Potrzeba atencji.

W poprzedniej części opisałem dość powszechny przypadek cedowania kariery rodzica na dziecko, wg dr Shari Schreiber schemat ten często jest powielany z generacji na generację i powoduje, że wiele utalentowanych młodych ludzi jest zmuszanych (często wbrew własnej woli) do funkcjonowania jako echo kariery rodzica lub przejmowania rodzinnych interesów nawet wówczas jeśli nie mają oni ani predyspozycji ani pasji do wykonywania tych czynności. Depresja wśród młodych ludzi bardzo często jest efektem braku możliwości sprostania oczekiwaniom rodzica, szczególnie wówczas, gdy młody człowiek czuje, że to co jest określane jako „jego” ścieżka rozwoju, zupełnie nie koresponduje z tym co czuje. Warto zwrócić uwagę, że rodzice są zazwyczaj dużo mocniej przywiązani do dziecka, które idzie „ich” ścieżką rozwoju a także implementują mechanizm polegający na chwaleniu działań młodego człowieka prowadzących do „ich” celu a także krytykują i negatywnie oceniają wszelkie przejawy inicjatywy i talentu dziecka, które nie odpowiada ich oczekiwaniom. Syndrom skorupki trącającej na starość tym czym nasiąkła za młodu ma kolosalny wpływ na kształtowanie się relacji międzyludzkich takiego człowieka poprzez fakt, że nasze osądy innych ludzi i ich działań skierowanych w naszą stronę są zakłócone przez schemat z dzieciństwa polegający na tym, że niezależnie od tego ile złego nas spotka ze strony partnera, jak bardzo będziemy wystawieni na próby to nadal desperacko będziemy próbowali zadowolić go i uzyskać jego akceptację powielając schemat z dzieciństwa, kiedy to wbrew sobie szukaliśmy na siłę akceptacji rodziców poprzez realizowanie ich programów. Czy ta zależność jest dla Ciebie jasna? Ile razy czułaś, że ktoś traktuje Cię nie fair a mimo to nadal próbowałaś zasłużyć na uznanie, wierząc że starania przyniosą Ci sukces? Ile razy czułaś się totalnie wyczerpana próbując desperacko zasłużyć na atencję człowieka, który zupełnie nie reagował pozytywnie na Twoje usilne starania? Pewnie nie raz a może często – teraz przynajmniej znasz mechanizm, który jest odpowiedzialny za takie zachowanie. Być może będzie Ci łatwiej przeanalizować pewne fakty i na początku nieco sztucznie spróbować przeciąć ten krąg umizgiwania się do kogoś, kto w żaden sposób nie traktuje Cię jak człowieka i nie docenia tego jak bardzo się starasz? Wiem – poczujesz silny dysonans i ból, ale uwierz mi, że ta droga jest jedyną słuszną. Jesteś wartościowym człowiekiem, nawet bardziej przez swój stygmat niż inni i tym samym zasługujesz na kogoś, kto doceni Cię takim jakim jesteś, czyli wspaniałym człowiekiem. Dr Shari Schreiber zna z autopsji przypadek, gdzie kobieta zmarła na skutek anoreksji wywołanej próbą przypodobania się partnerowi…

Bolesny wewnętrzny konflikt, zbyt dobrego dziecka.

Dzieci, które wyrosły w przeświadczeniu, że aby uzyskać akceptację, uwagę czy uznanie opiekunów musiały być perfekcyjne, otrzymały jako wzorzec uszkodzony i mocno patologiczny obraz miłości. Dla tych ludzi miłość oznacza długotrwałe tkwienie w bólu i czekanie na uznanie, które nie może być w żaden sposób zaspokojone. Kolego – jeśli spotkałeś piękną dziewczynę, która nie umie kochać, to masz do czynienia właśnie z takim przypadkiem. Dziś taka kobieta podświadomie poszukuje emocjonalnego doświadczenia z przeszłości, które chce podświadomie odtworzyć w relacji z Tobą. Jeśli chcesz grać i mieć ją, to możesz wszystko, ale czy naprawdę jesteś aż takim kanalią, żeby świadomie wykorzystywać fakt czyjegoś kalectwa? Recepta jest prosta – dostarcz jej dramatu, niszcz ją psychicznie, nie pozwól się zbliżyć, lekceważ, gnęb, obniżaj poczucie wartości. Co dostaniesz w zamian? Genialny seks i niewolnicę, która zrobi wszystko byleby tylko ci się przypodobać. Pamiętaj jednak o jednym, jeśli tylko choć na moment staniesz się człowiekiem schemat runie a ona poczuje do Ciebie coś na kształt znudzenia a może nawet nienawiści. Póki pozwalasz jej odtwarzać rolę z dzieciństwa, możesz wszystko – jeśli tylko zechcesz pokazać jej jasną stronę życia ona natychmiast pokaże Ci najciemniejszą stronę jaką może mieć kobieta. Twój wybór. Ja próbowałem ratować dwa takie przypadki – w obu mi się nie udało :/ Póki działałem schematycznie, byłem Bogiem, gdy próbowałem dotrzeć do świadomości natychmiast byłem dewaluowany zgodnie z teorią. Polecam takie klimaty naprawdę dla świadomych, bo można się na takim układzie wykoleić. Gwarantuję Ci, że takiego zespolenia, seksu i atencji jak w przypadku kobiety z syndromem wkupowania się w miłość wyniesionym z dzieciństwa nie dostaniesz nigdzie. To działa trochę jak stygmat – przemyśl, czy masz na tyle jaja, żeby udźwignąć temat i samemu się nie wywalić. Chyba, że jesteś psychopatą – wówczas droga wolna.

Dr Shari Schreiber zauważa też kapitalny fakt a mianowicie to, że normalny partner dający ciepło, czułość, wsparcie i oczekujący tego samego dla osoby wychowanej w patologicznym środowisku jest NIEATRAKCYJNY i nudny, ponieważ nie dostarcza takiej osobie bólu, który jest nieodzownym elementem „miłości” dla takiego człowieka. Stary! Ona może mieć figurę modelki, loda robić jak Jena Jameson ale normalnej relacji nie zbudujesz z nią za Chiny ludowe, chyba że zaufa ci na tyle, żeby podjąć terapię i zmieniać się – dla dobra samej siebie przede wszystkim. Wiem – ty też jesteś zaburzony, normalny facet w takiej sytuacji odpuszcza 😉

Dodatkowo dramatu całej sytuacji dodaje fakt, że osoby takie pragną z całej siły pokochać kogoś bardzo mocno ale jednocześnie czują nieprzeparty strach przed zaangażowaniem w obawie, że ze względu na własne słabości i niskie poczucie wartości zostaną odrzucone i zostawione z ogromnym bólem emocjonalnym, który jest nieporównywalny do odczucia porzucenia przez człowieka z prawidłowym wzorcem emocjonalnym. Nikt nie potrafi kochać tak jak oni, więc twierdzenie, że nasz partner jest człowiekiem, który naprawdę kocha jest w pełni uprawnione, niestety patern z dzieciństwa w przypadku braku odpowiedniej terapii i wsparcia spowoduje, że taki człowiek zniknie we mgle…Kurwa! Przepraszam…

Osoby taki wielokrotnie nie okazują uczuć ze względu na to, że czai się w nich strach przed byciem zidentyfikowanym jako „needy” odnośnie uczuć, zatem niemal zawsze zdarza się, że taka kobieta prezentuje się jako „zimna suka” a facet jako „zimny podrywacz”. Strach przed pokazaniem swojej prawdziwej natury na skutek traumy z dzieciństwa powoduje, że ludzie ci wolą zabić własne uczucia niż otworzyć się. Jest to najgorsza forma obrony jaką człowiek może przyjąć ale wpisuje się ona w schemat ich myślenia zaprogramowany w dzieciństwie. Nikt tak desperacko nie potrzebuje miłości i atencji jak dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Nie dajmy się zwieźć obrazowi rodziny idącej co niedzielę za rękę do kościoła. To czysta iluzja. Dr Shari Schreiber na podstawie obserwacji licznych przypadków klinicznych wywodzi wniosek, że ludzie tacy często wybierają na „partnerów” osoby teoretycznie niedostępnie dla nich ze względu na różnicę w poziomie inteligencji, wykształcenia, zamożności, przebicia albo totalnie niestabilne emocjonalnie jednostki. W pierwszym wypadku, jeśli taka osoba wykaże zainteresowanie takim przypadkiem po fazie idealizacji następuje gwałtowna faza deprecjacji takiego partnera w myśl zasady, skoro on chce wiązać się kimś takim jak ja, to musi być mega słaby. W drugim wypadku mamy do czynienia z odgrywanym latami dramatem polegającym na ciągłym zrywaniu i wracaniu do relacji oraz patologią związaną z alkoholizmem, przemocą lub narkotykami. W ostateczności taki człowiek ma tak zwane dwie lewe ręce i jak pijawka wysysa z dawcy siły witalne.

Każdy człowiek doświadczający tego typu traumy w dzieciństwie żyje z nierozwiązywalnym dla niego w przypadku braku terapii problemem…

Czy jestem wystarczająco dobry, abyś mnie kochał?

Niespójność w ocenie samych siebie powoduje u takich osób, że często marnują one własny talent, umiejętności i silne strony na rzecz przekonania, że są na tyle uszkodzone, że nie zasługują na normalne ciepło i miłość. Bywa, że są to ludzie nieprawdopodobnie utalentowani, jednak nikt ani nic nie jest w stanie ich przekonać co do ich wartości. Zdrowa osobowość powoduje, że człowiek jest stanie ocenić sam na ile daje siebie a na ile bierze, w przypadku dzieci narcystycznych rodziców mamy do czynienia ze schematem, który powoduje iż desperacko potrzebujemy uznania z zewnątrz, aby poczuć się wartościowymi ludźmi a to skutkuje w kompulsywnym dawaniu, naprawianiu i ratowaniu innych ludzi. Brak własnych potrzeb wykształcony w dzieciństwie powoduje, że próbujemy zasypać dziurę we własnej duszy poprzez źle rozumiany altruizm, za każdą ceną i bez względu na konsekwencje dla nas. Stąd schemat, gdzie piękna i wykształcona kobieta funkcjonuje w związku z przemocowcem, znosząc każdy rodzaj bólu jaki jej zadaje oprawca.

Syndrom rannego ptaka (Wounded Bird Syndrome) powoduje, że podświadomie szukamy kogoś, kto zostawi nas dla kogoś niby lepszego od nas. Jest to silnie powiązane z poczuciem strachu przed odrzuceniem, który implikuje zupełnie irracjonalne zachowania. Syndrom ten wywodzi się bezpośrednio z dzieciństwa.
Akt opiekowania się kimś pomaga takim ludziom w realizacji emocjonalnego poczucia bycia potrzebnym i jest czystą projekcją jaźni nie mającą nic wspólnego z realną oceną rzeczywistości.
Być może dorastałeś z matką lub ojcem, będącym w ciągłej depresji i próbowałeś zasłużyć lub zrobić wszystko by znieść smutek z twarzy swojego rodzica albo spowodować, żeby się cieszył życiem. Jeśli ci się to nie udało, to podświadomie winisz się za nieszczęście najbliższej ci osoby. Ekstremalnie jeden z rodziców mógł popełnić samobójstwo jako np. skutek depresji a ty dziś ponosisz konsekwencje tego faktu. Ludzie identyfikujący się jako „caregivers” z tego powodu często próbują wiązać się z osobami z uszkodzeniami osobowości typu BPD albo DDA czy DDD. Ich niezdolność do ocenienia w pewnej fazie relacji braku wzajemności czyni z nich doskonały „target” dla takich osób.

Niespójne ale wartościowe.

„Człowiek jest stworzony do analizy. Mózg ludzki swym potencjałem ludzkim, całkowicie odmiennym od zwierzęcego, modyfikuje stronę małpią i domaga się rozumienia świata.

Umysł ludzki, który nie potrafi dokonać merytorycznej i formalnej analizy świata wypowiedzi czuje się niezaspokojony. Wtedy poszukuje tanich wyjaśnień, są to pseudonaukowe zasady. Poszukuje antidotum, którym stają się tajemniczości, jak UFO, McCartyzm w USA. W Niemczech, euforyzacja wskutek nieustannego picia piwa, naznaczyła euforyczne rozpływy mocy korelacyjnych np. u Hitlera, widoczne w czasie jego przemówień, podczas których masy wpadały w stan uniesienia. Euforyzacja oraz poszukiwanie tanich okultystycznych „zasad” prowadzi do wytworzenia w mózgu rejestratów sprzyjających używaniu pretekstów, czyli swoistych wyjaśnień. Preteksty te zaczynają tworzyć mózg niezdolny do odróżniania pretekstu od prawdy.. Nie musi tu być zakład pracy, aby się ujawniło rozmycie między pretekstami a prawdą. Tam gdzie jest dwóch synów, a jeden o głowę niższy, tam powstaje u niższego naturalna skłonność do wykorzystania jakiegokolwiek bądź pretekstu, aby tylko przywalić wyższemu. W rodzeństwie takim wyższy, nie rozumie, o co niższemu chodzi, traktuje go po partnersku, chce wciągnąć niższego we wszelkie swe poczynania, a mogą to być zabiegi literackie, teatralne, naprawcze (w rodzinie, szkole), pedagogiczne, negocjacyjne, turystyczne. Niższy odwrotnie, nie widzi w wyższym partnera, czyni wyższemu zarzuty z wciągania go na wspólna drogę, niekoniecznie mu to mówi, ale żyje tym (że wyższy go angażuje), uważa to za jakąś absolutną ujmę i „idzie własną drogą”, byle nie z wyższym. Człowiek z tak wytworzonymi rejestratami nie potrafi się z sobą tak skomunikować, aby nie atakować jak bandyta, bez powodu i całe jego życie toczy się wokół wyprodukowania pretekstów. Te preteksty w nim żyją i stymulują do aktów bandyckich.

Bandyci posiadają cybernetycznie odmienny mózg, w którym moce korelacyjne doprowadziły do zaniku zdolności odróżniania prawdy od własnych konfabulacji. Jak wykazywała w swej pracy neurolog Krystyna Cholewianka, istnieją całe rodziny, w których z braku prawdziwego zacnego ojca, znęcania się teściowej nad synową w ciąży i realizowania tego programu przez męża (maminsynka) wobec żony, następuje niemoc intelektualnego odróżniania pretekstowości od prawdy. Sterowania (życia, decydowania) pretekstowego od prawdziwościowego. U synów najczęściej sytuacje te powstają, jeżeli jest kompleks niskiego wzrostu, wtedy zjawia się chęć sterowania o pretekstowym charakterze.
Jest to forma zespołu podpadającego pod infantylizm, a młodzieńcy tacy zwykle nie nadają się do służby wojskowej. Zgadzali się z tym jej koledzy.

U córek zaś taki mózg – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczna nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie będąc do małżeństwa niezdolną, nieporadną jako matka, apodyktyczną, wymuszającą. W pracy zawodowej psychiatry nie ma nigdy żadnych osiągnięć, pomimo doktoratu (zrobionego na złość mężowi psychiatrze), ponieważ to jej nieudolność umysłowa – której absolutnie nie dostrzega – spowodowała nadzieję, że się wyzwoli ze swej wady idąc na psychiatrię (lub psychologię). Nie widząc swego kalectwa i nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu w dzieciństwie ojcu, staje się w pracy psychiatrycznej nieustannie niedołężną naśladowczynią (kopistką) książek psychiatrycznych, których w ogóle nie rozumie i ciążą jej one, jak cała psychiatria. Zdaniem wielkiego psychiatry Jana Trąbki, praca psychiatry jest jej ciężarem, a nawet wrogiem, stąd niezwykła jałowość zawodowa takich córek.

Taki sens, jak tu opisany (mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy) miała inwazja SS w polskich mundurach w Gliwicach, na która to inwazję Hitler odpowiedział zmasowaną kontr inwazją na zajęcie terenu Niemiec przez SS, czyli odpowiedział II W.Św., a w czasie trwania II W.Św. wymyślał preteksty, aby zaatakować Polskę. Taki sens maja akcje psychiatryczki w rodzinie, która kierując się pretekstami, naśladuje ojca, izolując matkę, albo innych członków rodziny, jeżeli będzie to sprawa majątkowa. Opisany mózg pretekstowy, a nie prawdziwościowy, nie potrafi inaczej działać, a poszukiwania prawdy córka rodzinnego satrapy ma za stracony absolutnie czas. Prawdę znajduje ona w sektach lub w gorliwej dewocji, a księża stanowią dla niej archetyp władzy, projekcję ojca, wyrocznię i metodę sterowania w rodzinie (matka, mężem, rodzeństwem). Córka taka nieustannie prowadzi inwazyjny tryb życia i ten tryb uniemożliwia jej jakiekolwiek osiągnięcia zawodowe w psychiatrii lub psychologii. W swym zawodzie porusza się jak słoń. Na wzór inwazji, w głowie Hitlera, odpowiada zmasowaną kontr-inwazją na upatrzone przez siebie zajęcie terenu; u Hitlera – Niemiec przez SS, czyli wytwory jego pretekstowego mózgu, czyli korelatora zaburzonego źle ustawionymi rejestratami i potencjałami. Córka taka prowadzi nieustanne inwazje w rodzinie i wymyśla preteksty, aby atakować.

Podobny sens miało wiele akcji w XX i XXI w. Czerpią one z metody Hitlera, czyli z mózgu, w którym od strony cybernetycznej rejestraty prawdy nakładają się z rejestratami pretekstowości. W rodzinach z wadliwym ojcem wymyśla się sztuczne preteksty, aby kogoś oskubać z majątku, prawie nigdy tego się nie robi bez pretekstu. Często realizują to dewotki i osiągają swoje cele za parawanem religijnego szantażu, eliminując zwłaszcza ateistów. Bywa, że członkowie rodziny bronią się przed taka dewotką ateizmem.

U córek mózg pretekstowy – porzucający prawdziwościowe analizy na rzecz pretekstowości (apodyktyczności) – wytwarza się zawsze, za każdym razem, jeżeli matka jest schorowana, nieporadna i poniewierana przez ojca, który ma pieniądze, władzę lub poważanie – wtedy córka zawsze traci zdolności do poszukiwania form prawdziwościowych i jej sztuczność w zachowaniu widać w pracy zawodowej, zwłaszcza jeśli jest psychiatrą (psychiatryczną) lub psycholożką. Nawet jako psycholożka lub psychiatryczka nie zdaje sobie sprawy ze swego kalectwa, staje się dominantką w małżeństwie, faktycznie do małżeństwa niezdolna. Ukształtowana tyranią ojca, mocą relacji córka-ojciec, jest krańcowo nieporadna jako nie tylko zona, ale i matka – apodyktyczna, wymuszająca, krzykliwa, nieanalityczna, nienegocjacyjna.

W pracy zawodowej psychiatry nie ma ona nigdy żadnych osiągnięć, nawet jeśli zrobi pracę dyplomową; poza teoretyczny infantylny mechaniczny doktorat, jak podliczenie grzybicy u chorych psychicznie może być tematem pracy w psychiatrii, ale nadal nie zmieni potrzeby dominacji jako głównej motywacji do konkurowania, także z mężem psychiatrą. Nie może mieć osiągnięć zawodowych, ponieważ myślenie teoretyczne, jako interpretacyjne, nakierowałoby ją na nieudolność swego ojca. Ze stanowiska cybernetyki Mazura, jest tu zaangażowany najsilniejszy kompleks perturbacyjny: młoda niezrównoważona córka o tendencjach mistyfikacji paranoicznej, typowy hedonista ojciec tyran maltretujący żonę, nieudolna matka, przegrywająca na każdym kroku z rodzinnym satrapą. Krzywdy swego umysłu córka nie dostrzega, wady tej nie uleczy psychiatria, której córka, dążąca do władzy i popisu, z istoty psychiatrii nie cierpi i rzutuje jej psychologia na sferę leczenia pacjentów.

Psychiatrka, nie widząc swego kalectwa, i – wskutek wykonywania zawodu psychiatry – nie mogąc się przyznać do tego kalectwa, które zawdzięcza właśnie uwielbianemu i nienawidzonemu jednocześnie w dzieciństwie ojcu tyranowi, staje się w pracy psychiatrycznej, stricte zawodowej, nieustannie niedołężną naśladowczynią swego pospolitego utartego schematu zapisywania tych samych leków, nie jest nawet kopistką książek psychiatrycznych, których zresztą faktycznie nie zna, nie rozumie i ciążą jej one, tak jak ciąży cała psychiatria, pacjenci i leczenie ich. Zdaniem Cholewianki praca psychiatry jest tak zmanierowanej niewychowanej córce tyrana tylko ciężarem, a nawet wrogiem, stąd psychiatrze takiej towarzyszy pustka i jałowość zawodowa.”

Znalezione w sieci.

Caregiver.

Dziś spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie czy potrzebujemy dawać czy też potrzebujemy być kochani? Ostatnimi czasy zafascynowałem się tym co osiągnięto na polu analiz relacji między ludzkich za wielką wodą. Prócz dr Tary Palmatier prowadzącej witrynę shrink4men trafiłem na dr Shari Schreiber oraz serię jej rozważań na temat przyczyn fuckupów w relacjach międzyludzkich. Temat jest mi bliski z wiadomych powodów 😀 za to dziś wyjątkowo ujmę go z punktu widzenia zarówno kobiet jak i mężczyzn, gdyż w poruszanym obszarze w zasadzie nie ma różnic jeśli chodzi o schematy na jakie możemy się nadziać 😉 Do dzieła zatem!

Czy często w przeszłości zastanawiając się nad sobą dochodziłeś do wniosku, że ludzie głównie od Ciebie biorą nie dając nic albo niewiele w zamian? Czy zdarzało Ci się czuć dysonans w związku z tym, że pomagałeś innym, gdy byli w potrzebie a kiedy okazało się, że pomocy potrzebujesz Ty zostałeś na lodzie? Czy analizując swoje życie mógłbyś określić siebie jako osobowość typu „caregiver” (ktoś czujący empatię wobec innych, martwiący się o wszystko i wszystkich, dbający o otoczenia itp.)? Czy czułeś się niepewnie i zobowiązany, kiedy usłyszałeś komplement na swój temat albo dostałeś drobny prezent? Ile razy odpowiadałeś machinalnie – to nie ważne, to nic nadzwyczajnego, nie zasługuję na to itp.? Czy wiesz i rozumiesz co to znaczy być w relacji charakteryzującej się wzajemnością? Jeśli powyższe pytania sprawiają, że czujesz się dziwnie albo odpowiadasz na nie twierdząco (za wyjątkiem ostatniego) to jest bardzo prawdopodobne, że taka postawa zaczęła w Tobie kiełkować w dzieciństwie, kiedy to czułeś, że otrzymanie atencji ze strony bliskich, uczucia, wsparcia emocjonalnego czy ciepła było obciążone potrzebą wkupienia się w uwagę bliskich lub rodziców. Innymi słowy, w Twoim układzie limbicznym na skutek braków w procesie wychowania wynikających najpewniej z ignorancji ludzi, którzy przygotowywali Cię do dorosłości wykształciłeś nawyk, że aby otrzymać coś na płaszczyźnie emocjonalnej musiałeś zasłużyć. Na przykład pochwała wymagała otrzymania dobrej oceny, dziewczynki były chwalone wówczas, gdy zajęły się młodszym rodzeństwem, chłopcy gdy pomagali w polu itp. Jako efekt takiego podejścia ze strony najczęściej rodziców wykształciłeś w sobie nawyk „płacenia” za czyjąś uwagę oraz przyzwyczajenie, że potrzeby innych są dużo ważniejsze niż Twoje. Postawienie swoich potrzeb ponad tym co oczekiwało od Ciebie środowisko oznaczało karę, poczucie winy albo wstydu. Wracając do początku i terminu „caregiver” – to nawet jeśli zidentyfikujesz w sobie takie cechy to nie znaczy, że taki się urodziłeś, tylko zaszczepiono Ci je jako efekt procesów, których elementem stałeś się w dzieciństwie.

Czy w domu rodzinnym miałeś wrażenie, że jesteś ściśle kontrolowany i nadzorowany? Wszelkie wyjścia, godziny policyjne, sprawdzanie co, z kim, gdzie i dlaczego? Czy wyrosłeś w poczuciu, że musisz być perfekcyjny albo pomocny, aby uzyskać akceptację jednego albo obojga rodziców? Jak bardzo źle się czułeś, kiedy zdarzało się, że nie spełniałeś ich oczekiwań? Jak często czułeś, że robisz coś, czego tak naprawdę nie chcesz? Czy może było to odrzucenie, kara cielesna albo brak ciepła? Czy może byłeś świadkiem targów, gdzie porównywano Cię z rodzeństwem wskazując na Twoją ułomność na jakimś polu? Brzmi znajomo? Poczekaj – dopiero zaczynamy…

Czytając ten tekst możesz poczuć znużenie albo nagły przypływ senności, czy napad smutku – nie musisz się martwić bo jest to naturalna reakcja somatyczna na fakt, że wpis, który czytasz porusza bardzo ważne dla Ciebie kwestie. Jeśli tak jest, to w dowolnej chwili zrób sobie krótką przerwę, zajmij się czymś innym i wróć tu, gdy poczujesz, że niepokój minął. Ten felieton jest dość ważny, bo będę się na niego powoływał w przyszłych rozważaniach, w których być może odnajdziesz jakiś fragment swojego życia?

Klucz: Wszystkie istoty żyjące mają swoje potrzeby – masz je i TY!

Wielu pacjentów dr Shari Schreiber w czasie sesji, jakie z nimi prowadziła informowało ją, że często jako dzieci byli chwaleni za fakt nie płakania. Zosia to takie dobre dziecko – ona nigdy nie płacze, nawet jak dzieje jej się krzywda! Każde dziecko ma swoje potrzeby a jedną z podstawowych jest możliwość płaczu, który to jest wykorzystywany do sygnalizowania, że są głodne, senne, potrzebują ciepła/komfortu itp. Jeśli dziecko nigdy nie płacze to musimy zadać sobie pytanie dlaczego tak się dzieje? Czy nie czuje się czasem niezbyt pewnie, aby wyrazić to co czuje w naturalny sposób? Czy nie jest tak, że dławi ból wewnątrz oczekując nagrody za bycie „niekłopotliwym”? Czy zdajecie sobie sprawę, jak ważny jest płacz dziecka? Bez tego prawdopodobnie ludzkość by nie przetrwała? Zaprogramowano nasz układ limbiczny tak, aby nie okazywać własnych potrzeb na poziomie podświadomym ale jako, że świadomość i podświadomość w pewnych zakresach decyzyjnych przenikają się to ten stygmat wpłynie na to, że zaciskamy zęby starając się uzyskać atencję innych nie sygnalizując tego w żaden sposób. Zakodowaliśmy sobie, że nieokazywanie potrzeb i staranie się w ten sposób o atencję tych, na których nam zależy jest normą i dobrą metodą, bo rodzącą pochwały. Niestety – w życiu to tak nie działa. Przykład? Zrobiłaś śniadanie, sprzątnęłaś pokój, pozbierałaś jego skarpetki z podłogi a on siedzi i gapi się w TV. Jesteś na niego wściekła ale NIC nie mówisz, bo nie chcesz się narazić. Błagasz wręcz, żeby on sam się domyślił, że coś tu nie gra. Niestety – nie domyśli się. Co najwyżej wejdzie w rolę Twojego rodzica i pochwali Cię, że doskonale sobie z wszystkim radzisz. To owszem spowoduje przypływ pewnej ulgi ale zaraz za nim wróci poczucie, że jesteś…wykorzystywana. Bo jesteś, ale na własne życzenie i dlatego, że odgrywasz przedstawienie z dzieciństwa!

Nikt z nas nie miał ani perfekcyjnych rodziców ani dzieciństwa – to oczywiste, bo poziom wiedzy i karmienia ludzi mrzonkami przed epoką internetu był żenujący, tu nie chodzi o zwalenie na kogokolwiek winy i rozgrzeszenie się, bo wszyscy jesteśmy efektem doświadczeń i tego co nas spotkało, ale jeśli choć jedna osoba zrozumie, że to iż nie wychodzi jej w relacjach jest nie jej bezpośrednią winą tylko okoliczności, które przy odrobinie zaparcia można przepracować i wyjść na prostą. Mimo, że czasem trzeba działać pozornie wbrew sobie…

Jeśli wewnętrznie czujesz, że jesteś „caregiverem” wykorzystywanym przez innych, to bardzo prawdopodobne, że źródło tych problemów leży właśnie w fakcie, że Twoje emocjonalne potrzeby nie były we właściwy lub wystarczający sposób zaspokajane w fazie dzieciństwa. Bardzo możliwe, że Twoi rodzice byli zwyczajne zapracowani a Ty starałeś się być „niewidocznym”, niesprawiającym kłopotów dzieckiem nie chcąc pogłębiać przepaści emocjonalnej albo narażać się na bolesne odtrącenie. Jest również prawdopodobne, że ktoś z Twoich bliskich (np. ojciec) stawiał potrzeby innych (np. matki) wyżej niż swoje (i Twoje) i właśnie ten schemat Ty teraz emulujesz na co dzień jako dorosły człowiek. Zwyczajnie myślisz, że tak trzeba bo tak robią „dobrzy ludzie” a Ty jesteś silna. Więc może jeśli kolejny raz zrezygnujesz ze spotkania z fajnym facetem bo musisz odwieźć siostrę zastanowisz się co robisz? Może ten tekst uzmysłowi Ci, że TY też się liczysz, podobnie jak Twoje potrzeby. Owszem – bądź altruistą, pomagaj, wspiera ale zawsze pytaj siebie co w danej chwili jest dla Ciebie ważne. Co jest ważne dla Twojej świadomości a nie podświadomości. I nie daj się wbijać w poczucie winy – ludzie kochają to robić bo wówczas manipulują innymi i wykorzystują ich dla własnych celów. Jaka ta moja córka dobra – nie ma świata poza mną….Mama kiedyś odejdzie. Na kogo przerzucisz spektakl z dzieciństwa? No właśnie…

Często się zdarza, że szczególnie kobiety obarczone syndromem „caregivera” brną w relacje z osobnikami z marginesu, alkoholikami, ludźmi niezaradnymi bo oni umożliwiają im przerzucenie spektaklu z dzieciństwa na partnera. Często zdarza się, że facet alkoholik spotykając taką troskliwą kobietę wychodzi z nałogu i zaczyna być fajnym, przykładnym partnerem i mężczyzną. I co wówczas się dzieje? Pani odchodzi…Czemu? To proste – ten człowiek znów był tylko narzędziem. Narzędziem umożliwiającym odegranie roli z domu rodzinnego, kiedy stanął na nogi przestał wpisywać się w ramy i wypadł z kręgu zainteresowania kobiety. To nie jest tak, że one są „pojebane” bo skoro pił i bił to ona tkwiła a jak przestał to odeszła. Te kobiety to zombie…przykro mi.

Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci…

Znasz to powiedzenie? Zastanawiałeś się nad jego sensem? Czy wiesz, że możesz się zmienić a klucz do spełnienia tkwi w Tobie? Po to siedzę wieczorem pisząc ten tekst. Tak jestem „cargiverem”, który sądzi, że w ten sposób zasłuży sobie na atencję i poważanie innych ludzi. Szokuje Cię to wyznanie? To dobrze, bo może zastanawiasz się czy czasem ten facet nie jest chory, bo zamiast zająć się oglądaniem meczu w TV produkuje steki wersów, które inni za chwilę docenią. Tak – mam ten problem ale go zidentyfikowałem i pracuję nad nim. Póki co pewna forma izolacji od ludzi w świecie realnym jest mi niezbędna ze względu na to, że jestem co prawda „ceragiverem” ale świadomym a to oznacza, że widzę i czuję, kiedy ktoś mnie wykorzystuje albo jest nie fair. Dodatkowo potrafię zareagować a sami rozumiecie, że trudno się dziwić komuś, kto nas opuszcza, jeśli nagle zmieniamy się z kogoś kto jest w stanie uchylić komuś nieba w zimnego i zamkniętego w sobie cichego skurwysyna? Można poczuć dysonans? Można. To nic nadzwyczajnego. Skala mojego dawania siebie przekroczyła limit a ja w takich sytuacjach nie informuję, że chciałbym dostać coś z drugiej strony, tylko zamykam się w sobie i uciekam. Prosić? To nie ludzkie. Wiesz czemu ludzie biegają maratony w wieku 40 lat? Bo muszą być lepsi niż inni. Czemu lepsi? Bo w ten sposób zasłużą sobie na akceptację…

Rozumiesz schemat czy mam jaśniej tłumaczyć? Jesteś taka sama/taki sam…Być może stoisz po drugiej stronie barykady, gdzie dostawałeś/dostawałaś wszystko od otoczenia za względu np. na wspaniałą aurę i dziś stanowisz doskonałą przeciw wagę dla ludzi naszego pokroju? Jeśli tak, to pomyśl zanim zrobisz cokolwiek. Zapewniam Cię, że zepchnięcie kogoś z wózka inwalidzkiego nie jest powodem do dumy. U nas wózka nie widać ale mentalnie jest on tożsamy.

Wróćmy do schematów, bo wiem, że szczególnie drogie Panie denerwują się, kiedy mówię, że jesteśmy wszyscy tacy sami. Jesteśmy. Nie w sensie osobowości, zainteresowań czy tego co sobą reprezentujemy ale w sensie mechanizmów, które nami kierują. Przykro mi ale na ziemi tej ziemi nie ma ludzi wyjątkowych pod żadnym względem. Są tylko lepsze lub gorsze programy wsadowe, operacyjne, wykonawcze i…determinacja. To ostatnie to jedyne element, który choć trochę można wykształcić samemu. Reszta to zwykła farma jak w The Sims.

Wróćmy do programowania wsadowego – mały człowiek nie jest w stanie w żaden sposób zrelatywizować słowa „kocham cię”. To coś w rozumieniu programu wsadowego dziecka nie znaczy dokładnie nic jeśli nie jest tożsame z idącym za nim zachowaniem programisty czyli w tym wypadku opiekuna. Mało tego, kobiety „nie potrafiące kochać” są tworem potężnego dysonansu między „kocham cię” a tym co je spotykało w dzieciństwie. Chyba już lepiej jest, jeśli to kocham nie występuje w ogóle, bo jeśli ktoś kogoś kocha a zachowuje się w sposób patologiczny, to człowiek utożsamia „miłość” z czymś co wyłącznie rani. Dziewczyny! Jest mi Was tak strasznie szkoda – jesteście nie raz przepięknymi cudami natury, spaczonymi przez programistów niczym Steven Hawking przez naturę. To co widać na zewnątrz tak bardzo kontrastuje z tym co w środku, że chce mi się nie raz płakać. To jest straszne. Mimo to, możecie to zmienić…nauczyć się kochać, najpierw siebie a później innych. To długa i bolesna droga, wymagająca działania „wbrew” sobie. Ból, pot i łzy – warto.

Dziecko nie raz nie dwa pyta rodzica, „czy mnie kochasz”? I otrzymuje odpowiedź – „oczywiście, że tak – jesteś moim dzieckiem!”. Zauważyłeś zależność? To nie jest bezinteresowna miłość, tylko zależna od faktu zaistnienia pewnego stanu, w tym wypadku bycia czyimś dzieckiem. Takie programowanie rodzi konsekwencje w postaci – jeśli ktoś mnie kocha to muszę na to zasłużyć. Nie jestem przecież jego dzieckiem. Czujesz klimat? Warunkując miłość do dziecka programujesz mu walidację uczucia w zależności od warunków. A to tylko wierzchołek góry lodowej…

Sklonowany spisek….

Narcyzm wśród rodziców jest jedną z najczęstszych powodów psychopatologii w naszym społeczeństwie. Opiekunowie wielokrotnie wymagają, aby dziecko zachowywało się i realizowało programy, które oni pod nazwą wychowanie, czy ścieżka życiowa uważają za jedyne słuszne. Jeśli teraz dziecko lekarza przejawia zdolności do bycia aktorem a rodzic robi wszystko, żeby zmusić je do zostania np. ginekologiem spowoduje totalne wykolejenie się osobowości takiego człowieka poprzez poczucie niedoskonałości. Paradoksalnie lepiej chyba jest w takiej sytuacji, kiedy rodzic nie ma żadnych ambicji i pozwala nieświadomie rozwijać się dziecku w obranym przez nie kierunku bez naciskania na wyniki, osiągnięcia itp. Co z tego, że koleś zostanie chirurgiem roku jeśli zaszczepione w nim poczucie nie bycia doskonałym spowoduje, że będzie chlał co wieczór nie umiejąc zidentyfikować, gdzie jest problem. Problem jest tu, że chirurgiem został przez siłę, gdyż całe życie marzył aby pracować na kolei i prowadzić elektrowozy. Owszem czyta literaturę fachową, rozwija się, bierze udział w sympozjach naukowych, mało tego – jest najlepszy w kraju! Ale poczucia spełnienia brak – i nigdy nie nadejdzie. Czemu? Ten człowiek odgrywa rolę swojego rodzica…

Takie rzeczy rodzą tylko depresję. Sam skończyłem renomowaną uczelnię bo…chcieli tego moi bliscy. W rzeczywistości chciałem robić coś innego. Osiągnąłem w swoim fachu sporo, niestety – nie mam satysfakcji. Łapiesz mechanizm? Jeśli masz dzieci akceptuj ich wybory, nawet jeśli budzi to Twój strach albo wstręt. Lepsza spełniona kucharka niż wyjąca w poduszkę modelka czy prawniczka. Każdy jest na swój sposób wartościowy a parcie na sukces czy pieniądze jest porażką, która wyjdzie niczym syf spod skóry. Zawsze wyjdzie.

Narcystyczni rodzice z przerostem ambicji są źródłem niestabilności emocjonalnej u dzieci, która przechodzi w syndrom u dorosłych. Dziecko idąc w kierunku niezgodnym z własnymi potrzebami osiąga cele ale ogromnym kosztem, co zawsze zabiera dużą część satysfakcji. Wychodzą wtedy bardzo często zachowania autodestrukcyjne w przypadku, kiedy ktoś zmuszony do kucia matematyki spędza siódmą noc z rzędu chcąc zaliczyć kolokwium, gdzie jedyną nagrodą jest nie satysfakcja własna tylko aprobata autorytetu, w tym wypadku rodzica. Jeszcze gorzej jest wówczas, jeśli kolos nie pójdzie. Poczucie wartości leci w dół na łeb na szyję.

Doszliśmy mniej więcej do 1/3 tematu. Nie chcę tego ładować w jednym kawałku, bo mało kto znajdzie w sobie zaparcie, aby to przeczytać, przemyśleć i przyswoić. Jeśli uważasz, że warto – daj łapkę. Będę wiedział, że nie walę w próżnię. A może komuś się to przyda? 😉

Racjonalizacja zabija.

Dziś 13cie najczęstszych kłamstw, jakie powtarzają sobie faceci będący w chorych relacjach z kobietami. Większość z nas ma tendencje do opóźniania i odwlekania trudnych decyzji, szczególnie tych które wymagają od nas totalnego „przemeblowania” życia. Duża część z nas czuje, że jest źle nie mniej jednak w myśl zasady, że lepszy znany wróg niż nieznany przyjaciel używamy całego spektrum manipulacji wewnętrznych, aby np. zracjonalizować tkwienie w toksycznym układzie, uzasadniamy sobie w najbardziej kretyński sposób naszą decyzję o pozostaniu w syfie, który nas na własne życzenie otacza. Poza tym wielu z nas jest uwalonych prawnie poprzez np. ślub, dzieci, kredyty, majątki itp. Wówczas często jest tak, że głównym beneficjentem naszego życia jest nasze otoczenie a my czujemy się ściśnięci kombinerkami z każdej strony.

Na przykład zdajesz sobie sprawę, że Twoja żona czy dziewczyna źle Cię traktuje czy wręcz obraża co wieczór nie mając już nawet wyrzutów sumienia i traktując Cię jak bankomat ale nie masz siły by poprzestawiać swoje życie, opuścić strefę komfortu i zacząć żyć. Boisz się głównie samotności, ostracyzmu, kosztów to wszystko powoduje, że tak naprawdę nie jesteś wolnym człowiekiem tylko więźniem, przy czym przyjacielu moim zdaniem Twoja sytuacja jest znacznie gorsza niż kryminalisty, bo ten ma wikt i opierunek na kosz państwa a w razie kalectwa czy choroby pomoc lekarską. Ty, gdy przestaniesz spełniać cudze oczekiwania wylądujesz na śmietniku – tak, wiem szklanka wody na starość…porzuć te bzdury i spójrz prawdzie w oczy. Skoro dziś jesteś śmieciem dla Twojego otoczenia, gdy de facto utrzymujesz ten cały bałagan i mentalnie i ekonomicznie, to co będzie gdy staniesz na krawędzi przepaści? Liczysz na litość? Nie w tej konfiguracji…
Pamiętaj, że często dobrowolne „przestawienia wahadła” w kierunku bólu, rodzi krótkotrwały dyskomfort przechodzący dość szybko w poczucie spokoju. Cumując w „bezpiecznym” porcie narażasz się na to, że już nigdy z niego nie wyjdziesz…nigdy.

Poniżej kilka przykładów w jaki sposób racjonalizujemy sobie tkwienie w szambie:

1)Jestem silny – dam radę, to przymiot prawdziwego faceta (programowanie społeczne) – powoduje, że zaciskasz zęby i schodzisz z linii ognia. To chore. Relacja z drugą osobą ma być dla Ciebie źródłem wsparcia, intymności i ciepła a nie obciążeniem. Pamiętaj o tym, że długoletnie tkwienie w tego typu układach czyni nieodwracalne szkody w układzie limbicznym powodując przyzwyczajenie się do określonych reakcji, w tym do przemocy psychicznej. Nadużycia emocjonalne, psychiczne, seksualne, fizyczne czy finansowe zbiorą żniwo w przyszłości w postaci urazu a następnie traumy. Szacuje się, że trzeba połowy czasu jaki się spędziło w toksycznej relacji, aby dojść do siebie. Masz tyle czasu? Po co żyjesz? Odrzuć bzdury o silnym mężczyźnie i potraktuj to jako patern, który narzuciły Ci właśnie kobiety, po to aby Tobą manipulować. Jeśli naprawdę jesteś silny to znajdziesz w sobie na tyle zdeterminowania by zakończyć to co Cię niszczy i wytrzymać w zasadzie ZERO kontaktu. Nie ma przyjaźni po związku – to wymysł współczesności, który jest totalną bzdurą.

2)Nie jest tak źle, inni mają gorzej – kolejna bzdurna racjonalizacja. W takim wypadku zaprowadź dziennik, w którym wieczorem przez 30-60 dni będziesz opisywał jak się czułeś, co myślałeś. Opisuj wszystkie wybuchy, próby manipulowania Tobą, przemoc mentalną czy fizyczną. Nie wstydź się, że ktoś potraktuje Cię jak ciotę bo kobieta Cię uderzyła. Znów programowanie społeczne – bo kobiety są delikatne. Zewnętrznie tak, ze względu na fizyczność ale wewnętrznie zapewniam Cię przyjacielu, że jesteś przy nich bezbronnym dzieckiem. Co się liczy? Siła fizyczna czy mentalna? Kto rządzi światem? Tępy osiłek, czy cherlawy okularnik? Tu jest tak samo, przy czym pamiętaj, że w układach z kobietami, które opisuję 90% tego co słyszysz u widzisz to iluzja. Zapisuj w dzienniku drobne szczegóły z życia, emocjonalne reakcje z jej strony, po których masz ochotę tylko spać, działania typu „mgła” FOG (F.O.G — Fear, Obligation and Guilt), absurdalne wypowiedzi i przekierowywania dyskusji na ślepy tor, kiedy siła Twojej logiki rozwala ją w kawałki. Co czujesz wtedy, gdy widzisz białe a ona mówi, że to czarne, tylko Twoja percepcja jest niewłaściwa. Zapisy w dzienniku przydadzą Ci się choćby po to, aby po czasie nie dać sobie wmówić, że szukasz dziury w całym. Często zdemaskowanie kobiety po pewnym czasie takim dziennikiem może wyzwolić w niej demona. Pamiętaj, że tego typu kobiety boją się przede wszystkim zdemaskowania. Nie przed ludźmi (choć to też, bo nadal tam obowiązuje zasada, że ona może wszystko, byleby w otoczeniu jej postać lśniła) ale przed nią samą. Po okresie jaki uznasz za stosowny przejrzyj dziennik i przy każdym dniu postaw plus i minus. Co będzie? Już wiesz…

3) Jak się będziesz bardziej starał, to ona to doceni – największy błąd! Ta studnia nie ma dna. Im więcej będziesz robił dla Was, tym większe roszczenia spotkasz. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że ona od pewnego czasu Cię nienawidzi a to co obserwujesz to zwykły spektakl. Jesteś jej ciągle z jakiegoś powodu potrzeby, ale już nie jako mężczyzna. Może być to potrzeba wsparcia, finanse, co ludzie powiedzą itp. Określenie syzyfowa praca doskonale pasuje do tego schematu. Pamiętasz jak kupiłeś jej szpilki od Jimmy Choe? Tydzień radości, nieograniczonego seksu i pełnego zrozumienia? To samo było po torebce Chanel…A jak odwiozłeś jej pół rodziny po spotkaniu do domów? Było to samo? A kiedy zaoferowałeś, że będziesz odbierał jej dziecko z przedszkola? Ty już nie jesteś potrzebnym tylko użyteczny i im szybciej zdasz sobie z tego sprawę tym lepiej. Co byś nie zrobił ciągle będzie źle i ciągle mało. Schemat działa tak, że kiedy się zbuntujesz zostaniesz uderzony najniżej jak się da czyli fizyczność, potencja, relacje rodzinne itp. Efekt ma wywołać w Tobie traumę i strach. Zdezorientowanym człowiekiem łatwo manipulować. Nie daj się zwieść przedstawieniu i ostremu oralowi raz na miesiąc…Musisz zdać sobie sprawę z jednego – ten typ kobiety nigdy nie będziesz szczęśliwy i nigdy nie przyzna się do tego, że tak jest. Zawsze będzie szukać kozła, którym w tym wypadku jesteś TY. Ostatecznie często jest tak, że zostaniesz złamany, przyznasz się do błędu, którego nie popełniłeś a ona obciąży Cię jeszcze dodatkowo za to, że nie masz własnego zdania, czyli w domyśle (programowanie społeczne) jesteś niemęski. Są kobiety, które muszą żyć w traumie bo radość płynąca ze świetnego życia przeraża je. Myślisz, że żartuję? Ani mi się śni…

4) We wszystkich związkach dochodzi do konfliktów – Prawda, ale konflikt potrafi być zdrowy, jeśli spełnione są dwa warunki. Obie strony chcą osiągnąć porozumienie i obie potrafią rozmawiać. Uwaga! W Twoim wypadku konflikt służy uruchomieniu TYLKO i wyłącznie amplitudy emocji u kobiety, która po pewnym czasie doprowadzi do eksplozji, awantur, często wyzwisk a nawet zdrady tylko po to, aby później z miłością i współczuciem dla Ciebie go wygasić i pogodzić się w ostrym seksie. Uwaga na ten schemat bo jest on powszechny. Te kobiety mylą znaczenie słowa miłość z huśtawką emocjonalną, do której najprawdopodobniej w dzieciństwie przyzwyczaił się ich układ limbiczny. Jeśli zorientujesz się, że prowadzisz typową awanturę o przysłowiowy damski chooj, gdzie po pewnym czasie gubisz się nawet w tym o co chodziło to jest to właśnie ten przypadek. Im bardziej emocjonalnie reagujesz tym lepiej dla niej (emocje kipią) i gorzej dla Ciebie, bo po takich występach czujesz się totalnie zmęczony.

5) Będzie lepiej, jeśli poświęcisz jej więcej uwagi, uczuć – pułapka podobna w mechanizmie do tej z punktu 3. Im milszy jesteś dla takiej kobiety, tym bardziej ona odczytuje to jako słabość i traktuje Cię jak żałosnego doopka. Interpretacja takiego zachowania jest daleko inna niż nam to wrzucano do głów projektując obraz kobiety jako istoty wyższej, uduchowionej, pełnej ciepła i empatii. Większość z nich odbierze takie zachowanie jako zaproszenie do dalszej eskalacji goowna, które można Ci wylać na głowę. Zapamiętaj – dobroć i wielkoduszność = słabość. Nie słuchaj tego co mówi!!! Nigdy.

6) Seks i uczucia są mniej ważne – pewnie tak myślisz spędzając kolejną noc w salonie na kanapie? Oczywiście są sytuacje, gdy z różnych powodów potrzeby seksualne ludzi mogą ulec zmianie, ale zastanów się czy takie chwile się zdarzają, czy zdarzają się chwile, że coś tam możesz podziałać przy zgaszonej lampce? Kobiety tego typu podświadomie (powiedzmy, że nie jestem aż na tyle bezczelny, żeby zarzucać im premedytację) doskonale zdają sobie sprawę z działania oksytocyny, która wydzielana w czasie orgazmów przywiązuje kobietę do mężczyzny dużo bardziej niż obrączka czy kredyt. Jeśli seks zanika masz problem, bo albo pani dywersyfikuje czyli nie dopuszcza do powstania przywiązania do jednego mężczyzny albo zwyczajnie kontroluje relację w sposób jaki Ty co dzień rachunek maklerski w BOŚ banku. Przyznasz, że chyba coś tu nie gra na tej płaszczyźnie? Kiedy ostatni raz publicznie chwyciła Cię za rękę? Kiedy pocałowała? Kiedy odczułeś ciepło i empatię? Pamiętasz jeszcze? Przed oksytocyną kobieta jest bezbronna – nie ma znaczenia czy jest zaciekłą feministką czy prostytutką. Mając orgazmy z jednym mężczyzną uzależni się….Uważaj na fałszywe flagi, typu szybki seks za spełnienie jakichś jej potrzeb. To droga do końca wszystkiego – zostaniesz totalnie zniszczony w finale choćbyś kupił całą kolekcję w Małej Kokietce. Kobiety z uszkodzonym układem limbicznym rzadko bywają ciepłe i otwarte a jeśli tak się dzieje to zawsze z powodów, o których nie masz pojęcia. Często zdarza się, że po fajnym otwarciu pani ucina znajomość a Ty zachodzisz w głowę co się stało? Otóż zostałeś zaliczony…to po to byłeś taki męski i inny niż wszyscy. Zresztą powodów może być milion a jedyne co Ty możesz zrobić to nie tracić czasu na ich dochodzenie. Idź lepiej pograj w tenisa albo zmień swój portfel inwestycyjny, bo to są czynności, które przyniosą Ci wymierną korzyść, także na polu relacji z kobietami.

7) Seks jest w porządku, tylko cała reszta nie – wielu z nas za dostęp do waginy jest w stanie zrezygnować niemal ze wszystkiego, nawet z siebie. Zastanówmy się nad jednym? Czy w sytuacji, kiedy czujesz się jak przedmiot w relacji seks, który dostajesz jest czynnikiem pierwotnym czy wtórnym? Czy naprawdę uważasz, że ona robi to z Toba bo CIEBIE pożąda? Czy nie jest czasem tak, że jest to forma zapłaty za spolegliwość, nowe buty, dostarczenie poczucia wartości, albo zwyczajnie robisz za dildo? Myślisz, że to niemożliwe? Wiem, nasłuchałeś się głupot (programowanie społeczne), że faceci tylko myślą o seksie a kobiety o ognisku domowym. Otóż zapewniam Cię, że kobiety dużo bardziej kochają seks niż Ty, są zresztą do tego dużo lepiej niż my przystosowane przez naturę. Jeśli słyszysz, że Ty „tylko o jednym” to masz 99% pewności na false flag! Zdrowa, zadowolona z życia kobieta jest seks maszyną i nie musisz w żaden sposób wywoływać w niej pożądania, poprzez nie daj boże kwiaty czy zrobienie obiadu (zrób go jeśli czujesz taką potrzebę, ale niech to nie będzie forma przekupstwa). Tego typu kobiety często chadzają do łóżka nie z nami tylko z naszą inteligencją, portfelem, pozycją społeczną – jest to wówczas forma dowartościowania lub tylko zaliczenia na zasadzie – mogę mieć każdego. Zapewniam Cię przyjacielu, że nie odróżnisz w prosty sposób czy jej wrzask w czasie orgazmu sprawiła Twoja bliskość czy też inny czynnik. Często jest tak, że zewnętrzne piękno kryje nieprawdopodobnie paskudne wnętrze, co zresztą jest dość typowe, ze względu na warunki w jakich wychowuje się taka kobieta jako dziewczynka. Część z tych ładniejszych już w wieku 15 lat dostrzega, że zachowania seksualne dają jej przewagę…Wyobraź sobie, że mając 16 lat masz trzystu chętnych adoratorów i nie masz kręgosłupa moralnego. Co byś zrobił? Ja bym korzystał. Lubisz wzajemność? Ja też…więc jeśli jesteś protezą to ją odetnij. Znajdzie sobie bakcup mimo, że może straszyć, że się powiesi. Tego typu kobiety mają to we krwi.

8) Muszę wytrzymać dla dzieci, tym bardziej że ona ich nie atakuje tylko mnie – błąd straszliwy, bo procentujący w dodatku skrzywieniem dzieci, które wychodząc w dorosłe życie powtórzą dramaty z dzieciństwa. Myślisz, że Twoje dziecko obserwując kolejny raz nieracjonalne zachowanie kobiety i Twoją niemoc nic nie czuje? Tak sądzisz, bo się nie odzywa? Właśnie dokonuje się programowanie – tkwiąc w czymś takim bez reakcji niszczysz własne potomstwo. Jeżeli dziecko w okolicach 10 roku życia jest świadkiem huśtawki emocjonalnej u rodziców prowokowanej przez kobietę to niemal na 100% będzie jej potrzebowało do życia w czasie, gdy dorośnie. Jeśli masz córkę to masz to jak w banku. Chcesz do końca patrzeć na ten dramat, tylko tym razem w wykonaniu dziecka?

9) Stracę dom, dzieci i zasoby – niestety to prawda, że będziesz musiał stracić trochę tego na co pracowałeś całe życie. Również z dziećmi możesz mieć utrudniony kontakt ale znów jeśli odpowiednio się przygotujesz a nie pójdziesz jak baran na rzeź godząc się na wysokie alimenty, zasięgniesz dobrej porady prawnej, przygotujesz mentalnie dzieci na to, że tak będzie lepiej to wyjdzie Ci to tylko na dobre. Czemu? Bo one i tak cierpią a jeśli Ty usuniesz się spod działania toksycznej osobowości to zaczniesz być innym, normalnym człowiekiem a to wpłynie stabilizująco na nie. Nie wierzysz? Jestem tego przykładem – sam wychowuję dwoje dzieci. Żadna siła nie była w stanie ich zatrzymać przy matce. Musisz tylko zachować sposób i działaś metodycznie a nie tak jak próbuje Ci wbić do głowy społeczeństwo (programowanie społeczne). Nigdy nie myl bycia męczennikiem z byciem rodzicem – to powszechny błąd. W ekstremalnym przypadku, lub gdy nie będziesz w stanie znaleźć się w mojej sytuacji musisz liczyć się z tym, że Twoje dzieci ucierpią ale biorąc pod uwagę to, że Twoje pozostanie w toksycznym układzie spowoduje jeszcze większe straty to chyba warto podjąć naprawdę męską decyzję? Z zewnątrz chorego układu będziesz w stanie więcej dla nich zrobić niż gdybyś dalej w nim tkwił. Pamiętaj, że w sądzie rodzinnym ona zawsze będzie miała przewagę ze względu na płeć (programowanie społeczne) – bez znaczenia, w jakim kraju żyjesz. Tekst na bazie, którego piszę ten felieton powstał w Stanach. Uważaj też na próbę kontroli nad Tobą poprzez wywołanie poczucia winy, strachem przed utratą kontaktu z dziećmi czy też „puszczeniem z torbami”.

10) Miłość wszystko przezwycięży – heh, to dość oklepane powiedzenie i nawet bym się z nim zgodził, gdyby nie…definicja miłości. U TYCH kobiet to co rozumieją przez miłość, to coś co Ty poddając się zauroczeniu czujesz jako motylki w brzuchu, ona też czuje ale prócz tego, aby one zaistniały ONA potrzebuje HUŚTAWKI emocjonalnej, dramatu, walki, poczucia bólu na przemian z euforią. To jest zaklęty krąg, który z pojęciem słowa miłość nie ma NIC wspólnego. Spotkałem w życiu jedną kobietę, która powiedziała mi, że nie umie kochać. Jedna świadoma! To znaczy ona też czuła niesamowity pociąg do huśtawki ale zdawała sobie sprawę, że to nie to. Ile z takich kobiet jak sądzisz będzie miało skrupuły wchodząc w relację z Tobą? Dopóki dasz dostęp do emocji, ona będzie cię „kochać”, później staniesz się narzędziem. Czy czujesz się kochany i akceptowany? Ile razy słyszałeś, że się nie starasz bo Czesław to tamto czy owo? Ile razy w sytuacji totalnego upodlenia np. po zdradzie słyszałeś, że „musisz walczyć o ten związek, jesteś przecież prawdziwym mężczyzną.”? Sorry chłopaki, ale jesteście poddawani bardzo prymitywnemu praniu mózgu. Jeśli to ma być cena za fajną fotę na fejsie albo meldunek w knajpie z zajebiście wyglądającą blondynką to poszukajcie problemu w sobie. Mówię poważnie. Życie to nie jest teatr.

11) Zobowiązałem się i honor mi nie pozwala odejść – przyznam szczerze, że ja mam z tym punktem zawsze mnóstwo problemów, przy czym tu nie chodzi o papier czy obrączkę tylko wewnętrze poczucie, że budowałeś coś, co się okazało fuckupem i teraz rezygnacja z tego oznacza porażkę. Qrwa 10 ostatnich lat mojego małżeństwa to właśnie ten stan. Gdy przeanalizuję wszystko to właśnie tylko dzięki mnie trwało to tyle lat, tylko co z tego? Nikomu nic dobrego z tego nie przyszło. Jeśli masz problem z tym punktem, to zadaj sobie takie pytania – czy ona również dotrzymuje zobowiązań? Nie da się zwieźć bzdetom typu „bóg mnie stworzył a szatan opętał” bo takie teksty są między innymi narzędziem zniewolenia dla nas. Ona doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego uszkodzenia mentalnego a jedyne co robi to wykorzystuje (programowanie społeczne) fakt, że jest kobietą, więc jest z natury zmienna, wszystko jej wolno bo ma PMS, albo słabą wolę. Zastanów się też czy zdrada fizyczna jest najgorszym rodzaje zdrady jakiej można się dopuścić w związku? Czy ona czasem nie zdradza Cię na co dzień odmawiając Ci ciepła, traktując jak przedmiot albo narzędzie. Czy nie czujesz się czasem jak w więzieniu? Ile razy odmówiłeś koledze wyjścia na piwo, „bo stara będzie brzęczeć.”? Sam się zabijasz w ten sposób – dzień po dniu. Miej jaja, żeby robić to co czujesz, że jest słuszne.

12) Ona mnie potrzebuje – bywa, że jesteśmy straszenie nawet samobójstwem w czasie, kiedy sprawa staje na ostrzu noża. Tego lekceważyć nie wolno. OK, rozmawiasz – przytakiwanie. Spokój – ciche dni, eskalacja. Znasz to koło? Metody szantażu są różne. Ona rzeczywiście Cię potrzebuje ale nie tak jak myślisz. Ona jest pasożytem a Ty gospodarzem, który mentalnie karmi i daje napęd do życia. Naprawdę nie czujesz, że to nie jest normalne? Kiedy zamierzasz się obudzić? Gdy zmieni Cię na młodszy model? Porzucona ofiara? Z tym też musisz się liczyć – tylko Ty znasz prawdę, no może jeszcze jej byli faceci i Twój przyjaciel. Dasz sobie radę.

13) Wszyscy mnie ocenią jako złego człowieka rozbijającego rodzinę – znasz takie powiedzenie, że „facet odchodzący od kobiety rozbija rodzinę a kobieta zostawiająca faceta kończy ograniczający ją związek bez przyszłości”? Nie? No to tak to mniej więcej wygląda. Poza tym nie zamieniaj się w swoją toksyczną kobietę, dla której to co powiedzą koleżanki, mama i otoczenie jest najważniejsze. Musisz liczyć się z tym, że będą na Tobie wieszane psy, musisz liczyć się z tym, że znajomi się podzielą, musisz liczyć się z tym, że ona może prowadzić wobec Ciebie kampanię oszczerstw ale tak naprawdę, gdy zaczerpniesz głęboko powietrza to zrozumiesz, że to co myślą czy mówią inni ludzie nie ma żadnego znaczenia. Czemu? Bo żaden z nich nie przeżyje za Ciebie nawet jednego dnia. Nawet pół dnia w piekle mentalnym…Don’t judge a man until you have walked a mile in his shoes” – znasz? Pewnie tak. Bądź sobą – to czas pokaże kto jest kim. Jeśli nie masz nic na sumieniu, bądź spokojny.

I to by było na tyle. Felieton pisałem posiłkując się opracowaniem Dr Tara J. Palmatier, amerykańskiej psycholog, która zajmuje się pomocą mężczyznom wychodzącym z toksycznych relacji, w które weszli najczęściej na skutek manipulacji lub programowania społecznego. Oczywiście temat może działać również w drugą stronę ale z powodu pewnych ograniczeń facet z dysfunkcją osobowości będzie dużo łatwiejszy do rozgryzienia niż kobieta. Przestanie okłamywania samego siebie jest pierwszym krokiem do nowego, lepszego życia w zgodzie ze sobą.

“Sunlight is said to be the best of disinfectants; electric light the most efficient policeman”

Justice Louis D. Brandeis

Bieszczady.

Do wypadu w Bieszczady (po raz czwarty w tym roku) przymierzałem się od jakiegoś czasu. W wakacje jakoś nie dane mi było poczuć zapachu wiatru na Bukowym więc postanowiłem naprawić ten błąd we wrześniu. Wertowanie ICM meteo dla Cisnej nie napawało optymizmem aż do czwartku, kiedy to pojawiło się okienko pogodowe. W piątek wieczorem wyglądało to już całkiem dobrze zatem krótka piłka – jedziemy! W sobotę wstaję w znakomitym humorze, przygotowuję wszystkie graty, baterie, zapałki, prowiant, czołówkę itp. Planuję wyjechać o 12tej ale syn prosi mnie żeby go podrzucić do koleżanki, pakuję graty do bagażnika i ostro ruszam na południe. Jest dość chłodno, ale wraz z połykaniem kolejnych kilometrów przez Madzię zaczyna się robić ciepło! W okolicy Rzeszowa zrzucam dach i z pełną fantazją naginam dwie paczki po autostradzie 😉 Udaje mi się wpaść na małą obwodnicę bieszczadzką jeszcze przed zachodem słońca, po drodze machają do mnie trzy turystki – zatrzymuję się i chwilę rozmawiamy, mam niestety tylko jedno wolne miejsce a one chcą jechać do Ustrzyk Górnych, do których zostało mi jeszcze jakieś 30km. Myślimy chwile, żeby siadły jedna na drugiej, ale ilość gratów jakie mają wyklucza taką jazdę. Życzę im powodzenia i zapinam jedynkę. Koła buksują, aby po chwili złapać przyczepność, Madzia wydaje z siebie bossskie brum! W głośnikach rozbrzmiewa Marillion – Hooks In You, oczywiście na myśl przychodzi mi pewien kolega a tekst jak zwykle nie jest przypadkowy 😉
Themaskator