Mowa oczywiście o Ostatniej Rodzinie, którą dzięki uprzejmości znajomej z FB miałem możliwość obejrzeć na przedpremierowym pokazie w kinie Atlantic w Warszawie. Wspomniana Pani zrezygnowała z seansu w obawie o to, że wizerunek Tomka Beksińskiego zostanie przedstawiony w krzywym zwierciadle. Obawy były zupełnie niepotrzebne, powiem wprost – film jest doskonały! Mamy co prawda do czynienia z interpretacją pewnych wydarzeń, ale jak powiedział po projekcji autor scenariusza Robert Bolesto, jest to film fabularny a nie dokument i w związku z tym można dopuścić pewne podkoloryzowanie faktów, celem ich lepszej ekspozycji. Zgadzam się z tą opinią całkowicie. O czym zatem jest ten film? Moim zdaniem o przemijaniu. O przemijaniu, które dotyczy nas wszystkich, a o którym nie myślimy na co dzień. Poza tym mamy tu do czynienia z kroniką życia, zawartą w pigułce, która być może zachęci ludzi do odkrycia twórczości Beksińskich, zarówno ojca, jak i syna. Osobiście podziwiam Zdzisława nie tylko za malarstwo, ale przede wszystkim za zrozumienie istoty wszystkiego, co nas otacza. Tomek to osobny rozdział, nikt nie wie, jak cierpi człowiek nadwrażliwy i jaką katorgą bywają czasem nawet drobne, zwykłe codzienne czynności wymagające kontaktu z innymi ludźmi.





