Jeden z lepszych filmów jakie widziałem.

Oczywiście w moim ukochanym kinie, natychmiast po tym jak je otworzono, czyli jakiś czas temu 🙂 Ale do sedna. Panowie – przegraliśmy z kretesem, a właściwie to zawsze byliśmy bez szans, nawet na tym krótkim odcinku czegoś tak ulotnego jak życie. Wartość waginy zawsze była dużo wyższa niż wartość penisa, wynika to wprost ze statystyki i praw natury, w których chodzi wyłącznie o efektywną reprodukcję a nie topnienie lodowców, efekt cieplarniany, czy fakt że ptaki duszą się torebkami z tworzywa sztucznego. Tych, których fiut jest bardziej wartościowy od waginy (bez okoliczności obocznych) jest parę procent populacji. To dlatego Żmiju zawsze znajdzie atrakcyjną kobietę, która wstawi mu zęby, otoczy opieką a nawet poprowadzi biznes wykorzystujący jego talent – to nie ma nic wspólnego z wyjątkowością w sensie ludzkim – podczas gdy na wskroś poukładany przeciętniak zdechnie samotnie pod płotem. To dlatego posiadacz apartamentu na Żoliborzu będzie zawsze lepszy od posiadacza mieszkania na Woli, nawet jeśli ten pierwszy jest zakredytowany pod korek, a drugi jest na swoim – liczy się wyłącznie projekcja, racjonalizacja i wyparcie, szczególnie wtedy, gdy w otoczeniu brak tego z tych kilku pożądanych procent. Jeśli nie masz na ryju, to jedną szansą dla ciebie jest taka właśnie Carey Mulligan, pod warunkiem, że uda ci się do niej zbliżyć – niestety, jest ich może z 3% społeczeństwa. Ja w każdym razie takiej nie spotkałem. Walczyć warto, bo to może być to, o czym marzy 90% męskiego stada.  Tak czy inaczej, analizując rzeczywistość warto próbować do końca, bo i tak nikt z nas nie wyjdzie stąd żywy. Do końca XX wieku naszą szansą był patriarchat, który nieco siłowo regulował dysproporcję w atrakcyjności, niestety wraz z rozwojem dostępu do wiedzy ten trik oparty na czystej manipulacji przestał działać, król stał się nagi a szala wartości w karuzeli matrymonialnej obnażona. Pamiętajmy, że widzimy przedstawienie, które nijak się ma do rzeczywistości. Przepraszam, że nie napiszę ani słowa o sednie zagadnienia, o którym traktuje film, ale uważam, że jest ono oczywiste – proszę nie odbierać tego jako marginalizację problemu, uważam że rola, którą przybrała Cassandra była na wskroś ludzka,  heroiczna i uzasadniona – mało tego, jest duża doza prawdopodobieństwa, że w takiej sytuacji zachowałbym się podobnie, oczywiście uwzględniając możliwości i działanie ze względu na płeć. Poza tym każdy myślący człowiek po obejrzeniu dojdzie do wniosku, że coś skończyło się na zawsze. Czy przyjdzie przywyknąć? Nie wiem. Ja jestem już dość stary i zmęczony życiem, nauczyłem się ze względu na koszty mentalne czerpać radość z życia na innej płaszczyźnie niż interakcje międzyludzkie. Z drugiej strony obserwuję swoich zstępnych jak doskonale radzą sobie na tym polu. Co prawda mieli dobrą szkołę, ale refleksja przychodzi wraz z wiekiem. Mnie też do niedawna wydawało się, że mogę wszystko, a dziś? Dziś stać mnie na to, aby realnie ocenić rzeczywistość.

Zapraszam na projekcję, obraz można znaleźć np na CDA.

PS: Fragment jest niepubliczny, więc może nie usuną, gdyby się nie odtwarzało dajcie znać, mam mirror na Rutube 😉 A no i nie pozwalajcie sobie pluć do kawy nawet jeśli jakaś kobieta szatkuje wam mózg swoją atrakcyjnością.

Polskie Malediwy ;)

Od jakiegoś czasu nachodziła mnie chrapka, aby odwiedzić tak zwane polskie Malediwy, czyli jezioro Turkusowe nieopodal Konina będące de facto zbiornikiem osadowym dla pobliskiej elektrowni. Konin mi wyjątkowo nie po drodze, ale tak się złożyło, że kolega poprosił mnie aby pojechać z nim do Wrześni, obejrzeć samochód, który sobie upatrzył w internecie. W ogłoszeniu oczywiście igiełka. Zabieram rano grubościomierz oraz interfejs diagnostyczny do BMW i ruszamy ku miastu doznań 😉 Z góry założyłem, że nawet jeśli będziemy wracali na dwa auta to ja odbiję z trasy A2 w kierunku południowym, aby przekonać się, czy miejsce to rzeczywiście jest tak fenomenalne jak przedstawia się to w sieci a kolega sobie wróci do Warszawy. Prywatny sprzedawca okazał się Mirkiem handlarzem sprzedającym w imieniu szwagra (stary numer), bezwypadkowe auto pełne szpachli, z porwaną skórą, ale hit to silnik, poklejony chyba na Poxipol. Czary goryczy dopełniła długa lista błędów tak silnika, osprzętu jak i skrzyni biegów. Kupno auta z komisu w kartoflanej to jest texas holdem. Prosta sprawa, auta za Odrą, które są bezwypadkowe, bez kręconych liczników, nie popowodziowe itp są znacznie droższe niż u nas więc jak może się opłacić sprowadzać dobre sztuki i jeszcze na nich zarobić? Chcesz dobrą furkę, upatrz sobie kilka sztuk w jakiejś okolicy i jedź do cywilizacji. U nas kupuje się tylko złudzenia.
Czytaj dalej „Polskie Malediwy ;)”

Miłość zmieniona w kamień.

Kiedy dziś rozkoszowałem się słońcem i letnią bryzą w hamaku rozwieszonym nad brzegiem Świdra w podwarszawskim Otwocku na mojej playliście pojawił się Billy Idol i Sweet Sixteen. Przypomniałem sobie, że już dawno miałem opisać historię będącą inspiracją do powstania tego znakomitego kawałka i chyba dziś nadszedł ten czas. Świat jest wręcz pisany historiami mężczyzn, którzy zakochani i jednocześnie świadomi faktu, że nigdy nie będą w stanie być atrakcyjni dla swoich wybranek przekuwali własne niespełnienie w wielkie rzeczy. Akt hiperkompensacyjny tak pięknie opisany przez Zdzisława Beksińskiego to bardzo silny mechanizm, dlatego że pozwala przetrwać żyjąc nadzieją. Spotkałem trochę kobiet w swoim życiu i część z nich, ta bardziej świadoma zdawała sobie sprawę,że nie potrafi kochać, cierpiąc z tego powodu ale jednocześnie wiedząc,że to co czują w danej chwili nawet nie stało koło męskiej wersji tego fenomenu. To nie jest próba wbicia szpilki komukolwiek, tylko fakt, który wyciągnąłem na podstawie rozmów i empirycznych doświadczeń potwierdzanych przez same zainteresowane. Miłość kobiety bywa krucha, jest podszyta chwilą ,momentem, układem odniesienia. Gdy ona mówi ci przyjacielu,że cię kocha to nie kłamie, tylko że to jest ważne tylko TU i TERAZ, podobnie jak dwudziestominutowy bilet w metrze. Miejcie to na uwadze panowie, bo to pozwala uniknąć rozczarowań i błagam, nie łączcie tego z przywiązaniem, współczuciem,  kredytem hipotecznym, dziećmi, litością, strachem, wspólnym interesem, czy czymkolwiek podobnym, co ludzie utożsamiają z miłością, a co powoduje,że trwają ze sobą, często do śmierci.Sprawa mocniej komplikuje się kiedy masz niecałe 160 cm wzrostu i ważysz 45kg będąc mężczyzną. Jeśli do tego potrafisz racjonalnie myśleć (poza sferą emocjonalną) jak nasz dzisiejszy bohater Edward Leedskalnin, będący inspiracją dla Billego Idola do nagrania wspomnianego na wstępie utworu, to wiesz, że jedyne co ci zostało po chwilowym dostaniu się do nieba i zrzuceniu w czeluście piekieł, to przekucie uczucia w kamień. I tak też zrobił Edward budując fenomen podziwiany do dziś – Koralowy Zamek. Najlepsze jest to, że do końca wierzył w to,że jeśli dokona czegoś niezwykłego to zaimponuje swojej wybrance. Niestety w świecie, w którym przyszło nam żyć to tak niestety nie działa…liczy się wyłącznie ewolucja gatunku a nie szczęście jednostek.

Czytaj dalej „Miłość zmieniona w kamień.”

Śladami Wielkiego Szu, czyli widzisz przedstawienie…

Ostatni tydzień spędziłem na Dolnym Śląsku. Katalizatorem wyjazdu był oczywiście Castle Party Festwal na zamku w Bolkowie. Jadąc tam obawiałem się czy uda mi się wpasować w towarzystwo bo co do muzyki to byłem pewien. Clan of Xymox, Closterkeller, czy Lacrimosa gwarantowały wrażenia. Nie zawiodłem się, w przyszłym roku pojawię się znów ale już z czarną peleryną Draculi podszytą krwistoczerwoną podszewką, którą uszyła mi mama mojej byłej dziewczyny, kapeluszu oraz czarnej koszuli. Mroczny klimat to jest to! Jako, że na wyjazd zdecydowałem się w ostatniej chwili to noclegi przypadły mi pod namiotem, co zresztą poczytuję wyłącznie jako plus biorąc pod uwagę integrację jaka miała miejsce na polu namiotowym Pod Lasem. Polecam to miejsce w Bolkowie, bowiem standard obiektu i zarządzający są naprawdę spoko. Ale do rzeczy, w dzień zamiast leczyć kaca (którego nie było) zasuwałem jak opętany po licznych atrakcjach okolic, które zresztą opiszę jeszcze w innych notkach. Jednym z pomysłów było odwiedzenie miejsc, gdzie kręcony był kultowy dla mojego pokolenia film a mianowicie tytułowy Wielki Szu. Zresztą cytat w nagłówku bloga nie wiem tak naprawdę czy pochodzi od Kanta, ale pochodzi na pewno z tego filmu. Jeśli nie wiesz w czym rzecz, nie trać czasu i nie czytaj dalej bo nie zamierzam opisywać fabuły filmu, którego dialogi mogę cytować obudzony w środku nocy. Zapraszam zatem na podróż sentymentalną, gdzie Szu szukał siebie a znalazł jak zwykle….tylko pieniądze.

Czytaj dalej „Śladami Wielkiego Szu, czyli widzisz przedstawienie…”

Cała naprzód raz jeszcze.

Kiedy dwa, czy trzy lata temu siedząc w porcie Durres czytałem przy kuflu znakomitego albańskiego piwa biografię Teresy Tuszyńskiej wiedziałem, że mam sporo do nadrobienia. Jeszcze będąc na miejscu ściągnąłem skąd się da całą filmografię, co prawda w fatalnej jakości, ale  kompletną. Od tego czasu sporo się zmieniło, nadal mam wszystko ale większość w HD, co nie jest prostą sprawą. Kilka dni temu obejrzałem ponownie film Stanisława Lenartowicza z 1966 roku zatytułowany Cała naprzód. Oczywiście post factum poszedłem na Filmweb, aby sprawdzić komentarze i jak zwykle prawie nikt nie wpadł na clue przekazu, choć interpretacja to rzecz subiektywna więc no offence jeśli ktoś myśli inaczej. Ten film, to obraz o niespełnieniu oraz wyobraźni, która może być namiastką rzeczywistości a także o tym, że szukając zbyt daleko tracimy coś co jest blisko.

Czytaj dalej „Cała naprzód raz jeszcze.”

Themaskator