Kilka definicji.

Betonowy most, na którym spędziłem dziesiątki godzin pokonując jako słoik debiutant prawie 20 lat temu trasę z domu do Matrixa stoi dalej. Ma w sobie pewien niepisany urok szarego betonu. Muszę kiedyś zboczyć z pięknej i najdroższej drogi na świecie i poczuć smak przedwojennego bruku. Może nawet jakaś sesja z poziomu ziemi? Wybrzuszenia na otoczakach nabierają innego kolorytu w porównaniu do współczesnej kostki brukowej. Jaka to różnica? Ano taka, że kostka jest martwa, plastikowa, bezkształtna a otoczak? Żyje…

Znów forum, znów dyskusje, kolejni oszukani przez kobiety i życie…cóż? Każda trauma w życiu to szansa na zmianę. Albo odkrycie i wyjście ze strefy komfortu, albo trzy stu litrowe worki butelek? Bywa różnie, ważne żeby w bilansie było na plus.

Lubię odnosić wiele spraw do Matrixa. Redpill or bluepill? Rozejrzyj się wokół. Co widzisz? Ja błękit , w którym jednak błyska gdzie, niegdzie czerwona lampka. Brawo! Tam jest szansa, na coś więcej niż wegetację. Piszę coś sążnistego od pewnego czasu a zapowiedzi taka jak ta, mają za zadanie zrobić fundament do dalszej dyskusji i nadzieję na rozlewanie się czerwonych lampek w morzu zimnego błękitu…

Blue pill – życiowa droga, którą podążają osoby ulegające wpływom społeczeństwa, będące spolegliwe lub które nie są jeszcze świadome innej możliwości (czyli red pill). Osoby żyjące w błogiej nieświadomości, nie mające pojęcia o zagrożeniach związanych z niewłaściwym podejściem do szeroko rozumianych spraw damsko-męskich a także życie, biznes, otoczenie.

Red Pill – świadomość w jaki sposób bluepill wpływa na społeczeństwo. Widzenie świata takim jakim on jest naprawdę, dostrzeganie prawdy niezależnie od tego jak bolesna i nieprzyjemna ona by nie była.

Rationalization Hamster – wewnętrzny chomik obecny u każdej kobiety. Tendencja do racjonalizowania i rozwiązywania mentalnych konfliktów, których doświadcza i unikania dysonansów poznawczych. Mechanizm, który umożliwia kobietom mówienie jednej rzeczy, a robienie czegoś absolutnie przeciwnego. Niestety często jest spotykany także u mężczyzn, szczególnie tych z kobiecą wersja płci mózgowej.

Cock carousel – seksualna karuzela. Okres w życiu kobiety, w którym może skutecznie i bez najmniejszych problemów wykorzystywać swoją wysoką wartość seksualną (SMV) i maksymalizuje swoje hipergamiczne (patrz niżej) tendencje poprzez uprawianie seksu z jak największą liczbą samców alpha. Najczęściej przypada na okres między 18. a 27. rokiem życia. Koniec karuzeli następuje gdy kobieta uderza w tzw. ścianę (wall).

The Wall – ściana. Moment w życiu kobiety, gdy jej ego i samo-postrzeganie własnej wartości seksualnej (SMV) przekracza jej rzeczywiste SMV. Początek stopniowego spadku atrakcyjności. Zazwyczaj pojawia się jako szok w momencie, gdy zaczyna sobie zdawać sprawę z faktu, że jej władza nad mężczyznami była tymczasowa a jej uroda zaczyna znikać. Najczęściej pierwszą fazą ściany jest wyparcie, a następnie szybka zmiana priorytetów w kierunku znalezienia męża (najczęściej beta providera). Wiele kobiet nawet gdy już zderzy się ze ścianą marnuje kilka następnych lat testując własne SMV z facetami alpha, mając nadzieję, że tak naprawdę wciąż jest atrakcyjna. Kończy się to zazwyczaj jeszcze większą goryczą, ponieważ jej SMV w dalszym ciągu spada i w konsekwencji będzie musiała się zadowolić się facetem o znacznie niższym SMV niż gdyby nie straciła tych kilku lat. Powstaje wtedy syndrom alpha widow – kobiety, która pamięta tych wszystkich wspaniałych mężczyzn, z którymi sypiała i nie jest w stanie pogodzić się z faktem, że już nigdy więcej nie będzie w stanie zdobyć kogoś takiego, co sprawia zazwyczaj, że kobieta staje się zgorzkniała.

Hipergamia – instynktowna żądza kobiet, aby zawsze poszukiwać najlepszego dostępnego alpha male. Oznacza się między innymi wysokim współczynnikiem odrzuceń mężczyzn przez kobiety. Kobieta zawsze testuje mężczyznę (shit tests), aby sprawdzić jego wartość na skali alpha. Hipergamia powoduje, że kobieta nawet jeżeli posiada mężczyznę o wysokiej wartości, w dalszym ciągu szuka innego o jeszcze wyższym statusie i w sytuacji, gdy takiego znajdzie, bez wahania zostawi dla niego obecnego faceta. W sytuacji, gdy mężczyzna obleje zbyt wysoką liczbą testów, którym poddaje go kobieta, zaważy to na jej uczuciach wobec niego i obniży jego wartość w jej oczach. Pozwoli to kobiecie bez wahania i litości przeskoczyć do kolejnego dostępnego faceta (o wyższej wartości).

MGTOW (Men Going Their Own Way) – rosnąca cześć męskiej populacji, która decyduje się odpuścić całkowicie rynek matrymonialny i zająć się wyłącznie sobą, ewentualnie zaliczając w tym czasie wiele chętnych panienek, ale nigdy nie wchodząc z żadną kobietą w związek.

To tyle na dziś…
Entering Matrix.

PS: Wy też czekacie już na biały puch i słońce? Jeszcze chwila…

Ludzkie projekcje.

Znów w trasie, dziś trochę mniej busiarzy, bo mięso zamroczone piwem śpi w noclegowniach odsypiając emocjonalną debatę dwóch pań w średnim wieku. Nawet miła rozmowa, niczym lata temu w jaskini przy darciu pierza – zero konkretów za to pełno frazesów. Korzystając z faktu, że wściekły PH w białej Fabii nie dał rady utrzymać się na moim zderzaku, mimo dużych ambicji, rozwalimy kolejnych kilka mitów, jakimi jesteśmy karmieni od dziecka na ziemi, tej ziemi…
 
Na pewnym forum dyskusyjnym wielu młodych chłopaków wylewa swe żale na współczesne kobiety, które powykręcane emocjonalnie przez programowanie i liczne lewicujące koleżanki, zupełnie nie mogą się odnaleźć we współczesności, powodując rwanie włosów z głów przez poukładanych chłopców, którzy chcieliby się prowadzać z nimi za ręce, a z powodu zagubienia się w gąszczu świata przez nasze drogie panie, siedzą w kącie i trzepią prącie.
 
Drogi przyjacielu, nawciskała Ci mama iluzji o głębi duchowej kobiet, boskości, delikatności, altruizmowi i pełnej dobroci. Prawda? Prawda! Zapomniałeś tylko o jednym, budując wizję świata, którego realia właśnie wywalają Cię z torów, że to mówiła… kobieta, a nasze drogie panie mają skłonność do projektowania świata, jakim chciałyby, żeby był a nie jakim jest 🙂
 
Bez przerwy słyszę, że ta czy tamta zdradziła, puściła, nachlała a miało być tak pięknie, tak wspaniale 😉 Kiedyś było, bo programowanie, brak samodzielności ekonomicznej, a także strach przed ostracyzmem i ogniem piekielnym sprawiał, że białogłowy żyły w ukryciu, chowając swoją prawdziwą naturę. Dziś w czasach lewackiej propagandy, wiele z nich odkryło swoją prawdziwą naturę i zderzyło się z dysonansem wewnętrznym, będącym skutkiem programowania od dziecka.
 
Wyjaśniamy sobie jedną rzecz:
 
Bez względu na płeć nie różnimy się w mechanizmach, czyli one tak jak my lubią wyzwania, smak zwycięstwa, mocne życie, rozwój, poznanie, walkę. Różni nas jedynie sposób dochodzenia do celu i rola, jaką naznaczyła nam naturą w procesie powielania gatunku. Dla nas naturalnym jest ilość potomstwa, dla nich, jakość. My załatwiamy niemal wszystko po męsku, czyli przeważnie siłą i logika, one po kobiecemu, czyli podstępem, emocjami, iluzją. Cel jest ten sam. Sukces.
 
Doszliśmy do momentu, gdy możemy mówić o definicjach. Co powoduje, ze Twoja luba strzela oczami do Twoich kolegów, próbując lepiej lub gorzej ukryć ten fakt przed Tobą? Odpowiedzią jest hipergamia. Kobieta zawsze, nawet będąc w związku z bardzo silnym mężczyzna, podświadomie szuka jeszcze silniejszego. Jest to główny powód rozwalania się relacji, jeśli stroną inicjującą rozpad jest kobieta, przy czym nie kombinuj drogi kolego, że pan posuwający właśnie na pagony Twoje ciasteczko jest lepszy od Ciebie. Może być, ale nie musi. Czemu? Bo od czasów pierwotnych ich największa siła, czyli intuicja uległa stępieniu. Co możesz, zatem zrobić? Na pewno nie walczyć jak mama mówiła, czyli kwiatami, rozmową – tam działają czyste emocje. Pamiętasz jak Bukowski pisał, że facet musi być gotowy na to, że wszystko, żona, dom, praca, zdrowie runie w jednej chwili? Miał rację, bo wszystko na ziemi, tej ziemi stoi na fundamentach z piasku.
 
Jeśli padniesz ofiarą hipergamii, a ona w swojej głowie zbudowała już iluzję siły innego to nie masz szans. To nie facet, że się ulituje, zastanowi. Jesteś trupem. Im szybciej zdasz sobie z tego sprawę, tym lepiej. Co może zrobić trup? Zmartwychwstać, w tym wypadku z inną, najlepiej młodsza kobietą. Czemu? Bo z nią zrealizujesz znów program, który masz wykonać. Jak się ogarniesz, staniesz na nogi po ciosie w nerki, to jest bardzo prawdopodobne, że Twoja była będzie chciała wrócić, nawet, gdy się do tego nie przyzna. Warunkiem jest to, abyś żył a nie prosił o litość. Tam pojęcie litości istnieje tylko wobec psów i kotków 😉
 
Czy to źle? Nie. To natura. Moja ex tez chce wracać, bo jak to często okazało się, że jedyne, co ją prowadziło w czasach, gdy obcinała mi jaja w chwili mojej słabości, to iluzja w jej własnej głowie. Tak na marginesie – nie stawiałbym na powroty. Żyj swoim życiem a jej daj szansę odnaleźć się z kimś innym.
Wszystko, co piszę to tak zwana prawda życiowa, której sam nie potrafię często zaakceptować, dlatego w chwilach kłopotów warto skorzystać z zimnego oka nieuwalonego emocjonalnie kolegi. Zimny prysznic zawsze dobrze robi 😉
Znów Janki, no cóż ten tydzień muszę się męczyć, ale później znów powitam przestrzeń, swobodę i powietrze. Pamiętaj, że po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój 🙂
 
Może by Biesy zrobić znów next week?
 
Dobrego dnia.
 
PS: Nie pisz, że Twojej kobiety te mechanizmy nie dotyczą 😉 Jeśli tak sądzisz, to spójrz na nią i pomysł, czemu ukryła je głęboko w sobie 😉 i pamiętaj, że to nic złego. To tylko naturą, którą musisz zaakceptować albo wybrać kompromis bądź samotność. Cokolwiek byleby świadomie. Jutro obalimy kolejny mit. Hej.

Siekierezada i mięso.

Lawirując między busami okupującymi lewy pas na trasie do Warszawy, a wiozącymi zadowolone z życia mięso do roboty, myślę sobie o klasycznym niezrozumieniu Siekierezady Edwarda Stachury. Na jakimś forum chłopak pisze, że jest pod ogromnym wrażeniem powieści, która jednak jest przestrogą, że można skończyć tragicznie. Abstrahując od definicji tragiczności (personalnie uważam, że bycie mięsem w busie i taka egzystencja jest dużo tragiczniejsza, niż śmierć pod kołami pięknej lokomotywy, w zimowej scenerii lasu), to wspomniane dzieło absolutnie nie jest tragiczne, bowiem pozostawia pytanie „czy warto? ” – otwartym. Mało kto wiąże postać Janka Pradery i Rafała Skoneckia, jako kontinuum czasowe i alternatywną wersje końca Steda, który był przecież protoplastą obu tych postaci. Wówczas kwestie egzystencji w otaczającym go świecie odłożył w czasie, licząc zapewne na to, że spotka swoją Gałązkę Jabłoni i pójdą dalej „razem do końca wszystkiego” . Jako, że pojmowanie otaczającej nas rzeczywistości przez niektóre jednostki jest nazwijmy to nieco głębsze niż większości, to ostatecznie wyłączył sobie światło, kiedy zrozumiał, że wszystko na co może liczyć to udział w grze, która odbywa się co dzień na kiepskich dechach teatru rzeczywistości. Stało się to jednak po latach. Janek Pradera był do życia na nie, Rafał Skonecki na tak! Pamiętajmy o tym!
 
W swoim życiu Siekierezadę z dedykacją dostały ode mnie dwie kobiety. Obie nie zadały sobie minimum trudu, by choć spróbować zrozumieć, że w życiu są rzeczy ważniejsze niż pierścionek czy nachlanie się w oparach marihuany. Nie mam do nich żalu, kiedyś czułem się kiepsko mając świadomość, że znów przeceniłem ludzi, dziś czuje obojętność, poza krótkimi momentami, gdy zrywam się w nocy z łóżka i czuje pozazmysło ich skowyt, bo ani pierścionek ani marycha szczęścia nie dały. Jedyne co to chwilowe zapomnienie w spazmach orgazmu z facetem, który albo je brzydzi albo jest zwykłym dildo czy portfelem. Postanowiłem nie dawać więcej żadnej kobiecie tej książki, póki nie upewnie się, że jest szansa na jej zrozumienie. Zbyt poważną cenę zapłacił Sted za to w co wierzył, aby trwonić jego dorobek w ten sposób.
 
Jestem w Jankach. Zaczyna się kraina szczęścia w otoku spalin, tłoku na drogach, trąbienia, machania rękami, zajeżdżania drogi i sprzedawania fucków. Jeśli to jest ten Wasz świat, ta ziemia obiecana, to ja wybieram piekło. Czemu? Bo moje piekło jest niebem przy Waszej krainie mlekiem i miodem płynącej 😉
 
BTW, kiedyś pewien Pan po sprzedaniu mi fucka musiał zatrzymać się na światłach na skrzyżowaniu Towarowej i Prostej. Wsiadłem z auta i próbowałem grzecznie się dowiedzieć, co było przyczyną takiej frustracji i co nie tak zrobiłem, tak bardzo psują mu humor. Analizuje swoje zachowanie celem rozwijania się i jego feedback byłby dla mnie bardzo pomocny w zrozumieniu, gdzie popełniłem błąd? Niestety…zabarykadował się w aucie i wykonywał przez szybę ruchy dłońmi jakby się modlił, jednocześnie robiąc minę na zbłąkanego psa. Do tej pory nie wiem o co mu chodziło i już chyba się nie dowiem 🙁 Bardzo go przepraszam z tego miejsca, za wywołanie w nim takiego wachlarza emocji – jeśli Pan czyta drogi Panie to pozdrawiam serdecznie.
 
Dobrego dnia. Ja właśnie otwieram wrota do mojego Mordoru 😉
 
Wasz Rafał „Mięso” Skonecki
 
PS: Też jestem mięsem, tylko z lepszą niż średnia percepcją otaczającego nas cyrku, który sami reżyserujemy 😉

Rozpad z powodu programowania.

A propos wczorajszego wieczoru :/ i dzisiejszego dnia. Rozpadam się mimo uśmiechu na ustach. Coś jak żołnierz ze sztandarem na polu bitwy, idący do przodu mimo licznych ran, jak Doris Archer w K-Pax siedząca w pokoju i poprawiająca makijaż, który i tak już nic nie zmieni. Wszyscy czekamy na cud, który nie nadchodzi. Teraz jeszcze czekam aż wpadnie jakiś kołcz i powie, żebym wziął sprawy w swoje ręce 🙂 Dobrze, że humor ciągle mnie nie opuszcza, mimo że czarny. Lepsze to niż wydzwanianie do ludzi po nocy i ubliżanie im, szczególnie po pijaku – bywało i tak kilka lat temu, gdy podnosiłem się z dna 😉 Spotykam kolesia za tydzień na ulicy, jakiś dziwny..wiesz, stary…tak mi nagadałeś wtedy w nocy przez telefon…W sumie to jestem Ci wdzięczny bo pokazałeś mi to, czego sam nie mogłem zauważyć, ale mimo to…wiesz jak jest. Szczepionki przeciw Matrixowi są zbyt bolesne dla niegotowych :/

No wiem jak jest. Skoro wszyscy gramy, to czemu do diaska wszyscy nie powiemy pass?

Ostatnio u Lutka zawsze spotykam masę ludzi, to z powodu sezonu, ładnej pogody w Biesach i wzrostu stopy życiowej 😉 Zazwyczaj jestem tam sam albo z innym równie samotnym wędrowcem. On sobie siada pod oknem, wyciąga termos z herbatą, buty suszą się przy kominku, kurtki na sznurkach. Ja siadam w rogu, obok zdjęcia Lutka z lat 80tych. Zamienimy czasem dwa, trzy słowa. Książka, myśli, muzyka…

Ostatnim razem pełna sala, spałem tam już nie raz na glebie, wychodzę zazwyczaj na korytarz, aby być sam. Wolę marznąć niż siedzieć wśród ludzi. To wspaniali ludzie, kochający góry jak ja, tyle tylko, że ja tam jadę szukać siebie, odpoczywać, kontemplować, dotykać natury, wschodów, zachodów słońca, kamieni, jaszczurek. Zapraszali mnie do siebie, mieli wódkę i kiełbasę, ich kobiety śmiały się tak rubasznie…udałem niemowę. Na migi pokazałem, że dziękuję. Na chwilę zapadła cisza, ale ja miałem spokój. Włożyłem słuchawki i przeniosłem się do swojego świata. Blask ognia, zapach drewna, ciemny taniec płomienia świecy na ścianie…

Czekam aż spadnie śnieg. Pójdę w rakietach i wreszcie będę sam 🙂

Miłego wieczoru.

Piekło Nowego Jorku.

Bardzo dobry artykuł, znam temat od podszewki. Można powiedzieć, że byłem kochankiem takiej kobiety, choć pozycjonowała mnie na kogoś innego, zapewne wiedząc, że nie można mnie kupić. Schemat był prosty – tam portfel, tu emocje. NY to targ ludźmi w najczystszej postaci. Zabawne jest to, że jak dowodzi psychologia ewolucyjna nawet zamożne kobiety wybierają lepiej sytuowanych mężów. Jeszcze zabawniejsze to, że właściwie wszystkie lewicowe wymysły są czystej wody brednią. Zaś absolutnie „the best” jest fakt, że większość kobiet zazdrości im takiego życia, kiedy tak naprawdę to jest koszmar. Z miłością to nie ma nic wspólnego, wszystkie maja podpisane intercyzy, (dlatego dostają premie), faceci są wyjątkowo wybredni i kapryśni, kolejka młodszych rywalek codziennie puka do drzwi, jeden mały błąd albo rysa na urodzie i dostają porządnego kopa w tyłek. Z Upper East Side wracają na jakaś zabita dechami prowincje, uroda już nie ta, depresja murowana. Dobrze, że są jeszcze Ryśki z Klanu co przygarną taką zniszczoną kobietę przy okazji zamieniając własne życie w piekło. Czegóż się nie robi wszak dla podbicia ego? Nawet zarycie twarzą w krawężnik nie jest w stanie powstrzymać tego stwora 🙂 W Warszawie, Londynie, Krakowie, Paryżu dzieje się to samo, tylko na mniejszą skalę. Kwestia zasobów – dlatego ja wolę Bieszczady 🙂

https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19009242,glam-sahm-biedne-bogaczki-z-nowojorskiej-upper-east-side.html

Themaskator