Czysta iluzja.

„Mam krótką peredyszkę, bo coś tam musi wyschnąć, bym mógł pracować dalej, a więc odpisuję już teraz, mimo iż świeci słońce. Kałużyński w swoim powiedzeniu zapomniał o jednym. Ideał kochanki powinien też wyglądać tak jak Lonnie Waters, bo takich, co to napoją, nakarmią i dadzą 5 rubli jest setki, jeśli nie setki tysięcy. Jestem niestety wzrokowcem. No i oto stajemy przed problemem tego, co uważamy za rzeczywistość, bo tak naprawdę żadnej rzeczywistości nie ma, a są tylko nasze wyobrażenia na temat. Nawet sobie Pani nie zdaje sprawy, jak blisko jesteśmy chwilki, w której wibrator będzie mówił inteligentne komplementy, wyglądał jak Tom Cruise, ale o wzroście 190, sile Gołoty, błyskotliwości Kałużyńskiego, dzwonił najpierw, by się umówić, posiadał sześć fakultetów, osiem doktoratów, tytuł profesora zwyczajnego w kilku najważniejszych uczelniach świata, był na ty z prezydentami USA i Rosji, miał 25 lub 30 lat i wszystko, co sobie Pani zamarzy, a na dodatek nie lenił się w łóżku. Rzeczywistość wirtualna typu Matrix, stoi już za drzwiami, a jak się wydaje, na wielu obszarach (technika wojskowa) już przez te drzwi powoli wchodzi. Potem już tylko od nas będzie zależało, czy ją zaakceptujemy, ale skoro zaakceptowaliśmy tą fikcję (riya, sangsara, ułuda i tak dalej), w której żyjemy i traktujemy to za coś oczywistego, to jak mi się wydaje, z przesiadką nie będzie trudności.”

Zdzisław Beksiński

 

 

Automatyka.

„Wczoraj odwiedził mnie kumpel, który zresztą dawniej o mnie pisał. Aktualnie pracuje w „Przekroju”. Długa rozmowa, z której pozostało w mojej głowie zasadnicze, jak mi się wydaje, jego pytanie, na które nie umiałem odpowiedzieć. Pytanie brzmiało, czy umiałbym mu wyjaśnić, po co ja jeszcze maluję. Wiłem się, uciekałem w dygresje i tak dalej, ale nie wiem, po co maluję. Oczywiste jest to, że nierobienie niczego jest jeszcze trudniejsze do wytrzymania niż robienie czegokolwiek z wmawianiem sobie, iż to ma jakikolwiek sens. Ponowne ćwiczenie z Koheleta… Nasza egzystencja jest wypełniona bezsensownymi, stereotypowymi, na pół automatycznymi działaniami i całkowicie beznadziejna. Myślę o tym pytaniu do dziś i nadal nie umiem na nie odpowiedzieć. Namalowanie dobrego we własnym mniemaniu) obrazu i powieszenie go sobie na ścianie to wielka przyjemność. Czy po to się męczę i mam wyrzuty, gdy w danym dniu nic nie namalowałem? Poza mną nikt tego nie widzi. Pytają mnie choćby, czemu nie zawiesiłem sobie jakiegoś innego obrazu, który uważam za swoją klęskę i staram się go pozbyć. Chyba słusznie postrzegam malarstwo i uprawianie sztuki jako pogoń psa za własnym ogonem. Ukaże się w najbliższym czasie nowy model IXUS-a z 7-milionową matrycą, ale pewnie woli Pani sto czterdziestą pierwszą parę butów. Nawiasem: Ubieranie ciągle innej pary butów musi być chyba potwornie męczące i stresujące. Gdy raz na 5 czy 10 lat kupuję nowe buty, to najpierw muszę się do nich przyzwyczaić. W końcu ja i buty stanowimy jedność, więc jak to jest w sytuacji, gdy się ma ich aż tyle?”

Zdzisław Beksiński

Lonnie Waters.

„Lonnie Waters? Od czego, na Boga, jest internet. Gdy nie znam jakiegoś nazwiska, to je wystukuję. To taka modelka od softcore o urodzie głupiej blondynki, ale ma wszystko na swoim miejscu, a do głupich blondynek od zawsze miałem słabość. Ponura sprawa z tą piosenkarką. Nie umiem takich rzeczy słuchać, i to nawet gdy dotyczą ludzi na szczycie, którzy mieli opiekę i nigdy nie groziło im tułanie się po śmietnikach, np. Ronald Reagan. Rozmawiałem na ten temat wczoraj z młodszym o 20 lat kolegą. On miał zaraz po stanie wojennym jakąś dziewczynę, jak twierdzi: największą miłość jego życia, ale ona miała wbudowany jakiś układ autodestrukcyjny w sobie. Wydał na nią do grosza wszystko, co zarobił w Niemczech w trakcie stanu wojennego, kupił jej samochód, zapewnił mieszkanie etc., a ona i tak poszła sobie w siną dal i teraz podobno żeruje w łachmanach na jakichś śmietnikach, śpi pod mostem i tak dalej. Ja miałem ten problem z Tomkiem, tyle że on się nie staczał fizycznie i był do końca dobrze ustawionym i dobrze zarabiającym, umytym i zadbanym facetem, nawet zlecone prace zakończył przed samobójstwem i zostawił uporządkowane, ale od środka działo się to samo. Co do Lonnie Waters to kobiety, widać, tak już muszą. Od kiedy sięgnę pamięcią, to zawsze gdy powiedziałem, że podoba mi się jakaś dziewczyna, dowiadywałem się, że wygląda jak kurwa i wieje od niej prymitywizmem i wulgarnością. Co do prymitywizmu, to ona przecież nie staje do konkursu na wykładowcę MIT, a zresztą teorie fizjonomiczne, takie jak słynna teoria Lombrosa, należą już do przeszłości – nie znam naprawdę biografii tej panienki, bo nawet jeśli bym ją w internecie znalazł, to na pewno jest fałszywa, ale pozory czasami mylą i mogłoby się okazać coś wręcz przeciwnego, np. że ma doktorat z historii sztuki lub egiptologii. „

Zdzisław Beksiński

Themaskator