Losowość a determinizm po ludzku :)

Jako, że porzuciłem zupełnie jakiekolwiek wypowiadanie się w kwestiach relacji damsko męskich, ze względu na to, że dla mnie po latach doświadczeń, stażu na podrywaju itp., jest to temat totalnie zgranych kart, gdzie w zasadzie wszystko jest przewidywalne do bólu, a co za tym idzie nudne do wyrzygania, postanowiłem zgłębić fundamenty tego co nas otacza na poziomie absolutnie zerowym. Od dziecka czułem, że oficjalna retoryka odnośnie mechanizmów, zasad, reguł rządzących ziemią, tą ziemią kompletnie nie koresponduje z rzeczywistością. Ze względu na to ze swoistym, charakterystycznym dla mnie „byczym zaparciem” zacząłem temat drążyć od podszewki. Na początek wyrzuciłem wszelkie religie teistyczne jako kompletne bujdy, których jedynym celem istnienia jest rżnięcie w dupy bez wazeliny własnych wyznawców. Później pojawiła się fizyka i matematyka, której to tak bardzo nie znosiłem w szkole średniej a którą pokochałem na studiach. Na dziś mimo, że jestem nadal laikiem w tej dziedzinie to mogę sobie pozwolić na pewne podsumowanie tego co do tej pory udało mi się ustalić.

Zapraszam! Czytaj dalej „Losowość a determinizm po ludzku :)”

Rob Simonsen i jego klawisze.

Muzyka poważna nie jest łatwym kąskiem dla przeciętnego konsumenta rzeczywistości. Latami próbowałem odnaleźć inspirację korzystając z programu drugiego PR ale poza niektórymi klasykami ciężko było uzyskać taki efekt jak np przy tańczących w głowie riffach gitarowych czy powtórzeniach sekwencji w muzyce elektronicznej. Od pewnego czasu jednak udaje mi się coraz mocniej wniknąć w ten piękny świat wyjątkowych dźwięków. Jeśli chodzi o fortepian to pierwsze co przychodzi mi do głowy to Richard Clayderman, będący absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o popularną odsłonę klasyki. Dziś jednak chciałbym zwrócić uwagę na Roba Simonsena. Jest on głównie kompozytorem muzyki do filmów, ma w swoim portfolio udźwiękowienie takich obrazów jak Życie Pi, Najlepsze  najgorsze wakacje, Cudowne tu i teraz czy Na fali z 2007 roku. W moim wypadku połączenie fortepianu i muzyki elektronicznej daje znakomity efekt uruchamiający wyobraźnię i emocje. I o to właśnie chodzi! Czytaj dalej „Rob Simonsen i jego klawisze.”

Z wnętrza.

Dziś miałem przyjemność wziąć udział w warszawskiej premierze filmu „Z wnętrza” w reżyserii Cezarego Grzesiuka, Krystiana Kamińskiego i Tomasza Szwana. Autorem zdjęć do paradokumentu jest oczywiście w większości sam Mistrz., prócz tego wykorzystano materiały będące w gestii obecnego na premierze Pana Piotra Dmochowskiego. Z osób związanych ze środowiskiem zauważyłem obecność Kamila Śliwińskiego, Kasi Konopy i Anety Awtoniuk, która po seansie wyglądała na porządnie wstrząśniętą i wzruszoną. Nie dziwię się, my wszyscy mimo głębokiego przeniknięcia w świat Beksińskich nigdy nie mieliśmy okazji poznać ich osobiście. Myślę, że z perspektywy czasu ludzie są w stanie inaczej oceniać własne poczynania z przeszłości, w tym spoglądać na nią przez pryzmat „co by było gdyby”. Ludzie są już tak skonstruowani, że nie doceniają tego co jest w zasięgu ręki, dopiero gdy po czasie okazuje się, że było w tym coś absolutnie wyjątkowego nadchodzi czas na „hołd smutku”. Dobre i to, powiem szczerze, że naprawdę doceniam takie podejście będąc zupełnie świadomym, że w moim wypadku nikt nawet nie uroni łzy. Okazuje się, że jednak pozorne zimno może okazać się ciepłem zwrotnikowego lata.

 

Czytaj dalej „Z wnętrza.”

Open road.

Krótka analiza pewnego kawałka. Jest dość banalny w przekazie, choć komentarz pewnej dziewczyny na jednym z portali pchnął ducha nadziei w moje styrane życiem trzewia 🙂

„Bardzo podoba mi się teledysk tej piosenki. Mężczyzna, z którym spotyka się Lizzie,mimo tego,że nie jest ładny i na pewno jest dużo starszy od niej, bardzo ją kocha. To w jaki sposób na nią patrzy i to w jaki sposób o nią dba… to pokazuje, jakim dobrym i kochającym jest człowiekiem. Czesze jej włosy,przytula,obejmuje ją-podoba mi się to, tak mężczyzna powinien dbać o kobietę. „

Kesha22

Tak, myślę że spora cześć z nas tak właśnie wyobraża sobie harmonię relacji. Niestety skurwiała do cna część społeczeństwa narzuca reszcie „jedynie słuszne ścieżki”. Owszem, możesz się zbuntować i odrzucić to goowno, ale wówczas czeka cię alienacja. Tu nie ma przesiadek – albo wsiadasz do Ship of Fools, o którym traktował Robert Plant albo wypadasz z gry na zawsze. Czytaj dalej „Open road.”

Surrealizm Tomasza Sętowskiego.

Co łączy Waldemara Łysiaka i krakowski zespół Hipgnosis, który miałem przyjemność zobaczyć na żywo w czasie ubiegłorocznego Ino Rock festiwal? Otóż tym spoiwem jest osoba Tomasza Sętowskiego, polskiego malarza, surrealisty, który dzięki wspaniałej wyobraźni oraz niewątpliwemu talentowi potrafi przenosić horyzont wyobraźni na płótno. Jak ja straszliwie zazdroszczę takim ludziom, choć jednocześnie czuję przerażenie, bo gdybym umiał przenieść własne sny za pomocą pędzla i palety na nośnik to byłoby to dość niebezpieczne dla odbiorców a może i dla mnie samego? Na szczęście „nie da bozia świni rogów, bo by ludzi bodła”. 😉 Zajrzyjmy może za komercyjną stronę życia, bowiem czasem ludzie pytają mnie w jakiego artystę zainwestować pieniądze? Otóż myślę, że Pan Sętowski jest mocno niedowartościowany, bowiem jego najbardziej popularne prace sprzedają się w tej chwili w okolicy 25-35 tys. złotych, co jest kwotą śmieszną. Przypominam, że Zdzisław Beksiński sprzedawał najlepsze dzieła z okresu fantastycznego za ochłapy rzędu 100 dolarów, co nawet biorąc pod uwagę dewaluację jest po prostu żenującą wartością w stosunku do dzisiejszej ceny jego prac. Ale porzućmy na chwilę materializm a skupmy się na stronie duchowej tryptyku łączącego muzykę, słowo pisane i obraz. Czytaj dalej „Surrealizm Tomasza Sętowskiego.”

Themaskator