jej jakiekolwiek osiągnięcia zawodowe w psychiatrii lub psychologii. W swym zawodzie porusza się jak słoń. Na wzór inwazji, w głowie Hitlera, odpowiada zmasowaną kontr-inwazją na upatrzone przez siebie zajęcie terenu; u Hitlera – Niemiec przez SS, czyli wytwory jego pretekstowego mózgu, czyli korelatora zaburzonego źle ustawionymi rejestratami i potencjałami. Córka taka prowadzi nieustanne inwazje w rodzinie i wymyśla preteksty, aby atakować.

Podobny sens miało wiele akcji w XX i XXI w. Czerpią one z metody Hitlera, czyli z mózgu, w którym od strony cybernetycznej rejestraty prawdy nakładają się z rejestratami pretekstowości. W rodzinach z wadliwym ojcem wymyśla się sztuczne preteksty, aby kogoś oskubać z majątku, prawie nigdy tego się nie robi bez pretekstu. Często realizują to dewotki i osiągają swoje cele za parawanem religijnego szantażu, eliminując zwłaszcza ateistów. Bywa, że członkowie rodziny bronią się przed taka dewotką ateizmem.

U córek mózg pretekstowy – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczka nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie do małżeństwa niezdolna. Ukształtowana tyranią ojca, mocą relacji córka-ojciec, jest krańcowo nieporadna jako nie tylko zona, ale i matka – apodyktyczna, wymuszająca, krzykliwa, nieanalityczna, nienegocjacyjna.

W pracy zawodowej psychiatry nie ma ona nigdy żadnych osiągnięć, nawet jeśli zrobi pracę dyplomową; poza teoretyczny infantylny mechaniczny doktorat, jak podliczenie grzybicy u chorych psychicznie może być tematem pracy w psychiatrii, ale nadal nie zmieni potrzeby dominacji jako głównej motywacji do konkurowania, także z mężem psychiatrą. Nie może mieć osiągnięć zawodowych, ponieważ myślenie teoretyczne, jako interpretacyjne, nakierowałoby ją na nieudolność swego ojca. Ze stanowiska cybernetyki Mazura, jest tu zaangażowany najsilniejszy kompleks perturbacyjny: młoda niezrównoważona córka o tendencjach mistyfikacji paranoicznej, typowy hedonista ojciec tyran maltretujący żonę, nieudolna matka, przegrywająca na każdym kroku z rodzinnym satrapą. Krzywdy swego umysłu córka nie dostrzega, wady tej nie uleczy psychiatria, której córka, dążąca do władzy i popisu, z istoty psychiatrii nie cierpi i rzutuje jej psychologia na sferę leczenia pacjentów.

Psychiatrka, nie widząc swego kalectwa, i – wskutek wykonywania zawodu psychiatry – nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu i nienawidzonemu jednocześnie w dzieciństwie ojcu tyranowi, staje się w pracy psychiatrycznej, stricte zawodowej, nieustannie niedołężną naśladowczynią swego pospolitego utartego schematu zapisywania tych samych leków, nie jest nawet kopistką książek psychiatrycznych, których zresztą faktycznie nie zna, nie rozumie i ciążą jej one, tak jak ciąży cała psychiatria, pacjenci i leczenie ich. Zdaniem Cholewianki praca psychiatry jest tak zmanierowanej niewychowanej córce tyrana tylko ciężarem, a nawet wrogiem, stąd psychiatrze takiej towarzyszy pustka i jałowość zawodowa.”

Znalezione w sieci.

Caregiver.

Dziś spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie czy potrzebujemy dawać czy też potrzebujemy być kochani? Ostatnimi czasy zafascynowałem się tym co osiągnięto na polu analiz relacji między ludzkich za wielką wodą. Prócz dr Tary Palmatier prowadzącej witrynę shrink4men trafiłem na dr Shari Schreiber oraz serię jej rozważań na temat przyczyn fuckupów w relacjach międzyludzkich. Temat jest mi bliski z wiadomych powodów 😀 za to dziś wyjątkowo ujmę go z punktu widzenia zarówno kobiet jak i mężczyzn, gdyż w poruszanym obszarze w zasadzie nie ma różnic jeśli chodzi o schematy na jakie możemy się nadziać 😉 Do dzieła zatem!

Czy często w przeszłości zastanawiając się nad sobą dochodziłeś do wniosku, że ludzie głównie od Ciebie biorą nie dając nic albo niewiele w zamian? Czy zdarzało Ci się czuć dysonans w związku z tym, że pomagałeś innym, gdy byli w potrzebie a kiedy okazało się, że pomocy potrzebujesz Ty zostałeś na lodzie? Czy analizując swoje życie mógłbyś określić siebie jako osobowość typu „caregiver” (ktoś czujący empatię wobec innych, martwiący się o wszystko i wszystkich, dbający o otoczenia itp.)? Czy czułeś się niepewnie i zobowiązany, kiedy usłyszałeś komplement na swój temat albo dostałeś drobny prezent? Ile razy odpowiadałeś machinalnie – to nie ważne, to nic nadzwyczajnego, nie zasługuję na to itp.? Czy wiesz i rozumiesz co to znaczy być w relacji charakteryzującej się wzajemnością? Jeśli powyższe pytania sprawiają, że czujesz się dziwnie albo odpowiadasz na nie twierdząco (za wyjątkiem ostatniego) to jest bardzo prawdopodobne, że taka postawa zaczęła w Tobie kiełkować w dzieciństwie, kiedy to czułeś, że otrzymanie atencji ze strony bliskich, uczucia, wsparcia emocjonalnego czy ciepła było obciążone potrzebą wkupienia się w uwagę bliskich lub rodziców. Innymi słowy, w Twoim układzie limbicznym na skutek braków w procesie wychowania wynikających najpewniej z ignorancji ludzi, którzy przygotowywali Cię do dorosłości wykształciłeś nawyk, że aby otrzymać coś na płaszczyźnie emocjonalnej musiałeś zasłużyć. Na przykład pochwała wymagała otrzymania dobrej oceny, dziewczynki były chwalone wówczas, gdy zajęły się młodszym rodzeństwem, chłopcy gdy pomagali w polu itp. Jako efekt takiego podejścia ze strony najczęściej rodziców wykształciłeś w sobie nawyk „płacenia” za czyjąś uwagę oraz przyzwyczajenie, że potrzeby innych są dużo ważniejsze niż Twoje. Postawienie swoich potrzeb ponad tym co oczekiwało od Ciebie środowisko oznaczało karę, poczucie winy albo wstydu. Wracając do początku i terminu „caregiver” – to nawet jeśli zidentyfikujesz w sobie takie cechy to nie znaczy, że taki się urodziłeś, tylko zaszczepiono Ci je jako efekt procesów, których elementem stałeś się w dzieciństwie.

Czy w domu rodzinnym miałeś wrażenie, że jesteś ściśle kontrolowany i nadzorowany? Wszelkie wyjścia, godziny policyjne, sprawdzanie co, z kim, gdzie i dlaczego? Czy wyrosłeś w poczuciu, że musisz być perfekcyjny albo pomocny, aby uzyskać akceptację jednego albo obojga rodziców? Jak bardzo źle się czułeś, kiedy zdarzało się, że nie spełniałeś ich oczekiwań? Jak często czułeś, że robisz coś, czego tak naprawdę nie chcesz? Czy może było to odrzucenie, kara cielesna albo brak ciepła? Czy może byłeś świadkiem targów, gdzie porównywano Cię z rodzeństwem wskazując na Twoją ułomność na jakimś polu? Brzmi znajomo? Poczekaj – dopiero zaczynamy…

Czytając ten tekst możesz poczuć znużenie albo nagły przypływ senności, czy napad smutku – nie musisz się martwić bo jest to naturalna reakcja somatyczna na fakt, że wpis, który czytasz porusza bardzo ważne dla Ciebie kwestie. Jeśli tak jest, to w dowolnej chwili zrób sobie krótką przerwę, zajmij się czymś innym i wróć tu, gdy poczujesz, że niepokój minął. Ten felieton jest dość ważny, bo będę się na niego powoływał w przyszłych rozważaniach, w których być może odnajdziesz jakiś fragment swojego życia?

Klucz: Wszystkie istoty żyjące mają swoje potrzeby – masz je i TY!

Wielu pacjentów dr Shari Schreiber w czasie sesji, jakie z nimi prowadziła informowało ją, że często jako dzieci byli chwaleni za fakt nie płakania. Zosia to takie dobre dziecko – ona nigdy nie płacze, nawet jak dzieje jej się krzywda! Każde dziecko ma swoje potrzeby a jedną z podstawowych jest możliwość płaczu, który to jest wykorzystywany do sygnalizowania, że są głodne, senne, potrzebują ciepła/komfortu itp. Jeśli dziecko nigdy nie płacze to musimy zadać sobie pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy nie czuje się czasem niezbyt pewnie, aby wyrazić to co czuje w naturalny sposób? Czy nie jest tak, że dławi ból wewnątrz oczekując nagrody za bycie „niekłopotliwym”? Czy zdajecie sobie sprawę, jak ważny jest płacz dziecka? Bez tego prawdopodobnie ludzkość by nie przetrwała? Zaprogramowano nasz układ limbiczny tak, aby nie okazywać własnych potrzeb na poziomie podświadomym ale jako, że świadomość i podświadomość w pewnych zakresach decyzyjnych przenikają się to ten stygmat wpłynie na to, że zaciskamy zęby starając się uzyskać atencję innych nie sygnalizując tego w żaden sposób. Zakodowaliśmy sobie, że nieokazywanie potrzeb i staranie się w ten sposób o atencję tych, na których nam zależy jest normą i dobrą metodą, bo rodzącą pochwały. Niestety – w życiu to tak nie działa. Przykład? Zrobiłaś śniadanie, sprzątnęłaś pokój, pozbierałaś jego skarpetki z podłogi a on siedzi i gapi się w TV. Jesteś na niego wściekła ale NIC nie mówisz, bo nie chcesz się narazić. Błagasz wręcz, żeby on sam się domyślił, że coś tu nie gra. Niestety – nie domyśli się. Co najwyżej wejdzie w rolę Twojego rodzica i pochwali Cię, że doskonale sobie z wszystkim radzisz. To owszem spowoduje przypływ pewnej ulgi ale zaraz za nim wróci poczucie, że jesteś…wykorzystywana. Bo jesteś, ale na własne życzenie i dlatego, że odgrywasz przedstawienie z dzieciństwa!

Nikt z nas nie miał ani perfekcyjnych rodziców ani dzieciństwa – to oczywiste, bo poziom wiedzy i karmienia ludzi mrzonkami przed epoką internetu był żenujący, tu nie chodzi o zwalenie na kogokolwiek winy i rozgrzeszenie się, bo wszyscy jesteśmy efektem doświadczeń i tego co nas spotkało, ale jeśli choć jedna osoba zrozumie, że to iż nie wychodzi jej w relacjach jest nie jej bezpośrednią winą tylko okoliczności, które przy odrobinie zaparcia można przepracować i wyjść na prostą. Mimo, że czasem trzeba działać pozornie wbrew sobie…

Jeśli wewnętrznie czujesz, że jesteś „caregiverem” wykorzystywanym przez innych, to bardzo prawdopodobne, że źródło tych problemów leży właśnie w fakcie, że Twoje emocjonalne potrzeby nie były we właściwy lub wystarczający sposób zaspokajane w fazie dzieciństwa. Bardzo możliwe, że Twoi rodzice byli zwyczajne zapracowani a Ty starałeś się być „niewidocznym”, niesprawiającym kłopotów dzieckiem nie chcąc pogłębiać przepaści emocjonalnej albo narażać się na bolesne odtrącenie. Jest również prawdopodobne, że ktoś z Twoich bliskich (np. ojciec) stawiał potrzeby innych (np. matki) wyżej niż swoje (i Twoje) i właśnie ten schemat Ty teraz emulujesz na co dzień jako dorosły człowiek. Zwyczajnie myślisz, że tak trzeba bo tak robią „dobrzy ludzie” a Ty jesteś silna. Więc może jeśli kolejny raz zrezygnujesz ze spotkania z fajnym facetem bo musisz odwieźć siostrę zastanowisz się co robisz? Może ten tekst uzmysłowi Ci, że TY też się liczysz, podobnie jak Twoje potrzeby. Owszem – bądź altruistą, pomagaj, wspiera ale zawsze pytaj siebie co w danej chwili jest dla Ciebie ważne. Co jest ważne dla Twojej świadomości a nie podświadomości. I nie daj się wbijać w poczucie winy – ludzie kochają to robić bo wówczas manipulują innymi i wykorzystują ich dla własnych celów. Jaka ta moja córka dobra – nie ma świata poza mną….Mama kiedyś odejdzie. Na kogo przerzucisz spektakl z dzieciństwa? No właśnie…

Często się zdarza, że szczególnie kobiety obarczone syndromem „caregivera” brną w relacje z osobnikami z marginesu, alkoholikami, ludźmi niezaradnymi bo oni umożliwiają im przerzucenie spektaklu z dzieciństwa na partnera. Często zdarza się, że facet alkoholik spotykając taką troskliwą kobietę wychodzi z nałogu i zaczyna być fajnym, przykładnym partnerem i mężczyzną. I co wówczas się dzieje? Pani odchodzi…Czemu? To proste – ten człowiek znów był tylko narzędziem. Narzędziem umożliwiającym odegranie roli z domu rodzinnego, kiedy stanął na nogi przestał wpisywać się w ramy i wypadł z kręgu zainteresowania kobiety. To nie jest tak, że one są „pojebane” bo skoro pił i bił to ona tkwiła a jak przestał to odeszła. Te kobiety to zombie…przykro mi.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci…

Znasz to powiedzenie? Zastanawiałeś się nad jego sensem? Czy wiesz, że możesz się zmienić a klucz do spełnienia tkwi w Tobie? Po to siedzę wieczorem pisząc ten tekst. Tak jestem „cargiverem”, który sądzi, że w ten sposób zasłuży sobie na atencję i poważanie innych ludzi. Szokuje Cię to wyznanie? To dobrze, bo może zastanawiasz się czy czasem ten facet nie jest chory, bo zamiast zająć się oglądaniem meczu w TV produkuje steki wersów, które inni za chwilę docenią. Tak – mam ten problem ale go zidentyfikowałem i pracuję nad nim. Póki co pewna forma izolacji od ludzi w świecie realnym jest mi niezbędna ze względu na to, że jestem co prawda „ceragiverem” ale świadomym a to oznacza, że widzę i czuję, kiedy ktoś mnie wykorzystuje albo jest nie fair. Dodatkowo potrafię zareagować a sami rozumiecie, że trudno się dziwić komuś, kto nas opuszcza, jeśli nagle zmieniamy się z kogoś kto jest w stanie uchylić komuś nieba w zimnego i zamkniętego w sobie cichego skurwysyna? Można poczuć dysonans? Można. To nic nadzwyczajnego. Skala mojego dawania siebie przekroczyła limit a ja w takich sytuacjach nie informuję, że chciałbym dostać coś z drugiej strony, tylko zamykam się w sobie i uciekam. Prosić? To nie ludzkie. Wiesz czemu ludzie biegają maratony w wieku 40 lat? Bo muszą być lepsi niż inni. Czemu lepsi? Bo w ten sposób zasłużą sobie na akceptację…

Rozumiesz schemat czy mam jaśniej tłumaczyć? Jesteś taka sama/taki sam…Być może stoisz po drugiej stronie barykady, gdzie dostawałeś/dostawałaś wszystko od otoczenia za względu np. na wspaniałą aurę i dziś stanowisz doskonałą przeciw wagę dla ludzi naszego pokroju? Jeśli tak, to pomyśl zanim zrobisz cokolwiek. Zapewniam Cię, że zepchnięcie kogoś z wózka inwalidzkiego nie jest powodem do dumy. U nas wózka nie widać ale mentalnie jest on tożsamy.

Wróćmy do schematów, bo wiem, że szczególnie drogie Panie denerwują się, kiedy mówię, że jesteśmy wszyscy tacy sami. Jesteśmy. Nie w sensie osobowości, zainteresowań czy tego co sobą reprezentujemy ale w sensie mechanizmów, które nami kierują. Przykro mi ale na ziemi tej ziemi nie ma ludzi wyjątkowych pod żadnym względem. Są tylko lepsze lub gorsze programy wsadowe, operacyjne, wykonawcze i…determinacja. To ostatnie to jedyne element, który choć trochę można wykształcić samemu. Reszta to zwykła farma jak w The Sims.

Wróćmy do programowania wsadowego – mały człowiek nie jest w stanie w żaden sposób zrelatywizować słowa „kocham cię”. To coś w rozumieniu programu wsadowego dziecka nie znaczy dokładnie nic jeśli nie jest tożsame z idącym za nim zachowaniem programisty czyli w tym wypadku opiekuna. Mało tego, kobiety „nie potrafiące kochać” są tworem potężnego dysonansu między „kocham cię” a tym co je spotykało w dzieciństwie. Chyba już lepiej jest, jeśli to kocham nie występuje w ogóle, bo jeśli ktoś kogoś kocha a zachowuje się w sposób patologiczny, to człowiek utożsamia „miłość” z czymś co wyłącznie rani. Dziewczyny! Jest mi Was tak strasznie szkoda – jesteście nie raz przepięknymi cudami natury, spaczonymi przez programistów niczym Steven Hawking przez naturę. To co widać na zewnątrz tak bardzo kontrastuje z tym co w środku, że chce mi się nie raz płakać. To jest straszne. Mimo to, możecie to zmienić…nauczyć się kochać, najpierw siebie a później innych. To długa i bolesna droga, wymagająca działania „wbrew” sobie. Ból, pot i łzy – warto.

Dziecko nie raz nie dwa pyta rodzica, „czy mnie kochasz”? I otrzymuje odpowiedź – „oczywiście, że tak – jesteś moim dzieckiem!”. Zauważyłeś zależność? To nie jest bezinteresowna miłość, tylko zależna od faktu zaistnienia pewnego stanu, w tym wypadku bycia czyimś dzieckiem. Takie programowanie rodzi konsekwencje w postaci – jeśli ktoś mnie kocha to muszę na to zasłużyć. Nie jestem przecież jego dzieckiem. Czujesz klimat? Warunkując miłość do dziecka programujesz mu walidację uczucia w zależności od warunków. A to tylko wierzchołek góry lodowej…

Sklonowany spisek….

Narcyzm wśród rodziców jest jedną z najczęstszych powodów psychopatologii w naszym społeczeństwie. Opiekunowie wielokrotnie wymagają, aby dziecko zachowywało się i realizowało programy, które oni pod nazwą wychowanie, czy ścieżka życiowa uważają za jedyne słuszne. Jeśli teraz dziecko lekarza przejawia zdolności do bycia aktorem a rodzic robi wszystko, żeby zmusić je do zostania np. ginekologiem spowoduje totalne wykolejenie się osobowości takiego człowieka poprzez poczucie niedoskonałości. Paradoksalnie lepiej chyba jest w takiej sytuacji, kiedy rodzic nie ma żadnych ambicji i pozwala nieświadomie rozwijać się dziecku w obranym przez nie kierunku bez naciskania na wyniki, osiągnięcia itp. Co z tego, że koleś zostanie chirurgiem roku jeśli zaszczepione w nim poczucie nie bycia doskonałym spowoduje, że będzie chlał co wieczór nie umiejąc zidentyfikować, gdzie jest problem. Problem jest tu, że chirurgiem został przez siłę, gdyż całe życie marzył aby pracować na kolei i prowadzić elektrowozy. Owszem czyta literaturę fachową, rozwija się, bierze udział w sympozjach naukowych, mało tego – jest najlepszy w kraju! Ale poczucia spełnienia brak – i nigdy nie nadejdzie. Czemu? Ten człowiek odgrywa rolę swojego rodzica…

Takie rzeczy rodzą tylko depresję. Sam skończyłem renomowaną uczelnię bo…chcieli tego moi bliscy. W rzeczywistości chciałem robić coś innego. Osiągnąłem w swoim fachu sporo, niestety – nie mam satysfakcji. Łapiesz mechanizm? Jeśli masz dzieci akceptuj ich wybory, nawet jeśli budzi to Twój strach albo wstręt. Lepsza spełniona kucharka niż wyjąca w poduszkę modelka czy prawniczka. Każdy jest na swój sposób wartościowy a parcie na sukces czy pieniądze jest porażką, która wyjdzie niczym syf spod skóry. Zawsze wyjdzie.

Narcystyczni rodzice z przerostem ambicji są źródłem niestabilności emocjonalnej u dzieci, która przechodzi w syndrom u dorosłych. Dziecko idąc w kierunku niezgodnym z własnymi potrzebami osiąga cele ale ogromnym kosztem, co zawsze zabiera dużą część satysfakcji. Wychodzą wtedy bardzo często zachowania autodestrukcyjne w przypadku, kiedy ktoś zmuszony do kucia matematyki spędza siódmą noc z rzędu chcąc zaliczyć kolokwium, gdzie jedyną nagrodą jest nie satysfakcja własna tylko aprobata autorytetu, w tym wypadku rodzica. Jeszcze gorzej jest wówczas, jeśli kolos nie pójdzie. Poczucie wartości leci w dół na łeb na szyję.

Doszliśmy mniej więcej do 1/3 tematu. Nie chcę tego ładować w jednym kawałku, bo mało kto znajdzie w sobie zaparcie, aby to przeczytać, przemyśleć i przyswoić. Jeśli uważasz, że warto – daj łapkę. Będę wiedział, że nie walę w próżnię. A może komuś się to przyda? 😉

Żołnierz poetą.

„Jako reżyser muszę pogodzić w sobie żołnierza z poetą. Żołnierz tworzy warunki pracy dla artysty, dzięki którym ten może grzebać w emocjach. To schizofreniczny zawód. Jednym z moich obowiązków jest zarządzanie ekipą na planie, nadzorowanie pracy setki osób, mobilizowanie ich do wysiłku. Nie udałoby się, gdybym był introwertycznym intelektualistą.”

Marcin Wrona

Dżoanna i Tomek.

Życie w drodze, więc prócz kolekcjonowania pięknych krajobrazów, które są niewątpliwym plusem tej pracy, mam sporo czasu na myślenie i czytanie. Bawiąc się w rozpoznawanie mowy przez Google powiedziałem prócz innych Tomek Beksiński. Pierwszy link zaprowadził mnie do bloga Dżoany, gdzie znalazłem mnóstwo ciepłych rzeczy o Tomku plus to, że ja pamiętam resztkami wyblakłej barwy jak on czytał fragmenty jej listów w Trójce Pod Księżycem. Powiem więcej, jestem niemal pewien, że posiadam gdzieś na kasetach fragmenty tych nagrań. Niestety jestem dość daleko od domu obecnie, ale już wiem co będę robił wieczorem. Przyszło mi też do głowy, że tak naprawdę jedynym problemem współczesności jest zbyt duży wybór. To on powoduje, że większość z nas czuje niedosyt na tej czy innej płaszczyźnie. Ja doskonale pamiętam ten klimat, który Dżoanna opisuje na swoim blogu:

„Doskonale pamiętam tę magiczną atmosferę: w pokoju półmrok, rozświetlony jedynie nocną lampką, ja zwinięta w kłębek na fotelu, na małym stoliku popielniczka i paczka Carmenów… a z radia płynęła muzyka, Jego muzyka, nasza muzyka i unosiła się wśród ledwo widocznej w ciemności mgiełki dymu.

Zaciągałam się tą muzyką – jak papierosem i wdychałam aż po trzewia, czując, jak wraz z dymem przenika i wypełnia całą mnie, po czubki palców u stóp.”

Kiedy jedynym dostępnym i to rzadko piwem była Warka czy Krakus problemu nie było a pianka i smak plus atmosfera sadu pod jabłonką spowitego ciepłym, wrześniowym słońcem nadawała niesamowity klimat temu co nas wówczas otaczało. Rzadkość stanowi najwyższą wartość u ludzi. Jeśli masz wybór, zbyt duży wybór to prowadzi on wprost do nieszczęścia. Tak jest z piwem, samochodami, ludźmi, ubraniami, knajpami. Chyba doszliśmy za daleko w tym wszystkim, wydaje mi się, że nikt nie spodziewał się, że prymitywnym w gruncie rzeczy istotom zwanym Homo Sapiens uda się dotrzeć aż tu, gdzie jesteśmy dziś. Co robić? Jak ograniczyć wybór? Ja wiem – ale dziś jeszcze nie czas by tam ruszyć. Może za kilka lat? Ale wtedy chyba będzie już za późno. Tomek pożegnał się z nami będąc niemal dokładnie w moim wieku – to kolejna, dość smutna refleksja. Chyba my wszyscy sprawiamy wrażenie twardych na zewnątrz, bo tego wymaga od nas świat ale w środku w każdym z nas żyje taki Tomek Beksiński.

Oddajmy znów głos Dżoannie:

„Nigdy nie wzięłam pod uwagę, że On też może być słaby, może potrzebować wsparcia – dołożyłam mu swój własny, nierzadko tragiczny ciężar. Do dziś myślę – że nie udało mi się w Nim zobaczyć człowieka z krwi i kości, który ma swoje marzenia/niespełnione miłości/smutki – a ja mu dokładam swoje… i że może tego nie udźwignąć …. że pisałam jak do instytucji – silnej, twardej, pewnej siebie, nieomylnej. Zrzucałam na jego wątłe barki swoją radość, nadzieje i chwilowe szczęście – ale także cały ogrom bólu i cierpienia. Nigdy nie zastanawiałam się – czy to nie za dużo, czy się pod tym nie ugnie, czy go to nie złamie.”

Zatrzymałem się na leśnej polanie nieopodal Łasku . Jest 31 stopni, trawa wciąż zielona, lekki wiatr…Czuję się dobrze.

EDIT:

Tu jest pies pogrzebany:

„Zaś cycki duże i małe są już teraz w każdym filmie, w każdym kiosku. Człowiek obojętnieje! W dzieciństwie na siłę wpychaliśmy się do kina, żeby przez ułamek sekundy zobaczyć ćwierć cycka na rok. Potem tygodniami gadało się o tym w szkole. A teraz wystarczy wyjść na miasto, a tu cycki cycki cycki… Po co mi komputer i gołe Moniki z Krakowa w Internecie?”

Tomasz Beksiński

Themaskator