Poczucie winy, czym jest poczucie winy? Drodzy państwo – mechanizm ten zabudowany naturalnie w człowieku, ma w założeniu powodować, że ludzie przestrzegają prawa naturalnego, oraz nie wykazują skłonności do podejmowania działań, mających w konsekwencji uderzyć we własny gatunek (przede wszystkim), a także z automatu chronić przed niszczeniem otaczającego nas świata. Z poczuciem winy jest taki problem, że jego doskonałą moc manipulacyjną odkryli już starożytni, wymyślając bogów, za obrażanie których ciemniak miał się odkupić, składając w ofierze daninę złożoną z tego co sam wypracował, czy wyprodukował. Mechanizm ten jest również masowo używany współcześnie do ograniczania ludzi, oraz przekierowywania ich ciężko zarobionych zasobów, do jedynie słusznego źródła.
Jako ludzie urodzeni w Europie mamy i tak sporo farta, bo indoktrynacja jaką się na nas przeprowadza od dziecka, prowadzi jedynie do poczucia winy, oraz dzielenia się zasobami z instytucją mającą swą siedzibę w wiecznym mieście, gdybyśmy przyszli na świat w Egipcie, albo co gorsza w Korei Południowej, moglibyśmy skończyć w eksplozji plecaka na lotnisku w Brukseli (podobno wszystko dąży do entropi?), albo jako zatwardziały wyznawca Kim Dzong Una, jedynego słońca ziemi, tej ziemi. Czytaj dalej „Poczucie winy.”
„Nie mogę być częścią świata, gdzie mężczyźni ubierają swoje żony jak prostytutki, pokazując wszystko, co powinno zostać ukryte, gdzie nie ma pojęcia honoru i godności, gdzie rzadko można polegać na kimś, kto mówi, że coś obiecuje.
Gdzie kobiety nie chcą mieć dzieci, a mężczyźni nie chcą zakładać rodzin.
Gdzie frajerzy wierzą, że odnieśli sukces, siedząc rozparci za kierownicami limuzyn ich ojców, gdzie ojcowie mający iluzję władzy, próbują udowadniać ci, że jesteś nikim.
Gdzie ludzie fałszywie deklarują wiarę w Boga z kieliszkiem w ręku i brakiem zrozumienia podstaw, tego w co wierzą.
Gdzie pojęcie zazdrości jest uważane ze słabość, a skromność jest wadą.
Gdzie ludzie zapominają o miłości, szukając najlepszej opcji dla siebie, a nie człowieka w człowieku.
Gdzie ludzie wydają ostatnie pieniądze na swój samochód, nie szczędząc środków ani czasu, a sami są tak słabi, że sądzą iż to drogie cacko ukryje ich słabość.
Gdzie chłopcy tracą ciężko zarobione przez rodziców pieniądze w klubach, a dziewczyny kochają ich za to.
Gdzie nie można odróżnić kobiet od mężczyzn, a nazywane jest to „wolnością wyboru”, zaś idących tradycyjną ścieżką nazywa się upośledzonymi despotami.
Ja wybieram swoją drogę, jest mi tylko przykro, że nie znalazłem zrozumienia, wśród ludzi, na których naprawdę mi zależało.”
„Na złe myśli nie ma sposobu, ani męskiego, ani damskiego. Żyję w ich utoczeniu i pod ich ciężarem, od kiedy pamiętam. Można powiedzieć, że zawsze miałem i nadal mam wyłącznie złe myśli. Można jednak także powiedzieć, że jest, jak jest, niezależnie od tego, co sobie o tym myślimy. Myśli to tylko nasza opinia: mogą mieć znaczenie i siłę sprawczą na ograniczonym obszarze, w którym jesteśmy w stanie coś zmienić, jeśli jednak w gównianej kondycji naszej zmienić się niczego nie da, to stan, który nazwać można by stanem dobrych myśli i nadziei na poprawę, jest złudzeniem takim samym, jak stan diametralnie przeciwny. Ja osobiście stosuję jak do tej pory skuteczne remedium (czyli zagłuszanie), wyobrażając sobie, że moja praca i doskonalenie w niej, mają jakiś sens. Nie wiem więc, jaka byłaby konsekwencja utraty prawej ręki lub oczu. Czy dałbym jeszcze radę zbudować sobie kolejną fikcję sensu istnienia, czy jest na to już za późno, bo życie zbliża się do kresu. Zawsze na deser nadchodzi ten moment, że leży się w szpitalu pod kroplówką lub respiratorem, oczekując już tylko końca. Dla kogoś pozornym sensem istnienia jest rodzina. Dla kogoś sport lub uroda. Biegacz lub modelka stają przed tym samym problemem już w kwiecie wieku (o ile w ogóle są zdolni do autorefleksji, a nie należą do istot, które Witkacy określał jako: takie coś, co zaledwie wie, że jest, a i to nie bardzo). Myślałem w młodości (jeden z pomysłów) o takim filmie krótkometrażowy, w którym świat na oczach jakiejś staruszki zaczyna się materialnie rozpadać: ucieka powietrze z opon, wypadają szyby z okien, osypuje się tynk z ścian, ale potem rozsypują się i ściany, w końcu widać tylko poruszające się fale oceanu gruzu (nie było jeszcze animacji komputerowej, więc planowałem, by robić to spychaczami) i tylko ta babcia zostaje i we mgle pyłu chodzi trochę bez sensu, jątrząc niewidzącymi oczyma. Otoczenie i świat nieustannie i na naszych oczech ulegają destrukcji, ale ponieważ w miejsce rozpadającego się wyrasta nieustannie nowe, wydaje nam się do czasu, że nic się nie zmienia i dopiero w jakimś momencie widzimy, że destrukcja dotyczy także nas. Aby więc panią rozweselić: moja znajoma z Krakowa, chciała początkowo wychowywać swoje dzieci bez religii, ale w końcu poszła po rozum do głowy i uświadomiła sobie, że za taki non-konformizm mamusi, zapłaci w szkole przede wszystkim dziecko. Poszła więc z synkiem na jakąś wstępną lekcję do kościoła, ale lokalnemu księdzu akurat w tym dniu odbiło na efekty specjalne, więc znienacka z taśmy zagrzmiało, a potem rozległ się głos z zaświatów, który poinformował zebranych o czekającym Sądzie Ostatecznym. Znajoma po powrocie do domu udzieliła dziecku zgodnych wprawdzie z ortodoksją, ale bardziej usystematyzowanych wyjaśnień na temat Sądu Ostatecznego i końca świata, bo dzieci myślą bardziej konkretnie, niemniej jednak u 6-latka pojawiły się problemy egzystencjalne i w nocy miał sen albo wizję, która wywołała u niego atak histerycznej paniki. W wizji tej, na tle piorunów i błyskawic, pojawił się wielki 10-metrowy teletubiś i ogłosił grzmiącym głosem, że świat się właśnie kończy, a wy wszyscy umrzecie. Owoż ten mistyczny teletubiś, przyszedł, jak widać, wczoraj i do Pani. No cóż: to jedno więcej złudzenie. Myślę, więc mnie nie ma. Jest myśl, nic więcej. Takie mniej więcej motto wypisałem sobie przy sztalugach. Zarówno autorzy komiksowego filmu „Matrix”, jak i autor scjentystycznego „Solaris”, cofnęli się przed konsekwencją tego, co przyszło im do głowy, lub raczej nie czuli się na siłach, by sprostać zadaniu, a tymczasem wiedzieli o tym już przed setkami lat buddyści:
Świata po prostu NIE MA. Jest złudzeniem. To, z czym obcujemy, to tylko nasze wyobrażenie. Amen. Koniec kazania.”