Dzisiejszy wpis będzie traktował o filmie, który oficjalnie jeszcze się nie ukazał, a który miałem przyjemność zobaczyć w moim ukochanym kinie. Sonata to znakomity obraz bazujący na autentycznych wydarzeniach i postaciach. Bohaterem filmu jest młody człowiek, który na skutek wrodzonych problemów zdrowotnych boryka się z trudnościami życia w zamkniętym we własnej głowie świecie. Wspomnianym człowiekiem jest rodowity góral – Grzegorz Płonka. Zapraszam do zapoznania się z odczuciami jakie targały mną w czasie projekcji połączonej z mini recitalem głównego bohatera. Od kilku lat żaden film tak mocno mną nie wstrząsnął.

Smuga Cienia.
Po co cokolwiek pisać, dzielić się przemyśleniami, starać się zaszczepić samodzielność w myśleniu, krytyczną analizę, kontestowanie wszystkiego, bo tylko to jest motorem rozwoju, kiedy świat funkcjonuje na poziomie parówkowych skrytożerców? Lepiej zatopić się w dźwięki napisane przez Wojciecha Kilara do filmu Smuga Cienia. Na Mazurach można wciąż spotkać namiastkę Regina Maris w postaci Biegnącej po Falach. Bliźniacza Smuga Cienia stoi w Piszu bez masztów i czeka na kogoś, kto wyłoży parę złotych i przywróci jej życie, choć z każdym rokiem szans na to coraz mniej. Ten świat to nie moja bajka dlatego znikam, może kiedyś wrócę? Może nie.
Jeden z lepszych filmów jakie widziałem.
Oczywiście w moim ukochanym kinie, natychmiast po tym jak je otworzono, czyli jakiś czas temu 🙂 Ale do sedna. Panowie – przegraliśmy z kretesem, a właściwie to zawsze byliśmy bez szans, nawet na tym krótkim odcinku czegoś tak ulotnego jak życie. Wartość waginy zawsze była dużo wyższa niż wartość penisa, wynika to wprost ze statystyki i praw natury, w których chodzi wyłącznie o efektywną reprodukcję a nie topnienie lodowców, efekt cieplarniany, czy fakt że ptaki duszą się torebkami z tworzywa sztucznego. Tych, których fiut jest bardziej wartościowy od waginy (bez okoliczności obocznych) jest parę procent populacji. To dlatego Żmiju zawsze znajdzie atrakcyjną kobietę, która wstawi mu zęby, otoczy opieką a nawet poprowadzi biznes wykorzystujący jego talent – to nie ma nic wspólnego z wyjątkowością w sensie ludzkim – podczas gdy na wskroś poukładany przeciętniak zdechnie samotnie pod płotem. To dlatego posiadacz apartamentu na Żoliborzu będzie zawsze lepszy od posiadacza mieszkania na Woli, nawet jeśli ten pierwszy jest zakredytowany pod korek, a drugi jest na swoim – liczy się wyłącznie projekcja, racjonalizacja i wyparcie, szczególnie wtedy, gdy w otoczeniu brak tego z tych kilku pożądanych procent. Jeśli nie masz na ryju, to jedną szansą dla ciebie jest taka właśnie Carey Mulligan, pod warunkiem, że uda ci się do niej zbliżyć – niestety, jest ich może z 3% społeczeństwa. Ja w każdym razie takiej nie spotkałem. Walczyć warto, bo to może być to, o czym marzy 90% męskiego stada. Tak czy inaczej, analizując rzeczywistość warto próbować do końca, bo i tak nikt z nas nie wyjdzie stąd żywy. Do końca XX wieku naszą szansą był patriarchat, który nieco siłowo regulował dysproporcję w atrakcyjności, niestety wraz z rozwojem dostępu do wiedzy ten trik oparty na czystej manipulacji przestał działać, król stał się nagi a szala wartości w karuzeli matrymonialnej obnażona. Pamiętajmy, że widzimy przedstawienie, które nijak się ma do rzeczywistości. Przepraszam, że nie napiszę ani słowa o sednie zagadnienia, o którym traktuje film, ale uważam, że jest ono oczywiste – proszę nie odbierać tego jako marginalizację problemu, uważam że rola, którą przybrała Cassandra była na wskroś ludzka, heroiczna i uzasadniona – mało tego, jest duża doza prawdopodobieństwa, że w takiej sytuacji zachowałbym się podobnie, oczywiście uwzględniając możliwości i działanie ze względu na płeć. Poza tym każdy myślący człowiek po obejrzeniu dojdzie do wniosku, że coś skończyło się na zawsze. Czy przyjdzie przywyknąć? Nie wiem. Ja jestem już dość stary i zmęczony życiem, nauczyłem się ze względu na koszty mentalne czerpać radość z życia na innej płaszczyźnie niż interakcje międzyludzkie. Z drugiej strony obserwuję swoich zstępnych jak doskonale radzą sobie na tym polu. Co prawda mieli dobrą szkołę, ale refleksja przychodzi wraz z wiekiem. Mnie też do niedawna wydawało się, że mogę wszystko, a dziś? Dziś stać mnie na to, aby realnie ocenić rzeczywistość.
Zapraszam na projekcję, obraz można znaleźć np na CDA.
PS: Fragment jest niepubliczny, więc może nie usuną, gdyby się nie odtwarzało dajcie znać, mam mirror na Rutube 😉 A no i nie pozwalajcie sobie pluć do kawy nawet jeśli jakaś kobieta szatkuje wam mózg swoją atrakcyjnością.
Polskie Malediwy ;)
Od jakiegoś czasu nachodziła mnie chrapka, aby odwiedzić tak zwane polskie Malediwy, czyli jezioro Turkusowe nieopodal Konina będące de facto zbiornikiem osadowym dla pobliskiej elektrowni. Konin mi wyjątkowo nie po drodze, ale tak się złożyło, że kolega poprosił mnie aby pojechać z nim do Wrześni, obejrzeć samochód, który sobie upatrzył w internecie. W ogłoszeniu oczywiście igiełka. Zabieram rano grubościomierz oraz interfejs diagnostyczny do BMW i ruszamy ku miastu doznań 😉 Z góry założyłem, że nawet jeśli będziemy wracali na dwa auta to ja odbiję z trasy A2 w kierunku południowym, aby przekonać się, czy miejsce to rzeczywiście jest tak fenomenalne jak przedstawia się to w sieci a kolega sobie wróci do Warszawy. Prywatny sprzedawca okazał się Mirkiem handlarzem sprzedającym w imieniu szwagra (stary numer), bezwypadkowe auto pełne szpachli, z porwaną skórą, ale hit to silnik, poklejony chyba na Poxipol. Czary goryczy dopełniła długa lista błędów tak silnika, osprzętu jak i skrzyni biegów. Kupno auta z komisu w kartoflanej to jest texas holdem. Prosta sprawa, auta za Odrą, które są bezwypadkowe, bez kręconych liczników, nie popowodziowe itp są znacznie droższe niż u nas więc jak może się opłacić sprowadzać dobre sztuki i jeszcze na nich zarobić? Chcesz dobrą furkę, upatrz sobie kilka sztuk w jakiejś okolicy i jedź do cywilizacji. U nas kupuje się tylko złudzenia.
Czytaj dalej „Polskie Malediwy ;)”
Miłość zmieniona w kamień.
Kiedy dziś rozkoszowałem się słońcem i letnią bryzą w hamaku rozwieszonym nad brzegiem Świdra w podwarszawskim Otwocku na mojej playliście pojawił się Billy Idol i Sweet Sixteen. Przypomniałem sobie, że już dawno miałem opisać historię będącą inspiracją do powstania tego znakomitego kawałka i chyba dziś nadszedł ten czas. Świat jest wręcz pisany historiami mężczyzn, którzy zakochani i jednocześnie świadomi faktu, że nigdy nie będą w stanie być atrakcyjni dla swoich wybranek przekuwali własne niespełnienie w wielkie rzeczy. Akt hiperkompensacyjny tak pięknie opisany przez Zdzisława Beksińskiego to bardzo silny mechanizm, dlatego że pozwala przetrwać żyjąc nadzieją. Spotkałem trochę kobiet w swoim życiu i część z nich, ta bardziej świadoma zdawała sobie sprawę,że nie potrafi kochać, cierpiąc z tego powodu ale jednocześnie wiedząc,że to co czują w danej chwili nawet nie stało koło męskiej wersji tego fenomenu. To nie jest próba wbicia szpilki komukolwiek, tylko fakt, który wyciągnąłem na podstawie rozmów i empirycznych doświadczeń potwierdzanych przez same zainteresowane. Miłość kobiety bywa krucha, jest podszyta chwilą ,momentem, układem odniesienia. Gdy ona mówi ci przyjacielu,że cię kocha to nie kłamie, tylko że to jest ważne tylko TU i TERAZ, podobnie jak dwudziestominutowy bilet w metrze. Miejcie to na uwadze panowie, bo to pozwala uniknąć rozczarowań i błagam, nie łączcie tego z przywiązaniem, współczuciem, kredytem hipotecznym, dziećmi, litością, strachem, wspólnym interesem, czy czymkolwiek podobnym, co ludzie utożsamiają z miłością, a co powoduje,że trwają ze sobą, często do śmierci.Sprawa mocniej komplikuje się kiedy masz niecałe 160 cm wzrostu i ważysz 45kg będąc mężczyzną. Jeśli do tego potrafisz racjonalnie myśleć (poza sferą emocjonalną) jak nasz dzisiejszy bohater Edward Leedskalnin, będący inspiracją dla Billego Idola do nagrania wspomnianego na wstępie utworu, to wiesz, że jedyne co ci zostało po chwilowym dostaniu się do nieba i zrzuceniu w czeluście piekieł, to przekucie uczucia w kamień. I tak też zrobił Edward budując fenomen podziwiany do dziś – Koralowy Zamek. Najlepsze jest to, że do końca wierzył w to,że jeśli dokona czegoś niezwykłego to zaimponuje swojej wybrance. Niestety w świecie, w którym przyszło nam żyć to tak niestety nie działa…liczy się wyłącznie ewolucja gatunku a nie szczęście jednostek.

