Suma strachów, czyli czego jeszcze się boję?

Jako młody, nieukształtowany człowiek wtopiłem się w stadny nurt konsumowania rzeczywistości, co zresztą szybko zaowocowało w postaci tak zwanych sukcesów. Kiedy człowiek jest zdeterminowany i chce wyrwać się z biedy ma potężną przewagę nad „lepiej urodzonymi” konkurentami w postaci autentycznego napędu do życia. To dotyczy zresztą wszystkich sfer, nie tylko materialnych. Deficyt w połączeniu z odpowiednio ukształtowaną ambicją pozwala uzyskać na platformie życiowej bardzo wiele, przede wszystkim ze względu na to, że skakanie po szczeblach społecznych daje satysfakcję, tożsamą z tą którą uzyskujemy w czasie wygranej w kasynie, czy podczas robienia interesów, które łączą się z podwajaniem majątku. Niestety, za rogiem czai się pułapka (nie dla wszystkich – tylko dla tych skazanych na myślenie) w postaci nadmiaru wolnego czasu, który zmusza do myślenia. Gro współczesnych po prostu walczy o przetrwanie, kredyt, nowy dom czy działkę, aby zaimponować sąsiadom i póki ich życie wypełnione jest ciągłymi sztucznie generowanymi wyzwaniami po prostu nie mają czasu na przystanek i myślenie. Zazdroszczę im, bowiem widzę też po tamtej stronie lustra część siebie, która już nie istnieje i nigdy się nie odrodzi – dziś jestem wyłącznie sumą ran, które sam sobie zadałem – wiem już o tym na pewno. Beton, ludzi pozbawionych umiejętności myślenia, karierowiczów i innych zatopionych w iluzjach upraszam o milczenie i próbę przeczytania ze zrozumieniem poniższego cytatu…

„Zrozumiałem, że nienawiść rani silniej tego, kto nienawidzi. Wielokrotnie zadałem sobie takie rany i jestem przez to popierdolony emocjonalnie.”

Tomek Beksiński

Czytaj dalej „Suma strachów, czyli czego jeszcze się boję?”

Nikifor, czyli jak żyć i mimo to pozostać dzieckiem?

Jeśli nie znosisz świata, to może warto stworzyć sobie własny, wewnętrzny świat? Eskapizm? Who cares? Jak mawiał mój wykładowca sztucznej inteligencji – jeśli nie umiesz odróżnić rzeczywistości od snu, to jaka to różnica, gdzie tak naprawdę egzystujesz? Taki właśnie był Nikifor. Z Krynicą jestem związany od lat, bardzo mile wspominam to miejsce bowiem wiąże się ono z reminiscencją czasów, w których byłem jeszcze normalnym człowiekiem. Normalnym, to znaczy żyjącym licznymi iluzjami, które stanowią doskonały napęd do działania i osiągania sukcesów w rozumieniu stada. Bohater dzisiejszego tekstu przyszedł na świat jeszcze w XIX wieku, jego matką była uboga kobieta pracująca w jednym z pensjonatów jako posługaczka, ojca nie znał, choć plotka głosi, że mógł nim być jeden ze znanych malarzy, który korzystając z zasobów przodków bawił w Krynicy, podrywając ubogie kobiety, szukające prawdopodobnie ucieczki od codzienności. Był kaleką, z przyrośniętym do podniebienia językiem, który sprawiał, że nie mówił, tylko bełkotał. Jego IQ wynosiło jedynie 54 za to miał…fenomenalny talent i pamięć wzrokową. Czytaj dalej „Nikifor, czyli jak żyć i mimo to pozostać dzieckiem?”

Hard problem of consciousness.

Proszę się nie martwić, tekst nie będzie po angielsku.  Terminu zapożyczonego z obcego języka użyłem tylko dlatego, że polskie tłumaczenia wydają mi się dość karkołomne i nie do końca oddają istotę zagadnienia. Wszyscy zainteresowani odpowiedzią na pytanie „kim jesteśmy, lub co nas otacza” znają słynny eksperyment Younga, gdzie wykazano na podstawie zjawiska zwanego dualizmem korpuskularno-falowym, iż światło posiada dwoistą naturę, która ulega zmianie z cząstkowej na falową na skutek obserwacji przez fizyczną postać obserwatora. Niektórzy wysnuli na tej podstawie błędną moim zdaniem koncepcję, iż to my sami kreujemy rzeczywistość ingerując w fundamentalną naturę np cząstek elementarnych poprzez fakt obserwacji, czyli „nastawienia” lub oczekiwań wobec rzeczywistości. W prostych słowach można ując to tak, że rzeczywistość jest tym co sobie sami zaprojektujemy. Wówczas stan nieoznaczony cząstek zmienia się w stan oznaczony, będący budulcem indywidualnej percepcji rzeczywistości każdego z nas. Interpretacja świata wynika wyłącznie z nastawienia, bowiem każde zdarzenie można odebrać na wiele sposobów. Temat z pozoru wygląda seksownie, ale osobiście jestem zwolennikiem teorii iż to co nas otacza jest z obiektywnego punktu widzenia obojętne, a to tylko my, jako obserwatorzy możemy tym zjawiskom nadać odpowiednią wartość, np subiektywnie dobrą, bądź złą, co nie znaczy, że mamy wpływ na kontinuum przestrzenno czasowe. Nadal skłaniam się ku tezie, że oglądamy swoisty film, będąc w nim jednocześnie aktorami, reżyserami i widzami w jednym. Czytaj dalej „Hard problem of consciousness.”

Jeśli koniec procesu nie różni się od początku…

…to jaki sens ma to wszystko co pomiędzy? To genialne pytanie znalazłem kiedyś w sieci i stuka mi ono w głowie od kilku lat. Faktem jest, że jakiekolwiek cele w życiu człowieka mają sens jedynie krótkoterminowo, jeśli do tego dodamy fakt, że niemal każda działalność homo sapiens jest prowokowana przez czysty hedonizm to mamy żywy obraz bezsensu tego co nas otacza. O powstaniu życia na ziemi, świadomości, inteligencji nie będę wspominał ponownie, zainteresowanych odsyłam do Dawkinsa – kolejność dowolna, choć radzę zacząć od Boga Urojonego. Dziś zajmiemy się stosunkowo nowym problemem a mianowicie zjawiskiem zwanym depresja egzystencjalną. Czytaj dalej „Jeśli koniec procesu nie różni się od początku…”

Do widzenia, do jutra!

Każdy z nas w okresie dorastania w latach osiemdziesiątych miał swoje ulubione zespoły, gwiazdy kina, których zdjęcia i plakaty gromadziło się z dużym trudem przede wszystkim poprzez zakup gazet typu Zarzewie, czy Żołnierz Polski, które po wyrwaniu środkowej strony z plakatem lądowały natychmiast w koszu. Były to czasy, gdy dotarcie do jakichkolwiek źródeł czy informacji było bardzo trudne, jeśli ktoś znał angielski to pisał listy do różnych, zachodnich firm z prośbą o przysłanie prospektów Lego czy Sony. Niedawno odnalazłem takową korespondencję, której nie wysłałem i kiedy czytam jak niesamowicie kaleczyłem wówczas język to trochę mi wstyd. 😉 Każdy z nas ma gust, poczucie estetyki, piękna i smaku wykształcone w dzieciństwie. Każdy rok dorosłości to już wyłącznie szukanie połączenia z tamtym, dawno utraconym czasem. Fenomenalne jest to, że nawet ludzie, którym przyszło żyć w wyjątkowo paskudnych czasach, np w czasie wojen okres dorastania wspominają jako najlepszy w życiu. Pierwszy raz Teresę Tuszyńską zobaczyłem spod kołdry, oglądając na starym, kineskopowym Rubinie tytułowy film z doskonałą rolą Zbyszka Cybulskiego, który między nami mówiąc był w niej do nieprzytomności zakochany. Niestety jak to często bywa, tego typu kobiety mają dość skomplikowaną osobowość, wynika to z wielu czynników, może kiedyś pokuszę się o własną analizę dlaczego tak akurat bywa? Tak czy owak, skończyłem właśnie czytać książkę Mirosława Nowika, zatytułowaną Tetetka. Tytuł nie jest przypadkowy, bowiem tak właśnie nazwał Teresę Tuszyńską Kazimierz Kutz. Tetetka, to dość popularny pistolet. 🙂

Teresa Tuszyńska na premierze Do widzenia, do jutra 1960

Czytaj dalej „Do widzenia, do jutra!”

Themaskator