Ostatni tydzień spędziłem na Dolnym Śląsku. Katalizatorem wyjazdu był oczywiście Castle Party Festwal na zamku w Bolkowie. Jadąc tam obawiałem się czy uda mi się wpasować w towarzystwo bo co do muzyki to byłem pewien. Clan of Xymox, Closterkeller, czy Lacrimosa gwarantowały wrażenia. Nie zawiodłem się, w przyszłym roku pojawię się znów ale już z czarną peleryną Draculi podszytą krwistoczerwoną podszewką, którą uszyła mi mama mojej byłej dziewczyny, kapeluszu oraz czarnej koszuli. Mroczny klimat to jest to! Jako, że na wyjazd zdecydowałem się w ostatniej chwili to noclegi przypadły mi pod namiotem, co zresztą poczytuję wyłącznie jako plus biorąc pod uwagę integrację jaka miała miejsce na polu namiotowym Pod Lasem. Polecam to miejsce w Bolkowie, bowiem standard obiektu i zarządzający są naprawdę spoko. Ale do rzeczy, w dzień zamiast leczyć kaca (którego nie było) zasuwałem jak opętany po licznych atrakcjach okolic, które zresztą opiszę jeszcze w innych notkach. Jednym z pomysłów było odwiedzenie miejsc, gdzie kręcony był kultowy dla mojego pokolenia film a mianowicie tytułowy Wielki Szu. Zresztą cytat w nagłówku bloga nie wiem tak naprawdę czy pochodzi od Kanta, ale pochodzi na pewno z tego filmu. Jeśli nie wiesz w czym rzecz, nie trać czasu i nie czytaj dalej bo nie zamierzam opisywać fabuły filmu, którego dialogi mogę cytować obudzony w środku nocy. Zapraszam zatem na podróż sentymentalną, gdzie Szu szukał siebie a znalazł jak zwykle….tylko pieniądze.
Czytaj dalej „Śladami Wielkiego Szu, czyli widzisz przedstawienie…”


