12. Zagubiona ścieżka.
Koniec tygodnia zwiastował nadejście upragnionego luzu dla Mikiego. Co prawda plany miał niezbyt rzutkie, ale fakt że będzie mógł spokojnie popykać w KJSa napawał go optymizmem. Tak naprawdę nie znosił zgiełku, blichtru, tej całej gonitwy Nimbu za wartościami, które narzucał im system. Ciężko się żyje będąc w podwójnej roli, z jednej strony oddanego pracownika i naczelnego programisty Rady Starszych, a z drugiej pół Karpezjana, bytu będącego czystym złem, ale za to w pełni wolnym. Planeta, na której żyli Miki, Kent i Jenny dawała im wszystko, myślała za nich, umożliwiała pracę, odpoczynek i rozrywkę. Wydawałoby się, że to tak wiele w drodze do niebytu a jednak…koszt był ogromny, bo to cholerne poczucie niespełnienia dawało się tak bardzo we znaki, szczególnie wieczorami, gdy krótki dzień na Nimbu ginął za horyzontem, a nocne niebo rozświetlone tysiącami gwiazd oraz światłem dwóch księżyców przypominało, jak bardzo uwięzieni są w tym najlepszym w galaktyce raju. Miki często zastanawiał się nad sensem istnienia, pamiętał że jego przodkowie spełniali się czyniąc czyste zło, to nadawało im sens życia oraz poczucie misji, w myśl zasady, że dzieło niszczenia może być równie wzniosłe jak dzieło tworzenia. Dużo do myślenia dawał mu sen Jenny, gdzie Petrus, jeden z legendarnych wodzów plemienia Karpezjan tak bardzo pokochał dobro, że zdecydował się zdradzić braci i uchronić Ziemię przed niszczącym uderzeniem potęgi zła…
Chyba już do końca będę się szarpał – pomyślał Miki.
Czytaj dalej „12. Zagubiona ścieżka.”
Niebiański pejzaż.


Texas Holdem.
Dziś będzie nieco o tańcu gwiazd, niczym walczących myśliwców z kosynierem na skrzydłach, błyskających ogniem z działek wprost nad Dover, w dodatku z poświatą zachodzącego słońca. Widowisko równie piękne, co niebezpieczne…
Mam taką zasadę, że nie ładuję się w żadne przelotne tematy w miejscu, gdzie pracuję. Czemu? Pomny doświadczeń kolegi wyrzuconego za sexual harassment, którego nie było (wiedzą to wszyscy) zrobiłem sobie takie założenie. Życie jednak bywa przewrotne 😉
Hermenegilda 😉 Fajna, ciepła blondyneczka na obcasach, przemiła, serdeczna – wtedy jeszcze nie kumałem co i jak, więc ślicznie robiłem za przyjaciółeczkę wypisując dziesiątki tekstów na GG, flirtując itp. Wiedziała, że mi się podoba, więc wypuszczała sobie co jakiś czas buziaczek w postaci zachęty do działania. Komu jak komu, ale mi dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂 Jedna kawa, druga kawa, śmichy hihy, kino w ogóle nie wchodzi! WTF? No nic… Dalej ostro ćwiczę GG, misio pysio, a to kawka razem w biurze z zalotnym spojrzeniem, a to nowa focia na mostku w kurteczce różowej pode mnie na NK, a to wypytywania co i jak? 🙂 Cud, miód, malina, orzeszki. Oczywiście miałem sobie nie robić żadnych nadziei, ale jakbym słuchał tych wszystkich bajek od dziecka, to bym chyba do dziś był bezdzietnym starym kawalerem 😀
Czytaj dalej „Texas Holdem.”
Kolejowa pizza.
Po kilku latach zadzwonił do mnie kolega, z życzeniami świątecznymi uruchamiając tak zwane stare karabiny 😉
Otóż, kiedy jeszcze byłem normalnym stu trzydziestokilogramowym misiem, w moim korpo życiu układało się tak, że praktycznie co miesiąc jeździliśmy w różne miejsca na tak zwane business review. Oczywiście trochę gadania o wynikach, plany budżety, projekty, promocje i przeważnie ostra dyskoteka. W zasadzie był to rytuał, ale że tworzyliśmy fajną grupę, to próbowaliśmy się co jakiś czas motywować do zmiany przyzwyczajeń…i takie jedno wspomnienie przywołał ów znajomy..
Był piękny wrześniowy piątek a cała nasza szóstka zajmowała przedział pierwszej klasy pociągu Intercity relacji Warszawa – Gdańsk. Celem podróży był Dom Zdrojowy w Jastarni, ale na stacji końcowej mieli na nas czekać koledzy lokalersi 😉 Był to czas, kiedy jeszcze nie było A1, a jazda siódemką do Trójmiasta, oznaczała drogę przez mękę, połączoną z wyprzedzaniem na trzeciego, koniecznością wyścigów z innymi uczestnikami ruchu, walki z policją i nietrzeźwymi rowerzystami. Wobec tego zdecydowaliśmy, że lepiej jechać pociągiem a przy okazji nic nie pić, tylko zrobić co było do zrobienia, pooddychać morskim powietrzem i grzecznie wrócić do Wawy. Jedziemy sobie pociągiem, czytamy gazety, kłócimy się na tematy polityczne, ale jakoś tak wesoło się robi i no jakieś piwo by można strzelić. Albo pizze. Ale skąd wziąć pizzę w pociągu?
Czytaj dalej „Kolejowa pizza.”

