Z nowym rokiem, nowym krokiem zrobimy sobie szybki update otaczającej nas rzeczywistości, która ostatnimi czasy przybiera wyjątkowo kloacze oblicze. Fundamentem tejże jest motłoch, w podstawach którego leżą nasi starzy znajomi, czyli racjonalizacja i wyparcie. Zacznijmy może od Bolka. Otóż, już pod koniec lat 90tych stało się jasne dla wielu, że nasz wąsaty guru mieniący się zbawcą świata i pogromcą komuny był zwyczajnym pożytecznym idiotą, słupem, który miał zrobić swoje, kimś kto nie przeskoczył płotu, tylko przywieziono go motorówką, miał wziąć za to wypłatę i przepaść na śmietniku historii. Sprawa tak długo nie oglądała światła dziennego bowiem kwity na Bolka były parasolem ochronnym dla Kiszczaka, który zdawał sobie sprawę, że może skończyć identycznie jak jego dobry znajomy pan Sekuła, to znaczy strzelając sobie w plecy z dubeltówki. Oczywiście większość ludzi do głowy nie dopuszcza, że zostali świadomie wysterowani, a pokojowy upadek komunizmu miał na celu tylko jedno – wygodny transfer majątku ludu pracującego miast i wsi do wąskich rąk pasterzy baranów. Aby powiedzieć sobie skąd w ogóle wziął się pomysł socjalizmu, komunizmu, rewolucji październikowej i tego jak wymknęła się ona spod kontroli, przyczyniając się zresztą do następnej światowej hekatomby, należałoby cofnąć się do początków ubiegłego wieku, ale że to materiał na osobny felieton, to może kiedyś indziej.





