„Stanęliśmy na progu. Zastukałem. Otworzył wysoki, szczupły delikacik, z gatunku tych, co to rozsiewają wokół siebie woń sztuki. Widać było na kilometr, że przyszedł na świat Tworzyć, Tworzyć wiekopomne dzieła, nie nękany przez przyziemne troski, jak ból zęba, pieskie szczęście czy brak wiary we własne siły. Miał wygląd geniusza. Ja sam wyglądam jak pomywacz w knajpie i tego rodzaju typki zawsze mnie lekko wkurwiają.”
„Pamiętam gonitwy i ludzi stłoczonych przy ławach, ramię przy ramieniu, dupa przy dupie, spoconych, rozkrzyczanych, rozpychających się przy barze. To były dobre czasy. Niesamowite dni, kiedy piło się i śmiało. Myślało się, że te dni (i noce) nigdy się nie skończą. Bo niby czemu? Szarpaniny na parkingu. Walki na pięści. Bravcado i chwała. Klimat. Do licha, życie było wspaniałe, życie było zabawne. Byliśmy facetami, nie dawaliśmy sobie w kaszę dmuchać. I, szczerze mówiąc, to było najlepsze. Chlanie i skręty. Mnóstwo barów, pełnych barów. Żadnej telewizorni. Gawędziło się i pakowało w kłopoty. Jeśli zawinęli cię po pijaku na wytrzeźwiałkę, odespałeś swoje i rano wychodziłeś. Straciłeś robotę, to znajdywałeś następną. Nie było sensu kręcić się wciąż w jednym miejscu. To były czasy. To było życie. Bez przerwy działy się szalone rzeczy, które poprzedzały kolejne, jeszcze bardziej szalone zdarzenia.”
„Znam tylko kurwy, byle prostytutki,
wariatki. widuje mężczyzn z cichymi,
delikatnymi kobietami – widuje ich w supermarketach
widzę, jak idą razem ulicą
widzę ich w mieszkaniach: spokojni
ludzie, żyjący ze sobą. wiem, że ich spokój
nie jest bezustanny, ale jest to
spokój, często całe godziny i dni spokoju.
znam tylko narkomanki, alkoholiczki,
kurwy, byle prostytutki, wariatki.
kiedy jedna odchodzi
przychodzi następna
gorsza od poprzedniczki.
widuję tylu mężczyzn z cichymi czystymi dziewczynami w
kraciastych sukniach z bawełny
z dziewczętami, których twarze nie są jak pysk rosomaka
albo drapieżnej bestii.
„nie przyprowadzajcie mi tutaj żadnej dziwki – mówię
nowym przyjaciołom – bo zaraz się w niej zakocham”.
„ty nie możesz znieść porządnej kobiety, Bukowski”.
potrzebuje porządnej kobiety.
bardziej niż maszyny do pisania, bardziej
niż swojego samochodu, bardziej niż
Mozarta; potrzebuje porządnej kobiety tak strasznie, że
czuję ją w powietrzu, wyczuwam ją
opuszkami palców, widzę chodniki zrobione po to
by chodziły po nich jej stopy,
widzę poduszki dla jej głowy,
czuje swój niecierpliwy śmiech,
widzę, jak głaszcze kota,
widzę jak śpi,
widzę jej pantofle na podłodze.
wiem, że istnieje
ale gdzież jest na tej ziemi
na której znajdują mnie tylko kurwy?”