De gustibus non est disputandum.

„Boże, znowu ta opowieść o coli, dzięki której puszczają śruby. Gdy we wrześniu gościłem szwedzkie małżeństwo takich jak ja starców, to ich okrzyki zgrozy na moją strategię żywieniową i wszystko, co tylko miałem w lodówce, pamiętam do dziś. Musiałem po nich wszystko raz jeszcze myć, bo detergent jest niezdrowy, pepsi to zgroza, gdyż jest tam kwas fosforowy, a kwas fosforowy rozpuszcza rdzę. Boh ty mój! Kwas fosforowy rozpuszcza rzeczywiście rdzę i jest do tego celu powszechnie używany w przemyśle, ale agresywniejszy od niego kwas solny, też rozpuszcza rdzę. Używałem – jako facet, który lutował przed laty rzeźby z blachy jednego i drugiego kwasu. Znam bajki o tym, że zardzewiała łyżeczka włożona do coli na drugi dzień była jak nowa. Kto i po co wkłada zardzewiałą łyżeczkę do coli, i gdzie u licha spotkać można w przyrodzie zardzewiała łyżeczkę? Ja takiej nie widziałem. Stalowych łyżeczek po prostu nie ma. Wiem natomiast, i to nie jest bajka, że ilość kwasu solnego, który w tej chwili ma pani w swoim żołądku, pozwoliłaby na odrdzewienie dwóch metrów żelaznego ogrodzenia w parku, i jakoś Pani z tym żyje i nawet maluje sobie ściany. No dobra: rzeczywiście jadałem za życia mej żony sosy lepsze niż Uncle Ben’s i wołowinę lepszą niż „Wołowina we własnym sosie” (PN-A-82022-1998, panu Krzysztofowi polecam zawsze skontrolować normę), ale i jedno, i drugie jest najlepsze z tego, co mogę mieć szybko i pod ręką tak, aby przygotowywanie jedzenia wraz ze zjedzeniem nie zajmowało mi więcej niż kilka minut czasu. Poza tym de gustibus non est disputandum.”

Zdzisław Beksiński

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Themaskator