

Texas Holdem.
Dziś będzie nieco o tańcu gwiazd, niczym walczących myśliwców z kosynierem na skrzydłach, błyskających ogniem z działek wprost nad Dover, w dodatku z poświatą zachodzącego słońca. Widowisko równie piękne, co niebezpieczne…
Mam taką zasadę, że nie ładuję się w żadne przelotne tematy w miejscu, gdzie pracuję. Czemu? Pomny doświadczeń kolegi wyrzuconego za sexual harassment, którego nie było (wiedzą to wszyscy) zrobiłem sobie takie założenie. Życie jednak bywa przewrotne 😉
Hermenegilda 😉 Fajna, ciepła blondyneczka na obcasach, przemiła, serdeczna – wtedy jeszcze nie kumałem co i jak, więc ślicznie robiłem za przyjaciółeczkę wypisując dziesiątki tekstów na GG, flirtując itp. Wiedziała, że mi się podoba, więc wypuszczała sobie co jakiś czas buziaczek w postaci zachęty do działania. Komu jak komu, ale mi dwa razy powtarzać nie trzeba 🙂 Jedna kawa, druga kawa, śmichy hihy, kino w ogóle nie wchodzi! WTF? No nic… Dalej ostro ćwiczę GG, misio pysio, a to kawka razem w biurze z zalotnym spojrzeniem, a to nowa focia na mostku w kurteczce różowej pode mnie na NK, a to wypytywania co i jak? 🙂 Cud, miód, malina, orzeszki. Oczywiście miałem sobie nie robić żadnych nadziei, ale jakbym słuchał tych wszystkich bajek od dziecka, to bym chyba do dziś był bezdzietnym starym kawalerem 😀
Czytaj dalej „Texas Holdem.”
Kolejowa pizza.
Po kilku latach zadzwonił do mnie kolega, z życzeniami świątecznymi uruchamiając tak zwane stare karabiny 😉
Otóż, kiedy jeszcze byłem normalnym stu trzydziestokilogramowym misiem, w moim korpo życiu układało się tak, że praktycznie co miesiąc jeździliśmy w różne miejsca na tak zwane business review. Oczywiście trochę gadania o wynikach, plany budżety, projekty, promocje i przeważnie ostra dyskoteka. W zasadzie był to rytuał, ale że tworzyliśmy fajną grupę, to próbowaliśmy się co jakiś czas motywować do zmiany przyzwyczajeń…i takie jedno wspomnienie przywołał ów znajomy..
Był piękny wrześniowy piątek a cała nasza szóstka zajmowała przedział pierwszej klasy pociągu Intercity relacji Warszawa – Gdańsk. Celem podróży był Dom Zdrojowy w Jastarni, ale na stacji końcowej mieli na nas czekać koledzy lokalersi 😉 Był to czas, kiedy jeszcze nie było A1, a jazda siódemką do Trójmiasta, oznaczała drogę przez mękę, połączoną z wyprzedzaniem na trzeciego, koniecznością wyścigów z innymi uczestnikami ruchu, walki z policją i nietrzeźwymi rowerzystami. Wobec tego zdecydowaliśmy, że lepiej jechać pociągiem a przy okazji nic nie pić, tylko zrobić co było do zrobienia, pooddychać morskim powietrzem i grzecznie wrócić do Wawy. Jedziemy sobie pociągiem, czytamy gazety, kłócimy się na tematy polityczne, ale jakoś tak wesoło się robi i no jakieś piwo by można strzelić. Albo pizze. Ale skąd wziąć pizzę w pociągu?
Czytaj dalej „Kolejowa pizza.”
Dżungla drogowa.
Uwaga! Poniższy post oraz ludzie w nim przedstawieni są fikcją literacką i żyją wyłącznie w wyobraźni autora.
Dziś w ramach tego, że świat jest piękny a ludzie z natury dobrzy, klika grzechów drogowych 😉
Sporo jeżdżę samochodem, ostatnio podliczyłem, że w kołach mam jakieś 1,2 mln kilometrów. Oczywiście kierowca ciężarówki powie, że to nie robi na nim wrażenia, ale jednak to zupełnie inny rodzaj jazdy. Ciężarówki rzadko walczą w miastach. 😉 Muszę przyznać, że prowadzę dość nonszalancko, trzymając kierę jedną ręką, często piszę w czasie jazdy i to nawet całe felietony, jem, kilkanaście lat temu paliłem odpalając jednego od drugiego. Często podróżuje z szybkością powyżej 200km/h, czasem objeżdżam ronda driftem (jak mam humor i nikt nie widzi), nawet po kilka razy, potrafię wyprzedzić poboczem sznur przyspawanych do lewego pasa kierowników. Tyle moich grzechów, walczę z nimi i myślę, że prowadzę coraz spokojniej i lepiej w myśl zasady be water. Zero kolizji i wypadków z mojej winy, aczkolwiek byłem trzy razy walony w doopę ujeżdżając dość szybkie auto. Za każdym razem panowie płacili po „pińćset” na ulicy, bez policji, a ja nawet nie robiłem tego zderzaka. Po 200tys mniej więcej zbuntowały się czujniki parkowania, no i to tyle. Trzymam się pewnych zasad, to znaczy :
Czytaj dalej „Dżungla drogowa.”
11.Meandry.
Niebieskie światło baru na 14tym poziomie Blue Lullaby oświetlało jasną poświatą twarze trzech osób siedzących w małej, prywatnej loży w rogu sali. Jenny, Miki i Kent w końcu mogli bez przeszkód spotkać się w tym jakże popularnym w Kapali miejscu, ona jak zwykle odporna na skany kontrolera umysłów i ich dwa awatary ustawione na stanowiskach pracy, gwarantowały spokój i możliwość swobodnej rozmowy. Do stolika podjechał właśnie droid z drinkami, które ochoczo chwycili w dłonie. Kelner automat pobrał opłatę i oddalił się bezgłośnie w stronę migającego baru. Powietrze przeszywał dźwięk cichej muzyki nastrajającej do odpoczynku i relaksu. Poziomy dedykowane do tańca znajdowały się w innym miejscu i prawdę mówiąc Jenny zmęczona po całym tygodniu pracy miała nadzieję na dobrą zabawę.
Słuchaj Kent, kim Ty właściwie jesteś? – zapytała w końcu.
Czytaj dalej „11.Meandry.”
