Jesienne Trójmiasto.

Gdańsk, 8 listopada, 10:15
 
Liście tańczą malowniczo na wietrze tworząc surrealistyczne obrazy i przywołując zapisane w pamięci miejsca, czasy i ludzi. Lubię taką pogodę nad morzem, gdy muszę mocniej naciskać czapkę na głowie. Zapach portu, morza, jesieni… Gdyby jeszcze Ona stała przede mną, starając się schować w moich dłoniach…

Czytaj dalej „Jesienne Trójmiasto.”

Kaczor Donald.

Chyba każdy pamięta Arkadego Fiedlera i jego hit zatytułowany Dywizjon 303. Dla mnie była to jedyna szkolna lektura, którą przeczytałem 47 razy (w przybliżeniu) i to nie Pana Tadeusza mogłem cytować, tylko Fiedlera. Od rzewnych kawałków mamy dziurawą wątrobę, a od kawałka męskiej przygody zawsze stalowe mięśnie i wianuszek kobiet u boku.

Pamiętajmy, ze „zawziętość jest bronią równie skuteczną jak karabin”. 12tego listopada minie 11ta rocznica śmierci człowieka numer jeden na liście Bajana (Co to jest? Sprawdź sobie.) generała Stanisława Skalskiego. Człowiek legenda, uczestnik Wojny Obronnej, Bitwy o Anglię, walczący w Afryce i na Dalekim Wschodzie, organizator i dowódca Cyrku Skalskiego grupującego absolutnych asów przestworzy umiera w samotności w domu pomocy społecznej, uprzednio okradziony z oszczędności życia i pozbawiony mieszkania przy Al. Wyzwolenia w Warszawie przez swoich opiekunów. To jest prawdziwe oblicze ziemi, tej ziemi – to tak na marginesie, bo niczego tak nie nienawidzę jak obłudy.

Żeby nie było smutno to dziś popiszemy troszkę o moim idolu z listy Bajana, czyli? Kto się domyśla? Nikt? No proszę…to chyba jasne! Gość się zwie Jan Zumbach ksywa Kaczor Donald. Losy tego człowieka sprawiały, że nie mogłem spać po nocach, jako dziecko widząc się za sterami starej Dakoty lecącej nad Katangą i okładającą przez drzwi wejściowe wiązkami granatów wojska komunistów wspieranych przez chłopaków w walonkach i karabinem na sznurku.

Czytaj dalej „Kaczor Donald.”

Siekierezada i mięso.

Lawirując między busami okupującymi lewy pas na trasie do Warszawy, a wiozącymi zadowolone z życia mięso do roboty, myślę sobie o klasycznym niezrozumieniu Siekierezady Edwarda Stachury. Na jakimś forum chłopak pisze, że jest pod ogromnym wrażeniem powieści, która jednak jest przestrogą, że można skończyć tragicznie. Abstrahując od definicji tragiczności (personalnie uważam, że bycie mięsem w busie i taka egzystencja jest dużo tragiczniejsza, niż śmierć pod kołami pięknej lokomotywy, w zimowej scenerii lasu), to wspomniane dzieło absolutnie nie jest tragiczne, bowiem pozostawia pytanie „czy warto? ” – otwartym. Mało kto wiąże postać Janka Pradery i Rafała Skoneckia, jako kontinuum czasowe i alternatywną wersje końca Steda, który był przecież protoplastą obu tych postaci. Wówczas kwestie egzystencji w otaczającym go świecie odłożył w czasie, licząc zapewne na to, że spotka swoją Gałązkę Jabłoni i pójdą dalej „razem do końca wszystkiego” . Jako, że pojmowanie otaczającej nas rzeczywistości przez niektóre jednostki jest nazwijmy to nieco głębsze niż większości, to ostatecznie wyłączył sobie światło, kiedy zrozumiał, że wszystko na co może liczyć to udział w grze, która odbywa się co dzień na kiepskich dechach teatru rzeczywistości. Stało się to jednak po latach. Janek Pradera był do życia na nie, Rafał Skonecki na tak! Pamiętajmy o tym!
 
W swoim życiu Siekierezadę z dedykacją dostały ode mnie dwie kobiety. Obie nie zadały sobie minimum trudu, by choć spróbować zrozumieć, że w życiu są rzeczy ważniejsze niż pierścionek czy nachlanie się w oparach marihuany. Nie mam do nich żalu, kiedyś czułem się kiepsko mając świadomość, że znów przeceniłem ludzi, dziś czuje obojętność, poza krótkimi momentami, gdy zrywam się w nocy z łóżka i czuje pozazmysło ich skowyt, bo ani pierścionek ani marycha szczęścia nie dały. Jedyne co to chwilowe zapomnienie w spazmach orgazmu z facetem, który albo je brzydzi albo jest zwykłym dildo czy portfelem. Postanowiłem nie dawać więcej żadnej kobiecie tej książki, póki nie upewnie się, że jest szansa na jej zrozumienie. Zbyt poważną cenę zapłacił Sted za to w co wierzył, aby trwonić jego dorobek w ten sposób.
 
Jestem w Jankach. Zaczyna się kraina szczęścia w otoku spalin, tłoku na drogach, trąbienia, machania rękami, zajeżdżania drogi i sprzedawania fucków. Jeśli to jest ten Wasz świat, ta ziemia obiecana, to ja wybieram piekło. Czemu? Bo moje piekło jest niebem przy Waszej krainie mlekiem i miodem płynącej 😉
 
BTW, kiedyś pewien Pan po sprzedaniu mi fucka musiał zatrzymać się na światłach na skrzyżowaniu Towarowej i Prostej. Wsiadłem z auta i próbowałem grzecznie się dowiedzieć, co było przyczyną takiej frustracji i co nie tak zrobiłem, tak bardzo psują mu humor. Analizuje swoje zachowanie celem rozwijania się i jego feedback byłby dla mnie bardzo pomocny w zrozumieniu, gdzie popełniłem błąd? Niestety…zabarykadował się w aucie i wykonywał przez szybę ruchy dłońmi jakby się modlił, jednocześnie robiąc minę na zbłąkanego psa. Do tej pory nie wiem o co mu chodziło i już chyba się nie dowiem 🙁 Bardzo go przepraszam z tego miejsca, za wywołanie w nim takiego wachlarza emocji – jeśli Pan czyta drogi Panie to pozdrawiam serdecznie.
 
Dobrego dnia. Ja właśnie otwieram wrota do mojego Mordoru 😉
 
Wasz Rafał „Mięso” Skonecki
 
PS: Też jestem mięsem, tylko z lepszą niż średnia percepcją otaczającego nas cyrku, który sami reżyserujemy 😉

Piekło Nowego Jorku.

Bardzo dobry artykuł, znam temat od podszewki. Można powiedzieć, że byłem kochankiem takiej kobiety, choć pozycjonowała mnie na kogoś innego, zapewne wiedząc, że nie można mnie kupić. Schemat był prosty – tam portfel, tu emocje. NY to targ ludźmi w najczystszej postaci. Zabawne jest to, że jak dowodzi psychologia ewolucyjna nawet zamożne kobiety wybierają lepiej sytuowanych mężów. Jeszcze zabawniejsze to, że właściwie wszystkie lewicowe wymysły są czystej wody brednią. Zaś absolutnie „the best” jest fakt, że większość kobiet zazdrości im takiego życia, kiedy tak naprawdę to jest koszmar. Z miłością to nie ma nic wspólnego, wszystkie maja podpisane intercyzy, (dlatego dostają premie), faceci są wyjątkowo wybredni i kapryśni, kolejka młodszych rywalek codziennie puka do drzwi, jeden mały błąd albo rysa na urodzie i dostają porządnego kopa w tyłek. Z Upper East Side wracają na jakaś zabita dechami prowincje, uroda już nie ta, depresja murowana. Dobrze, że są jeszcze Ryśki z Klanu co przygarną taką zniszczoną kobietę przy okazji zamieniając własne życie w piekło. Czegóż się nie robi wszak dla podbicia ego? Nawet zarycie twarzą w krawężnik nie jest w stanie powstrzymać tego stwora 🙂 W Warszawie, Londynie, Krakowie, Paryżu dzieje się to samo, tylko na mniejszą skalę. Kwestia zasobów – dlatego ja wolę Bieszczady 🙂

https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19009242,glam-sahm-biedne-bogaczki-z-nowojorskiej-upper-east-side.html

Themaskator