Większość osób tytułowy utwór kojarzy z kapitalnym wykonaniem Ewy Demarczyk, która spopularyzowała go w 1975 roku, tymczasem fakty są takie, że Rebeka to oficjalnie dzieło Zygmunta Białostockiego napisane do słów Andrzeja Własta. Co to zmienia? Tylko tyle, że hit premierę miał w kabarecie Morskie Oko w wykonaniu Dory Kalinówny w…1932 roku! Mam swoje prywatne zdanie na ten temat, ale ze względu na brak dowodów co do kierunku myślenia wspominam o tym wyłącznie w formie ciekawostki. Przedwojenna Polska była tyglem narodowościowym, gdzie Żydzi stanowili ponad 20% mieszkańców i właśnie tam należy szukać korzeni Rebeki. Dlaczego jednak wracam do tego utworu akurat teraz? Jeśli kogoś to ciekawi to zapraszam
Otóż jak wspominałem w jednym z poprzednich wpisów wybrałem się niedawno w sentymentalną, rowerową wycieczkę do przedwojennego Pruszkowa opisanego w przepiękny sposób przez Pana Henryka Krzyczkowskiego. Jednym z kolegów autora był Olek, mieszkaniec sąsiedniej do Stalowej ulicy Ołówkowej. Zgrana paczka kolegów z dzielnicy zaczęła rozpadać się we wczesnych latach trzydziestych kiedy to poszczególni chłopcy odnajdywali piękno relacji damsko-męskich i znikali jeden po drugim z wieczornych spotkań w gorące sierpniowe wieczory, pod słupem na rogu Stalowej i Mokrej. Któż z nas nie miał takiego rogu?
Olek był właśnie takim dorastającym mężczyzną, członkiem męskiej paczki trzymającej się razem do czasu, gdy w jego życiu pojawiła się piękna brunetka – Marysia. Najpierw z rzadka a później coraz częściej znikał w zakamarkach pobliskiego Żbikowa upajając się młodzieńczą, dziewiczą miłością. W ciszy ciepłego wieczoru pośród hukających sów, w blasku księżyca w pełni, pod wspomnianym słupem stali Pan Henryk wraz z przyjacielem zwanym Hrabią. Grubo po północy mignął im Olek, zakochany do nieprzytomności pozdrawiając jedynie z daleka przyjaciół – jakże plastycznie widzę tę chwilę, bo sam na własnym rogu jej doświadczyłem. Zostało nas dwóch – ja i Dżudi – zresztą za chwilę zniknąłem i ja w oparach skandalu, ale to inna historia Wróćmy jednak do ciepłej, sierpniowej nocy i zapachu przedwojennego bzu!
Wśród przyjaciół dziewczyna Olka zyskała przydomek Rebeka. Dlatego, że po pierwsze była piękną Żydówką o dużych, ciemnych oczach, pięknej śniadej karnacji i długich kruczoczarnych włosach, które zaplatała w gruby, idealnie ułożony warkocz. To właśnie Rebeka w wykonaniu Tadeusza Faliszewskiego stała się kanwą nazwania dziewczyny Olka przez przyjaciół właśnie w ten sposób. Niestety życie obeszło się z Olkiem tragicznie, przed wojną pracował w pobliskiej fabryce jako kontroler jakości co wiązało się z dość pokaźnymi poborami. Szczęście i plany zakochanych zniszczyła wojna. Rebeka wraz z rodzicami zginęła w Treblince Wysoki blondyn i piękna brunetka, czyż to nie piękny obraz?
Cóż, nie każdy może być Eugeniuszem Bodo, dlatego zamiast Rebeki (chętni znajdą bez problemu oryginalne wykonanie Pana Faliszewskiego) proponuję inny utwór
Tekst napisałem na prośbę Kolegi Mam nadzieję, że rozwiał wszelkie rozterki. Polecam przedwojenną muzykę, tym bardziej, że Eugeniusz Bodo śpiewa “sprobuj” a nie “spróbuj”. Tak właśnie wymawiał to słowo mój śp. Dziadek. Dziś już nie ma szans na usłyszenie tego w ten właśnie sposób.
pozdrawiam
Rafał