Nic nie zawodzi tak jak buk.

31 marca 2006 roku, w znanym i poczytnym dzienniku New York Times ukazał się pewien krótki felieton dotyczący badań nad…skutecznością modlitwy w zderzeniu z rzeczywistością. Wyniki rozprawy prowadzonej metodami naukowymi i kosztującej 2,5 miliona dolarów były porażające dla szamanów. Próbka reprezentatywna objęła ponad tysiąc osiemset osób, które chorowały na różne przypadłości i obejmowała wpływ świadomej, nieświadomej, a także braku modlitwy w ich intencji, na proces zdrowienia. Smaczku dodaje fakt, że eksperyment ten był finansowany przez różnego rodzaju organizacje chrześcijańskie i miał w założeniu wykazać, że modły w intencji chorych wpływają na szybkość rekonwalescencji osób, których dotyczą. Jako, że rezultaty okazały się być porażające dla zleceniodawców, całość zamieciono pod dywan. Co zatem się okazało?

  • pacjenci, którzy nie wiedzieli że się za nich modlono wracali do zdrowia tak samo szybko, jak pacjenci za których się nie modlono.
  • pacjenci, którzy wiedzieli że się za nich modlono, mieli wyższy wskaźnik komplikacji pooperacyjnych.

Ciekawe prawda? Szczególnie w kontekście tego, że za odprawienie modłów trzeba przeważnie zapłacić? 🙂

Czytaj dalej „Nic nie zawodzi tak jak buk.”

Słońce nad Aleją Migów.

Zachodzące słońce nad Aleją Migów rysowało wyraźne kreski na owiewce jednego z najpiękniejszych samolotów bojowych, jaki powstał w historii lotnictwa. Francis Gabresky rozmarzył się nieco widząc spektakularne przedstawienie fundowane lotnikom za darmo przez naturę. Zerknął przez chwilę na przełącznik sześciu wielkokalibrowych karabinów maszynowych 12,7mm i w tej chwili obok jego F-86 Sabre zatańczyły smugowe pociski, a jednostajny stukot działka 37mm z koreańskiego Miga-15 wyrwał go z sielanki. Od kopa dał pełną moc i runął do dołu starając się dopaść przeciwnika. Niestety, różnica prędkości była zbyt duża, Mig zniknął za linią horyzontu. Gabresky dodał gazu i zaczął się wznosić, przewaga wysokości i słońce w plecach, to podstawa sukcesu w walce powietrznej. Zresztą komu jak komu, ale jemu, doświadczonemu pilotowi z polskim pochodzeniem nie trzeba było tego mówić. W czasie niedawnej wojny posłał do ziemi w barwach USAF 28 samolotów państw osi. Był zimnym, doświadczonym myśliwym, jednym z kilku w wojnie koreańskiej, którzy zapewniali sukces USAF manifestujący się w stosunku zestrzeleń 10:1 na niekorzyść Koreańczyków. Na każdy zestrzelony samolot z biała gwiazdą na skrzydłach przypadało dziesięć z czerwoną. Sabre był doskonałą maszyną, w porównaniu do Miga, prowadził się jak piękna kobieta w zmysłowym tańcu. Silniki Miga-15 będące kopią brytyjskich Rolls Royce-ów (zbudowane na podstawie kradzionej dokumentacji) wymagały bardzo ostrożnego obchodzenia się z gazem. Zbyt gwałtowne „dolanie” mieszanki kończyło się zgaśnięciem i podróżą ku ziemi. Piloci koreańscy, chińscy i nieoficjalnie rosyjscy, zamiast skupić się na walce, użerali się z „balszoją techniką”. Tak zresztą zostało do dziś, Mig-29, czy Su-27 to pięknie płatowce, jednak w starciu z technologią spod znaku np. General Dynamics, mają marne szanse, chyba że w walce kołowej, ale do tej współcześnie dochodzi bardzo rzadko. Często śmieszą mnie dyskusje na Onecie odnośnie wyższości „balszojej techniki” nad tą zza wielkiej wody. Jak to wygląda, wystarczy zobaczyć współczesne rosyjskie Łady, wyglądające identycznie jak Fiat124 będący ich protoplastą z lat 60tych. Jedyne co mają Rosjanie to nieprzebrane zasoby ludzkie, które w myśl tego co powiedział Żukow do Pattona po zakończeniu ostatniej światowej pożogi, mają wartość mięsa armatniego. Patton chwalił duże tempo natarcia Rosjan, sięgające 40-50km dziennie i zapytał jak to robią? Normalnie, odparł Żukow – nacieramy. No dobrze, ale są przecież zasieki, pola minowe – Patton nie dawał za wygraną. No to co? Odparł Żukow. Nacieramy jakby ich nie było.

north__f86-01
Zdjęcie:Wikipedia

Czytaj dalej „Słońce nad Aleją Migów.”

O czym jest ten film?

Mowa oczywiście o Ostatniej Rodzinie, którą dzięki uprzejmości znajomej z FB miałem możliwość obejrzeć na przedpremierowym pokazie w kinie Atlantic w Warszawie. Wspomniana Pani zrezygnowała z seansu w obawie o to, że wizerunek Tomka Beksińskiego zostanie przedstawiony w krzywym zwierciadle. Obawy były zupełnie niepotrzebne, powiem wprost – film jest doskonały! Mamy co prawda do czynienia z interpretacją pewnych wydarzeń, ale jak powiedział po projekcji autor scenariusza Robert Bolesto, jest to film fabularny a nie dokument i w związku z tym można dopuścić pewne podkoloryzowanie faktów, celem ich lepszej ekspozycji. Zgadzam się z tą opinią całkowicie. O czym zatem jest ten film? Moim zdaniem o przemijaniu. O przemijaniu, które dotyczy nas wszystkich, a o którym nie myślimy na co dzień. Poza tym mamy tu do czynienia z kroniką życia, zawartą w pigułce, która być może zachęci ludzi do odkrycia twórczości Beksińskich, zarówno ojca, jak i syna. Osobiście podziwiam Zdzisława nie tylko za malarstwo, ale przede wszystkim za zrozumienie istoty wszystkiego, co nas otacza. Tomek to osobny rozdział, nikt nie wie, jak cierpi człowiek nadwrażliwy i jaką katorgą bywają czasem nawet drobne, zwykłe codzienne czynności wymagające kontaktu z innymi ludźmi.

Czytaj dalej „O czym jest ten film?”

Unikalność, klucz do pożądania.

Zastanawiałeś się kiedyś, czemu złoto jest tak bardzo pożądane? Czemu kobiety czują dreszcze dotykając jubilerskiego dzieła sztuki? Wiem, co mi odpowiesz. Bo są puste. Jasne! Boję się, że możesz się poczuć tak sobie, gdy doczytasz do końca…Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów, wyczerpywanych dóbr i rzadkości czegoś, co się nazywa człowiekiem. Większość masy obok zajmuje się konsumowaniem, trawieniem, rozmnażaniem, piciem, paleniem, oglądaniem Gesslerowej i tym podobnych rzeczy (przy całym szacunku dla drogich Pań, które wolą nieco bardziej wyrobione programy kulinarne np. z Nigella Lawson ). Są szarą masą, tłumem pragnącym doczekać do jutra, przetrwać noc i obudzić się w krainie szczęśliwości, która nastanie wtedy gdy stanie się…Wstaw tu, co chcesz. Najgorsze jest to, że ci ludzie są szczęśliwi już teraz, ale poprzez stan swoich umysłów nie potrafią zauważyć tego faktu odkładając go na później. I tak, panowie czują, że pełnia szczęścia nastąpi wówczas, gdy zasiądą w pięknej skórzanej tapicerce nowego auta spod znaku gwiazdy, na widok, którego niemal każdej Pani zmiękną kolana – Panie marzą o wspaniałych kreacjach, bajkowym świecie, w którym to zjawia się wspaniały jeździec na białym koniu albo matowym Audi S8, porywa je z rąk ciemiężyciela, kata męża płacącego raty za ich mieszkanie i teleportuje w krainę wiecznego szczęścia, gdzie będą mogły do woli walić na fejunia zdjęcia spod palm, jako namacalny dowód swej zajebistości.Oczywiście mało, kto wie, że każda radość, każde szczęście związane ze światem zewnętrznym jest lub może być śmiertelną pułapką a przyzwyczajenie – gwoździem zamykającym wieko dębowej trumny.

Czytaj dalej „Unikalność, klucz do pożądania.”

David Lynch, czyli druga strona lustra.

David Lynch jest znany większości głównie jako twórca znakomitego serialu Twin Peaks, ale ma on także w swym reżyserskim katalogu wiele innych znakomitych dzieł. Dla tych, którzy nie są zafascynowani światem Lyncha polecam takie pozycje jak, Eraserhead (debiut i absolutne mistrzostwo!), Blue Velvet, Lost Highway, Mulholland Drive, Wild at Heart, Straight Story, Inland Empire, Elephant Man, czy Diuna. Większość filmów na świecie jest kręcona wg standardowych scenariuszy, to znaczy pomysł, intryga, rozwinięcie, akcja, zakończenie. Całość niemal zawsze układa się w łatwy do zrozumienia schemat, kończy sztampowo, a nie raz już w połowie wiemy jaki będzie finał. Lynch jest inny, próby zrozumienia tego co chciał przekazać mogą być tylko interpretacjami, bowiem obrazy, które widzimy są zbliżeniem świata, który egzystował w jego głowie i to najczęściej przez krótki czas z wielowariantowym wątkiem, coś jak wieloświat, który nas otacza, dzielący się w każdej qualii na inne, których ze względu na ograniczenia percepcji nie dostrzegamy. Dlatego każde dzieło Lyncha pozostawia pole do interpretacji, świat marzeń, myśli, ducha może być najpiękniejszym ze światów, a zdolność do jego dotyku zależy wyłącznie od naszej wrażliwości. Lynch pytany kiedyś o interpretację jednego ze swych dzieł odparł:

„Bardzo dobre pytanie, mój przyjacielu, bardzo dobre pytanie. Odpowiedź tkwi w Tobie”.

lost-highway-3

Czytaj dalej „David Lynch, czyli druga strona lustra.”

Themaskator