Interesowność czy normalność?

„Przed rokiem udało się zamienić dwupokojowe mieszkanie syna po remoncie na zrujnowaną kawalerkę obok, dopłacając jeszcze 25 000 zł (ja z reguły robię takie świetne interesy). Początkowo myślałem o pomieszczeniu tam w niesprecyzowanej przyszłości kogoś, kto zajmie się mną, gdy do reszty zgrzybieję, ale nagle z lewej i prawej zaczęły sypać się oferty nie do odrzucenia. A to czyjś syn idzie na prawo i szuka stancji, a to dalsza rodzina przeprowadziłaby się tam na jakiś czas w poszukiwaniu naczepienia w stolicy, a to panienka, która wpadła na pomysł, by się mną na starość opiekować (to nią trzeba by się było opiekować, ułatwiając jej co miesiąc dociągnięcie do pierwszego i chroniąc przed prozą życia – spróchniała lipa, ale jednak osłania od deszczu), po mojej odpowiedzi odmownej, zaserwowała mi koleżankę ze studiów, która jest rzekomo „bardzo ładna” i szuka mieszkania….

Zasiedliłem sam sobą kawalerkę i teraz jestem na etapie załatwiania ze spółdzielnią zezwolenia na budowę korytarzyka łączącego oba mieszkania. Stosowni ludzie ze spółdzielni, straży pożarnej i architektury przyjęli już korzyść majątkową i teraz pchają moją sprawę do przodu. Znajoma pani powiedziała, że powinienem po kolei wykupić cały ten ogromny blok, a mnie zaraz przyszło do głowy, by połączyć go labiryntem korytarzy. W końcu gdzieś umieram i leżę jak faraon w piramidzie, a nikt nie umie odnaleźć moich zwłok, gubiąc się w nieskończonym labiryncie. ”

Zdzisław Beksiński

Goście a cykl Kondratiewa.

„Z gośćmi jest tak: przez cały dzień nikt nie dzwoni. Cisza i myślę, że już umarłem lub unoszę się w bali w centrum olbrzymiego jak ocean jeziora. Nie widać brzegów, szare niebo i szara woda, łącząca się na horyzoncie z niebem. Wchodzę do WC. Ledwie zacznę z niego korzystać, dzwoni dzwonek do drzwi na dole i równocześnie dzwonek do drzwi na górze, dzwonią naraz oba telefony: komórka i stacjonarny, słychać z komputera, że spłynął jakiś maił, a do okna zaczyna dobijać się facet, który skacząc na spadochronie, zawisł na trzecim piętrze. Wybiegam jak oszalały, podciągając spodnie, ale telefony i dzwonki już ucichły, w poczcie spłynął spam: bigger, harder, better, o tym jak mam powiększyć swoje wdzięki, a facet na spadochronie obsunął się na wysokość drugiego piętra i dobija się już do sąsiadów. Następuje ponownie cisza. Coś jak w filmie „Żółta łódź podwodna”: gonitwa za plecami, która znika w momencie, gdy obrócić się do niej przodem. Podobnie goście: nie atakują mej samotności nieustannie, lecz falami na podobieństwo ekonomicznych cykli Kondratiewa. Trudno włączać non stop sekretarkę, bo odbijają się od niej czasami bez słowa ci, z którymi powinienem lub chciałbym porozmawiać. Pięknie pozdrawiam.”

Dyplomy i medale.

„Wcale mnie Pani nie poirytowała, lecz maksymalnie wypłoszyła opisaną sytuacją. Wołałbym znaleźć się w Afganistanie pod obstrzałem niż na takim, i nie tylko takim, przyjęciu. Wyobrażam sobie ilość kłamliwych wykrętów (jak mawiał Witkacy), których musiałbym użyć, gdybym został na coś takiego zaproszony, Nie wiem, z czego to wynika, może z braku wytworzenia stosownych stereotypów zachowania, czyli odruchów warunkowych (pół życia w Sanoku i drugie pól z dwiema chorymi staruszkami, którymi musieliśmy się non stop opiekować – w obu tych wypadkach nie było szans na życie towarzyskie), ale w tej chwili doszło już do tego, że nie można mi zrobić większej krzywdy, niż zapraszając mnie na kolację – przepraszam, można, zapraszając mnie na obiad. Nie trawię nawet zaproszeń tego typu, bym wpadł po południu. NIE-NA-WI-DZĘ być zapraszanym, a już zaproszenie na jakiś kulig, pogoń za lisem czy inne takie, jest dla mnie gorsze od konieczności poddania się operacji bez znieczulenia. Podziwiam Pani odporność, ale to chyba nie odporność, lecz jest Pani do czegoś takiego przyzwyczajona. Ja, gdy musiałem przed dwoma miesiącami odwiedzić bliskiego kumpla, który przeniósł się z Krakowa i któremu pożyczałem forsę na kupno mieszkania w Warszawie, byłem przez trzy dni przedtem dosłownie ciężko chory, nie mogłem pracować i tylko myślałem o tym, kiedy nareszcie będę to mieć za sobą. A przecież miał być tam tylko on i jego żona, oboje doskonale od lat trzydziestu znam. To kwestia odruchów psa Pawłowa, ale nie chce mi się tego pod koniec życia na siłę zmieniać. Pewnie to nawet niewykonalne. Mąż kuzynki hodował psy obronne, czyli rottweilery nie przekręciłem? (Bo nie znam się na psach). Złota medalistka, która rodziła te psy, na widok królika wpadła raz w panikę, a potem przez długi okres nie mogła opanować drżenia i odruchów histerii. Po prostu królik nie występował w jej świadomości, jako istota niegroźna. My nie różnimy się niczym od rottweilerów i to wszystko. Na marginesie: oczywiście, że ludzie nie są inni dlatego, że są bogaci lub w jakiś sposób społecznie wyróżnieni, i nie musi mnie Pani o tym przekonywać. W końcu sam jadę na tym wózku i bywam czasami traktowany towarzysko, jakbym był kimś innym niż sąsiad z drugiego piętra. Jednym słowem; taki jestem, jeśli idzie o przyjęte stereotypy życia towarzyskiego, i pod koniec żywota ani myślę się na siłę zmieniać. Wolę się wykręcać, tak jak ostatnio od osobistego odebrania jakiegoś honorowego dyplomu z macierzystej uczelni, lub od wernisaży, jakiekolwiek by one były i gdziekolwiek by się odbywały – najbliższy jutro w Poznaniu. „

Regularna sraczka.

„Najstraszliwszą rzeczą wydaje mi się zakaz korzystania z WC. Nie wspominam już o mojej prostacie, ale w sprawach wydalania jestem jako ten wróbel. Podobno to cecha osobników rozrzutnych i skłonnych do dobroczynności, podczas gdy chroniczna obstrukcja ma świadczyć o wyrachowaniu i skąpstwie. Jeszcze Freud pochylił się z troską nad tym problemem i źródła jego powstania lokował w fazie oralnej. Ja jednak dziedziczę to chyba po obojgu rodzicach – po ojcu nerwicę wegetatywną (przestarzała terminologia), a po mamie regularną sraczkę.”

Zdzisław Beksiński

Sztuka wyobraźni.

„Sztuka wyobraźni. Od każdego będę wymagał, by idąc do mnie, przeszedł przez drzwi na środku holu. Aby uzyskać zezwolenie na budowę tych drzwi, musiałem zdobyć atest, że są przeciwpożarowe, bo inaczej nie zezwolono by na ich postawienie. W całym bloku drzwi są z trocin, ale moje muszą mieć atest. Dom wariatów.”

Zdzisław Beksiński

Themaskator