Śladami Wielkiego Szu, czyli widzisz przedstawienie…

Ostatni tydzień spędziłem na Dolnym Śląsku. Katalizatorem wyjazdu był oczywiście Castle Party Festwal na zamku w Bolkowie. Jadąc tam obawiałem się czy uda mi się wpasować w towarzystwo bo co do muzyki to byłem pewien. Clan of Xymox, Closterkeller, czy Lacrimosa gwarantowały wrażenia. Nie zawiodłem się, w przyszłym roku pojawię się znów ale już z czarną peleryną Draculi podszytą krwistoczerwoną podszewką, którą uszyła mi mama mojej byłej dziewczyny, kapeluszu oraz czarnej koszuli. Mroczny klimat to jest to! Jako, że na wyjazd zdecydowałem się w ostatniej chwili to noclegi przypadły mi pod namiotem, co zresztą poczytuję wyłącznie jako plus biorąc pod uwagę integrację jaka miała miejsce na polu namiotowym Pod Lasem. Polecam to miejsce w Bolkowie, bowiem standard obiektu i zarządzający są naprawdę spoko. Ale do rzeczy, w dzień zamiast leczyć kaca (którego nie było) zasuwałem jak opętany po licznych atrakcjach okolic, które zresztą opiszę jeszcze w innych notkach. Jednym z pomysłów było odwiedzenie miejsc, gdzie kręcony był kultowy dla mojego pokolenia film a mianowicie tytułowy Wielki Szu. Zresztą cytat w nagłówku bloga nie wiem tak naprawdę czy pochodzi od Kanta, ale pochodzi na pewno z tego filmu. Jeśli nie wiesz w czym rzecz, nie trać czasu i nie czytaj dalej bo nie zamierzam opisywać fabuły filmu, którego dialogi mogę cytować obudzony w środku nocy. Zapraszam zatem na podróż sentymentalną, gdzie Szu szukał siebie a znalazł jak zwykle….tylko pieniądze.

Czytaj dalej „Śladami Wielkiego Szu, czyli widzisz przedstawienie…”

Ostatnia podróż.

Qrwa, ten film ma 1500 wyświetleń…a tymczasem.

„Eliza z Warsaw Shore ma na fejsie czterdzieści jeden tysięcy lajków, Stanisław Barańczak – niespełna dwa tysiące. Dlatego nie można mówić, że jest wszystko w porządku, tak jak nie można mówić „wziąść”.”
Radek Kolago

Ten świat to dno…

Cała naprzód raz jeszcze.

Kiedy dwa, czy trzy lata temu siedząc w porcie Durres czytałem przy kuflu znakomitego albańskiego piwa biografię Teresy Tuszyńskiej wiedziałem, że mam sporo do nadrobienia. Jeszcze będąc na miejscu ściągnąłem skąd się da całą filmografię, co prawda w fatalnej jakości, ale  kompletną. Od tego czasu sporo się zmieniło, nadal mam wszystko ale większość w HD, co nie jest prostą sprawą. Kilka dni temu obejrzałem ponownie film Stanisława Lenartowicza z 1966 roku zatytułowany Cała naprzód. Oczywiście post factum poszedłem na Filmweb, aby sprawdzić komentarze i jak zwykle prawie nikt nie wpadł na clue przekazu, choć interpretacja to rzecz subiektywna więc no offence jeśli ktoś myśli inaczej. Ten film, to obraz o niespełnieniu oraz wyobraźni, która może być namiastką rzeczywistości a także o tym, że szukając zbyt daleko tracimy coś co jest blisko.

Czytaj dalej „Cała naprzód raz jeszcze.”

Statkiem po trawie.

Od jakiegoś czasu nie znoszę codziennej jazdy samochodem. Owszem, zabawa na torze np w Jastrzębiu to co innego, ale użerania się z tłumem na trasach mam stanowczo dość. Korzystając z faktu, że nasze kochane koleje oferują coraz lepsze możliwości transportu dla rowerów  organizuję sobie nieco dłuższe wycieczki vide ostatnio opisana pod szumnym tytułem Dwa Brzegi. W ten weekend wykonałem czysty spontan, co nie było proste bowiem większość miejsc w pociągach jest w ostatniej chwili…niedostępna. Wiem, nie tylko ja mam dość blachy z jednoczesną chęcią dotykania natury. W piątek zacząłem zastanawiać się co z weekendem i wówczas przypomniałem sobie, że zawsze chciałem odwiedzić….Kanał Elbląski i przepłynąć, czy też przejechać się statkiem przeciąganym po torach za pomocą lin. Jakoś do tej pory nie było okazji dotknąć blisko tego fenomenu XIX wiecznej techniki aż do minionej niedzieli. A warto, bo wrażenia wyjątkowe! Rozważałem różne możliwości dostania się do Pochylni Buczyniec. Co prawda kanał bierze swój początek w Ostródzie i świetnie nadaje się na spływ kajakiem aż do Bałtyku (plan na lato!) ale to właśnie przy wspomnianej pochylni mieści się punkt początkowy rejsu zwanego Szlakiem Starych Pochylni organizowanego przez pasjonatów czyli właścicieli „Bursztyna” (ciekawa jest historia powstania jednostki) – zainteresowanym polecam stronę:

Statkiem po trawie


Czytaj dalej „Statkiem po trawie.”

Powrót do źródeł.

Któż z nas na przełomie lat 80tych i 90tych nie napawał się pięknem natury korzystając z nocowania na dziko, w namiotach? Któż z nas nie cieszył się z każdego złapanego na wędkę Okonia, któż z nas nie siedział wpatrzony w ogień sypiący iskrami w rozgwieżdżone niebo? Chyba każdy. Ja na pewno tak. Pierwszy raz sam pojechałem pod namiot ze Szczecina do Kołobrzegu. „Starsze chłopaki” siedzieli tam już od dłuższego czasu, ja miałem 14 lat, był rok 1989. Wiedziałem tylko, że są gdzieś na polu namiotowym w Dźwirzynie. Rodzice wiedzieli, że jeśli mnie nie puszczą to i tak sam pojadę. I pojechałem! Kumpli oczywiście nie znalazłem, potrącił mnie cofający autobus (to był pierwszy moment, gdy powinienem stracić życie, ale nie ostatni – od każdego następnego liczę życie na kredyt), ostatecznie wylądowałem na dworcu w Kołobrzegu bez kasy, bez zapasowego ubrania, zostawiony przez jakiegoś druha chlebak uratował mi życie bowiem nowo wyfasowane adachy tak mi starły pięty, że chodziłem na palcach. Z tamtego wyjazdu został mi smak kanapek jedzonych na ranem i ruski automat do sprzedaży wody mineralnej ustawiony vis a vis dworca. Później był Solec i to rok w rok. Ta sama ekipa, ten sam klimat. Muzyka, przyjaźń, tanie wino, ziemniaki z ogniska. Później udawało się tam jeszcze co jakiś czas wrócić, aby choć na chwilę poczuć tamten smak. Niestety ostatnio coraz trudniej o taki wypad. Część kolegów już nie żyje, część nie może pić,  inni się budują, mają swoje sprawy – wolnym ptakiem zostałem tylko ja. 🙂 Zawsze ceniłem sobie niezależność i tak już zostało. Próbowałem skrzyknąć ekipę  na ostatni weekend ale się nie udało a że ja planów nie porzucam podobnie jak TB to…pojechałem sam. I było zajebiście! Poranki jak na zdjęciu kiedy słychać kumkanie żab, ptaki grają uwerturę na cześć życia a ryby same wskakują na haczyk należą do najpiękniejszych chwil jakie możemy kolekcjonować!

Czytaj dalej „Powrót do źródeł.”

Themaskator