Faust i prezerwatywy.

„A cóż ja miałem takiego ważnego napisać w temacie prezerwatywy? Pani to tak jak mój szwagier. On każdy temat skręci w kierunku spraw męsko-damskich, a akurat te sprawy mamy (my ludzie) ustawione dosłownie na poziomie pszczoły: wsadzać, trzeć, wlewać i to niezależnie od tego, jak poetycko chcielibyśmy te potrzeby przedstawiać na użytek własny i literatury. Wszyscy temu podlegają, tak jak i podlegają zmęczeniu, uczuciu głodu, senności i lęku przed niebytem, ale w końcu chyba nie warto jeszcze o tym na dodatek w kółko gadać, pisać i kręcić filmów. Mnie w każdym razie to maksymalnie wkurza, podobnie jak i zwierzenia kolesiów, gdy byłem jeszcze młody. Czułem się wtedy zawsze, jakby mi ktoś podawał spoconą rękę, lub jakby mu z ust śmierdziało. Popęd jest mechanizmem nie do przeskoczenia, ale mówiąc już całkowicie i to śmiertelnie poważnie (a zresztą od początku jestem poważny), to mnie popęd kojarzy się wyłącznie z obustronną młodością, czyli zarówno po stronie nadawcy, jak i po stronie odbiorcy, i nie razi mnie to, gdy ulega się temu zamroczeniu po maturze, czy na studiach, ale potem budzi to we mnie sprzeciw i niechęć. Coś w rodzaju dysonansu estetycznego. Cóż z tego, że nadal mam ochotę na jakąś małolatę, jeśli moją własną i budzącą mą odrazę cielesność i cielesność osób młodych, do których mógłbym odczuwać popęd, przedstawić by można modelowo jak kanapkę ze spleśniałej szynki na bułce prosto z pieca. Natomiast seks dwojga osób dorosłych od zawsze budził moją odrazę. Mój szwagier tego nie odczuwa, i Bóg z nim. To pszczoła. Do takich należy Królestwo Niebieskie. Ja, niestety, odczuwam to tak, jak opisałem i wprawdzie żałuję, że młodość minęła, ale na to – podobnie jak na śmierć – nie wymyślono jak do tej pory innego remedium poza marzeniami Fausta i wiarą w Boga.”

Droga qrwa.

„Redaktor pewnego pisma w moim wywiadzie sprzed dwóch lat, w którym napisałem, że wysoko licząc za swoje swoje obrazy, uważam się za drogą kurwę, przerobił mi to na drogą dziwkę. Fuj! Dziwką nie jestem. Dziwka była w mej młodości od wyrzucania gnoju na wsi, tak więc słowo „kurwa”, szczególnie użyte w pierwszej osobie, wydawało mi się milion razy bardziej eleganckie. Prawie się na niego obraziłem. Pani z Krakowa, która przed dwoma laty dzwoniła do mnie godzinami, fuknęła raz na mnie z oburzeniem, gdy wspomniałem o tym, jak Monika Lewinsky robiła laskę, czy też ciągnęła druta prezydentowi, pouczając mnie, że ludzie kulturalni używają określenia „miłość francuska”. Jak to dobrze, że nie muszę być człowiekiem kulturalnym, bo przez usta podobne paskudztwo, jak miłość francuska, by mi nie przeszło. Już nawet pisząc to, czuję obrzydzenie do samego siebie.”

Pieniądze.

„Mój syn wyznawał ideę, że ta forsa, którą trzyma w kieszeni, to jego forsa, a wszystko inne to abstrakcja. Ta idea niewiele różni się od moich poglądów. Gdy coś zarobię, to i tak zaraz wydaję na coś, co wcale nie jest mi potrzebne. Zarówno stan posiadania, jak i ubóstwa, przerabiałem na własnej skórze wielokrotnie. Zapewne przez całe życie usiłuję sprostać pewnej idei z mego wczesnego dzieciństwa, gdy myślałem, że całe zasoby finansowe mego ojca znajdują się w jego niezgłębionej – jak mi się wydawało – portmonetce. Co miesiąc dostawałem jakąś tam groszową sumę, którą wydawałem na naboje do straszaka i wiatrówki (byłem dziecięciem o potrzebach militarystycznych, poza tym trzeźwo oceniałem, że lody i tak zafunduje mi jakaś ciocia), oraz raz w roku całe 5 zł za dobre świadectwo. Gdy raz zapytałem ojca, ile pieniędzy posiada w pularesie, odpowiedział, że nie wie. Stało się to moim cichym marzeniem: nie wiedzieć, ile się ma forsy. Świadomość tego, że ojciec nabyć może sobie – o ile zapragnie – tak nieprawdopodobną ilość naboi do straszaka, że cała rodzina ogłuchnie od kanonady, była wręcz upajająca. Nie zostawszy Billem Gatesem, staram się wszelako zachowywać z pozoru luzacki stosunek do strony finansowej: forsa jest w kieszeni. „Nie wiem”, ile jej posiadam, ale gdy zaczyna jej brakować, to dopiero wtedy zaczynam się martwić i usiłuję jakoś skołować kasę, po czym znowu następuje Eldorado.”

Zdzisław Beksiński

Transakcja wymienna.

„Co do naszej dyskusji, to każdy człowiek patrzy na wszystko inaczej i widzi inaczej. Tak znam z bardzo bliskiej perspektywy taki układ, jaki Pani opisała, w którym żonie zależy na stabilizacji i resztę ma w nosie, a całość skleja – niejako na siłę – tylko dwójka dzieci. Mój układ taki nie był. Znam jeszcze dziwaczniejsze układy, np. taki, w którym obie, i to raczej zaawansowane wiekowo, strony, opisują mi w trakcie wizyty, że jurny pan mąż zreperował drzwi w lodówce, w zamian za dwukrotny seks z małżonką, która generalnie jest już temu niechętna. Obie strony chichocząc, opisują tą dwustronnie poniżającą sytuację jak fajny dowcip. Ludzie są rozmaici i rozmaicie reagują. W sumie moje reagowanie, mój świat jest moją własnością. ”

Zdzisław Beksiński

Pogarda dla Berii.

„Ja nie gardzę nikim i nigdy i zaręczam Pani, że zarówno z Adolfem Hitlerem, jak i z Ławrentijem Berią rozmawiałbym z zainteresowaniem i bez poczucia jakiejś moralnej wyższości. Oczywiście, mogą mnie czyjeś poglądy wkurzać i bywam czasami bardzo złośliwy w ich opisywaniu, ale każdy jest, jaki jest i jakby powiedzieli buddyści, nie można węża oceniać kategoriami sępa lub przeciwnie. Jedno lata, drugie się czołga. Taką Bóg mu dał naturę. Ja nie jestem sędzią! Tak więc nie złagodniałem, bo zawsze byłem chodzącą łagodnością, której dalej nie sposób już posunąć, tak jak nie można uzyskać temperatury niższej od absolutnego zera. Zwracam delikatnie uwagę na to, że chrześcijańskie apostolstwo nie wymaga od apostoła umiejętności 100% przestrzegania przykazań, lecz tylko wzmożonego wysiłku w tym kierunku, oraz świadomości, że zgrzeszywszy, złamał przykazanie, poza tym wyrzutów sumienia, żalu za grzechy no i oczywiście aktu pokuty. Sam św. Augustyn powiedział, że 77-kroć na dzień i pada. Swoją drogą miał kondycję! Dziś zarabiałby pewnie w pornobiznesie. My mamy po prostu wpisane w genach oprogramowanie i zainstalowany pewien stereotyp zachowań i dążeń i niektórzy nie potrafią mu się oprzeć. Trochę inny stereotyp posiadają samce, a inny samice, ale w końcu dla religii liczy się właśnie to co wyżej: świadomość grzechu, żal za grzechy i chęć poprawy oraz akt pokuty. Jeśli jakiś księżulo rżnie swoich kleryków, to wcale z tego powodu nie musi być gorszym księdzem, bo jest nie tylko księdzem, ale przede wszystkim człowiekiem, ale ponieważ lud boży wszystko postrzega w uproszczeniu, to dla świętego spokoju zwierzchnicy przenoszą go na inne stanowisko lub wywalają z pracy. „

Themaskator