Automatyka.

„Wczoraj odwiedził mnie kumpel, który zresztą dawniej o mnie pisał. Aktualnie pracuje w „Przekroju”. Długa rozmowa, z której pozostało w mojej głowie zasadnicze, jak mi się wydaje, jego pytanie, na które nie umiałem odpowiedzieć. Pytanie brzmiało, czy umiałbym mu wyjaśnić, po co ja jeszcze maluję. Wiłem się, uciekałem w dygresje i tak dalej, ale nie wiem, po co maluję. Oczywiste jest to, że nierobienie niczego jest jeszcze trudniejsze do wytrzymania niż robienie czegokolwiek z wmawianiem sobie, iż to ma jakikolwiek sens. Ponowne ćwiczenie z Koheleta… Nasza egzystencja jest wypełniona bezsensownymi, stereotypowymi, na pół automatycznymi działaniami i całkowicie beznadziejna. Myślę o tym pytaniu do dziś i nadal nie umiem na nie odpowiedzieć. Namalowanie dobrego we własnym mniemaniu) obrazu i powieszenie go sobie na ścianie to wielka przyjemność. Czy po to się męczę i mam wyrzuty, gdy w danym dniu nic nie namalowałem? Poza mną nikt tego nie widzi. Pytają mnie choćby, czemu nie zawiesiłem sobie jakiegoś innego obrazu, który uważam za swoją klęskę i staram się go pozbyć. Chyba słusznie postrzegam malarstwo i uprawianie sztuki jako pogoń psa za własnym ogonem. Ukaże się w najbliższym czasie nowy model IXUS-a z 7-milionową matrycą, ale pewnie woli Pani sto czterdziestą pierwszą parę butów. Nawiasem: Ubieranie ciągle innej pary butów musi być chyba potwornie męczące i stresujące. Gdy raz na 5 czy 10 lat kupuję nowe buty, to najpierw muszę się do nich przyzwyczaić. W końcu ja i buty stanowimy jedność, więc jak to jest w sytuacji, gdy się ma ich aż tyle?”

Zdzisław Beksiński

Lonnie Waters.

„Lonnie Waters? Od czego, na Boga, jest internet. Gdy nie znam jakiegoś nazwiska, to je wystukuję. To taka modelka od softcore o urodzie głupiej blondynki, ale ma wszystko na swoim miejscu, a do głupich blondynek od zawsze miałem słabość. Ponura sprawa z tą piosenkarką. Nie umiem takich rzeczy słuchać, i to nawet gdy dotyczą ludzi na szczycie, którzy mieli opiekę i nigdy nie groziło im tułanie się po śmietnikach, np. Ronald Reagan. Rozmawiałem na ten temat wczoraj z młodszym o 20 lat kolegą. On miał zaraz po stanie wojennym jakąś dziewczynę, jak twierdzi: największą miłość jego życia, ale ona miała wbudowany jakiś układ autodestrukcyjny w sobie. Wydał na nią do grosza wszystko, co zarobił w Niemczech w trakcie stanu wojennego, kupił jej samochód, zapewnił mieszkanie etc., a ona i tak poszła sobie w siną dal i teraz podobno żeruje w łachmanach na jakichś śmietnikach, śpi pod mostem i tak dalej. Ja miałem ten problem z Tomkiem, tyle że on się nie staczał fizycznie i był do końca dobrze ustawionym i dobrze zarabiającym, umytym i zadbanym facetem, nawet zlecone prace zakończył przed samobójstwem i zostawił uporządkowane, ale od środka działo się to samo. Co do Lonnie Waters to kobiety, widać, tak już muszą. Od kiedy sięgnę pamięcią, to zawsze gdy powiedziałem, że podoba mi się jakaś dziewczyna, dowiadywałem się, że wygląda jak kurwa i wieje od niej prymitywizmem i wulgarnością. Co do prymitywizmu, to ona przecież nie staje do konkursu na wykładowcę MIT, a zresztą teorie fizjonomiczne, takie jak słynna teoria Lombrosa, należą już do przeszłości – nie znam naprawdę biografii tej panienki, bo nawet jeśli bym ją w internecie znalazł, to na pewno jest fałszywa, ale pozory czasami mylą i mogłoby się okazać coś wręcz przeciwnego, np. że ma doktorat z historii sztuki lub egiptologii. „

Zdzisław Beksiński

Pazyfizm.

„Teraz pacyfizm. Wszyscy jesteśmy pacyfistami i wojny obecne to wojny pacyfistów z pacyfistami. Przypominam sobie tytuły dzienników z okresu wojny. Już Adolf Hitler walczył o trwały pokój w Europie i na świecie. Zapewne także cele Poi Pota były zgoła ewangeliczne. Co ma jednak robić nieszczęsny miłośnik pokoju, jeśli inni miłośnicy pokoju chcą mu spuścić łomot? Oto pytanie za 100 000. Chrystus powiedział, żeby na rzucanie kamieniem odpowiadać rzutem chlebem i z punktu widzenia eschatology, jest to rozwiązanie jedyne, ale nie wytrzymuje krytyki, jeśli życie doczesne jest dla nas ważniejsze od życia pozagrobowego. No, a Pani mieni się być materialistką, czyli stawia Pani na doczesność, a nie na Pozagrobowe Życie Wieczne. Jak więc pogodzić to z pacyfizmem? Ma Pani problem.”

Zdzisław Beksiński

2+1.

„To bardzo smutne, co Pani pisze o tej gwieździe piosenki sprzed lat. Akurat ją jakoś pamiętam, choć nie interesowałem się w ogóle krajową muzyką pop. Owa liderka grupy 2+1, podobnie jak jej piosenki, była ulubienicą mojej mamy. Ciekaw jestem, jaki koniec mnie czeka. Na dworcu? Taki upadek zawsze jest cholernie smutny. To, co piszą o niej brukowce i że w ogóle coś piszą, nie dotarło do mnie, bo jakoś niewiele do mnie dociera. Coś musiało być pierwszą przyczyną takiej degrengolady. Narkotyki? Choroba psychiczna? Facet? Dziwny jest ten świat. Dobrze, że przynajmniej Niemen umarł jak człowiek, a nie pod płotem. Takie sprawy poruszają mnie (nie wiem dlaczego) silniej od całego Tsunami. Myślałem o tym przez cały dzień, mimo iż tej grupy nie cierpiałem, a zapewne tej pani też. Przypomniałem sobie też, że szlagier „Windą do nieba” jest mi jednak z niewyjaśnionych przyczyn znany, bo czasem czepia się mnie w trakcie bezsennej nocy, lub w trakcie pracy, na zasadzie upierdliwej melodii, której nie można się wyplątać. Zdaje się, że Tetmajer też tak skończył. No, a utalentowany śmierdziel, który przed pół rokiem usiłował wydusić ode mnie kasę? A Dostojewski, który umarł jako Kapitanów w przytułku dla alkoholików? Tak samo jak Dostojewski (czyli źle, bo anonimowo, we francuskim przytułku) skończył wielki poeta Norwid. Właśnie w zasięgu ręki, na półce mam „Leksykon śmierci wielkich ludzi” Isabelle Bricard. Myślałem, że znajdę tam Norwida, ale nie było. Był za to Nowotko i… Eichmann. Rzeczywiście, wielki człowiek. Zawsze czuję się tak, jakbym był temu winien. Mea culpa, mea culpa! To nie Dostojewski umarł jako Kapitanów, lecz Mtisorg-ski. Pamięć płata mi, jak widać, figle. Może to wstęp do alzheimera?”

Zdzisław Beksiński

 

Themaskator