Sierra Quemada dzień dziewiąty.

Trójkąt Karpmana.
Klika słów o czymś, co w psychologii zwie się Trójkątem Karpmana. Jako, że niemal każdy z nas znalazł się w jego zasięgu, często nieświadomie ale za to boleśnie, to myslę, że warto pochylić się nad tym tematem i spróbować sobie uświadomić, że wszystko co robimy to zwykłe powielanie schematu. Przy pisaniu tego tekstu posilałem się materiałem zgromadzonym na www.psychcentral.com oraz www.choiceconflictresolution.com
Spróbujmy się zastanowić w jaki sposób możemy wyjść zaklętego kręgu czegoś co zwie się Trójkątem Karpmana. Schemat ten jest typowy dla większości niezdrowych relacji międzyludzkich często opartych o manipulacje i pranie mózgów, na które narażone są szczególnie osoby wybitnie empatyczne. Pamiętaj proszę zawsze, że to nie z Tobą jest coś nie tak, tylko z kimś, kto wykorzystuje Twoja wrażliwość. Czym jest temat naszych dzisiejszych rozważań, pozwolę sobie przedstawić na rysunku załączonym do tekstu. Opisywane zjawisko jest jednym z modeli relacji międzyludzkich, dość powszechnych we współczesnym świecie. Dlaczego? Otóż w bardzo ścisły sposób łączy się ono z rozpadem rodziny oraz faktem, że minimum połowa ludzi wychowuje się w rodzinach dysfunkcyjnych zasilając szeregi DDD (dorosłe dzieci dysfunkcyjne). Swego czasu czytałem niezłą książkę Erica Berne zatytułowaną W co grają ludzie? (elementarz) i zauważyłem, że Karpman i Berne w podobny sposób definiują schemat, z tym że ten pierwszy nie wdaje się w szczegóły tylko definiuje role człowieka w tym schemacie, dzieląc jest bardzo prosto na:
Prześladowcę
Ofiarę
Ratownika
Jak wiemy, głównym motorem naszego działania w życiu są deficyty i tak osoba czująca brak pieniędzy będzie walczyć o wejście w ich posiadanie, jak już je zdobędzie pojawi się potrzeba akceptacji i bliskości, bycia potrzebnym itp. (piramida potrzeb Maslowa). Gdyby nie deficyty i potrzeba ich wypełnienia świat nie wyszedłby z epoki kamienia łupanego, innymi słowy jesteśmy dość prymitywnymi organizmami, kierującymi się instynktami, za którymi idzie pozorna inteligencja i racjonalizacja działań, które jednak zawsze fundamentalnie są sterowane przez popędy. Przykro mi…
Ogólne definicje w trójkącie Karpmana wizualizują jedynie poszczególne role, jakie „gra” człowiek będąc w poszczególnych fazach schematu, i tak prześladowca nie jest typowym oprawcą czy ulicznym stręczycielem, Ofiara nie jest osobą realnie pokrzywdzoną w przestępstwie czy osobą z tendencjami masochistycznymi. Z kolei Ratownik to nie bohater z ulicy, który wyciągnął niemowlę z pożaru. Ważne dla zrozumienia tematu jest uświadomienie sobie, że działania w poszczególnych rolach nie mogą być rozpatrywane indywidualnie, tylko zawsze w odniesieniu do osób trzecich. Prześladowcą jest ten, który wyrządza krzywdę Ofierze albo na nią naciska, Ratownikiem jest osoba interweniująca w sprawie Ofiary. Ofiara to osoba odczuwająca realną krzywdę ale także każdy kto wchodzi w rolę Ofiary, lub postrzega się w ten sposób. Role w schemacie zmieniają się dynamicznie i niekoniecznie w chronologicznej kolejności, wszystko zależy od charakteru osoby drugiej będącej w relacji. Zdarz się nawet czasami, że w ramach tego samego związku ludzie dynamicznie zamieniają się rolami w zależności od aktualnej konfiguracji układu. Trzeba też pamiętać, że taka relacja jest zawsze dysfunkcyjna, często bardzo intensywna, charakteryzująca się dużą dynamiką uczuć, wstrząsów emocjonalnych i dramatu. Warto też pamiętać, że do trójkąta Karpmana wystarczą dwie osoby a każda z nich pełni w tym samym czasie wyłącznie jedna z trzech dostępnych ról wymienionych przeze mnie wyżej. Spróbujemy teraz opisać poszczególne role, bo to umożliwi przeanalizowanie motorów działania w każdej z tych sytuacji.
Ofiara
Jedną z głównych cech osoby będącej Ofiarą w trójkącie jest zaspokajanie własnych potrzeb poprzez wykorzystywanie innych osób do ich spełnienia. Wyróżniającą postawą w tej roli jest obwinianie innych za osobiste niepowodzenia w życiu oraz angażowanie się w gry transakcyjne jak „dlaczego ty nie…, tak ale” oraz „nie mogę tego zrobić, ponieważ” (Berne – W co grają ludzie). Ofiara jest targana emocjami Podatnego/Potrzebującego Dziecka oraz Wściekłego/Buntowniczego Dziecka (wariacje jednej z ról Analizy Transakcyjnej). W efekcie, raz odczuwane są bezradność i beznadzieja, by za chwilę popaść w trans bachora. Innym zachowaniem, w które Ofiary się angażują, jest prowokowanie innych do prześladowania. W sytuacji, gdy nikt nie ulega prowokacji, albo nie ma typowego Prześladowcy w pobliżu, Ofiary wchodzą w rolę Krytycznego Rodzica (znów Berne)) i podtrzymują swoją rolę przez samo-obwiniania się, by móc czuć się pokrzywdzonym. Z perspektywy Ofiary, inni wyglądają albo brzmią jak Ratownicy, albo Prześladowcy. Ofiara ogranicza się do takiego postrzegania, by utrwalać się we własnej roli, poprzez wykorzystywanie Ratownika w walce z Prześladowcą, co w efekcie zapewnia wzajemną zależność w Trójkącie.
Ratownik
Mechanizmem Ratownika jest nieustający lęk przed porzuceniem, który skłania ich do przywiązania się do Ofiary ,aby czuć się potrzebnym i bezpiecznym. Z punktu widzenia samych Ratowników, zauważają oni, iż inni nadzwyczaj chętnie przychodzą do nich z własnymi problemami, jednocześnie nie wiedząc czemu tak się dzieje. Ratownik funkcjonuje poprzez podświadome wpędzanie Ofiary w bycie ofiarą, oraz na budowaniu wzajemnej zależności – dzieję się tak gdyż Ratownik rozwiązuje problemy Ofiary zamiast pozwolić jej na samodzielne doświadczenie rozwiązania własnych problemów. Esencją bycia Ratownikiem jest egzystencja „wszystko dla innych”. Osoba wchodząca w tę rolę dbała najczęściej w dzieciństwie o (albo starała się zadowolić) „zranionego” rodzica poprzez spełnianie jego potrzeb nieświadomie wdając się w odwrócenie ról dziecko-rodzic. Dorosły Ratownik znajduje jednostki, w których widzi znamiona Ofiary i na które może projektować własne Podatne Dziecko. W przypadku identyfikacji z Ofiarą, Ratownik czuje się zobowiązany by wkroczyć i „ratować” albo „naprawiać” problemy. Ten mechanizm odzwierciedla chęć zaspokojenia potrzeb własnego Podatnego Dziecka u Ratownika. W efekcie kompulsywne dbanie o potrzeby innych jest naprawdę zachowaniem samolubnym i dążeniem do zaspokojenia własnych potrzeb. Częstą fiksacją Ratownika jest także wchodzenie w rolę Krytycznego Rodzica, choć nie w sposób uzewnętrzniający się. Typową manifestacją wejścia w tę rolę może być podświadome wysyłanie sygnałów do Ofiary, „Nie martw się, wiem, że jesteś nie kompetentny i potrzebujesz mnie bym się tobą zajął”. Ratownik widzi innych w kategoriach Ofiar albo Prześladowców i odczuwa obowiązek wstawiania się za Ofiarami by bronić je przed Prześladowcami.
Prześladowca
Kolejnym uczestnikiem łańcucha jest Prześladowca. Zachowanie i postawa Prześladowcy są nacechowane całkowitą koncentracją na sobie. Uwypuklnienie Prześladowcy objawia się bezwstydną wrogością i szorstkim traktowaniem innych bez większych skrupułów. Pierwotnie, Prześladowca projektuje swojego Krytycznego Rodzica na innych w bardzo widoczny i odczuwalny sposób, np. „Jeśli ci wszyscy ludzie tylko robili to co ja, świat byłby lepszym miejscem”. Prześladowca typowo niweluje w sobie Podatne Dziecko i wypycha tę postawę ze świadomości. W konsekwencji, Prześladowca agresywnie reaguje na zachowania Ofiary przypominające albo uwalniające wewnętrzne Podatne Dziecko. Wściekłe i krytyczne postawy wobec Ofiary są podświadomym odegraniem mechanizmów użytych by stłumić własne Podatne Dziecko. Tym samym, Prześladowca projektuje własne Podatne Dziecko na Ofiarę, prześladując ukrycie siebie, a nie Ofiarę. Innym stanem częstym u Prześladowcy jest wejście w rolę Wściekłego/Nieposłusznego Dziecka wyrażające się poprzez zwroty jak: „Gdyby nie ty, nie musiałbym się tak czuć/zachowywać”. Funkcją tego zachowania jest bycie ukrytą ofiarą aby zrzucić winę na Ofiarę za utratę kontroli nad sobą. W oczach Prześladowcy inni należą albo do Ofiar albo Ratowników a Prześladowca czuje zobowiązanie, żeby ich „naprostować”.
Główny problem w trójkącie wynika ze zmieniania ról, gdyż są one Postawami Przetrwania wyuczonymi w dzieciństwie poprzez obserwację rodziców, albo w celu zaspokajania własnych potrzeb. W rodzinie funkcjonującej w ramach trójkąta dziecko musiało się szybko wyszkolić w zmienianiu ról aby dostosować się do członków rodziny lub dbać o swoje potrzeby.
W dorosłym życiu wymienność ról służy tylko podtrzymywaniu bądź pogłębianiu zależności w relacjach wewnątrz schematu. Kombinacji wymienności ról jest wiele i są one ściśle związane z zaburzeniem patologicznej relacji między uczestnikami trójkąta lub ich potrzeb. Przykładowo, w przypadku gdy sprawy nie idą po myśli Ratownika i traci on swoją „ofiarę”, możliwe jest wejście w dwa scenariusze. Po pierwsze, Ratownik może uzewnętrznić niespełnione potrzeby i wepchnąć osobę w rolę Ofiary tymczasowo reagując jak Prześladowca mówiąc np.: „Nie możesz sobie poradzić nawet z takim prostym problemem, co z ciebie za pożytek?”. Po drugie, Ratownik może próbować wpychać w rolę Ofiary kogoś kto nie zachowuje się jak Ofiara poprzez chwilowe wejście w ukrytą postawę Ofiary by wywołać poczucie winy, „Patrz jak muszę się tu poświęcać i wszystkim zajmować!”, albo „Ja tylko próbuję pomóc i w ten sposób mi dziękujesz!?”.
Jedynym sposobem na przerwanie zaklętego koła trójkąta Karpmana jest zdanie sobie sprawy z faktu, że to co robimy z naszym życiem jest zwykłym odgrywaniem roli z dzieciństwa. Uświadomienie sobie, że powielamy wzór jest kluczowe do opuszczenia tego niszczącego dla nas i otoczenia układu. Jeśli czujesz się jak ofiara, jest bardzo możliwe, że w Twoim otoczeniu przebywa osoba, która akurat odgrywa rolę kata a poprzez manipulację stara się odtworzyć schemat, wykorzystując Cię jako element podświadomego przedstawienia. Jeśli zauważasz taki działanie, to pół biedy, bo to znaczy, że prawidłowo identyfikujesz patologię relacji i możesz reagować, jednak musisz pamiętać, że trzeba utrzymywać wobec kata neutralna postawę, nawet jeśli czujesz się atakowany, bądź naciskany nie przyjmuj postawy obronnej, bo tylko wzmożesz atak wpisując się w schemat. Pomoce mogą być neutralne zwroty typu „być może masz rację”, „ciekawy sposób myślenia”, „nie mniej jednak…”, chodzi o uniknięcie za wszelką ceną „podpięcia” się do tematu.
W przypadku czucia się jak ofiara należy przede wszystkim nauczyć się brać odpowiedzialność za własne życie i przestać obwiniać środowisko zewnętrzne za własne porażki. Spróbuj przekształcić wściekłość w determinację w realizowaniu wybranego celu np. przebiegnięcia maratonu, zrobienia doktoratu itp. Jeśli czujesz,że bierzesz na siebie zbyt dużo odpowiedzialności w relacji wycofaj się pozwalając innym działać indywidualnie, nawet jeśli wprost widzisz, że prowadzi ich to do katastrofy. Musisz zaakceptować, że ludzie muszą brać odpowiedzialność za swoje życie, a Ty nie możesz ich uchronić przed ewentualnym fuckupem, bo człowiek uczy się niemal wyłącznie przez doświadczenie! Poza tym wyręczając ludzi dla ratowania ich wysyłasz podświadomie wiadomość do nich, że są w pewien sposób niepełnosprawni!
Powstrzymaj się zawsze od obwiniania, krytykowania, oskarżania, karania, nadzorowania – w zamian za to, staraj się być neutralny i spróbuj zapytać siebie, jak możesz rozładować tę sytuację? Ostatecznie zrezygnuj z jakiejkolwiek interakcji jeśli czujesz, że żadne asertywne podejście nie działa. Nic jesteś w stanie NIC zrobić z tym członkiem w sensie pozytywnym, bo on jest na etapie, gdzie jego życiem rządzą wyłącznie podświadome, prymitywne mechanizmy. Daj mu szansę nauczyć się na błędach i jednocześnie ochroń siebie. W anglojęzycznej części stron związanych z psychologią relacji mamy często do czynienia z terminem FOG, co znaczy Fear, Obligation, Guilt co możemy przetłumaczyć jako Strach, Zobowiązanie, Wina. Jeśli w jakimkolwiek etapie relacji międzyludzkich czujesz, któryś z tych z tych stanów to na 90% jest to relacja dysfunkcyjna i nie dotyczy to wyłącznie układu mężczyzna – kobieta tylko również np. przyjaźni, pracy itp. Musisz zdać sobie sprawę z faktu,że jesteś pod wpływem manipulatora, który najprawdopodobniej podświadomie realizuje zakodowany program. Czy jesteś w stanie zmienić wykonywany program w komputerze? Nie a nawet jeśli tak, to poprzez wyłączenie mu zasilania. Tu musisz zrobić to samo…odciąć się.
Pozdrawiam serdecznie.
Rafał Skonecki

Sierra Quemada dzień ósmy.

Pan Janusz.
Pan Janusz. Na taksie jeździ 40 lat. Uwielbiam starych taksówkarzy (kiedyś na Mazurach jeździłem całą noc, aż pod Kaliningradem byłem), dziś na przykład zrobiłem sobie wieczorem przejażdżkę po mieście, zupełnie przypadkowo. Stał jako drugi na postoju, a wsiadłem do niego, bo ten pierwszy poszedł się odlać. Strzeliłem sobie rundkę dookoła miasta 🙂
Długo pan robi na taryfie?
Uuu panie, czterdzieści lat!
Kiedyś to były czasy?
Hoho, panie taksówkarz to był ktoś!
Bez gwiazdy nie ma jazdy?
A jak!
Ale coś panu przerywa silnik…
A bo wiesz pan, padła mi pompa paliwa, a tu jest dwa dwieście, a ja trafiłem pompę od dwa litry. Niby żadna różnica a jednak czasem brakuje paliwa.
No ale idzie kieryka, nie ma kłopotu.
Nie ma wyjścia. Siedem tysięcy mnie kosztował, musi iść.
W ogóle panie, to ja ten samochód z Austrii ściągałem. Szwagier go przyprowadził ale mówi, Janusz słuchaj, to nie dla mnie gablota, ja to jakieś cinquecento albo cuś…chciał nie chciał wziąłem.
I co, dobrze służy?
A jak! Czterysta tysięcy przelatałem i patrz pan! Jak żyleta. Jak go brałem, to prawe drzwi się nie domykały, bo to ksiądz tym jeździł sam i w ogóle ich nie otwierał aż się uszczelka odparzyła.
No to nieźle…ja to się boje tych z przewozu osób, żeby nie oszukali, wie pan?
Hu hu, panie! Wiozłem studentkę z dworca, taka młoda, śliczna dziewczyna a ona mi mówi, że w Warszawie się nacięła. Ojciec dał jej ostatnie czterysta złotych a ten jej wyrwał dwieście, wyrzucił z auta i jeszcze zwymyślał.
A to skurwiel!
Ano panie, teraz takie ludzie są. Bo to ja raz miałem, że mi się klient ulotnił? Ale co ja mogę kochany? Wątłej postury jestem. Na początku to człowieka taka złość bierze, ale później się można przyzwyczaić, bo co zrobić?
No nie wiem? Może kolegów zawołać?
Eee panie! Za komuny to jak taryfiarza ktoś naciął to w pięć minut pół postoju się zjeżdżało a dziś? Dziś już nie ma ludzi…
Masz pan rację….
Tak, tak proszę pana. Teraz to się człowiek zastanawia, czy to człowiek jeszcze czy jakiś oprych?
To tu pan wysiada?
Nie, nie…niech pan jedzie dalej na Poznańską.
Uuu ale to z drugiej strony miasta!
Wiem.
Proszę bardzo, nasz klient, nasz pan.
A niech mi pan powie, nie lepiej w domu wieczorem posiedzieć?
A wie pan, żona do sanatorium pojechała na trzy tygodnie to co tu robić? Emeryturę jakąś tam mam, ale nie przelewa się za bardzo. Zamiast patrzeć w okienko i tracić wzrok, to wolę już coś dorobić.
Za mała emerytura?
To nie to nawet panie, ale ja w domu wysiedzieć nie mogę. Jak tylko siedzę, to myślę, nad tym co było, nad tym co straciłem…
A dużo pan stracił?
A tam, pieniądze srał pies, ale kobiety panie…do dziś wspominam niektóre.
No to nie jesteś pan jedyny…
Eee pan to młody jesteś, to jeszcze życie przed panem…
Pamiętam taką Krysię, poznałem ją w Ciechocinku. Ale to była miłość panie! Od pierwszego wejrzenia!
No i co? Nie było iść za nią?
Oj panie, a bo to takie proste? Ona z jednego końca, ja z drugiego. Pisała do mnie jeszcze dwa lata. Później przestała. Do dziś ją wspominam.
Ona pewnie pana też?
A nie wiem panie, może i tak…
Poruszamy się 40 na godzinę lewym pasem a ja czuję, że to najlepiej spędzona przeze mnie godzina w dniu dzisiejszym. Patrzę na pana Janusza i widzę jak z oka spływa mu łza…wygięty, zniszczony fotel z porwaną tapicerką zdaje się przytulać go tak mocno jak to możliwe.
To co, wracamy tam gdzie wcześniej?
Panie, pan to coś wypił dziś?
Nie, dziś nic.
To czemu tak pan się wozić każesz?
A bo wie pan? Ciężko dziś spotkać człowieka a jak już się to stanie to by się chciało pomniki stawiać.
Święte słowa kochany, święte słowa…
Znów czterdzieści na godzinę lewym pasem, zmiana biegów z namaszczeniem i między-gazem, jak w starej dobrej szkole. Obserwuję tego człowieka i czuję, że żyję. Panie Januszu! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

