Stali czytelnicy już wiedzą, że teraźniejszość nie istnieje, przyszłość jest niepewna a wszystko co mamy to przeszłość. Zatem wspomnienia to jedyny powód, aby żyć 🙂 Zaraz wpadnie tu jakaś egzaltowana Julka i napisze, że ona żyje teraźniejszością, przeszłość ma w dupie a przyszłość jej nie obchodzi xD Julka nie zdaje sobie sprawy z faktu, że zanim galareta w jej głowie uzmysłowi jej, że tupanie nogami to tylko reakcja, to wcześniej miną milisekundy nim fotony dotrą do jej oczu i mózgu a jej samej wyda się, że zareagowała na „teraźniejszość” xD Dobra, dziś absolutna perełka, oczywiście konsumenci „rzeczywistości” oznajmią, że to żenada, mikol i w ogóle 🙂 Resztę zapraszam, szczegóły poniżej.

Warszawską Kolej Dojazdową zna każdy Warszawiak. Ja takowym nie jestem, choć mieszkam tu już z górą 30 lat a pod względem znajomości miasta i historii myślę, że mogę się równać z niejednym autochtonem. Historia tej kolejki sięga zamierzchłych lat dwudziestych ubiegłego wieku kiedy to wybudowano zasilaną elektrycznie linię z Warszawy do Grodziska Mazowieckiego. Dla niezorientowanych dodam, że stacja początkowa EKD (tak wówczas nazywało się owe połączenie od skrótu – Elektryczna Kolej Dojazdowa) znajdowała się przy Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej. Sam jako dzieciak pamiętam tory tej legendarnej kolejki na Szczęśliwickiej w Warszawie, kiedy jeździłem z rodzicami do ZETO w Warszawie wożąc karty perforowane (chętni sprawdzą co to za diabeł xD). Ale nie o tym…
EKD cieszyła się takim wzięciem jako linia umożliwiająca dojazd do okolicznych miejscowości jak Milanówek, czy Podkowa Leśna, że zarząd postanowił poszerzyć jej zasięg działania i wybudować odnogę do….Grójca 🙂 Zbudowano liczne nasypy oraz konstrukcje inżynieryjne, w 1939 roku powstały wiadukty w okolicy Radziejowic koło Mszczonowa i to właśnie te budowle stały się celem mojej wycieczki rowerowej w sobotę 7 marca 2026 roku 🙂
Cała trasa jest mało wymagająca, niecałe 50km z Żoliborza, jednak końcówka w lecie i po pozostałościach nasypu jest już pewnym wyzwaniem. Myślę sobie, że lato, kiedy zieleń rozkwitnie bez maczety będzie ciężko się tam dostać, na forum kolejowym sporo osób odpuściło ostatni odcinek, ale jak wiadomo maratończyk czyli ja się nie poddaje, zatem przedzierając się przez chaszcze dotarłem do mojej sobotniej Mekki. 🙂
Pod koniec marca Stowarzyszenie Miłośników EKD organizuje zbiorową wycieczkę do tego miejsca, więc dla zainteresowanych jest okazja dotrzeć tam grupowo a mówię wam, że warto xD W drodze powrotnej zaliczyłem pałac w Radziejowicach, bardzo sympatyczne miejsce na spacer z dziewczyną lub psem, jak to woli. W dwie strony pękła prawie stówka co biorąc pod uwagę otwarcie sezonu jest wartością zacną. 🙂
Zapraszam do galerii zdjęć z tego fenomenalnego kawałka historii, który jakimś cudem przetrwał do dziś.
Rafał
