Ci którzy czytają mnie od lat wiedzą, że gardzę tętentem koni zwycięzców po wylizanej kostce brukowej, na łamach mych stron to przegrani mają zawsze topowe nagłówki, zapach napalmu o poranku oraz gangreny ma pierwszeństwo wobec zapachu drogich, francuskich perfum, to dychotomicy rzeczywistości oraz ludzie złamani przez życie, pełzający przy ziemi w nadziej zobaczenia promyka światła przyszłości są prawdziwą solą ziemi, tej ziemi i to im tak naprawdę należą się światła Nicei o poranku oraz całe złoto tego skoorwiałego do cna świata. Trochę zerżnąłem z Kolago, ale do dziś nie mogę się wyzbyć tych słów – przemawiają one do mnie niczym miecz Damoklesa wiszący nad bezrefleksyjnymi jeźdźcami życia, którzy chłoną go korzystając ze zwycięstwa w loterii genowej jednocześnie uważając, że ich postrzeganie rzeczywistości jest uniwersalne, słuszne i powszechne. Chciałbym pokochać kobietę ze znacznym kalectwem, cierpiącą, walczącą o każdy dzień po to, aby dać jej choć promyk światła w deszczowe dni, po to aby naprawić i zmyć winy własnego życia, kiedy to jak ostatni głupek uganiałem się za pustakami, które wygrały w loterii genetycznej tylko po to, aby przenieść otaczające nas gówno do przyszłości w postaci następców. Udało mi się co prawda, inteligencja wzięła górę nad tępą naturą i geometrią zaszczepiając najlepsze cechy w przyszłości, ale pewności z góry nigdy nie ma a ryzyko jest spore. Dobrze, że chłopaki będą mieli lżej, jednak to co na ryju zawsze daje przewagę nad resztą skazanych na śmierć. 
Kino i książka czynią straszliwe spustoszenie…
Dziś będzie grubo…
Kiedy ludzie słyszą, że Beks upajał się oglądaniem Bondów mają przed oczyma prymitywa, który przedkłada tandetny obraz nad realizm świata, który nas otacza. Żaden z randomowych konsumentów rzeczywistości nie pomyśli, że taka postawa jest efektem kompletnego zrozumienia rzeczywistości oraz świadomego pojęcia bezsensu, braku wpływu na otoczenie, konieczności maszerowania tunelem narzuconym przez bezduszną naturę, wreszcie totalnego unicestwienia, które w finale stanie się udziałem każdego z nas. To wszystko trwa do czasu….Spotkałem wczoraj znajomego, który swego czasu fiskalizował mi firmę. Chłop zawsze był chudy jak patyk, ale to co ujrzałem pod cmentarzem (byłem odwiedzić bliskich) przeraziło mnie do cna. Muzułmanin z Oświęcimia. Co się stało, pytam? A zmarła Grażyna, zostałem z dziećmi sam. Pierwszy raz poczułem oddech śmierci…Okej a rodzice żyją? No żyją, nikt mi nie umarł jeszcze….No to masz farta chłopie, bo ja poza dziećmi pochowałem już wszystkich. Dopiero teraz możesz poczuć namiastkę tego co ja czułem i czuję. Dziś jestem kawałkiem tępej skały, w której pali się gdzieś w głębi mała, czerwona, pulsująca lampka przypominająca od czasu do czasu kim byłem gdy pierwszy raz ujrzałem zniewalające piękno tego świata. 
Czytaj dalej „Kino i książka czynią straszliwe spustoszenie…”
Razem ale osobno na zawsze.
Chyba każdy z nas ma kogoś takiego z kim wiąże go silne, trudno klasyfikowalne uczucie. Kobiety pewnie powiedzą, że nie wiedzą co, ale coś ich ciągnie do mężczyzny, my się nad tym raczej rzadko zastanawiamy w myśl zasady, że trzeba działać a nie myśleć. Czy można tak przeżyć całe życie wypełniając je splątanym kwantowo kontaktem z drugą osobą będącą z różnych powodów w oddaleniu? Można! I nie mam na myśli tu jakiegoś banalnego związku na odległość tylko sytuację, gdy ludzie są od siebie na wyciągnięcie ręki a mimo to coś staje im bez przerwy na przeszkodzie.
Czytaj dalej „Razem ale osobno na zawsze.”
Linie życia.
Tak naprawdę całe życie szukamy kogoś kto usłyszy szmer rosnącej trawy w taki sam sposób jak my – cała tajemnica poczucia spełnienia, dobrostanu, radości – reszta to miłe dodatki, tymczasem my wciąż błądzimy patrząc na innych przez pryzmat zazdrości otoczenia, by rodzina przyklepała związek, by znajomi mówili „piękna z was para”, by wesele było boskie, później kupujemy ogromny dom by czuć się lepiej niż tło, następne auto ociekające ledami błyszczy wieczorem na parkingu w promieniach zachodzącego słońca. Tylko szumu trawy wciąż nie słychać. Jedno pozostaje niezmienne – nieznośny hałas pustki w środku przywołujący skojarzenie z ciszą w odosobnieniu przerywaną co chwila przez kroplę rozbijającej się o taflę wody odmierzającą kolejną minutę uciekającego w bezsensie życia.
When I look back I see the landscapes That I have walked through But it is different All the great trees are gone It seems there are Remnants of them But it is the afterglow Inside of you Of all those you met Who meant something in your life — Olav Rex, August 1977
Śladami nadwrażliwości.
Na cmentarz w Wólce Węglowej, gdzie spoczywa najpiękniejsza kobieta polskiego kina wybierałem się już od dłuższego czasu, z Wilanowa rowerem jest to jakieś 25km w jedną stronę. Dziś korzystając z pięknej pogody obskoczyłem najpierw Nowogrodzką, gdzie mieszkała w czasach gdy Pawlikowski wyskoczył z okna – tu jest zresztą ciekawy wątek, bo najpierw to on ją uwiódł a później porzucił. Później to ona robiła wszystko aby zagrać mu na nosie łącznie z poślubieniem hrabiego Zamoyskiego, po którym zdarzeniu to Pawlikowski zwymiotował z nerwów. Następnie przemieściłem się na Górczewską, gdzie mieszkała ze swoim ostatnim mężem Janem Perzyną, by ostatecznie dotrzeć do miejsca, gdzie została już na zawsze. Nie byłem wcześniej nigdy na tym cmentarzu ale zrobił na mnie duże wrażenie. Śpiew ptaków, duże przestrzenie, liczne stare drzewa w cieniu których można pomieszkać trochę we własnej wyobraźni. Tak naprawdę zabiło ją chyba odejście Pawlikowskiego i śmierć Cybulskiego. Będę grała tylko z nim, albo wcale…Ludzie nie rozumieją co znaczy nadwrażliwość. Postaram się to wytłumaczyć poniżej. Wszystko co napisałem w tym tekście jest moją interpretacją rzeczywistości i nie musi być zgodne z obiektywną oceną zdarzeń.
Czytaj dalej „Śladami nadwrażliwości.”
