Pieniądze.

„Mój syn wyznawał ideę, że ta forsa, którą trzyma w kieszeni, to jego forsa, a wszystko inne to abstrakcja. Ta idea niewiele różni się od moich poglądów. Gdy coś zarobię, to i tak zaraz wydaję na coś, co wcale nie jest mi potrzebne. Zarówno stan posiadania, jak i ubóstwa, przerabiałem na własnej skórze wielokrotnie. Zapewne przez całe życie usiłuję sprostać pewnej idei z mego wczesnego dzieciństwa, gdy myślałem, że całe zasoby finansowe mego ojca znajdują się w jego niezgłębionej – jak mi się wydawało – portmonetce. Co miesiąc dostawałem jakąś tam groszową sumę, którą wydawałem na naboje do straszaka i wiatrówki (byłem dziecięciem o potrzebach militarystycznych, poza tym trzeźwo oceniałem, że lody i tak zafunduje mi jakaś ciocia), oraz raz w roku całe 5 zł za dobre świadectwo. Gdy raz zapytałem ojca, ile pieniędzy posiada w pularesie, odpowiedział, że nie wie. Stało się to moim cichym marzeniem: nie wiedzieć, ile się ma forsy. Świadomość tego, że ojciec nabyć może sobie – o ile zapragnie – tak nieprawdopodobną ilość naboi do straszaka, że cała rodzina ogłuchnie od kanonady, była wręcz upajająca. Nie zostawszy Billem Gatesem, staram się wszelako zachowywać z pozoru luzacki stosunek do strony finansowej: forsa jest w kieszeni. „Nie wiem”, ile jej posiadam, ale gdy zaczyna jej brakować, to dopiero wtedy zaczynam się martwić i usiłuję jakoś skołować kasę, po czym znowu następuje Eldorado.”

Zdzisław Beksiński

Transakcja wymienna.

„Co do naszej dyskusji, to każdy człowiek patrzy na wszystko inaczej i widzi inaczej. Tak znam z bardzo bliskiej perspektywy taki układ, jaki Pani opisała, w którym żonie zależy na stabilizacji i resztę ma w nosie, a całość skleja – niejako na siłę – tylko dwójka dzieci. Mój układ taki nie był. Znam jeszcze dziwaczniejsze układy, np. taki, w którym obie, i to raczej zaawansowane wiekowo, strony, opisują mi w trakcie wizyty, że jurny pan mąż zreperował drzwi w lodówce, w zamian za dwukrotny seks z małżonką, która generalnie jest już temu niechętna. Obie strony chichocząc, opisują tą dwustronnie poniżającą sytuację jak fajny dowcip. Ludzie są rozmaici i rozmaicie reagują. W sumie moje reagowanie, mój świat jest moją własnością. ”

Zdzisław Beksiński

Pogarda dla Berii.

„Ja nie gardzę nikim i nigdy i zaręczam Pani, że zarówno z Adolfem Hitlerem, jak i z Ławrentijem Berią rozmawiałbym z zainteresowaniem i bez poczucia jakiejś moralnej wyższości. Oczywiście, mogą mnie czyjeś poglądy wkurzać i bywam czasami bardzo złośliwy w ich opisywaniu, ale każdy jest, jaki jest i jakby powiedzieli buddyści, nie można węża oceniać kategoriami sępa lub przeciwnie. Jedno lata, drugie się czołga. Taką Bóg mu dał naturę. Ja nie jestem sędzią! Tak więc nie złagodniałem, bo zawsze byłem chodzącą łagodnością, której dalej nie sposób już posunąć, tak jak nie można uzyskać temperatury niższej od absolutnego zera. Zwracam delikatnie uwagę na to, że chrześcijańskie apostolstwo nie wymaga od apostoła umiejętności 100% przestrzegania przykazań, lecz tylko wzmożonego wysiłku w tym kierunku, oraz świadomości, że zgrzeszywszy, złamał przykazanie, poza tym wyrzutów sumienia, żalu za grzechy no i oczywiście aktu pokuty. Sam św. Augustyn powiedział, że 77-kroć na dzień i pada. Swoją drogą miał kondycję! Dziś zarabiałby pewnie w pornobiznesie. My mamy po prostu wpisane w genach oprogramowanie i zainstalowany pewien stereotyp zachowań i dążeń i niektórzy nie potrafią mu się oprzeć. Trochę inny stereotyp posiadają samce, a inny samice, ale w końcu dla religii liczy się właśnie to co wyżej: świadomość grzechu, żal za grzechy i chęć poprawy oraz akt pokuty. Jeśli jakiś księżulo rżnie swoich kleryków, to wcale z tego powodu nie musi być gorszym księdzem, bo jest nie tylko księdzem, ale przede wszystkim człowiekiem, ale ponieważ lud boży wszystko postrzega w uproszczeniu, to dla świętego spokoju zwierzchnicy przenoszą go na inne stanowisko lub wywalają z pracy. „

Oprogramowanie i Jahwe.

„Problem w tym, że biologia nigdy się zapewne nie skończy, bo oprogramowanie jest zainstalowane w mózgu. Skończą się techniczne możliwości realizacji, bo hardware ulega degradacji, ale zostanie w mózgu software. To, z czym mamy do czynienia, to efekt lekkomyślnej obietnicy, jaką Jahwe udzielił Abrahamowi, nie skontrolowawszy, że oprogramowanie jest niedopracowane, gdyż zostało wykonane z myślą o Pierwszych Rodzicach. Potem Jahwe był wkurzony grzechem pierworodnym i bez zastanowienia chlapnął nakaz prokreacyjny, a resztę olał, nie pomyślawszy, że potem będą antybiotyki, wibratory, viagra, dziecko nadpoczęte, papież i prezerwatywy, jednym słowem program został po latach zainstalowany, a nie było już abgrejdów, bo ogłosił, że jest nieomylny, więc trudno mu się było przyznać do tego, że sam skopał robotę. Potem na dodatek złożył tę obietnicę Abrahamowi, zapomniawszy, że do oprogramowania powinny być doinstalowane łaty (patch), a może się polenił w nadziei, że jakoś samo się uklepie? Nie uklepało się! Tak więc nasze dzisiejsze problemy załatwiać możemy tylko na obszarze wyobraźni, tak jak stary Goethe, który chcąc przelecieć małolatę, na co albo ona nie miała ochoty, albo on już nie mógł, musiał napisać „Fausta”. Przykre, ale prawdziwe. Kończę wykład z Teologii Stosowanej i pięknie pozdrawiam. „

Spędzanie świąt.

„Świąt nigdy nie znosiłem poza dzieciństwem, gdy liczyłem na prezenty, a jakież prezenty mogłyby dziś mieć dla mnie ten sam wymiar niedostępności jak prezenty pod choinką w dzieciństwie ? Studio komputerowe za 5 milionów dolarów? Prywatny helikopter z załogą na każde życzenie? Nie mam takich potrzeb, a na te skromne, jakie posiadam, umiem sobie zarobić. Mogę tylko powiedzieć, że jeszcze bardziej nie lubiłem Świąt wtedy, gdy miałem je z kim spędzać, bo trzeba je było właśnie „spędzać”, na dodatek inaczej się odżywiać, jeść jakieś cholerne makowce, ubierać się w sposób niewygodny, chodzić na wizyty do rodziny, która z okazji świąt upodabniała się ubiorem do rodziny Adamsów i czekać, by ten świąteczny koszmar nareszcie się skończył. Dziś w każde święta przynajmniej wiem, że czas należy do mnie i od rana ubieram się w brudne sandały, wyplamione szorty i takiż podkoszulek i zabieram się do malowania. Nie muszę zmieniać stylu jedzenia, ani nawet się golić. Nie oznacza to jednak, że Święta polubiłem, bo w Święta ilość potencjalnych możliwości jest jednak ograniczana przez tradycję: sklepy są zamknięte. Po technika komputerowego nie można zadzwonić. Nawet dalsze roboty u mnie przełożyliśmy na styczeń, aż przewalą się Święta. Może też przyturlać się znienacka jakaś kuzynka, która, podobnie jak ja, jeszcze dożyła, i z dobrego serca przytargać w koszyku samotnemu starcowi jakieś świąteczne paskudztwa do jedzenia. Trudno udawać, że nie ma mnie w domu, bo zawiadomi pogotowie i straż pożarną z drabiną. To koszmarny okres, ale obecnie, po utracie całej rodziny, przechodzę go jakoś gładziej niż dawniej.”

Themaskator