Dostałem list.
Kaczor Donald.
Chyba każdy pamięta Arkadego Fiedlera i jego hit zatytułowany Dywizjon 303. Dla mnie była to jedyna szkolna lektura, którą przeczytałem 47 razy (w przybliżeniu) i to nie Pana Tadeusza mogłem cytować, tylko Fiedlera. Od rzewnych kawałków mamy dziurawą wątrobę, a od kawałka męskiej przygody zawsze stalowe mięśnie i wianuszek kobiet u boku.
Pamiętajmy, ze „zawziętość jest bronią równie skuteczną jak karabin”. 12tego listopada minie 11ta rocznica śmierci człowieka numer jeden na liście Bajana (Co to jest? Sprawdź sobie.) generała Stanisława Skalskiego. Człowiek legenda, uczestnik Wojny Obronnej, Bitwy o Anglię, walczący w Afryce i na Dalekim Wschodzie, organizator i dowódca Cyrku Skalskiego grupującego absolutnych asów przestworzy umiera w samotności w domu pomocy społecznej, uprzednio okradziony z oszczędności życia i pozbawiony mieszkania przy Al. Wyzwolenia w Warszawie przez swoich opiekunów. To jest prawdziwe oblicze ziemi, tej ziemi – to tak na marginesie, bo niczego tak nie nienawidzę jak obłudy.
Żeby nie było smutno to dziś popiszemy troszkę o moim idolu z listy Bajana, czyli? Kto się domyśla? Nikt? No proszę…to chyba jasne! Gość się zwie Jan Zumbach ksywa Kaczor Donald. Losy tego człowieka sprawiały, że nie mogłem spać po nocach, jako dziecko widząc się za sterami starej Dakoty lecącej nad Katangą i okładającą przez drzwi wejściowe wiązkami granatów wojska komunistów wspieranych przez chłopaków w walonkach i karabinem na sznurku.

Prawdziwe kobiety.
„Wziął ją za rękę i wtedy stało się to, co czuł z nią zawsze. Tajemniczy przepływ energii, która była jak poranna bryza, jak pierwsza fala nadmorska po roku czekania na słońce, jak przypływ błogości, wyłączenia, pełnej synchronizacji zmysłów z naturą. Miało to niewątpliwie coś z żarliwej modlitwy, ale takiej niewymuszonej, naturalnej i oczyszczającej. Szli w milczeniu przez dobrych kilkanaście minut. Chciała go zapytać, dokąd idą, ale czy to fakt, że czuła to samo tylko mnie intensywnie, czy może skupiony, zdeterminowany i nieco napięty widok jego twarzy sprawiał, że nie protestowała. Odezwała się, kiedy zeszli w dół po nasypie w kierunku widocznych w dole łąk poprzecinanych przez liczne tory kolejowe. Widok był dość dziwny, bo przywoływał na myśl drogi życia połączone rozjazdami prowadzącymi w różne strony. Te dobre, te złe i ma bocznicę. Widać było nawet ślepy tor zamknięty charakterystyczną drewnianą belką. Falujące powietrze wypełniała woń impregnatu używanego do konserwacji podkładów kolejowych. Jedna, długa i szeroka linia trakcyjna nieodparcie kojarzyła się z cienką czerwoną nicią, która łączyła ich oboje w tej chwili. Dziewczyna nadal nie wiedziała, po co ją tu przywiódł, co prawda miejsce było dość urocze, bo wokół kwitły liczne kwiaty polne a po drugie stronie torów widać było morza przepięknych czerwonych maków. Słońce oraz falujące z gorąca powietrze tworzyło surrealistyczny poprzecinany nierównościami krajobraz godny pędzla Salvadora Dali.
Po co tu przyszliśmy? – zapytała w końcu.
Dobre pytanie – odparł widząc zakłopotanie na jej twarzy
Nie wynikało ze strachu tylko raczej z ciekawości połączonej z pewnego rodzaju odrętwieniem.
Czytaj dalej „Prawdziwe kobiety.”
