Kamyczek do ogródka determinizmu.

Jakiś czas temu przedstawiłem dowody na to, że wolna wola w potocznym znaczeniu nie istnieje. Decyzje, które uważamy za własne powstają w naszych mózgach na milisekundy przed tym, gdy zostaną „wyświetlone” na „tablicy” świadomości jako własne. Od jakiegoś czasu bardzo mocno skłaniam się ku tezie, że życie/nasza percepcja tegoż toczy się niejako dwutorowo. Pierwszy nurt obejmuje zdeterminowany doszczętnie, bądź prawie doszczętnie „konstrukt”, w którym egzystujemy fizycznie oraz jaźń, która pełni rolę „obserwatora” rzeczywistości, który pod płaszczykiem samostanowienia odgrywa rolę aktora, reżysera i widza w jednej osobie. Sceną oczywiście jest to co dociera do naszych zmysłów, czyli głównie przeszłość. Dla homo sapiens „teraz” nie istnieje, bowiem zanim nasz mózg przetworzy bodźce docierające doń z otoczenia „qualia”, która ze nie odpowiada staje się z ludzkiego punktu widzenia przeszłością. Czy możemy zatem rozpatrywać siebie jako coś więcej niż bioroboty? Być może, a przynajmniej do czasu rozwikłania w zasadzie jedynej frapującej mnie zagadki związanej z naszą egzystencją na Ziemi. Mianowicie? Dlaczego ja to ja, a Ty to Ty? Reszta jest imho mało interesująca…Czemu zatem wracam do tematu 2x+y=10? Zapraszam do lektury!

Czytaj dalej „Kamyczek do ogródka determinizmu.”

Dlaczego grając przegrywasz życie?

Niniejszy tekst jest adresowany do osób, które na skutek określonej konfiguracji zdarzeń znalazły się w sytuacji, gdzie deficyt bliskości z drugą osobą jest tak wielki, że zaczyna wymuszać maksymalizację atencji celem przełamania impasu oraz zasypania pustki emocjonalnej, co zawsze w finale wiąże się z potężnymi stratami – mentalnymi, materialnymi i osobistymi. Zacznijmy od tego, że proces alienacji człowieka ze środowiska zaczyna się już w dzieciństwie. Na przyszłość wpływ mają oczywiście liczne czynniki zdeterminowane genetycznie (jak określone cechy fizyczne, czy dziedziczone traumy) oraz wynikający z nich proces asymilacji ze środowiskiem, w którym przychodzi nam egzystować. Jeśli w jakikolwiek sposób odstajesz od stada (czy to fizycznie, mentalnie, a nawet emocjonalnie) jesteś skazany na alienację a kolejne, otrzymywane z otoczenia razy powodują, że zaczynasz szukać problemów w sobie lub też przekuwasz wewnętrzny ból w zewnętrzną agresję. W tym miejscu skupię się na alienacji a nie na tzw acting out. Niemal każdy psychoterapeuta będzie prowadził proces leczenia próbując wpisać Twoje reakcje w oczekiwania systemu. Zatem? Masz się dostosować do otoczenia uruchamiając stłamszone w procesie dorastania cechy, które pozwolą się zaadoptować do skurwiałego do cna społeczeństwa. Niewątpliwie przyczyni się to do poprawy jakości życia, jeśli terapia przebiegnie w pożądany sposób, ale… będzie to wyłącznie przykrywanie gówna lukrem. Póki działają prochy, chodzisz na terapię, pierzesz sobie mózg możesz jako tako egzystować, ale wystarczy jedna poważniejsza rysa w życiu, śmierć bliskich, utrata stabilizacji, impuls, aby wszystko szlag trafił a misternie tworzona fasada zawaliła się w jednej chwili jak domek z kart. Czytaj dalej „Dlaczego grając przegrywasz życie?”

Świat zmusza Cię by grać.

Jakiś czas temu spotkałem na FB człowieka, którego cechowało dość otwarte myślenie. W czasie wymiany zdań pod pewnym fanpagem kolejnego kołcza od wyklepywania rzeczywistości napisał coś ciekawego.

„Ja się czuję stłamszony tym, że społeczeństwo wymaga ode mnie optymizmu, podczas gdy mój na wskroś logiczny umysł wrzeszczy, że tu NIKT PERMANENTNIE nie jest szczęśliwy a jeśli nawet dłużej to tylko chwilami, za to retoryka jest taka, jakby to była kraina szczęścia! Telewizja, internet, otoczenie, pokazuje wyłącznie sztucznie zadowolonych ludzi nakazując racjonalnej mniejszości dostosowanie lub alienację. Ja tak nie chcę. Mam prawo trwać we własnym świecie, miejscu z ograniczonym do minimum lub wyeliminowanym racjonalizowaniem i wyparciem. Mam prawo czuć na plecach oddech śmierci, zapach gnijących ciał, odór rozpadającego się, porzuconego ciała. To jest prawdziwe życie a nie bal na Titanicu i gra, gra, gra, sztuczny uśmiech, uśmiech, uśmiech. Ten czas TU i TERAZ to wszystko co mamy.”

Oczywiście większość zarzuciła mu fatalizm, brak pozytywnego myślenia, gnuśność, brak werwy, kompletną miernotę i bycie „przegrywem”. Czy aby na pewno będąc sobą miast poddawać się społecznemu nurtowi udawania rzeczywistości, której  nie ma zasługujesz na miano przegrywa? Czytaj dalej „Świat zmusza Cię by grać.”

Living my dream.

Każdy z nas żyje własnym snem. Tu gdzie jestem obecnie czas płynie inaczej. Ciemne chmury przetaczają się po niebie, czarne plaże nęcą spokojem  a chłodny wiatr podszywa zimnem typową „koledżówkę” podobną do tej, którą lata temu nosił Kevin Arnold. Smieszne? 🙂 Wiem, nie stać Cię na sentymentalizm bo skoorwiałe do cna społeczeństwo wymaga od Ciebie siły, waleczności i „sukcesu”, więc siłowo kreujesz się na debeściaka, byleby otoczenie nie odkryło kim naprawdę jesteś. Wiesz co? Jeśli to Twój schemat to właśnie przegrywasz własne życie a najlepsze jest to, że nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Zresztą, w finale i tak wszyscy przegramy, więc może chodzi wyłącznie o to, aby przegrać na własnych a nie narzuconych społecznie warunkach? Czytaj dalej „Living my dream.”

Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Tak się składa, że ostatnio dość często podróżuję koleją do ostoi spokoju i spełnienia, którą zakupiłem  za swoje (niewyżebrane, niewyłudzone) pieniądze, położoną w najpiękniejszym IMHO zakątku naszego ślicznego kraju. Samochód to zwykłe narzędzie pracy, szkoda mi nerwów i czasu na szarpanie się z systemem i ludźmi, który właśnie na drogach jest papierkiem lakmusowym tego co siedzi w rodakach. 😉 Wsiadam, zamykam drzwi, otwieram książkę i teleportuję się do miejsca, gdzie naprawdę odpoczywam. Od dziecka byłem znakomitym obserwatorem rzeczywistości. Prawdopodobnie ten fakt sprawił, że moje życie potoczyło się nieco inaczej niż większości kolegów. W Krakowie przesiadłem się na busa i tam właśnie zaobserwowałem ich…Młoda, piękna dziewczyna ze ślicznym biustem i on…w koszulce GOPR, którą eksponował z dumą na swoim doskonale wyrzeźbionym „postumencie”. Metr osiemdziesiąt pięć wzrostu, osiemdziesiąt kilo mięśni,lekki zarost i radość bijąca z tego człowieka ujęła nawet mnie, starego, styranego przez życie pryka. Miło było popatrzeć jak on i jego dziewczyna, mimo że nie mieli miejsc siedzących cieszyli się wspólnym czasem razem. Nieważne były warunki, niewygoda, wystarczyło popatrzeć jak on dbał o nią a ona rewanżowała się ocierając się o niego w czasie, gdy on gładził jej włosy. Wspomnienia – genialne, własne wspomnienia, ale to nie zazdrość, raczej sympatia, ale nie o tym…W przejściu stała również inna, młoda, piękna kobieta. Kruczoczarne włosy opadały jej filuternie na ramiona, delikatny makijaż zdradzał,że ma może siedemnaście lat. Przez telefon zbyła kilku chłopaków, którzy do niej dzwonili. W pewnej chwili spojrzała na naszego GOPR=owca i uśmiechnęła się. Uśmiechnęła się w sposób, który potrafi odczytać tylko ktoś, kto nigdy takiego uśmiechu „bezinteresownie” nie otrzymał. 🙂 Czytaj dalej „Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.”

Themaskator