Opiszemy sobie dziś w humorystyczny?? sposób mechanizmy kompensacyjne, czyli takie trole, które podświadomie kierują naszym życiem, czasem ułatwiając przetrwanie, ale częściej ładując nas w problemy. Silna psychika nie potrzebuje iluzji, aby przetrwać, psychika nieświadoma bądź słaba, non stop obraca się wokół tychże, łącznie z moim ulubionym efektem hiperkompensacyjnym, który tak doskonale zgłębił Zdzisław Beksiński, próbujący dojść, skąd w nim potrzeba ekspresji w postaci malowania „obrzydliwych” obrazków 😀
Liście tańczą malowniczo na wietrze tworząc surrealistyczne obrazy i przywołując zapisane w pamięci miejsca, czasy i ludzi. Lubię taką pogodę nad morzem, gdy muszę mocniej naciskać czapkę na głowie. Zapach portu, morza, jesieni… Gdyby jeszcze Ona stała przede mną, starając się schować w moich dłoniach…
List od kolegi z pewnego forum dyskusyjnego. Co by mu tu odpisać kurcze…?
Cześć Rafał.
Stało się. Dziś dołączam do świętej wojny Kotona. Bycie sobą to eksperyment, którym próbowałem wykazać, że wszystko czym jestem , czyli dobro, empatia, współczucie, zrozumienie, bezinteresowność rządzi tym światem, tylko mój pech polega na tym, że trafiałem na niereprezentatywną grupę ludzi. Od czasu rozstania z dziewczyną (rzuciłem ją bo się puszczają, przez pół roku z połową miasta) poznałem osobiście kilkanaście kobiet, z niektórymi z nich zawarłem bliższe znajomości, kilku kolegów i o ile w każdym z nas odkryłem pokłady (często ukrytego) dobra, o tyle nie udało mi się to poza jednym wyjątkiem w przypadku kobiet. Ta jedna zresztą wskazywała empatię i wzajemność bo jej zegar biologiczny wybijał koniec czasu, gdy była pięknym kwiatem a zaczynał odliczać upływ zdarzeń dodając zmarszczki do jej twarzy. Kiedy mogła, była jak reszta – pusta i próżna. O ile bokser spotkany w ciemnym zaułku ulicy, znający swoją przewagę nad przeciwnikiem często honorowo odejdzie i nie wykorzysta jej, tak piękna kobieta bez skrupułów wykorzysta swoją urodę celem zgnębienia każdego, kto się podda. Chyba chodzi o poczucie wartości, rzeczywiste versus niestabilne o oparte na genowym fuksie? Nie zamierzam juz dochodzić, bo życie ucieka a jest…naprawdę piękne 🙂 Potwierdziło się to co wiedziałem , a w co nie chciałem uwierzyć, bo wydawało mi się to strasznie nie ludzkie. Różnie odbierałem oburzenie kobiet jako skutek tego, do czego odchodziłem ucząc się mozolnie o tym, co naprawdę nimi kieruje, bo i pokłady dobra i zła w ludziach mają różne oblicza. Na podstawie doświadczeń empirycznych stwierdzam, że w przypadku kobiet liczy się wyłącznie siła i bezwzględność a wszelkie objawy ludzkiego podejścia są traktowane jako słabość. Maskowałem się na różne sposoby imitując zarówno twardziela jak i totalnie rozpieprzonego emocjonalnie gościa, który ma problem z ogarnięciem życia. W pierwszym przypadku dobierałem się do waginy najpóźniej na drugim spotkaniu a emocje eksplodowały z siłą reakcji nuklearnej, by wypalić się natychmiast, gdy stawałem się człowiekiem a nie robotem psychopatą. Im bardziej okazywałem ludzką twarz i zrozumienie, tym bardziej zainteresowanie moją osobą spadało. Stwierdzam na podstawie tego co doświadczyłem, że niemal każda kobieta próbując wejść ze mną w interakcję miała przed oczyma nie mnie tylko narzędzie. Byłem zatem:
1)Bankomatem.
2)Zabawką.
3)Pocieszycielem.
4)Zimnym skurwielem lejącym po dupie.
5)Wsparciem przy dymaniu innego faceta.
6)Tamponem emocjonalnym.
7)Kolesiem, którego trzeba było ratować.
8) Dawcą materiału genetycznego.
W tych ośmiu punktach zawiera się wszystko czym kobiety były zainteresowane z mojej strony. Moja inteligencja, wiedza, światopogląd, podejście do ludzi i świata kompletnie nie miało znaczenia, mimo że słyszałem nie raz jak to trzeba być wyrozumiałym, dobrym i kochać zwierzątka (ludzi już niekoniecznie) . Niestety – w chwili, gdy jedna z wymienionych potrzeb ustawała lub ja przestawałem ja spełniać , natychmiast byłem odstawiany jak zbędny przedmiot – bez słowa, w czystym milczeniu. Tak się zachowują psychopaci . Rafał, często piszesz o empatii, uczuciach. Ja już nie wierzę w coś co kobieta nazywa miłością. Nie jest to nic innego jak stan haju emocjonalnego podbity odpowiednią porcją hormonów i emocji, jaką w zależności od jej potrzeb jesteśmy w stanie jej zapewnić. Jeśli myślisz, że uda Ci się utrzymać jakąkolwiek relację bez strat w psychice lub portfelu, to jesteś w ciężkim błędzie. Płacimy zawsze – albo gotówką albo zdrowiem. Bukowski miał rację – wszyscy jesteśmy klientami. Szczerze mówiąc, nie wiem co lepsze – generalnie zależy od konfiguracji i tego kto z czym ma mniej problemów.
Jest 12:20, 27 czerwca 1976 roku. Słoneczna pogoda na lotnisku w Atenach, w których między lądował Airbus Air France lot numer 139 z Tel Aviv-u do Paryża zapowiadała udany dzień i nudny lot. Na pokładzie maszyny znajdowało się 248 pasażerów i 12 członków załogi.
Na zegarach pasażerów wybija 12:28, z tylnego siedzenia przy drzwiach ewakuacyjnych podnosi się postawny mężczyzna o ciemnej karnacji, wyciąga czeski pistolet typu CZ, łapie za szyję stewardessę i krzyczy, żeby nikt się nie ruszał bo będzie strzelał. Przez ciała pasażerów przechodzi dreszcz. W tym samym czasie z przednich foteli Airbusa podnosi się dwoje Niemców. Wilfried Böse i Brigitte Kuhlmann są członkami organizacji „Komórki Rewolucyjne”, współpracującej z oddziałem Waddi Hadda (otrutego później przez Mossad za pomocą spreparowanej czekolady). Wyciągają niemieckie pistolety typu Walther, dodatkowo dziewczyna trzyma w ręku coś, co przypomina granat. Krzyk pasażerów miesza się z poleceniami wydawanymi przez terrorystów załodze oraz popychaniem niesubordynowanych osób. Jedna z dziewczyn pada, ktoś inny płacze, kilka osób wymiotuje z nerwów. Porywacze pukają do kabiny pilotów grożąc egzekucją stewardessy. o 12:36 wdzierają się do kokpitu, drugi pilot uderzony kolbą CZ pada na podłogę, kapitan trzymany pod lufą dostaje polecenie zmiany kursu na południe. Po kilku minutach dowiaduje się, że jego celem ma być Bengazi w Libii. Porwany samolot dociera tam o 14:58. Porywacze żądają paliwa oraz zwalniają dwie kobiety. Jedną w zaawansowanej ciąży i drugą lecącą do Manchesteru na pogrzeb matki. Reszta sterroryzowana lufami czterech porywaczy czeka na rozwój wypadków. Po długim postoju na lotnisku Kadafi wyraża zgodę na zatankowanie Airbusa. Jego udział w tym porwaniu jest niejasny do dziś. Samolot tankuje 42 tony paliwa i o 21:55 startuje z lotniska Bengazi, kontynuując lot na południe Afryki. Celem ostatecznym okazuje się Uganda i miasto Entebbe. Po wylądowaniu pasażerowie są zmuszeni do przemieszczenia się do starego terminala pasażerskiego. Do czwórki porywaczy dołączają trzej inni w tym kobieta. Sprawa powoli staje się jasna – główny sponsorem imprezy jest Idi Amin Dada – prezydent Ugandy i dyktator. Człowiek ten znany z zamiłowania do jedzenia ludzkiego mięsa (wierzył, że w ten sposób wchodzi w posiadanie mocy swoich ofiar) zorganizował i sfinansował porwanie Airbusa Air France. Miał pecha, że na pokładzie byli Żydzi a jak wiadomo Izrael nie negocjuje tylko skutecznie działa.
Amin lubował się w makabrycznych widowiskach. okazał się psychopatycznym mordercą na masową skalę, stosującym tortury i skrytobójstwo. Lista tortur zawiera między innymi:
-wycinanie ofiarom kawałków ciała i zmuszanie do ich zjedzenia,
-trzymanie więźniów w dołach z lodowatą wodą i torturowanie aż do śmierci,
-wbijanie bagnetów w odbyty i genitalia więźniów…
Powolne zabijanie było powszechną praktyką. Strzelano człowiekowi w ręce, pierś i nogi, póki nie wykrwawił się na śmierć. Kobiety były gwałcone, później podpalano ich narządy rodne, kiedy jeszcze żyły.
Odciętą głowę Sulejmana Husajna, szefa sztabu zatłuczonego na śmierć kolbami karabinów, dyktator umieścił w zamrażalniku swej lodówki. W sierpniu 1972 roku – podczas wykwintnej kolacji w prezydenckim pałacu w Kampali – goście doznali szoku, kiedy Idi Amin odszedł na chwilę od stołu i wrócił, trzymając na srebrnej tacy obłożoną lodem głowę brygadiera Husajna. Jeszcze większego szoku doznali, kiedy dyktator poinformował ich, że od czasu do czasu jada ludzkie mięso oraz że w zamrażarce ma jeszcze głowę Janani Luwuma, arcybiskupa Kościoła anglikańskiego w Ugandzie.
Świat osłupiał. Do tej pory traktowano Amina jako błazna, który obwiesza się dziesiątkami orderów i medali, nosi mundury z akselbantami, bogato inkrustowane złotem, oraz „kolekcjonuje” kabaretowe tytuły, takie jak: „Jego Ekscelencja Dożywotni Prezydent Ugandy, Marszałek Polny Doktor Idi Amin, Władca Wszystkich Stworzeń na Ziemi i Ryb w Morzu, a także Zdobywca Imperium Brytyjskiego w Afryce w Ogólności, a Ugandy w Szczególności”…
Terroryści sformułowali żądania do Izraela.40 więźniów palestyńskich miało być natychmiast uwolnionych oraz 13 innych terrorystów przetrzymywanych w więzieniach różnych państw na terenie Europy. W razie odmowy spełnienia żądań, samolot wraz z pasażerami miał być wysadzony w powietrze. Ostateczny termin został wyznaczony na 1 lipca godzina 14:00. W tej sytuacji rząd Izraela zgadza się oficjalnie na wykonanie zaleceń terrorystów i zwolnienie więźniów. Jednocześnie pod egidą Icchaka Rabbina zbierają się najbardziej tęgie głowy z dziedziny dyplomacji, wojskowości negocjacji. Narada trwa kilka godzin. Idi Amin przeszedł w wojskach Zahelu trening spadochronowy, z którego był nadzwyczaj dumny, więc jasnym się stało, że pierwszą próbą dotarcia do niego i negocjacji było wykorzystanie emerytowanego szefa wyszkolenia spadochronowego, który zajmował się współpracą z Aminem w czasie jego treningu w Izraelu. Negocjacje Barucha „Burka” Bar-Leva nie przynoszą rezultatów, mimo kilku długich rozmów telefonicznych.
Zapada decyzja o akcji zbrojnej. Jej powodzenie wydaje się być mocno problematyczne, bo odległość z Tel Avivu do Kampali to około 4000 kilometrów. Po kilku godzinach analiz, dowództwo IAF stwierdza, że jest szansa przerzucenia żołnierzy wraz ze sprzętem na taką odległość. W odpowiedzi na zgodę Izraela na wypuszczenie terrorystów termin ultimatum został przesunięty na 4 lipca. Zahel zyskiwał czas potrzebny do zorganizowania akcji. Uwolniono pasażerów samolotu poza osobami z paszportami Izraela. Kapitan samolotu Michal Bacos odmówił wyjścia, twierdząc, że odpowiada za los pasażerów. Specjalny francuski samolot transportowy zabrał resztę uwolnionych osób. Na lotnisku w Entebbe pozostało 105 osób. Wszyscy legitymujący się paszportem z niebieską gwiazdą.
Zwolnieni zakładnicy ułatwili jednostce Mossadu przygotowanie planu odbicia zakładników poprzez przekazanie informacji na temat rozmieszczenia ugandyjskich posterunków, ilości żołnierzy, terrorystów oraz poprzez przekazanie szkiców lotniska w Entebbe. Mossad doskonale wiedział, gdzie i w jakiej części lotniska są zakładnicy, gdzie są gniazda karabinów maszynowych, wieża obsadzona wojskiem.
Operacja została oznaczona kryptonimem „Piorun”. W akcji miało wziąć udział pięć samolotów transportowych typu Hercules oraz Boeingi 707. Ponieważ termin wygaśnięcia ultimatum zbliżał się nieubłagalnie a rząd Izraela wciąż zwlekał z wydaniem decyzji o akcji, szefostwo Mossadu na własne ryzyko podjęło decyzję o uruchomieniu kryptonimu „Piorun”. Samoloty wystartowały z półwyspu Synaj z bazy Szarm el-Szejk, z tego samego miejsca co rozbity kilka dni temu rosyjski Airbus. Dowódcy samolotów lecących w kierunku Ugandy mieli nasłuchiwać depeszy w Tel Avivu i w razie konieczności o odwołaniu akcji zawrócić z marszruty i wylądować na macierzystym lotnisku. 3 lipca wszystkie izraelskie maszyny znajdują się w powietrzu i zmierzają w kierunku Ugandy nie wiedząc do końca czy akcja dojdzie do skutku. Żołnierze zgromadzeni na pokładach stanowią elitę sił zbrojnych państwa żydowskiego. Próbują zasnąć, ale emocje nie dają spokoju. Każdy sprawdza broń, oporządzenie oraz mentalnie szykuje się na śmierć. Akcja wydaje się być typową misją kamikadze. Opanowanie lotniska w obcym kraju, bez broni ciężkiej, przewagi liczebnej, wydaje się niemożliwe. Mimo to, każdy zna swoje miejsce w szeregu i wie, ze może liczyć na kompana. Armia izraelska jest jedną z najlepiej zorganizowanych na świecie. Jednostki bojowe są formowane celowo z sąsiadów, bo to zwiększa odpowiedzialność jednostek za towarzyszy broni. W lokalnych warunkach wygląda to tak, że drużynę stanowią chłopaki znający się z dzielnicy. Nigdy nie miesza się ludzi wysyłając ich do odległych garnizonów, tylko sąsiad z ulicy kryje innego sąsiada. Poza tym, jest to jedyna armia na świecie, gdzie wśród oficerów nie istnieje komenda „naprzód” a jedynie „za mną”. Ceną są straty, bo w wojnach na bliskim wschodzie współczynnik utraty oficerów względem pozostałych żołnierzy jest najwyższy na świecie. Mimo to, taka strategia opłaci się, bo zwykły żołnierz wie, że jeśli dowódca czegoś wymaga, to znaczy, że sam temu sprosta lub polegnie. Szkoda, ze hałastra zarządzająca korpobiurwami tego nie rozumie, ale cóż? W dupę nóż.
Izraelskie maszyny czesząc niemal po ziemi lecąc na wysokości 30 metrów ryzykują zahaczenie o ziemię, następnie zanurzają się Wielki Rów Wschodni, chodzi o pozostanie niewidzialnymi dla radarów Egiptu, Sudanu i Arabii Saudyjskiej. Lot na takiej wysokości wymaga najwyższego kunsztu w pilotażu i jest nieprawdopodobnie nużący. Boeingi wystartowały później niż Herculesy, ze względu na wyższą prędkość przelotową. Jeden z transportowców zamieniony w szpital wylądował w Nairobii w Kenii pod pozorem awarii, czekając na rozwój wypadków. Na jego pokładzie znajdował się mózg operacji generał Kuti Adam, z pochodzenia Polak spod Ostrołęki. 3 lipca o 23:01 pierwszy Hercules ląduje z otwartą rampą na lotnisku w Entebbe. Natychmiast wyjeżdża z niego czarny Mercedes identyczny jak ten, którego używa Idi Amin. Żołnierze Ugandyjscy są w szoku. Nie pada ani jeden strzał do czasu, gdy z pochylni wyjeżdża już szósty Willys z działkiem bezodrzutowym na pokładzie. Ekipa izraelska liczy około 100 osób z czego większość to żołnierze elitarnej 35 Brygady Spadochronowej oraz Brygady Piechoty Golani. Trzon grupy stanowili komandosi z Jednostki 269 (Sayeret Matkal). Ogień kaemów oraz dział bezodrzutowych zamontowanych na samochodach terenowych kompletnie paraliżuje żołnierzy ugandyjskich. Izraelczycy zyskali efekt zaskoczenia. Rajd ten trwał 3 minuty, licząc od chwili lądowania samolotu. Do godz. 23:08 cztery Herculesy znajdowały się już na ziemi. Kolejne oddziały izraelskich komandosów stoczyły bitwę z żołnierzami ugandyjskimi i zajęły kluczowe pozycje na terenie lotniska, kontrolując całość obiektu. W ataku zginęło dwóch zakładników (w tym jeden zastrzelony omyłkowo przez komandosów, którzy wzięli go za porywacza, gdy wstał po komendzie „padnij!”), a 7 zostało rannych. Śmierć poniósł dowódca izraelskich komandosów Jonatan Netanjahu (komenda za mną), a inny z żołnierzy został ciężko ranny i sparaliżowany. Zabito 6 terrorystów, w tym Niemców. W trakcie walki zginęło też 45 żołnierzy ugandyjskich.
Uratowani zakładnicy zostali załadowani do jednego z Herculesów. Trwało to siedem minut. Samolot z pasażerami wystartował (jako pierwszy) o godz. 23:52. Następnie komandosi ogniem karabinów maszynowych zniszczyli 11 ugandyjskich myśliwców MiG-17, stojących na lotnisku oraz lotniskowy radar. Miało to uniemożliwić ewentualny pościg. Ostatni Hercules wystartował o godz. 0:40. Następnym punktem planu było lądowanie w Nairobi.
4 lipca o godz. 0:43 pierwszy Hercules i drugi Boeing (koordynujący akcję) były już w Nairobi. Ranni pasażerowie i żołnierze zostali przeniesieni do oczekującego medycznego Boeinga. Dwoje ciężko rannych zakładników wymagało jednak hospitalizacji – zostali zabrani do szpitala w Nairobi. Jeden z nich później zmarł – była to trzecia ofiara wśród zakładników. Na lotnisku w Nairobi samoloty zostały zatankowane – było to niezbędne, aby mogły one wrócić do Izraela. Rząd izraelski postanowił nie udzielać władzom Kenii żadnych informacji o planach. Samoloty izraelskie zostały potraktowane jak zwykłe loty komercyjne. Kenijczycy na lotnisku nie zadawali pytań, a Izraelczycy nie udzielali żadnych informacji.
Po krótkim pobycie w Nairobi samoloty wyruszyły w drogę powrotną do Izraela. Hercules z uwolnionymi zakładnikami wystartował o godz. 2:04. Rankiem 4 lipca wylądował on na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie, gdzie na uwolnionych czekały rodziny i bliscy.
Jeszcze jedną śmiertelną ofiarą była 75-letnia Dora Bloch, która ze względu na stan zdrowia została wcześniej przewieziona do szpitala w Kampali. W 1987 r. Henry Kyemba, minister zdrowia Ugandy w czasie tych wypadków, ujawnił, że Dora Bloch została po ataku wyciągnięta ze szpitala i zamordowana na rozkaz Amina przez jego dwóch oficerów. Po operacji dyktator zagroził, że w ramach odwetu wyśle do Izraela „pierwszą samobójczą dywizję pancerną”. Groźby nie zrealizował. 😛
Co dalej z Aminem? Najpierw, wraz z dwiema żonami i dwudziestką dzieci, znajduje azyl w Trypolisie, następnie wyjeżdża do serca Arabii Saudyjskiej, Rijadu niczym nasze piewczynie torebek za dwa klocki 😀 . Przez następne 24 lata ma u swoich muzułmańskich przyjaciół jak… u Allaha za piecem. Chroniony przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie, rozpieszczany, Idi Amin przemawia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Jest rok 1975. Przy władzy utrzyma się jeszcze przez cztery lata.
Dada ma wszystko. Rezydencję, święty spokój, Cadillaca, a nawet regularne samolotowe dostawy składników na ulubione danie z ojczyzny (maniok, proso i zielone banany). Żyje jak król, którym do niedawna w praktyce był. Łowi ryby, ogląda telewizję, gra na akordeonie i pilnie studiuje Koran, tak przynajmniej mówi włoskiemu dziennikarzowi w 1997 roku. Twierdzi, że interesuje go tylko islam. 😀
Ktoś zapyta co było prawdziwym mechanizmem prowadzącym do wywołania awantury w filmie poniżej? Nie? To ja odpowiem sam sobie. Czemu? Bo jak piszę, to porządkuję swoją wiedzę i mimo, że czuje wzburzenie, to nie poddam się póki nie rozłożę na czynniki pierwsze tego syfu. Później trzasnę drzwiami i zamieszkam na połoninie 🙂
Zacznijmy od końca…
Kobiety uwielbiają wzbudzać pożądanie u jak największej liczby mężczyzn. Wiąże się to z prymitywnym mechanizmem strategii reprodukcyjnej naszych przodków, polegającym na tym, że kobieta będąca z natury słabsza fizycznie i niezdolna do podjęcia skutecznej walki o siebie i potomstwo musiała utrzymywać w orbicie zainteresowania różnych samców, po to aby w razie śmierci Alfa na polowaniu móc natychmiast zastąpić go Betą, który co prawda odznaczał się mniejszym współczynnikiem agresji ale nadal mógł zapewnić przetrwanie genów. Dziś już nikt nie morduje potomstwa poprzednika wchodząc w posiadanie samicy, po to aby przekazać własne geny, świat poszedł do przodu a my…pozostaliśmy w sferze starych popędów, które rządzą nami do dziś. Te najbardziej pożądane z naturalnego punktu widzenia potrafią utrzymywać łańcuszek nieświadomych facetów przekraczający setkę. Dywersyfikacja daje przewagę, bo pani nie jest w stanie związać się emocjonalnie z jednym mężczyzną. Oni myślą prawie zawsze w kategorii „tej jedynej”. Oczywiście jest grupa mężczyzn, którzy z zimną krwią zachowują się identycznie ale są to najczęściej psychopaci. Patologia! To tak nie działa! Bzdury! Jasne…
Dwa przykłady na szybko:
Andrzej Zaucha, Yves Goulais i Zuzanna Leśniak – konflikt sprowokowany przed kobietę doprowadza do śmierci dwóch osób. Czemu przez kobietę? Bo mając męża wdała się w romans z innym. Nie potępiam rozwiązłości – jest to sposób na życie i konsekwencje tegoż jak każdy inny wybór. Nie mniej jednak, jeśli zawiera się umowę, to dotrzymuje się słowa. W tym wypadku Goulais jako trampolina finansowa i zawodowa dla młodej aktorki wypalił się a Zaucha ciągle był obiecujący w tym względzie. Żadnej dla niej nie był człowiekiem, tylko środkiem do celu. Dla każdego z nich ona była bramą do spełnienia ich marzeń. Jeśli ktoś nie widzi jeszcze różnicy, to trudno – pisać na priv w razie co.
Mota Engil przystojny, ustawiony prezes Pedro Jose F, pracujący u niego inżynier Mirosław F. i jego żona, która realizując prehistoryczną misję dziejową swoich przodkiń sprowokowała konflikt między dwoma samcami doprowadzając do śmierci jednego z nich. Znów temat zobowiązań – nikt, nikomu nie może zabronić prawa do dysponowania własnym ciałem. Można je nawet sprzedawać i ja nie zamierzam tego oceniać. Zawsze jednak będę oceniał konsekwencje życiowych wyborów, jeśli są one źródłem czyjejś tragedii czy kłopotu. Gdyby nie prymitywne mechanizmy, ziemia byłaby krainą mlekiem i miodem płynącą. Kto wie, czy mityczny raj nie był właśnie takim miejsce, gdzie nie było miejsca na gierki, zawiść, chore emocje. Ktoś to jabłko zerwał…Trudno też się dziwić kobietom, że działają w ten sposób, skoro my sami również nie potrafimy się kontrolować i przełożyć nacisk z chemicznego pożądania na stabilną relację. Mimo wszystko próbujemy to kontrolować – stowarzyszamy się, analizujemy, odrzucamy syf dając mu opór.
Nie uznaje argumentów typu, u moich znajomych jest inaczej, to patologia itp. Dwa powyższe przykłady to nie margines a poza tym doświadczenie nauczyło mnie, że im więcej lukru na babce piaskowej tym bardziej jest ona pusta w środku a wszystko czym żyje, co robi, jak działa służy jednemu – podtrzymaniu mitu szczęścia. Weźmy facetów mieszkających w wynajętych mieszkaniach, nie mających oszczędności, spłacających raty za sportowe SUVy, brylujących w najlepszych klubach w ubraniach od Armaniego, czy kobiety mieszkające po trzy a odkładające na torebki po 3k $ tylko po to, aby opakowanie na zewnątrz lśniło. Pół biedy jeśli da się takich ludzi łatwo zidentyfikować i odkryć, gorzej jak uda im się nas podejść, dzięki urokowi jaki przez swą grę roztaczają wokół. Wówczas mamy poważny problem, bo ich aura jest silniejsza od naszej. Nasza droga jest kamienista i trudna ale wiedzie na szczyt. Ich droga jest pełna krótkich radości, sztucznego blichtru. I my i oni obudzimy się da natura na emeryturze…nie pomoże ani torebka ani chirurgia kosmetyczna. Bez zasobów będą skazani na wegetację.
Przejdźmy jednak do analizy. Czemu pani uderza kilka razy siedzącego spokojnie faceta? Otóż widzi, że w jej otoczeniu jest jeszcze jeden, prawdopodobnie chłopak (zielona koszulka), który jest typowym Beta. Spolegliwy, miły, sympatyczny. Coś złego? Absolutnie nie, gdyby nie fakt, że jest on tylko narzędziem w rękach pani. Ten drugi zresztą też. Co ich łączy? To, że obaj biorą udział w przedstawieniu, z którego nie zdają sobie sprawy a którego celem jest wzbudzenie konfliktu między nimi, z których lepszy, silniejszy, sprawniejszy wygra i wejdzie w posiadanie waginy. Śmieszne? Śmiejcie się dalej ale to jest prawdziwa natura ziemi…tej ziemi. Sam błagam siebie i wszystko wokół, było inaczej i szukam rozpaczliwie ludzi, którzy wyłamują się z tych schematów ale niestety jest dokładnie tak jak piszę. Nawet Ci co mówią, że jest inaczej działają w ten sposób. Wersja light?
Proszę bardzo!
Drogi przyjacielu! Czemu ona non stop opowiada Ci o zaradności jej kolegi. Wiesz Misiu, on jest taki wesoły, zabawny, poza tym bardzo inteligentny i ma dobrą pracę. Poznajesz gościa i okazuje się klasyka. Przechodzony aktor z korpo brylujący w modnym klubie z rozpiętą koszulą i drogiej marynarce. Czyste przedstawienie! Ty kolego właśnie stałeś się elementem łagodnej wersji tego co widać na filmie. Sprowokowania konfliktu mającego doprowadzić do walki o waginę. Wiem, że duża część z nas jest na tyle tępa, że nie widzi tych gierek i idzie jak stado bydła na rzeź. Ja jestem ciut dalej ale też w czarnej dupie bo zawsze jak trafiałem na takie klimaty to kończyło się to radosnym przytakiwaniem, odbiciem piłeczki z opowieścią o mojej zajebistej koleżance, fochem pani (pozornie wszystko gra, a że wieje chłodem, to efekt zimy) oraz stulitrowym workiem butelek po piwie u mnie. Na zewnątrz PEWEX – piwko, klub, zabawa 🙂 The show must go on i kolejny jeleń orbituje nie zdając sobie sprawy z tego, że jest tylko kawałkiem lalki zawieszonej na sznurku. W głowie ma już wizję i domu i ganku i pani siedzącej na progu z jego dzieckiem. Znasz to przyjacielu? Myślę, że aż za dobrze, bo tu nie ma znaczenia wykształcenie, wiedzę specjalistyczna typu doktora z przyrody nieożywionej, pieniądze, pozycję. Nie masz jednego – umiejętności widzenia rzeczywistości taką jaka ona jest. To nic złego, powiem Ci więcej – nigdy nie idź tam, gdzie ja, bo Twoje życie stanie się piekłem. Zamiast ludzi już po krótkiej interakcji z nimi będziesz widział ciąg opadających zer i jedynek z Matrixa. Piekło Dantego przy Całej Jaskrawości, za którą oddał życie Sted jest komedią.
Scena po scenie, najpierw będzie wersja hard, później light:
1)
Uśmiech na naćpanej twarzy pani, próba uderzenia siedzącego faceta, próby zasłonięcia się przez niego.
2)
Sprawy idą w dobrym kierunku, pani po trafieniu Alfa natychmiast ucieka w stronę beta.
3)
Beta staje między kobietą a Alfa – scenariusz się wspaniale realizuje.
4)
Kobieta na wszelki wypadek ewakuuję się w stronę koleżanki. Wyczuwa niepokój czując, że Alfa nie odpuści i szuka wsparcia. To samo robią kobiety w razie innego rodzaju zagrożeń.
5)
Beta wyraźnie czuje respekt przed Alfa i łagodzi konflikt – tak naprawdę wygraną nadal jest wyłącznie pani.
6)
Konflikt zaczyna wygasać a pani nadal nie jest pewna, komu oddać waginę, wobec powyższego prowokuje znów Alfa zasłaniając się Betą.
7)
Beta wpada w panikę i karze dzwonić po policję, przewidując jako facet dalszy rozwój wypadków. Kobieta przeprasza niby ale jednocześnie z uśmiechem na ustach eskaluje konflikt próbując znów uderzyć Alfa. Jednocześnie korzysta z parawanu zapewnianego jej przez Betę.
8)
Beta jest przerażony, prosi Alfa o uspokojenie się, wszak to tylko kobieta.
9)
Beta nadal stoi w obronie kobiety zasłaniając ją przed Alfa. Liczy w zamian na dostęp do waginy (podświadomie).
10)
Kobieta daje Beta sygnały, że docenia jego starania w jej obronie, dotykając go za twarz i szyję. W tej chwili Beta już przegrał, bo ją interesuje już wyłącznie Alfa. Jeśli Alfa jest jej chłopakiem, to takie działanie ma wzmóc w nim agresję, jeśli Beta jest jej chłopakiem, chodzi o pozbycie się go poprzez wystawienie na niebezpieczeństwo.
11)
Beta obejmuje kobietę pod biustem będąc pewnym zwycięstwa. Nadal jedyną dobrze bawiącą się osobą w tym układzie jest ona. Alfa jest nabuzowany a Beta przestraszony, mimo że udaje twardziela.
12)
Alfa eksploduje. Kobieta dostaje cios w twarz. Beta jest przerażony i próbuje straszyć Alfa z marnym skutkiem. Widać po jego mowie ciała, że się boi.
13)
Beta prosi Alfa o przerwanie ataku. Jest to jedyna możliwa dla niego strategia. Atak zakończyłby się w warunkach prymitywnych jego śmiercią a w tym konkretnym przypadku ciężkim pobiciem.
14)
Kobieta odzyskuje myślenie i opuszcza stan haju hormonalnego. Bezpośrednim katalizatorem tego stanu rzeczy jest piącha Alfa. Traci animusz bo nie spodziewała się takiej reakcji – liczyła na bójkę między nimi.
Efekt?
Dwóch poróżnionych facetów, obita laska. Beta w jej oczach jest cieniasem, co nie potrafi obronić kobiety, Alfa awanturnikiem z buzującym testosteronem.
Na koniec pytanie. Kto w tym układzie ma większe szanse na dostęp do waginy rzeczonej pani? Na odpowiedzi listowne czekam do przyszłego poniedziałku po adresem:
Telewizja Polska
ul. Woronicza 17
z dopiskiem:
Z kamerą wśród zwierząt.
Dziękuję za uwagę i z poczuciem ulgi udaję się na polowanie celem gromadzenia zasobów. Niech moc będzie z Wami.