Wszystko kończy się tak samo…

…bo tak chce system!

Nawet jak jest dobrze, to jest źle, bo program mówi Ci, że wykonujesz swoje operacje a nie jego. Nawet najwięksi szczęściarze – przywołam tu bożyszcze Lewandowskiego i jego małżonkę, wcześniej czy później zaryją twarzami w beton. Czemu? Bo tak zawsze kończy się pójście ścieżką narzuconą nam przez system. Ci z lepszym genotypem (promil populacji) mają szansę na odcinanie kuponów przez większą cześć życia, ale wcześniej czy później dopadnie ich to, co wszystkich. Poczucie beznadziejności, bólu, koszmaru egzystencji, wyrzucenia na śmietnik. Wspomnę tu Anię Przybylską. Miała wszystko. Życie. Jesteśmy farmą hodowanych istot, które mają wykonywać wolę projektanta, to znaczy być nośnikiem danych i ich kopiarką. Po spełnieniu zadania stajemy się zbędni. Większość z nas spróbuje ten czas przedłużyć walcząc o siebie, ćwicząc, rozwijając się, tłukąc kasę. Zrobimy dosłownie wszystko, byleby tylko nasz genotyp wydawał się lepszy niż innych. Czemu? Bo tak zostaliśmy zaprojektowani.

Jeśli nie wyłamiesz się ze schematu zawsze będziesz poruszał się wyłącznie na amplitudzie dopuszczonej przez system, coś jak wykres funkcji y = sin x ograniczonej punktami -1 do 1. W górę i dół, w górę i dół. Do nieba i jeb banią o glebę. Czy tak musi być? Nie, ale to nie jest takie proste, bo włamania do systemu pilnują liczne programy, których zadaniem jest przekonanie ich nosiciela, że idzie w złym kierunku. Wtedy, kiedy wywalasz drzwi systemu czujesz potężny ból, odrzucenie, niechęć innych programów, tracisz wiarę w siebie, sens, intuicję. Czy można coś z tym zrobić? Hmm niewiele, ale na pewno można walczyć z tym zniewoleniem poprzez wykorzystanie fragmentów jego kodu kompatybilnych z nami – ludźmi – a nie robotami systemu.

Duża część świata została zaprojektowana, jako teatr, zabawka, ułuda mająca właśnie na celu wymuszenie na nas odpowiedniego zachowania, zgodnego z tym, co wymyślił sobie projektant – nazwijmy go naturą. Ludzie robią wielkie pieniądze, dbają o wygląd, uczą się, inwestują, budują kariery, robią dzieci – wszystko to może mieć dwie strony. Pierwsza jest zła – czyli wszystkie te czynności stają się narzędziem do polepszenia pozycji w stadzie i zajęcia top miejsca – to tylko background, bo na końcu zawsze stoją popędy, które są głównym stymulatorem wszelkiego działania. To, dlatego niedawno pewien Pan próbował mnie przekonać, abym się wziął za siebie, bo kobiety stymulują. Owszem stymulują, jak wszystko inne, ale do wskoczenia na max peak amplitudy funkcji y = sin x. Nie ma siły, żebyś idąc po niej nie znalazł się wcześniej czy później w punkcie -1. Jeśli zauważysz ten mechanizm, pogodzisz się z nim i weźmiesz się za siebie, „bo chcesz mieć lepsze postrzeganie rzeczywistości, dzięki lepszemu składowi chemicznemu czerwonej farbki krążącej w nas od początku do końca” a nie dlatego, że „kobiety stymulują” to masz szansę zejść z linii ognia i nie zaliczyć uderzenia ryjem w krawężnik. Podobnie jest z resztą ziemi, tej ziemi. Natura, wschody, zachody słońca, góry, lasy, woda – cała przyroda, dobro jest elementem teatru, który został stworzony, aby wepchnąć nas na wspomnianą sinusoidę i pozwolić zrealizować projektantowi cel – przekazania danych. Skorzystajmy, zatem z pól pomiędzy -1 a 1 bez wchodzenia na jej ekstrema. Ktoś powie a co to za życie? A ja powiem, to jest właśnie życie a jedynym powodem, dla którego nie widzisz jego piękna jest fakt, że właśnie tak zostałeś zaprogramowany.

Do zobaczenia przy windzie.
Kukły systemu. 😉

 

Myśliwi i zwierzyna.

Klasyka gatunku:

„Ten ktoś, kto sam czuje się bezwartościowy, jeśli ma partnera, który okazuje mu zainteresowanie, może nawet nieświadomie, czy też półświadomie, wydedukować, że z partnerem coś jest nie w porządku, skoro interesuje się kimś takim jak on! Ja jestem bezwartościowy, a on się mną interesuje – więc jest z nim coś nie tak.”

Świetny tekst!

Idąc dalej:

„A czy jest jakiś typ osób, które częściej padają ofiarą takich ludzi, są bardziej podatne na pakowanie się w takie toksyczne relacje i tkwienie w nich?

Jest taki gatunek ludzi, nazwałbym go „osoby dobre”. Skrajnie dobre. To takie, które chcą pomóc i – co ważne – są skłonne do autorefleksji. Ktoś bezrefleksyjny, czyli przysłowiowy „młotek”, jeśli stanie się obiektem ataku toksycznej osoby, najczęściej odeprze go bezpardonowo: „Co się czepiasz? Nie podoba ci się coś, to spadaj”. I koniec tematu, taka osoba na toksyczność się nie zahaczy. Osoby autorefleksyjne, kiedy pada pod ich adresem zarzut, nie zbywają go krótkim „spadaj”, tylko zaczynają drążyć, szukać przyczyny – najczęściej w sobie. Osoby dobre bardzo łatwo padają ofiarą.”

Plus syndrom odrzucenia i mamy gotową receptę na udane życie.

Ktoś się jeszcze dziwi Beksińskiemu, Stedowi, Zentarze?

Bexa zawsze zapraszał znajomych do restauracji chińskich na obiad. Zawsze też za te przyjęcia płacił. Kiedyś coś się w nim zbuntowało na skutek autoterapii i przestał ich zapraszać. Co się stało? Nic. Przestali się do niego odzywać.

Główne pytanie pozostaje otwarte – czy błąd Matrixie jest w nas czy na zewnątrz a my jesteśmy jego pochodną czy odwrotnie?

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16984324,Toksyczne_zwiazki.html

Instytucja pampersa.

Tego chyba nie było? Powstało w czasach, gdy miałem przyjemność obcować z kobietą naznaczoną mężczyzną pampersem 😉 gdyby nie szybka umiejętność rozeznania w sytuacji, mógłbym popaść w niezłe tarapaty.

Otóż męski pampers jest to jeden z lepszych sposób na poderwanie współczesnej, wyemancypowanej kobiety a jak zdążyłem się zorientować wielu braci mych kochanych bardziej lub mniej świadomie wykorzystuje ten stan ku uciesze własnej a mniejszej płci pięknej – do rzeczy, zatem 😉

Otóż męski pampers odpowiada żywotnym potrzebom wykazania własnej siły i wartości wielu kobiet, które w ten sposób realizują się życiowo. Oczywiście wszystko odbywa się podświadomie, bo gdyby odbywało się świadomie to zjawisko męskich pampersów nie miałoby racji bytu, ewentualnie jedynymi osobnikami żyjącymi w symbiozie z owymi panami byłyby ich matki, przy czym nie ma znaczenia czy pan jest murarzem, cieślą czy wziętym informatykiem – chodzi o pewien schemat.

Czytaj dalej „Instytucja pampersa.”

Gra świateł.

Dzisiaj będzie śmiesznie bo przypomniało mi się jak przeprowadzałem swego czasu swoją konkubinę (swoją drogą to kocham to określenie) w NY, w dodatku mężatkę. Co prawda jak mnie zaczęła omamiać, to była w trakcie rozwodu ze swoim mężem katem, palaczem marychy i nałogowym alkoholikiem. 😉 Jak się w temat wkręciłem, to okazało się, że rozstanie się przedłużyło do lat dwóch, ze względu na zasobny portfel owego jegomościa o czym dowiedziałem się o pięć minut za późno. Nie wiem do końca co u niej obecnie, bo przestała mnie dość dawno nagabywać, ale zakładam, że dalej oddaje się emocjom smród marychy w całym domu plus małpki pochowane gdzie się da. Są egzemplarze naszych pięknych pań co to i „utrzymują czasem” przez dłuższy czas, jak mi wyznała pewna inna młoda dama (większość z panów dało by się dla niej pokroić, zostawiłoby Krystynę wraz dziećmi jak Kaziu Marcinkiewicz na pstryknięcie w palce a ta cholera upodobała sobie margines). Nie wiem co to za prawidłowość ale seks z takimi paniami jest po prostu przeżyciem z najwyższej półki – to tak na marginesie. 😉 Wracając do mojej konkubiny to innymi słowy, szydło jak zwykle wyszło z worka pięć minut po czasie a nie za pięć dwunasta. 😉 Człowiek samotny, kupę lat z jedną kobietą wierzył w każde słowo niczym w relikwię. W sumie, przecież ja sam zawsze dotrzymywałem słowa, to czemu tu miałoby być inaczej w tym wypadku? 😀

Jak zwykle w moim życiu, niemal wszystkie relacje z kobietami (i te epizodyczne i te dłuższe) mogłyby śmiało posłużyć za scenariusz filmowy, tu jednak było nieco dramatycznie i śmiesznie z perspektywy czasu. Jak mawiają, frajerów nie sieją, sami się rodzą – aczkolwiek z dystansu oceniam ten nasz układ jako dobrą szkołę życia dla mnie i jeden z przyczynków zainteresowania mechanizmami rządzącymi główkami naszych pięknych pań 🙂 Tak czy owak, im dalej w las, tym…bardziej ciemno.

Dostaję telefon – Misiu! Mam dość! Wyprowadzam się, ale musisz przyjechać i mi pomóc, bo ten psychopata mnie zabije a ja muszę wynieść wszystko z domu w czasie, gdy on jest w pracy. Inaczej on mnie nie puści bo będzie błagał, kupi sto róż, będzie prosił o jeszcze dwa dni, później wyjmie rewolwer i zacznie szopkę z rosyjską ruletką a ja kocham tylko ciebie i z tobą chce być 😀

Który prawdziwy facet na takie dictum nie rzuciłby wszystkiego i popędził ratować swą wybrankę z rąk oprawcy? 😀

OK, wpadam na skyskaner i łapię jakieś dziwne połączenie do NY za całe 1350 złotych w dwie strony! Bilet kupuję przez Iberię, realizuje go BAE a wracam Lotem 😀 W sumie mi pasuje, bo wówczas pojawiły się we flocie naszego wspaniałego przewoźnika Dremlinery, więc tym bardziej temat mi przypasował! Pakuję się w starego A310 na Okęciu, aby po dwóch godzinach lądować na Heathrow. Wrzucam jakieś sushi i przemieszczam się do Terminala 5. Ostre trzepanko jak zwykle na transatlantyk i już jestem w środku B777. Przechodzę na koniec samolotu, klepię zawsze tak zwany shit place przy toalecie na końcu samolotu, bo są tam tylko dwa fotele a ja nie lubię jak mi ludzie łażą po nogach, więc nawet trzask drzwi od owego przybytku nie przeraża mnie szczególnie. Naglę widzę w przejściu zator i szumek tłumu…O Jesus, what the hell? Patrzę a tam dość duża pani zaklinowała się między fotelami i szarpie się mocno z walizką blokując przejście. Pot płynie jej po skroni a ludzie syczą. Szybka decyzja, przeskakuję drugim rzędem między fotelami, upycham jej walizkę w luku i pomagam usiąść…Pani z wyraźną ulgą żegna mnie powtarzanymi wielkorotnie God bless you, God bless you. OK, no problem, teleportuję się na swoje miejsce, wpinam słuchawki w telefon, wyjmuję książkę i zatapiam się w fotelu klasy turystycznej 😀 Nagle ktoś delikatnie dotyka mnie za ramię, zdejmuję słuchawki a tu śliczna stefka w obcisłym ubranku BAE pyta mnie czy nie miałbym ochoty na darmowy upgrade do klasy pierwszej, bo byłem taki miły dla tej pani i w ogóle 😉 Oczywiście nie protestuję i resztę lotu spędzam w znakomitym towarzystwie, bo przypadkiem całkiem blisko mnie leci nie kto inny tylko…Sting 😀

Wysiadam na JFK, wychodzę z terminala i już czuję jej zapach i smak, to wspaniałe uczucie, gdy rzuca mi się w objęcia a ja tonę w jej włosach wąchając je zaborczo! Jeszcze chwila, moment…mija godzina a ja stoję 😀 Dzwonię, nie odbiera. Dobra myślę sobie, wychodzę na postój, krótka kolejka i już siedzę w vanie, który mknie w kierunku miasta. Co się okazuje, kierowcą taksówki jest…Rosjanin, który lepiej mówi po Polsku niż po Angielsku, co nie zmienia faktu, rzeczy że zupełnie nie orientuje się, gdzie jest wskazany przeze mnie adres! 😀 Na Manhattan z JFK jest fixed rate za taryfę, więc wisi mi tak naprawdę jego zakłopotanie ale, że jest 23:30 a mnie się kleją oczy mam po chwili dość. Opieprzam go ostro i każe się wysadzić przy przystanku metra w okolicy Ground Zero. Uff…oddycham spokojniej kiedy czuję nowojorskie powietrze i huk wentylatorów od klimatyzacji. Wsiadam w metro a później w pociąg i po godzinie jestem w hotelu.

Dzwoni moja baby…przepraszam kochanie, ale nie mogłam wyjść po Ciebie na lotnisko bo mnie szarpał i groził mi. Jesteś na miejscu? To dobrze skarbie, jutro pokaże Ci notatkę z policji, że nie kłamię 😀 Haha – od pół roku jej mówiłem, żeby się wyprowadziła, bo ją w końcu ten koleś przefastryguje a szkoda by było takiej ładnej buźki. Co zrobić – argumenty logiczne nie docierają do pewnych główek a ja nie mam ochoty na fortele, bo jestem już tym wszystkim zwyczajnie zmęczony. Rano czekam na nią w kafjece przy Ground Zero, jem śniadanie, kawa – jest spox. Mija 11ta a jej nie ma 😀 Dzwonię – przepraszam kochanie zaspałam. Już pędzę! Robię jej zjebkę i czuję, że coś tu nie gra 😉 Trudno, skoczę sobie do Jersey na koncert Bon Jovi w razie co, bo akurat się ma odbyć…Mija kolejna godzin a i widzę ją. Podchodzi do mnie i wtapia się we mnie. Oczywiście na chwilę tracę koncentrację i pozwalam się ponieść diabelskiej mocy 🙂

Plan jest prosty. Nie ma mowy o przeprowadzce profesjonalnej, bo po pierwsze za dobra dzielnica, żeby nikt się nie zorientował, po drugie całego dobytku jest jakieś 20 kartonów w tym torebek za 300tys. złotych, które tamten miś w dowodzie wdzięczności pani zakupił, do tego trochę butów ( o tym później, bo to właśnie główny katalizator tego, że mi się to przypomniało) o wartości jakichś 100tys. no i hit sezonu czyli…pierścionek zaręczynowy od Tiffanego, który to za całe 100tys. papierów ów miś kupił w dowód swej dozgonnej miłości. Czemu to wspominam? Bo pani kiedyś stwierdziła, że jeśli myślę poważnie o relacji z nią to muszę go przebić 😀 😀 😀 Oczywiście temat wyśmiałem sugerując zakup pierścionka na odpuście 😉 Ludzie to mają pomysły, co nie?

Żeby nie przedłużać, bo takich historii mogę walić bez liku 😉 łapię na rogu taryfiarza w vanie i proszę, żeby wezwał kolegę bo trochę gratów będzie to transportu. Jedziemy razem na dół Manhattanu, po chwili zjawia się druga taryfa, dość duży Jeep. Moja baby wychodzi z domu wynosząc torby a my we trzech wpadamy i zaczynamy nosić pudła. Trochę dziwnie się czuję widząc w kiblu czyjeś przybory do golenia, syf nie z tej ziemi, ręczniki czarne…kątem oka zauważam w sypialni zdjęcie mojej baby przy łóżku wraz ze swym ślubnym. Siłą rzeczy przychodzi mi do głowy – chłopie! Ale dałeś się wkręcić! Zobacz co Ty robisz! Może to porządny facet? Ech…jak wspomniałem. Pięć minut po czasie a takie dziewczyny mają doskonałe wyczucie chwili 😉

Kończymy wynosić graty i oba samochody ruszają ostro w kierunku nowego apartamentu mojej baby 😉 To trochę inne obszary Manhattanu ale nadal dość dobra, schludna dzielnia, portier na dole itp. Wnosimy graty i zaczyna się… układanie pudełek z butami 😀

Cała ściana w jednym z pomieszczeń do szafa a w tej szafie od sufitu do podłogi układamy…buty. Każda para w osobnym pudełku i osobnym specjalnym woreczku. Ponieważ trochę nam schodzi jestem zmuszony wysłuchiwać historii każdej z nich 😉

Zobacz Miś! Te na wyprzedaży w Macys dostałam miesiąc temu! Dwa i pół tysiąca dolarów kosztowały a ja je wyjęłam za osiemset! Czujesz Miś qrwa! Za osiemset!!!!!

Nie chciałem jej psuć humoru bo wiem, że w US cena regularna służy tylko i wyłącznie temu, aby frajer przepłacający za metkę poczuł się lepiej mając wrażenie, że zrobił mega biznes. Na końcu robię zdjęcie tej ściany. Tam jest ze trzysta par. Oczywiście wszystko kupił ten biedny facet nie zdający sobie zupełnie sprawy z prawdziwej natury swojej lady :/ Ech…

Wieczorem wpadamy na Broadway, wspaniałe przedstawienie, jestem urzeczony Upiorem w Operze i tu następuje zgrzyt. Pani zmusza mnie niemal siłą do zakupu jakiegoś debilnego foldera z płytą DVD za niemal trzysta baksów. Tu nie chodzi o to,że mnie nie stać czy jej żałuję ale to jest qrwa lekka przesada dać za kawałek papieru i plastiku 1200 złotych! 😀 Oponuję i ostro mówię, że nic z tego! I wtedy się zaczyna! Wyzwiska, wypominania – trzymam gardę, łapię taryfę…w środku ciąg dalszy. Są straszne korki więc jedziemy dość długo, w końcu moja baby nie wytrzymuje mojego spokoju i próbuje mnie uderzyć. Stawiam blok ale na to reaguje taryfiarz hamując ostro. Odwraca się i mówi…

Albo ją uspokoisz albo wypierdalaj z samochodu!

To na chwilę opanowuje krewki temperament mojej pani i spokojnie już docieramy do jej domu. Wysiada, nie chce się z nią pożegnać, zwalniam taryfę i idę do metra. Nagle słyszę krzyk….

Rafał! Rafał!!!! Poczekaj! Dopada mnie i rzuca mi się w ramiona! Przepraszam, kocham Cię nie wiem co się ze mną dzieje itp.

Załatwiam ją dość chłodno i odchodzę. Rano mam samolot do kraju. Przyjeżdża do mnie wieczorem, jest bardzo gorąco…rano jedziemy razem metrem – ja na lotnisko, ona do pracy. Wysiada na jakimś łączniku przytulając mnie mocno. Mówię…wiesz, że widzimy się po raz ostatni? Tak wiem…Trzymaj się Rafał…

Siadam w fotelu Dreamlinera i dopiero wówczas czuję co się stało. Kolejne dwa lata życia jak krew w piach…

Różowa mgiełka na Okęciu i wprost z lotniska na spotkanie biznesowe. Daję radę choć ciężko się skupić. Wieczorem kładę się spać w domu, mimo że czuję jet lag. Rano na telefonie 40 nieodebranych…

Życie.

Siedemset lajków.

Zastanawiałem się nad reakcją ludzi na mój wczorajszy komentarz na Pokoleniu Ikea odnośnie wpisu dotyczącego zagadnienia „wzajemności” w relacjach międzyludzkich.Dziś przypadkiem wpadłem na pewien przekaz, który w dość dobry sposób wpisuje się w to co chciałem na owym forum przekazać a mianowicie fakt, że prymitywne relacje międzyludzkie opierają się na…transferach energii. Zawsze jest tak, że jak na swej drodze stanie dwoje żebraków emocjonalnych to takie zderzenie musi skończyć się transferem energii, po którym obie strony czują się źle, bądź jedna lepiej a druga gorzej. Temat wyjaśnię głębiej w innym wątku.

Sporo osób w ogóle nie zastanawia się nad tematem uznając, że jest to natura ziemi…tej ziemi i nie warto tematu zgłębiać bo i tak nic to nie zmieni. Ja uważam inaczej i postaram się to wyjaśnić. Większość ludzi czytających moje komentarze odnośnie tak zwanych „ludzkich” reakcji wobec innych reaguje bardzo pozytywnie odnajdując wręcz wewnątrz siebie ukryty i dawno zakopany ze wstydu prawdziwy obraz ich wnętrza. Co się zatem takiego stało, że większość z nich czuje w codzienności ból, niespełnienie, brak poczucia wartości? Otóż wszyscy Ci ludzie czując dysonans wewnętrzny w związku z poczuciem inności, odrębności od tak zwanego stada próbowali na siłę wtłoczyć się do głównego nurtu innych ludzi. Tu pozwolę sobie na być może kontrowersyjną tezę, ale oglądając wspomniany przekaz na tubce uświadomiłem sobie, że jednak mam rację i nie jestem odosobniony w swoim twierdzeniu a mianowicie, nie pomoże Ci w osiągnięciu stanu harmonii duchowej i szczęścia:

– lamborghini Aventador (budujesz image niezgodny ze sobą)
– setki pięknych kobiet wokół (budujesz image niezgodny ze sobą)
– Chodakowska (próbujesz wbić się w mainstream, aby dorównać do reszty)
– Gaca (co z tego, że się odchudzisz skoro nie tu leży problem, bo otyłość jest wtórnikiem)
– setki znajomych na fejsie (próbujesz na siłę uzyskać energię z zewnątrz)
– kolejna znajomość w klubie (znów próbujesz budować image niezgodny ze sobą)
– kolejna po-dyplomówka (próbujesz znów podbić poczucie wartości)

Oczywiście jeśli naprawdę czujesz się dobrze i wewnętrznie wiesz, że to co wymieniłem powyżej (to tylko przykłady) daje Ci napęd i harmonię to nie czytaj dalej, bo szkoda Twojego czasu, jeśli jednak coś Cię gniecie i podświadomie odczuwasz, że to nie ta bajka to zaryzykuj i zostań. Może ten tekst i materiał filmowy, który warto obejrzeć do końca pomoże Ci dotrzeć do siebie lepiej niż tabun psychologów od siedmiu boleści 😉 (w myśl zasady, jak sobie uświadomię jakim jestem inżynierem, to się boję pójść do lekarza)…

Źródła problemów.

Nachalne media i narzucanie wizerunku – to jest dramat. Media typu TVN, Polsat, Menshealth, Playboy, Wyborcza, Onet, BiFit, narzucają nam z góry założony obraz człowiek sukcesu. Czy naprawdę jest to sukces w wykonaniu tych ludzi świadczy fakt mojej rozmowy z pewnymi ludźmi obracającymi się w światku nazwijmy do warszawskich modelek. Drodzy państwo. Podobno 90% tego towarzystwa jedzie na białym proszku a THC jest standardem takim jak papierosy. Miałem też dość mocny epizod w życiu z podobnym środowiskiem, ale funkcjonującym w Nowym Jorku. Schematy są te same co na lokalnym podwórku z tym, że za oceanem są one jeszcze bardziej uwypuklone podobnie jak i efekt w postaci totalnego niespełnienia wewnętrznego uczestników tej komedii a w zasadzie dramatu. Zatem moje pytanie brzmi. Czy człowiek sukcesu potrzebuje do szczęścia wspomagaczy zewnętrznych? Po co naśladujesz na siłę tych ludzi? Oczywiście dlatego, że media narzuciły Ci przez natarczywy i bezwzględny przekaz podprogowy wzorzec sukcesu, który i owszem może być prawidłowy ale jedynie dla części społeczeństwa! Ja bym poszedł dalej i powiedział, że dla promila…Dlaczego zatem dążysz wbrew sobie do czegoś co prowadzi donikąd? Bo brak Ci refleksji i zastanowienia się, czego tak naprawdę do życia chcesz i kim jesteś. Zaliczasz kolejne checkponity w postaci kolejnego samochodu, bluzki, zrzuconego kilograma czy atrakcyjnej kobiety zamiast poszukać źródeł głodu emocjonalnego, który czujesz w samym sobie. Możesz to spokojnie przyjąć? Jeden z moich znajomych nie ma w ogóle telewizora. Zastanawiałem się, jak dziś można żyć bez tego medium, okazuje się, że spokojnie można dać sobie radę. Przyjmując przekaz jaki serwują nam stacje telewizyjne, nieprzefiltrowany internet czy prasa typu Fakt, Super-express godzimy się na wrzucanie do naszych głów papki emocjonalnej i wizerunkowej, która nijak się ma do naszych potrzeb a jest jedynie odzwierciedleniem potrzeb reklamodawców. Rada? Odrzuć to albo filtruj.

We wczorajszej dyskusji trafiły się dwie osoby, które zareagowały dość ostro na moją tezę próbując za wszelką cenę ją zaatakować. Mam wrażenie, że jedna z nich idealnie wpisuje się nurt tego co opisałem ćwicząc Chodakowską i próbując na siłę znaleźć męża w klubie nocnym a druga…jest zwykłym manipulatorem. Pierwsze co przyszło mi do głowy, to teza że ci ludzie doskonale by się do siebie dopasowali ponieważ ona „kupiłaby” iluzję, którą on nauczył się doskonale „sprzedawać”. Co później? To samo, tylko z licznymi fajerwerkami czyli poczucie niespełnienia, złość, agresja wobec innych, przerzucanie odpowiedzialności. Niestety ale prymitywna podświadomość zawsze dąży do przerzucenia odpowiedzialności za poczucie klęski na zewnątrz a kluczem do sukcesu jest zawsze poszukanie odpowiedzi w nas samych. Idąc dalej, próbując argumentować z ludźmi wspomnianymi powyżej trafia się zawsze na ten sam schemat prowadzenia dyskusji, czyli sprowadzenie jej do wulgaryzmów albo prób odrywania od tematu głównego i sprowadzania na pole osobiste. Jest to jedna z technik manipulacyjnych opisanych przez Schopenhauera. Zastanawiałem się kiedyś czy ludzie ci robią to z premedytacją i doszedłem do wniosku, że nie. Dla nich jest to schemat działania wyniesiony z dzieciństwa. Uważają go za słuszny, ponieważ przyznanie się przed samym sobą, że żyje się w próżni emocjonalnie jest niszczące dla układu limbicznego, wobec tego tworzy się wizję złego albo dziwnego świata, który jest nienormalny albo wszyscy wokół, którzy nie wpisują się w schemat noga, dupa, brama są niespełnieni ze względu na to,że nie są cool, jazzie czy wyluzowani 🙂 To jest oczywista bzdura, nie mniej jednak na tym etapie samorozwoju nie ma możliwości edukowania takich jednostek ze względu na to, że każde dotknięcie ich prawdziwego ja poprzez rozmowę i kierunkowanie powoduje odruch obronny w postaci ataku. Jest on wyprowadzany w najniższe możliwe obszaru człowieczeństwa czyli w przypadku fizycznego kontaktu jest to dążenie do bójki, próba wykazywania braków w fizyczności, słabszym ubiorze, gadżetach Temat jest powszechny w gimnazjach i czasem liceach ale jakimś cudem przenika też do dorosłych i mało tego często jest on obecny w zawoalowanej postaci wśród mainstreamu widocznego na szpaltach gazet czy w TV. Oczywiście kryje się za nim maskowanie prawdziwego ja i dążenie do wykazania własnego sukcesu zgodnego z głównym nurtem a zupełnie niezbieżnego z osobowością takie osoby. Wczoraj na pewnym profilu, piękna niewiasta mająca zdjęcie profilowe w eleganckim biustonoszu była łaskawa wygłosić tezę iż dziewczynom z Warszawy to opinię ladacznic nadają ich koleżanki z Grójca czyli tak zwane słoiki. Zapytałem grzecznie, skoro tak jest, to czemu na zdjęciu profilowym jako rodowita Warszawianka nie siedzi pani w eleganckim ubraniu z książką tylko eksponuje to co ściek narzuca jako wzorzec? Oczywiście pytanie zadałem w sposób grzeczny i przemyślany. Odpowiedzi nie mam do dziś, może się pojawi? Wątpię – mechanizm obronny tej pani sklasyfikował mnie jako palanta, który nie rozumie kobiet 😀 Cieszę się, że dwie czy trzy osoby ze znajomych owej niewiasty załapały przekaz i fakt, że moje pytanie nie miało na celu jej dotknąć tylko zmusić do myślenia.

Wracając do głównego wątku. Jeden z moich wczorajszych oponentów napisał coś takiego:

„Nie wiem czy zauwazyles, ale wszystko co w zyciu robimy, robimy pod innych. Jestesmy zwierzetami stadnymi. Kiedy masz wieksza motywacje do mycia zebow? 'Musze mocniej walczyc z ta prochnica!’ czy raczej wtedy gdy umowiles sie z dziewczyna? ”

To jest przykład skrajnie prymitywnego ale również powszechnego podejścia, które motywację do pracy ze sobą, rozwijania się czy parcia na przód uzależnia od osób trzecich w tym wypadku kobiet. Owszem temat działa bardzo dobrze, włosy na żel, siłka, postawa jakbym kija połknął, mowa ciała – wchodzę do klubu i wieczorem pukam dwie, trzy panienki. Temat działa – potwierdzam empirycznie. Niestety…zawsze docierałem w takiej sytuacji do punktu, gdzie okazywało się, że przywiązywałem się do takiej dziewczyny i chciałem z nią robić coś innego poza uprawianiem seksu i tu…no niestety ściana. Co to znaczy? Tylko tyle, że na siłę próbowałem dostać coś, co mi nie odpowiada wewnętrznie. Porzucałem swoje prawdziwe ja na rzecz podświadomości, która zamiast szukać pięknej kobiety z intelektem szła na skróty i kazała koncentrować się na sprawach przyziemnych. Tak robi gro ludzi. Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nic jeśli naprawdę takie życie daje im satysfakcję. Mi niestety nie…Jako efekt uboczny ostrej praktyki na tym polu doszedłem do ściany pod tytułem, każda kobieta, którą spotykam chce być ze mną w układzie FF ale o relacji nie ma mowy. Czemu? Facet alfa (a na takiego wówczas się kreowałem) nie nadaje się do długotrwałej relacji z punktu widzenia kobiety. Jest idealny do weekendowych wypadów pełnych seksu, emocji, zabawy. Na partnerów wybierani są mężczyźni beta lub gamma. Co to znaczy i czy to coś złego? Zupełnie nic poza tym, że to czego oczekujesz od świata zewnętrznego musi być spójne z tym co masz w środku. Żaden kołcz, żadna Chodakowska, Gaca i inny koleś zarabiający na niezrozumieniu samych siebie przez ludzi człowiek Ci nie pomoże jeśli na siłę będziesz próbował się wtłoczyć w ogólny nurt, który jest niezgodny z tym co stanowi fundament Twojej osobowości. Ludzi radzący innym wyjdź do klubu, zapisz się na siłownie, otwieraj na siłę kobiety na ulicy, weź się za siebie (z sensie wtłocz się w mainstream) powinni być w moim odczuciu stawiani od ścianą bo po pierwsze robią ludziom więcej krzywdy niż pożytku zaleczając objawy a nie przyczynę choroby a po drugie wykazują całkowitą ignorancję albo nawet złą wolę, bo zarabiają pieniądze na…iluzji…

Solucja?

Przeanalizuj wszystko do czego dążysz.Nie ma uniwersalnej reguły na poczucie spełnienia. Przestań naśladować, zapytaj siebie czego pragniesz? Laska z Chłopaki nie płaczą już dawno powiedział wszystko w tym temacie, tylko niewielu ten przekaz zrozumiało, śmiejąc się do rozpuku z wyluzowanego palacza trawy…

W życiu musisz zadać sobie jedno zajebiście ważne pytanie. Co chcesz robić? I zacznij to robić…

Tylko proszę! Zadaj to pytanie sobie a nie Dzień dobry TVN…czy Pytaniu na śniadanie. Inaczej padniesz ofiarą speców od marketingu…Nie pytaj tez mamy, siostry, znajomych – jest bardzo prawdopodobne, że pośrednio oni właśnie są przyczyną Twojego niespełnienia. Szukaj miejsc i ludzi, przy których czujesz się dobrze. Walcz o to, bo to jedyne co warto.

Załączam bardzo emocjonalny film pewnego vlogera, którego nie znałem dotychczas a przedstawiającego w dobry sposób źródło problemu. Przy okazji widać, że facet właśnie na TYM filmie przekroczył granicę i odnalazł prawdziwego siebie. To widać wyraźnie w uldze na jego twarzy…

Tobie życzę tego samego!

Themaskator