Zdzisław Beksiński – Pamiętniki.

Przebrnąłem przez kolejną pozycje, związaną z rodziną Beksińskich. Książka nie dla wszystkich, bo niemal w całości składa się z cytatów dziennika, który prowadził Mistrz pod koniec swojego życia. Liczne opisy na przykład pogody, czy temperatury, mogą wydać się niewyrobionemu czytelnikowi nudne, ale w tym właśnie tkwi sedno samotności i powolnego godzenia się z bezsensem tego, co nas otacza z punktu widzenia jednostki. Od początku do końca jesteśmy tu sami,mimo iluzji obecności innych w naszym życiu, stąd pytanie, jakie pada bardzo często, czy my naprawdę istniejemy, czy to tylko film? Pytanie w moim przekonaniu genialne. Nigdy nie liczę, że poznam na nie odpowiedź, wszak z punktu widzenia wszechświata nie jesteśmy nawet bakteriami a nasza bytność tu trwa tyle, ile mgnienie oka. Gdyby nie zakodowane instynkty walki i przetrwania, oraz programowanie polegające na oszukiwaniu samych siebie, co też jest elementem narzuconym nam z zewnątrz, nikt by nawet palcem nie kiwnął, bo każde działanie musi mieć sens. Bez motywacji wszystko jest jałowe. Tomek zrozumiał to będąc w moim wieku. Oczywiście społeczeństwo nazwie go niedostosowanym wariatem, ale to właśnie on i jemu podobni, jak chociażby Sted, czy wreszcie Edward Żentara spojrzeli prawdzie w oczy, jednocześnie mówiąc nie iluzji, która nas otacza. Zastanawiające jest, że tak mało kobiet poszło w ich ślady? Czyżby refleksja, lub jej brak spowodowany silnym instynktem? To też pozostanie bez odpowiedzi. Na koniec wrzucam wybrane fragmenty książki, nie ma sensu tego dzielić na elementy. To wszystko stanowiło życie tych ludzi, a rzeczy które opisywał Zdzisław Beksiński staną się wcześniej czy później naszym udziałem, niekoniecznie w tej samej formie. I na nic się zda obracanie wszystkiego w żart, czy koko dżambo i do przodu. Odrobina refleksji, nad tym co nas otacza, jest obowiązkiem każdego myślącego człowieka.

Galeria pochodzi z książki – Beksiński. Dzień po dniu, kończącego się życia – Jarosław Mikołaj Skoczeń.

https://goo.gl/photos/haqM6N8c4F2LWid5A

Iluzje.

„Wisłocka! Nie mogłem skojarzyć, skąd znam nazwisko, ale od czego internet. Wiem już, o kogo biegnie, ale nie czytałem dzieła, na którym wychowały się trzy pokolenia, jak informuje internet. Jestem poważnie niedokształcony w sztuce kochania i nawet pornokasety wprawiają mnie w kompleksy. Dlaczego ta cholerna gra wstępna musi trwać tak długo? Ja mam podejście jednego z bohaterów Hemingwaya, który marzył, żeby z kobietami dało się to robić „bez tego całego gadania”. Powiedziałem to przedwczoraj memu młodszemu koledze, a kumplowi mego syna, który ma poniżej 50 i uprawia życie playboya. Przygruchał ostatnio przez przez internet jakąś dzieweczkę z Siedlec, która przyjeżdża do niego co tydzień do Warszawy. On, jak playboy starej daty, robi jakąś wytworną kolację i zapala świece, a ona chce od razu do łóżka. „Akurat jak dla pana!”, powiedział mi z przekąsem. Rzeczywiście – gdybym nie był już stary, to taki układ by mi odpowiadał, czyli bez świec i kolacji. Szczególnie, że on robi łososia, a ja ryb nie cierpię. Miałbym się aż tak męczyć dla seksu? Pozwoliłem sobie zakpić z nowoczesności i internetu, że przecież raz na tydzień to nawet proboszczowi nie wystarcza, więc ta biedna dziewczyna nie tylko musiała wydać kasę na komputer i połączenie z internetem, ale musi jechać z piątku na sobotę do Warszawy, a z niedzieli na poniedziałek do Lublina, we wtorek do Białegostoku, tylko środę i czwartek ma wolne od podróży, bo wtedy mąż nie ma dyżuru i jest w domu i tak dalej. Majątek wydaje na koleje państwowe, wędzić się musi przy świecach i kolacjach, a może podobnie jak ja nie cierpi ryb, zaś wystarczyłoby kupić w seks-szopie pozłacany wibrator i zamknąć się codziennie wieczorem na 15 minut w łazience i po sprawie. Zaoszczędzony czas mogłaby poświęcić na samodoskonalenie się, a zaoszczędzone pieniądze na nowe kiecki. Nie wiem, czy moje rady są zgodne ze sztuką kochania, ale na pewno oszczędzają czas, zdrowie i pieniądze.”

Zdzisław Beksiński

Niemal wszystko to iluzja.

„Z osiągnięć seksualnych Dawida, które Panią, jak widać, szczególnie interesują, najzabawniejszy był tekst „godzinek” o Niepokalanym Poczęciu NMP śpiewany w mym dzieciństwie w kościołach przez stare baby. Owoż był tam zwrot „Abizai prawego Dawida grzejąca”, co było chyba rymem do Jutrznio gorejąca lub Judith wojująca. Jak wiadomo, gdy Dawid był już stary i miał techniczne trudności z cudzołożeniem, bo nie pomagała już nawet viagra, wsadzano mu do łóżka 14-letnią Sulamidkę pod tytułem Abizai, aby miał kogo obmacywać. Zabawne było słuchać o tym w kościele. Teraz, gdy pojawił się problem z molestowaniem nieletnich, zwrot ten został dyskretnie usunięty, bo godzinki śpiewa się chyba nadal, ale w internetowej ich wersji nie ma już nic o Abizai, ani o grzaniu Dawida. W owych czasach pojęcie cudzołożenia występowało w odniesieniu np. do żony Putyfara, ale nie w odniesieniu do ogółu płci przeciwnej jako takiej, tak że wykładnia dziewiątego przykazania ulegała zmianie w czasie, podobnie zresztą jak innych przykazań, które nawet brzmiały inaczej. Np. dziesiąte brzmiało: „nie będziesz jeść mięsa jagnięcia w mleku matki jego”, co pokutuje w umysłowości ludu do dziś, jako obawa o niestrawność, gdy kiełbasę popije się mlekiem. W młodości przeprowadziłem nawet na oczach ocipiałego ludu eksperyment, polegający na zjedzeniu pęta kiełbasy zwyczajnej i popicia kwaśnym mlekiem. Miejscem eksperymentu była fabryka autobusów w Sanoku, a ludem technicy, którzy zafundowawszy mi kiełbasę, byli przekonani, że natychmiast po popiciu jej kwaśnym mlekiem zwinę się w konwulsjach, a ja byłem wtedy gołodupcem i skorzystałem z tego, że ktoś zafundował mi kiełbasę, na którą nie było mnie stać. Dziś postrzegam to przykazanie jako dowód na poczucie estetyzmu, jeśli idzie o zasady moralne, wśród dawnych plemion izraelskich.”

Zdzisław Beksiński

Palimpsest.

„Ja nie wyciągam wniosków. Ja miewam olśnienia, a czasem nawet objawienie. Nie czytała Pani o takich fenomenach? Proszę popatrzeć czasem nieuprzedzonym okiem na to, co uważa Pani za rzeczywistość, a nie jest wykluczone, że pojawi się w Pani umyśle coś całkiem innego niż to, do czego przyzwyczaiło nas wychowanie. Być może mam cechy schizofreniczne (ale co to jest schizofrenia – to tylko nazwa na coś, czego nie potrafimy zaakceptować), ale niesłychanie często mam poczucie, że obcując z tzw. oczywistością, obcuję z palimpsestem. Takie sny z dzieciństwa, że wszyscy są przebrani. Jestem w domu pod opieką mamy, ale nagle pojawia się lęk, czy mama to mama.”

Zdzisław Beksiński

 

 

 

 

PS: Zapodam pewną wskazówkę, a mianowicie wyrażenie „palimpsest”, to w kontekście rozwiązania równania 2x+y=10.

Czysta iluzja.

„Mam krótką peredyszkę, bo coś tam musi wyschnąć, bym mógł pracować dalej, a więc odpisuję już teraz, mimo iż świeci słońce. Kałużyński w swoim powiedzeniu zapomniał o jednym. Ideał kochanki powinien też wyglądać tak jak Lonnie Waters, bo takich, co to napoją, nakarmią i dadzą 5 rubli jest setki, jeśli nie setki tysięcy. Jestem niestety wzrokowcem. No i oto stajemy przed problemem tego, co uważamy za rzeczywistość, bo tak naprawdę żadnej rzeczywistości nie ma, a są tylko nasze wyobrażenia na temat. Nawet sobie Pani nie zdaje sprawy, jak blisko jesteśmy chwilki, w której wibrator będzie mówił inteligentne komplementy, wyglądał jak Tom Cruise, ale o wzroście 190, sile Gołoty, błyskotliwości Kałużyńskiego, dzwonił najpierw, by się umówić, posiadał sześć fakultetów, osiem doktoratów, tytuł profesora zwyczajnego w kilku najważniejszych uczelniach świata, był na ty z prezydentami USA i Rosji, miał 25 lub 30 lat i wszystko, co sobie Pani zamarzy, a na dodatek nie lenił się w łóżku. Rzeczywistość wirtualna typu Matrix, stoi już za drzwiami, a jak się wydaje, na wielu obszarach (technika wojskowa) już przez te drzwi powoli wchodzi. Potem już tylko od nas będzie zależało, czy ją zaakceptujemy, ale skoro zaakceptowaliśmy tą fikcję (riya, sangsara, ułuda i tak dalej), w której żyjemy i traktujemy to za coś oczywistego, to jak mi się wydaje, z przesiadką nie będzie trudności.”

Zdzisław Beksiński

 

 

Themaskator