Tegoroczne wakacje tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że wszystko co definiowane przez człowieka jest czysto umowne, a wszystko czym dysponujemy, to wyłącznie interpretacja tego co nas spotyka. W naszych stronach czarny kolor będący symbolem żałoby jest czymś naturalnym na cmentarzach, jednak w krajach arabskich na przykład, to biel symbolizuje ostatnie pożegnanie. Tak czy owak, niemal każda z religii zakłada rozpacz bliskich po utracie życia przez denata, co jest jednym z prostszych dowodów na niespójność religii. Odkryłem to już jako dziecko, ale ani ksiądz na religii, ani bliscy nie byli w stanie mi udzielić odpowiedzi na pytanie – czemu ci ludzie płaczą po stracie bliskiego, skoro on już jest w niebie? Dziś mógłbym próbować podpinać pod to egoizm żałobników, w fundamencie taki sam jak w wypadku podtrzymywania na siłę przy życiu ludzi w stanach wegetatywnych, co służy bardziej rodzinie niż samym zainteresowanym. Wracając jednak do meritum wpisu, to w czasie podróży na południe Europy odwiedziłem miejsce, które doskonale wpisuje się w mój obecny, skrajnie szyderczy i ironiczny obraz ludzkiej egzystencji, oraz wyznacza mój ulubiony, niebieski kolor jako symbol śmierci. Proszę państwa! Wesoły cmentarz! 🙂
Droga Krzyżowa. :)
Wakacje czas zacząć, a jak wakacje, to oczywiście rower! Co prawda nie są to już czasy 300 kilometrów w jeden dzień, ale zawsze sobie to tu, to tam podjadę. Złamanie ciągle daje się we znaki i do pełnej wydolności daleko, także wybór tras nie jest zbyt duży. Tak się złożyło, że los znów rzucił mnie w Beskid Żywiecki, co ciekawe, kiedy naprawdę zależało mi, aby poznać bliżej te okolice i ludzi tu żyjących, okazało się, że chcieć to sobie mogę. 🙂 Jak zawsze w życiu – już kiedyś opisywałem ten mechanizm, dostajemy to czego chcemy, kiedy nam już nie zależy, wówczas nagle okazuje się, że coś, co wydawało nam się niebem na ziemi jest zwykłym, przeciętnym kawałkiem codzienności. Ale nie dziś, bowiem okolice, których dotknąłem, przeniknęły mnie do żywego!

Koniec czasu?
W końcu przebrnąłem! Po kilkunastu tygodniach, wielokrotnym czytaniu tych samych stron, odkładaniu i wracaniu udało mi się dobrnąć do końca. I okazało się, że…było warto. Od dłuższego czasu co odważniejsi fizycy sięgają po coraz śmielsze koncepcje opisujące to co nas otacza. Czasy lat 70tych czy 80tych kiedy to Hugh Everett zaszczuty w świecie naukowym z powodu swej teorii wieloświatów umiera za zawał serca spowodowany nadużywaniem alkoholu i tytoniu odeszły do lamusa. Schedę po nim przejęli tacy ludzie jak Max Tegmark, który w swym Matematycznym świecie bardzo przystępnie wyjaśnił swoją teorię na temat wszechświata przy okazji poruszając coś co fizycy zwą qualią a inni ludzie klatką, stop klatką lub zdjęciem. Temat ten z kolei rozwinął dość mocno Julian Berbour w swej książce zatytułowanej tak jak nazwałem ten krótki tekst. Od razu pragnę zaznaczyć, że książka jest trudna, pisana językiem matematyki i geometrii i bez choćby minimalnej podbudowy może być kompletnie niezrozumiała. 🙂
Czytaj dalej „Koniec czasu?”
Bryan Ferry w Strzelinku!
Na koncert wybierałem się już od dłuższego czasu, z tym że z nastawienie bardziej pod kątem Billego Idola. Niestety ze względu na brak czasu temat odpuściłem aż do piątku rano, kiedy to kumpel zadzwonił, że ma dwa bilety (klasycznie wystawiła go panna) i wybiera się do Strzelinka. Z Poznania wyjeżdżamy dość późno, korki straszne, ale podróż mija dość szybko. Po prostu wspominamy stare karabiny przy muzyce z lat osiemdziesiątych. 🙂 Na miejscu jesteśmy przed 20, rozbijamy namiot, piwko i czas na koncert!
Hipokryzja źródłem cierpienia :)
Od jakiegoś czasu obserwuję festiwal hipokryzji w wykonaniu ludzi, którzy mnie otaczają, jednak motywem do popełnienia owego tekstu był felieton zamieszczony w polskiej wersji vice.com. Wielu ludzi nawet związanych zawodowo z psychologią neguje próby unormowania zjawiska dobierania się w pary homo sapiens w oparciu o SMV. Nie szkodzi, że Dawkins wyłożył niczym dla kretynów strategie doboru naturalnego wśród ludzi, wystarczy wyparcie i negacja aby okopać się na własnych pozycjach i udając „prawilnego” egzystować jako „atencyjna” dziwka. 😀 Spokojnie, przywykłem już do obserwacji homo sapiens (w tym siebie) :P, niczym pająków na moim poddaszu, kiedy czują się królami ziemi, wpieprzając kolejną muchę. 🙂 Zatem? Zaczynamy rozbiór przypadku!

Żródło: Vice.com Czytaj dalej „Hipokryzja źródłem cierpienia :)”
