Hierarchia a dziedziczenie.

Na wstępie dzisiejszych wynaturzeń zaznaczę, że każda próba wbicia mnie w pisuar zakończy się zdecydowanym protestem z mojej strony. 😉 Jestem aspołeczny, apolityczny, a…w ogóle awszechświatowy i raczej nigdy się to nie zmieni, choć podobno nadzieja umiera ostatnia…

Wstałem 5:30, włączyłem tubę propagandową po tytułem TVN24m tak na marginesie, to oglądam też TV Trwam i słucham Radia Maryja oraz TokFM – wszędzie te same schematy, tylko droga dochodzenia do koryta inna, jedni się rozpychają łokciami, a drudzy próbują forteli. Stokrotka (ta od donoszenia na własnego męża – czytać Łysiaka, przy okazji) gościła lidera KODu, który jak wiadomo jest dłużnikiem alimentacyjnym (nie wnikam w powody, bo system prawny w kartoflanej to kuriozum, szczególnie jeśli chodzi o sądy rodzinne) oraz osła, przepraszam posła Żalka z PIS. Generalnie mam wywalone na naparzankę na debilne, niczym w piaskownicy argumenty i cały ten cyrk mający służyć wyłącznie przełożeniu czasu antenowego na pieniądze, ale poruszył mnie pewien aspekt, o którym chcę opowiedzieć, bowiem tyczy on spraw, które dogłębnie mnie interesują. Podniesiono sprawę pochodzenia pewnych osób piastujących poważne pozycje w świecie biznesu oraz polityce, jako argumentu używając, że przecież one są tam zupełnie przypadkowo i nie można nikogo winić za rodziców 😀 Winić nie można, ale można sobie odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że to nie Leszek z Daleko od Szosy jest dziś właścicielem Polsatu, Kolportera, Rovese itp, tylko ktoś inny (oczywiście pomijając nadzwyczajne zdolności do zarządzania, osób które zarządzają wspomnianymi firmami) 😀 . W tym momencie ze strony lidera KOD-u padł argument, że najlepiej przywołajmy bitwę pod Grunwaldem, jako argument do tego, że liczy się tu i teraz, a cały tzw background to tylko taka mgiełka. Otóż w moim przekonaniu to stanowisko jest przejawem skrajnej hipokryzji, tym groźniejszej,że większość ludzi tego nie wyłapuje. Ojców należy szanować, co wiadomo nie od dziś, ale nie należy się też ich wstydzić! Tak Lechu byłby dla mnie bogiem, gdyby zamiast mataczyć, wyszedł przed kamerę i powiedział, tak skurwiłem się, nie wygrałem w totka, tylko dostałem kasę za pracę, nie przeskoczyłem płotu w stoczni, tylko mnie podwieźli motorówką, tak szantażowali mnie bo zrobili mi zdjęcia w burdelu z dziwkami itp. Robiłem to, bo byłem młody i głupi. Przepraszam, myślę, generalnie nie wyszło to wszystko nam na złe, bo mogło być gorzej – po czym znika z ekranów na zawsze. Tak robi człowiek, który ma coś co się zwie uwaga…honorem. Każdy ma prawo do błędów, każdy ma prawo do wstydu, nie każdy ma jaja, żeby przełknąć gorzką pigułkę – takie życie.

Każdy z nas osiągnął coś dzięki rodzicom, są to rzeczy, którymi należy się szczycić, ale są też takie, których można się wstydzić, to zwykła ludzka rzecz. Problem leży w ocenie, albo zmianie podejścia do pewnych spraw, jako skutek dojścia do przekonania, że coś jest słuszne z punktu widzenia poczucia przyzwoitości, bądź nie. Nawrócony szczerze Łazarz niczym się nie różni od prawego zawsze innego człowieka, niestety Łazarze korzystając z mechanizmu wyparcia, pod tytułem „wszyscy tak robią” kontynuują w najlepsze tradycje swoich przodków, z tą różnicą, że nie wyrywają już paznokci, tylko mataczą, gdzie się da, przy czym prostolinijny i łatwy do odkrycia Kaczyński jest niczym dziecko we mgle, przy krezusach ściemniania i projekcji, którzy z tegoż elementu uczynili sposób na życie i gromadzenie zasobów.

Zanim przejdę do podsumowania, pozwolę sobie napisać jakie wyróżniam postawy, wśród ludzi, którzy odcinają kupony od tego co robili ich rodzice.

Ojciec cukiernik – Syn duża firma cukiernicza, kilka oddziałów. – BRAWO!
Ojciec ubek – Syn historyk, szuka prawdy o przeszłości. – BRAWO!
Ojciec ubek – Syn polityk lewicowy. – SZUJA
Ojciec ubek uwłaszczony na Pewexie – Syn prezes spółki giełdowej. – MAX SZUJA.

Jak to mawiał kapral Wiaderny, we wojsku wszystko jest proste, żony są w domach a qrwy za płotem. 😉 Dlaczego prawo jest tak skomplikowane, dlaczego system podatkowy zawiły, czemu rzeczy są relatywizowane? Bo manipulacja jest narzędziem gromadzenia zasobów znacznie potężniejszym niż jakakolwiek wiedza. Weźmy Billa Gatesa, cudowne dziecko informatyki. Czemu zdobył kontrakt na dostawę systemu DOS, jako bazy dla komputerów IBM, mimo że były tańsze i lepsze oferty? Doczytajcie – tylko nie w biografii, bo szkoda czasu. 😉 Czemu wszyscy klękają, gdy słyszą Steve Jobs a mało kto wie kim był Steve Woźniak czy Mike Markkula, który tak naprawdę stworzył podwaliny prostoty obsługi, od której dziś jabłko odcina kupony na całym świecie. Doczytajcie! Nie wszystko przecież musi iść na tacy, czyż nie?

Umiejętność manipulacji, brak skrupułów, upośledzone odczuwanie empatii jest paliwem dla sukcesu na ziemi, tej ziemi. Czy ktoś jeszcze wierzy w american dream i karierę pucybuta? 😀

Reasumując – korzenie to nic złego! Ważne, aby przejąć je z całym dobytkiem inwentarza a nie wybiórczo, bo to że ktoś jest np opiniotwórczym dziennikarzem zawdzięcza w dużej mierze sobie, ale także warunkom w jakich się wychowywał. Jeśli od dziecka uczył się przebiegłości, słowo uczciwość wywoływało w domu śmiech a dzień zaczynał się od biegu po trupach, to trudno o lepsze podwaliny sukcesu w dziedzinie manipulacji. Dziennikarz ma dużo wspólnego z najstarszym zawodem świata – niestety. Znam jednego prawdziwego dziennikarza, niestety mimo porządnego warsztatu, czyta wiadomości w lokalnej kablówce. 😀

A wszystko to dla hobby, po tytułem jeszcze, jeszcze, jeszcze! Więcej, więcej, więcej! Do mnie, do mnie, do mnie!

Krzysio Krawczyk kojarzy się przaśnie w większości, ale też wypuścił parę fajnych kawałków. Dziś w ramach niespełnionych marzeń, od rana katuję tę oto muzyczkę zasłyszaną w radio, życząc państwu dobrego dnia, chłodnego oka, umiejącego przejrzeć przez zasłonę stawianą niemal wszędzie na ziemi, tej ziemi, oraz dużo słońca. U mnie właśnie się przebija!

PS: Świetna ta sceny, gdy kobieta odbiera mu piersiówkę 🙂 Wiem, że są takie kobiety, niestety aby być z taką kobietą, trzeba być słabym facetem, dając jej powód do ratowania siebie i misję 😉 Jestem okropny. Wiem! 😀

Winnie Cooper.

Jedna z relikwi, autentyczny podpis Winnie Cooper, czyli Danica McKellar specjalnie dla mnie dorwana w NY. Time Runs Out – przepiękna kobieta.

Kajetan i cyborgi.

Zagadamy sobie dziś o…Kajetanie. Czemu? Po pierwsze dlatego, że dziewczyna, którą pozbawił życia była z mojego miasta, a po drugie dlatego, że była piękną kobietą. Co to za argumenty do dyskursu, ktoś spyta? Ano takie, że jako najpodlejszy z gatunków na ziemi, tej ziemi, „kochamy” tylko to, co jest piękne, dostarcza nam przyjemności, wrażeń, emocji albo…umiera (czując już niejako podświadomie ten ciężar na sobie). Już ten mechanizm jest dla mnie wystarczający, do tego, aby podtrzymać swoją opinię na temat naszego gatunku. Gdzie jest problem z Kajetanem? Otóż, pamiętam czasy dzieciństwa i tak zwanych chłopaków z „dobrych” (czytaj takich, gdzie zawsze była pełna micha, wakacje dwa razy w roku, pieniądze na każdy czas i ustawieni rodzice) domów jako nieco wycofanych i zamkniętych w sobie miłych gości, obijanych niemiłosiernie przy każdej okazji z powodu swojego pochodzenia. Tak! Pochodzenia! W świecie walki o przetrwanie, koleś będący na wyższym szczeblu piramidy potrzeb Maslowa jest naturalnym celem, dla tych którzy dopiero wspinają się po szczebelkach, przy okazji nie zdając sobie sprawy, że na szczycie nie ma…absolutnie nic. Rasizm i segregacja rasowa, z tą różnicą, że tam nadal wyznacznikiem pozycji była siła pięści, liczba braci ewentualnie dostępność ojca, byleby nie był akurat nawalony. To nie były czasy gett, odgrodzonych od świata, vide apartamenta na Białołęce – swoją drogą, to nic nie daje, a nawet pogarsza sytuację, bo taki cukiereczek wychowany w wyimaginowanym świecie, tak dalece odległym od rzeczywistości, będzie zmuszony w końcu skonfrontować się ze światem rzeczywistym, a wtedy okaże się, że jest zbyt ambitny, by skorzystać z pleców rodziców, a jednocześnie zbyt słaby, by rozpychać się łokciami w dżungli życia. Frustracja.

Co zatem robi taki delikwent? Zaczyna szukać odpowiedzi na pytanie, o co tu chodzi? Odpowiedzi nie znajdzie nigdy, ale wrzucając setki książek związanych z filozofią, może zryć sobie mózg do tego stopnia, że postanowi w końcu przełamać własne słabości i odpłacić pięknym za nadobne, tym wszystkim, którzy w jego mniemaniu stanowią o matriksie na ziemi, tej ziemi. Pamiętam Kręconego jak tłukłem go w piaskownicy siedząc na nim okrakiem, darł się w niebo głosy, tylko po to, żeby później zrzucać nam z balkonu pieniądze ukradzione własnej matce. Potrzeba akceptacji jest cholernie mocna. Pamiętam Kurosza, jak wywalił mi z nogi w twarz zamieniając nos w pędzel, upadek w ognisko, gdzie tak zwane „katiusze” (podpalało się torebki foliowe i płonące tworzywo kapało na różne rzeczy podpalając je) wtopiły mi się w dłoń do tego stopnia, że nie było widać, gdzie skóra a gdzie folia, pamiętam Ślinę, jak w przypływie rozpaczy zerwał się z ziemi i z wyskoku rąbnął Bułę w twarz tłukąc mu okulary, by za chwile leżeć skopany na trawniku. Kręconego, Konopki, Ołówka tam nie było. Siedzieli w domu, woleli umierać z tęsknoty za życiem niż podjąć walkę, bo wydawało im się, że tata taryfiarz (dla młodszych: taryfiarz i badylarz za komuny, to była elita finansowa) zawsze zarobi potrzebną kasę a mama utuli do snu i poda ciepłe śniadanie.

Wystarczy spojrzeć na posturę Kajetana, aby określić jego podstawowy problem. Ten człowiek tak silnie uwierzył w swoją słabość, spowodowaną wychowaniem pod kloszem, że postanowił udowodnić sobie i innym, że jest…twardy. Dlaczego zatem nie zaszlachtował komandosa z Bielska? Odpowiedź jest chyba jasna? Z powodu własnej inteligencji, która podpowiada, że wrażenia, umiejętności, dokonania, trzeba stopniować. Poza tym z komandosem, nie miałby raczej szans, obserwując jego radosną twórczość już po zabójstwie. Dlaczego w Hitlerjugend małym dzieciom kazano wyrywać języki kotom, łamać łapy kombinerkami psom, rzucać szczurami o ściany? Bo zabicie człowieka, to nie jest prosta sprawa, nawet najwięksi twardziele przy pierwszej przeprowadzanej egzekucji, każą najczęściej odwrócić się ofierze plecami (stąd wszelkie podręczniki o zachowaniu w czasie takich sytuacji mówią o tym, żeby się nie odwracać, a jeśli już, to wykonywać polecenia, ale patrzeć przez ramię na potencjalnego oprawcę). Z czasem człowiek obojętnieje na bodźce i tak na przykład cynglom z AK, często zamroczonym wódką, było wszystko jedno po sześćdziesiątym razie, kogo rozwalają. Był wyrok? Był. Tu jest tak samo jak z każdym nałogiem, bo wszystko czym żyjemy, co robimy, jak myślimy i zachowujemy się, jest podporządkowane dwóm prymitywnym dążeniom. Pierwsze to przetrwanie gatunku (stąd na przykład w sytuacji zagrożenia życia, facet najczęściej ratuje najpierw swoja kobietę a nie dzieci – to nie ma nic wspólnego z tak zwaną miłością, chodzi o przetrwanie „obiektu” umożliwiającego powielenie genów – reszta to dorabianie ideologii). Identycznie jest z seksem, jedzeniem, ćpaniem itp. Drugi to przekazanie genów.  Nie bez kozery od zawsze powtarzało się, że dla własnego dobra, człowiek musi dawkować sobie doznania, by starczyły mu one na cały czas pobytu na ziemi, tej ziemi. Dlaczego dwudziestoletnie prostytutki są zniszczone psychicznie i często niezdolne do odczuwania satysfakcji z życia intymnego? Bo osiągnęły, doznały, zobaczyły w tej sferze już wszystko. Potrzeba ciągle silniejszych impulsów a tych zwyczajnie już nie ma, bo przecież nawet sadyzm jest już nudny. Uważać trzeba szczególnie w sferach kluczowych dla życia, bo pracę, jeśli się znudzi można zmienić, ale uczuć, seksu, łaknienia, adrenaliny nie da się zwiększać w nieskończoność, a dotarcie do ściany powoduje zejście, najczęściej jako skutek samobójstwa (Boże! Człowiek rakieta był! Biegał maratony, skakał ze spadochronem, latał motolotnią a się odpalił) lub w efekcie wypadku na skutek własnej działalności. Nie ma w tym nic złego, bo jak już ustaliliśmy dawno, tak zwane życie, poza rozmnażaniem, nie ma żadnego WYŻSZEGO sensu z punktu widzenia biologii jednostki, czyli czegoś, co między innymi decyduje o naszym samopoczuciu.

Kajetan zwyczajnie, tak długo dławił swoją nienawiść do siebie spowodowaną poczuciem słabości w TEJ akurat sferze, że postanowił działać. Nie wierzę w to, że ta nieszczęsna dziewczyna, była jego pierwszą ofiarą w sensie istnienia. Na pewno był tam i kot i pies i może inne, większe zwierzęta. Oddzielenie głowy od tułowia, to nie jest prosta sprawa, proszę mi wierzyć (wystarczy popatrzeć na to co robi ISIS), a tacy cukierkowi chłopcy, to nie są rzeźnicy z wykształcenia. To był początek, podejrzewam, że dalej celem Kajetana mieli się stać właśnie ci, którzy stanowili o jego kiepskim poczuciu wartości w tej akurat dziedzinie, czyli…silni fizycznie i psychicznie ludzie. Wyjazd do Afryki miał być kolejnym etapem, później Legia Cudzoziemska (podejrzewam, że nie przeszedłby nawet eliminacji, ale ludzkie marzenia, to tak silne impulsy, że potrafią do końca zabić racjonalizm). Dziś Kajetan mówi, że chciał udowodnić sobie i światu, że zabicie człowieka niczym się nie różni od zabicia komara, psa, czy muchy a to wywołuje z kolei bulwers u tak zwanej ulicy. Czemu? Bo ta cholerna ulica nadała sobie, jako skutek pieprzenie o rasie wybranej, bogach, wyjątkowości, prawo rozdawania kart na ziemi, tej ziemi i zwyczajnie, prymitywnie odcina od tego kupony. Ten świat jest chory w podstawach, bo już sam fakt, zabijania siebie nawzajem (wegi też są w czarnej doopie, bo rośliny również prymitywnie komunikują się, ostrzegając przez niebezpieczeństwem i chcą żyć). Dla mnie wegetarianizm, jeśli nie jest podyktowany względami zdrowotnymi, jest najwyższej klasy hipokryzją, bo kto dał nam prawo, do decydowania, czy stopniowania ważności tego co nas otacza!? Czemu śmierć dziecka wywołuje większe wrażenie niż śmierć dorosłego, czemu śmierć świni w rzeźni nie rusza prawie nikogo, czemu zerwanie kwiatka na łące i obserwacja jak powoli umiera we flakonie, nie wywołuje dysonansu?! To proste – bo tak prymitywnie zostaliśmy zaprogramowani. Gdybyśmy uzyskali pełną świadomość, to skończyłoby się to zbiorowym samobójstwem, a widać albo przez przypadek, albo z innego powodu musimy żyć. Może natura nas potrzebuje, a może tak się złożyło, a może jesteśmy hodowani? Jakie to ma znaczenie, skoro nasza percepcja tego co nas otacza jest na poziomie zrozumienia praw ekonomii przez trzyletnie dziecko?

Myślę, że w rozwoju Kajetana zabrakło jednego sprzężenia, a mianowicie chodzi o to,że postanowił on decydować za innych a nie tylko za siebie. Gdzieś nastąpił błąd, coś przeoczył, coś ominął, coś źle zinterpretował. Co będzie dalej? Breivik bis, obaj to bardzo inteligentni ludzie, więc myślę, że swoją filozofię działania mają mocno przemyślaną. Dostanie pewnie 25 lat albo dożywocie, bardziej na zasadzie ugaszenia strachu gawiedzi niż rzeczywistych przesłanek prawnych (żeby nie było wątpliwości – w przypadkach oczywistych, jestem zwolennikiem czapy – wzajemność bowiem, to wspaniała rzecz, jedna z lepszych na ziemi, tej ziemi). Później dostanie dziesiątki listów od zakochanych w nim kobiet, którym psychopatyczne geny Kajetana nie pozwolą spać po nocach, podobnie jak tym, które oświadczały się Trynkiewiczowi, Breivikowi czy Tedowi Bundy. Nic się nie zmieni na ziemi, tej ziemi z tego powodu, może poza tym, że wkrótce większość z nas stanie się zwyczajnie zbędna z powodu prac, które prowadzi między innymi Boston Dynamics. Już wiesz, czemu ten wyścig za kasą i władzą? Będąc na TOPie masz szanse przekazać geny, przetrwać choć częściowo. Po co – zapytasz? Właśnie po to, bo tak zostałeś zaprogramowany.

Miłego dnia życzę i polecam skupienie się na drobiazgach, fiszbin lodu na gałązce drzewa, słońce przebijające się przez las, ślimak idący po ulicy (jest taki fajny fanpage, gdy widzę ślimaka na jezdni, to przenoszę go na drugą stronę) 🙂 itp. Tylko w ten sposób można przetrwać. 😉 (Tylko po co?) 😀

PS1: Te kroczące maszyny, byłyby nieocenione jako kapo w obozach koncentracyjnych. Hitlera zrobili słupem o 60 lat za wcześnie.

PS2: Czy te roboty, stworzone przez człowieka, mają świadomość tego co je otacza? Czy jesteś pewien, że jako coś zwanego „człowiekiem” masz wszystkie zmysły aktywne?

Themaskator