Jesienne Trójmiasto.

Gdańsk, 8 listopada, 10:15
 
Liście tańczą malowniczo na wietrze tworząc surrealistyczne obrazy i przywołując zapisane w pamięci miejsca, czasy i ludzi. Lubię taką pogodę nad morzem, gdy muszę mocniej naciskać czapkę na głowie. Zapach portu, morza, jesieni… Gdyby jeszcze Ona stała przede mną, starając się schować w moich dłoniach…

Czytaj dalej „Jesienne Trójmiasto.”

Dostałem list.

List od kolegi z pewnego forum dyskusyjnego. Co by mu tu odpisać kurcze…?
 
Cześć Rafał.
 
Stało się. Dziś dołączam do świętej wojny Kotona. Bycie sobą to eksperyment, którym próbowałem wykazać, że wszystko czym jestem , czyli dobro, empatia, współczucie, zrozumienie, bezinteresowność rządzi tym światem, tylko mój pech polega na tym, że trafiałem na niereprezentatywną grupę ludzi. Od czasu rozstania z dziewczyną (rzuciłem ją bo się puszczają, przez pół roku z połową miasta) poznałem osobiście kilkanaście kobiet, z niektórymi z nich zawarłem bliższe znajomości, kilku kolegów i o ile w każdym z nas odkryłem pokłady (często ukrytego) dobra, o tyle nie udało mi się to poza jednym wyjątkiem w przypadku kobiet. Ta jedna zresztą wskazywała empatię i wzajemność bo jej zegar biologiczny wybijał koniec czasu, gdy była pięknym kwiatem a zaczynał odliczać upływ zdarzeń dodając zmarszczki do jej twarzy. Kiedy mogła, była jak reszta – pusta i próżna. O ile bokser spotkany w ciemnym zaułku ulicy, znający swoją przewagę nad przeciwnikiem często honorowo odejdzie i nie wykorzysta jej, tak piękna kobieta bez skrupułów wykorzysta swoją urodę celem zgnębienia każdego, kto się podda. Chyba chodzi o poczucie wartości, rzeczywiste versus niestabilne o oparte na genowym fuksie? Nie zamierzam juz dochodzić, bo życie ucieka a jest…naprawdę piękne 🙂 Potwierdziło się to co wiedziałem , a w co nie chciałem uwierzyć, bo wydawało mi się to strasznie nie ludzkie. Różnie odbierałem oburzenie kobiet jako skutek tego, do czego odchodziłem ucząc się mozolnie o tym, co naprawdę nimi kieruje, bo i pokłady dobra i zła w ludziach mają różne oblicza. Na podstawie doświadczeń empirycznych stwierdzam, że w przypadku kobiet liczy się wyłącznie siła i bezwzględność a wszelkie objawy ludzkiego podejścia są traktowane jako słabość. Maskowałem się na różne sposoby imitując zarówno twardziela jak i totalnie rozpieprzonego emocjonalnie gościa, który ma problem z ogarnięciem życia. W pierwszym przypadku dobierałem się do waginy najpóźniej na drugim spotkaniu a emocje eksplodowały z siłą reakcji nuklearnej, by wypalić się natychmiast, gdy stawałem się człowiekiem a nie robotem psychopatą. Im bardziej okazywałem ludzką twarz i zrozumienie, tym bardziej zainteresowanie moją osobą spadało. Stwierdzam na podstawie tego co doświadczyłem, że niemal każda kobieta próbując wejść ze mną w interakcję miała przed oczyma nie mnie tylko narzędzie. Byłem zatem:
 
1)Bankomatem.
2)Zabawką.
3)Pocieszycielem.
4)Zimnym skurwielem lejącym po dupie.
5)Wsparciem przy dymaniu innego faceta.
6)Tamponem emocjonalnym.
7)Kolesiem, którego trzeba było ratować.
8) Dawcą materiału genetycznego.
 
W tych ośmiu punktach zawiera się wszystko czym kobiety były zainteresowane z mojej strony. Moja inteligencja, wiedza, światopogląd, podejście do ludzi i świata kompletnie nie miało znaczenia, mimo że słyszałem nie raz jak to trzeba być wyrozumiałym, dobrym i kochać zwierzątka (ludzi już niekoniecznie) . Niestety – w chwili, gdy jedna z wymienionych potrzeb ustawała lub ja przestawałem ja spełniać , natychmiast byłem odstawiany jak zbędny przedmiot – bez słowa, w czystym milczeniu. Tak się zachowują psychopaci . Rafał, często piszesz o empatii, uczuciach. Ja już nie wierzę w coś co kobieta nazywa miłością. Nie jest to nic innego jak stan haju emocjonalnego podbity odpowiednią porcją hormonów i emocji, jaką w zależności od jej potrzeb jesteśmy w stanie jej zapewnić. Jeśli myślisz, że uda Ci się utrzymać jakąkolwiek relację bez strat w psychice lub portfelu, to jesteś w ciężkim błędzie. Płacimy zawsze – albo gotówką albo zdrowiem. Bukowski miał rację – wszyscy jesteśmy klientami. Szczerze mówiąc, nie wiem co lepsze – generalnie zależy od konfiguracji i tego kto z czym ma mniej problemów.
 
Pozdrawiam
Jack Strong

Kaczor Donald.

Chyba każdy pamięta Arkadego Fiedlera i jego hit zatytułowany Dywizjon 303. Dla mnie była to jedyna szkolna lektura, którą przeczytałem 47 razy (w przybliżeniu) i to nie Pana Tadeusza mogłem cytować, tylko Fiedlera. Od rzewnych kawałków mamy dziurawą wątrobę, a od kawałka męskiej przygody zawsze stalowe mięśnie i wianuszek kobiet u boku.

Pamiętajmy, ze „zawziętość jest bronią równie skuteczną jak karabin”. 12tego listopada minie 11ta rocznica śmierci człowieka numer jeden na liście Bajana (Co to jest? Sprawdź sobie.) generała Stanisława Skalskiego. Człowiek legenda, uczestnik Wojny Obronnej, Bitwy o Anglię, walczący w Afryce i na Dalekim Wschodzie, organizator i dowódca Cyrku Skalskiego grupującego absolutnych asów przestworzy umiera w samotności w domu pomocy społecznej, uprzednio okradziony z oszczędności życia i pozbawiony mieszkania przy Al. Wyzwolenia w Warszawie przez swoich opiekunów. To jest prawdziwe oblicze ziemi, tej ziemi – to tak na marginesie, bo niczego tak nie nienawidzę jak obłudy.

Żeby nie było smutno to dziś popiszemy troszkę o moim idolu z listy Bajana, czyli? Kto się domyśla? Nikt? No proszę…to chyba jasne! Gość się zwie Jan Zumbach ksywa Kaczor Donald. Losy tego człowieka sprawiały, że nie mogłem spać po nocach, jako dziecko widząc się za sterami starej Dakoty lecącej nad Katangą i okładającą przez drzwi wejściowe wiązkami granatów wojska komunistów wspieranych przez chłopaków w walonkach i karabinem na sznurku.

Czytaj dalej „Kaczor Donald.”

Jestem zmęczony.

Rzadko bywam w przybytkach typu BOK kablówki. Siedzę właśnie na krześle i się nudzę. W kolejce 8 osób i dwie smutne panie z obsługi. Pobrałem numerek w automacie i słucham. Wie pani dekoder chyba wyzionął ducha… Ale w ogóle nie działa? No kontrolki jeszcze wczoraj migały. A dziś już nie? Nie, to znaczy tak, migają dziś też ale nic nie widać. A no to nie całkiem wyzionął ducha. No nie całkiem ale wszystko mryga.
 
Wie pani co zgubiłem książeczkę opłat i nie płaciłem przez trzy miesiące a dziś mi wyłączyli. Co ja mam robić, bo wie pani bez telewizji , to ani rusz. Ile ma Pan tam dekoderów, trzy. Tak trzy, bo w każdym pokoju jeden. Aha, no to dobrze.
 
Jest też koszykarz, który mówi tylko po angielsku , więc pomagam mu się dogadać.
 
Jest też koleś, który przyszedł się wyżalić, że PH go po chamsku potraktował a montażysta wyśmiał. Jakiś taki kontrast między uśmiechniętymi panienkami w reklamie a rzeczywistością.
 
Moja kolej. Droga pani, chciałbym zamknąć umowę i zrezygnować z usług. Ojej a dlaczego? Wie pan, mam wspaniałą ofertę dla Pana! 27 kanałów sportowych! Tu pojawia się uśmiech pani na zasadzie – got you! Bingo!
 
Droga pani, otóż zupełnie nie dziwi mnie pani oferta dla mnie, gdyż kilka lat temu w Aster City miałem to samo, zatem odpowiem identycznie, mając nadzieję, że nie będzie pani smutno. Otóż droga pani! Interesuje mnie każda oferta tylko bez programów sportowych. Po prostu nie widzę żadnej przyjemności w oglądaniu mordobicia czy biegania po trawie kilkunastu facetów za piłką.
 
Zupełnie również nie dziwi mnie pani reakcja, wyrażająca totalne zdziwienie. Nie, nie umawiam się na kawy, nie potrzebuje telewizji, chce tylko zamknąć tę umowę i spokojnie opuścić ten lokal 🙂
 
I tu pojawia się mój szczery uśmiech 🙂
 
Pani zerka na mnie badawczo kserując dokumenty, czy czasem nie wpadnę w szał, albo nie zacznę strzelać. Facet nie oglądający sportu jest niepełnosprawny i albo jest homo albo nie wiadomo.
 
Wyszedłem. Rześkie powietrze dziś, chyba zima idzie.
Jak jeszcze raz usłyszę od jakiejś kobiety żebym nie szufladkował ludzi to się oflaguję! 🙂

Rajd na Entebbe.

Jest 12:20, 27 czerwca 1976 roku. Słoneczna pogoda na lotnisku w Atenach, w których między lądował Airbus Air France lot numer 139 z Tel Aviv-u do Paryża zapowiadała udany dzień i nudny lot. Na pokładzie maszyny znajdowało się 248 pasażerów i 12 członków załogi.

Na zegarach pasażerów wybija 12:28, z tylnego siedzenia przy drzwiach ewakuacyjnych podnosi się postawny mężczyzna o ciemnej karnacji, wyciąga czeski pistolet typu CZ, łapie za szyję stewardessę i krzyczy, żeby nikt się nie ruszał bo będzie strzelał. Przez ciała pasażerów przechodzi dreszcz. W tym samym czasie z przednich foteli Airbusa podnosi się dwoje Niemców. Wilfried Böse i Brigitte Kuhlmann są członkami organizacji „Komórki Rewolucyjne”, współpracującej z oddziałem Waddi Hadda (otrutego później przez Mossad za pomocą spreparowanej czekolady). Wyciągają niemieckie pistolety typu Walther, dodatkowo dziewczyna trzyma w ręku coś, co przypomina granat. Krzyk pasażerów miesza się z poleceniami wydawanymi przez terrorystów załodze oraz popychaniem niesubordynowanych osób. Jedna z dziewczyn pada, ktoś inny płacze, kilka osób wymiotuje z nerwów. Porywacze pukają do kabiny pilotów grożąc egzekucją stewardessy. o 12:36 wdzierają się do kokpitu, drugi pilot uderzony kolbą CZ pada na podłogę, kapitan trzymany pod lufą dostaje polecenie zmiany kursu na południe. Po kilku minutach dowiaduje się, że jego celem ma być Bengazi w Libii. Porwany samolot dociera tam o 14:58. Porywacze żądają paliwa oraz zwalniają dwie kobiety. Jedną w zaawansowanej ciąży i drugą lecącą do Manchesteru na pogrzeb matki. Reszta sterroryzowana lufami czterech porywaczy czeka na rozwój wypadków. Po długim postoju na lotnisku Kadafi wyraża zgodę na zatankowanie Airbusa. Jego udział w tym porwaniu jest niejasny do dziś. Samolot tankuje 42 tony paliwa i o 21:55 startuje z lotniska Bengazi, kontynuując lot na południe Afryki. Celem ostatecznym okazuje się Uganda i miasto Entebbe. Po wylądowaniu pasażerowie są zmuszeni do przemieszczenia się do starego terminala pasażerskiego. Do czwórki porywaczy dołączają trzej inni w tym kobieta. Sprawa powoli staje się jasna – główny sponsorem imprezy jest Idi Amin Dada – prezydent Ugandy i dyktator. Człowiek ten znany z zamiłowania do jedzenia ludzkiego mięsa (wierzył, że w ten sposób wchodzi w posiadanie mocy swoich ofiar) zorganizował i sfinansował porwanie Airbusa Air France. Miał pecha, że na pokładzie byli Żydzi a jak wiadomo Izrael nie negocjuje tylko skutecznie działa.

Amin lubował się w makabrycznych widowiskach. okazał się psychopatycznym mordercą na masową skalę, stosującym tortury i skrytobójstwo. Lista tortur zawiera między innymi:

-wycinanie ofiarom kawałków ciała i zmuszanie do ich zjedzenia,
-trzymanie więźniów w dołach z lodowatą wodą i torturowanie aż do śmierci,
-wbijanie bagnetów w odbyty i genitalia więźniów…

Powolne zabijanie było powszechną praktyką. Strzelano człowiekowi w ręce, pierś i nogi, póki nie wykrwawił się na śmierć. Kobiety były gwałcone, później podpalano ich narządy rodne, kiedy jeszcze żyły.

Odciętą głowę Sulejmana Husajna, szefa sztabu zatłuczonego na śmierć kolbami karabinów, dyktator umieścił w zamrażalniku swej lodówki. W sierpniu 1972 roku – podczas wykwintnej kolacji w prezydenckim pałacu w Kampali – goście doznali szoku, kiedy Idi Amin odszedł na chwilę od stołu i wrócił, trzymając na srebrnej tacy obłożoną lodem głowę brygadiera Husajna. Jeszcze większego szoku doznali, kiedy dyktator poinformował ich, że od czasu do czasu jada ludzkie mięso oraz że w zamrażarce ma jeszcze głowę Janani Luwuma, arcybiskupa Kościoła anglikańskiego w Ugandzie.

Świat osłupiał. Do tej pory traktowano Amina jako błazna, który obwiesza się dziesiątkami orderów i medali, nosi mundury z akselbantami, bogato inkrustowane złotem, oraz „kolekcjonuje” kabaretowe tytuły, takie jak: „Jego Ekscelencja Dożywotni Prezydent Ugandy, Marszałek Polny Doktor Idi Amin, Władca Wszystkich Stworzeń na Ziemi i Ryb w Morzu, a także Zdobywca Imperium Brytyjskiego w Afryce w Ogólności, a Ugandy w Szczególności”…

Terroryści sformułowali żądania do Izraela.40 więźniów palestyńskich miało być natychmiast uwolnionych oraz 13 innych terrorystów przetrzymywanych w więzieniach różnych państw na terenie Europy. W razie odmowy spełnienia żądań, samolot wraz z pasażerami miał być wysadzony w powietrze. Ostateczny termin został wyznaczony na 1 lipca godzina 14:00. W tej sytuacji rząd Izraela zgadza się oficjalnie na wykonanie zaleceń terrorystów i zwolnienie więźniów. Jednocześnie pod egidą Icchaka Rabbina zbierają się najbardziej tęgie głowy z dziedziny dyplomacji, wojskowości negocjacji. Narada trwa kilka godzin. Idi Amin przeszedł w wojskach Zahelu trening spadochronowy, z którego był nadzwyczaj dumny, więc jasnym się stało, że pierwszą próbą dotarcia do niego i negocjacji było wykorzystanie emerytowanego szefa wyszkolenia spadochronowego, który zajmował się współpracą z Aminem w czasie jego treningu w Izraelu. Negocjacje Barucha „Burka” Bar-Leva nie przynoszą rezultatów, mimo kilku długich rozmów telefonicznych.

Zapada decyzja o akcji zbrojnej. Jej powodzenie wydaje się być mocno problematyczne, bo odległość z Tel Avivu do Kampali to około 4000 kilometrów. Po kilku godzinach analiz, dowództwo IAF stwierdza, że jest szansa przerzucenia żołnierzy wraz ze sprzętem na taką odległość. W odpowiedzi na zgodę Izraela na wypuszczenie terrorystów termin ultimatum został przesunięty na 4 lipca. Zahel zyskiwał czas potrzebny do zorganizowania akcji. Uwolniono pasażerów samolotu poza osobami z paszportami Izraela. Kapitan samolotu Michal Bacos odmówił wyjścia, twierdząc, że odpowiada za los pasażerów. Specjalny francuski samolot transportowy zabrał resztę uwolnionych osób. Na lotnisku w Entebbe pozostało 105 osób. Wszyscy legitymujący się paszportem z niebieską gwiazdą.

Zwolnieni zakładnicy ułatwili jednostce Mossadu przygotowanie planu odbicia zakładników poprzez przekazanie informacji na temat rozmieszczenia ugandyjskich posterunków, ilości żołnierzy, terrorystów oraz poprzez przekazanie szkiców lotniska w Entebbe. Mossad doskonale wiedział, gdzie i w jakiej części lotniska są zakładnicy, gdzie są gniazda karabinów maszynowych, wieża obsadzona wojskiem.

Operacja została oznaczona kryptonimem „Piorun”. W akcji miało wziąć udział pięć samolotów transportowych typu Hercules oraz Boeingi 707. Ponieważ termin wygaśnięcia ultimatum zbliżał się nieubłagalnie a rząd Izraela wciąż zwlekał z wydaniem decyzji o akcji, szefostwo Mossadu na własne ryzyko podjęło decyzję o uruchomieniu kryptonimu „Piorun”. Samoloty wystartowały z półwyspu Synaj z bazy Szarm el-Szejk, z tego samego miejsca co rozbity kilka dni temu rosyjski Airbus. Dowódcy samolotów lecących w kierunku Ugandy mieli nasłuchiwać depeszy w Tel Avivu i w razie konieczności o odwołaniu akcji zawrócić z marszruty i wylądować na macierzystym lotnisku. 3 lipca wszystkie izraelskie maszyny znajdują się w powietrzu i zmierzają w kierunku Ugandy nie wiedząc do końca czy akcja dojdzie do skutku. Żołnierze zgromadzeni na pokładach stanowią elitę sił zbrojnych państwa żydowskiego. Próbują zasnąć, ale emocje nie dają spokoju. Każdy sprawdza broń, oporządzenie oraz mentalnie szykuje się na śmierć. Akcja wydaje się być typową misją kamikadze. Opanowanie lotniska w obcym kraju, bez broni ciężkiej, przewagi liczebnej, wydaje się niemożliwe. Mimo to, każdy zna swoje miejsce w szeregu i wie, ze może liczyć na kompana. Armia izraelska jest jedną z najlepiej zorganizowanych na świecie. Jednostki bojowe są formowane celowo z sąsiadów, bo to zwiększa odpowiedzialność jednostek za towarzyszy broni. W lokalnych warunkach wygląda to tak, że drużynę stanowią chłopaki znający się z dzielnicy. Nigdy nie miesza się ludzi wysyłając ich do odległych garnizonów, tylko sąsiad z ulicy kryje innego sąsiada. Poza tym, jest to jedyna armia na świecie, gdzie wśród oficerów nie istnieje komenda „naprzód” a jedynie „za mną”. Ceną są straty, bo w wojnach na bliskim wschodzie współczynnik utraty oficerów względem pozostałych żołnierzy jest najwyższy na świecie. Mimo to, taka strategia opłaci się, bo zwykły żołnierz wie, że jeśli dowódca czegoś wymaga, to znaczy, że sam temu sprosta lub polegnie. Szkoda, ze hałastra zarządzająca korpobiurwami tego nie rozumie, ale cóż? W dupę nóż.

Izraelskie maszyny czesząc niemal po ziemi lecąc na wysokości 30 metrów ryzykują zahaczenie o ziemię, następnie zanurzają się Wielki Rów Wschodni, chodzi o pozostanie niewidzialnymi dla radarów Egiptu, Sudanu i Arabii Saudyjskiej. Lot na takiej wysokości wymaga najwyższego kunsztu w pilotażu i jest nieprawdopodobnie nużący. Boeingi wystartowały później niż Herculesy, ze względu na wyższą prędkość przelotową. Jeden z transportowców zamieniony w szpital wylądował w Nairobii w Kenii pod pozorem awarii, czekając na rozwój wypadków. Na jego pokładzie znajdował się mózg operacji generał Kuti Adam, z pochodzenia Polak spod Ostrołęki. 3 lipca o 23:01 pierwszy Hercules ląduje z otwartą rampą na lotnisku w Entebbe. Natychmiast wyjeżdża z niego czarny Mercedes identyczny jak ten, którego używa Idi Amin. Żołnierze Ugandyjscy są w szoku. Nie pada ani jeden strzał do czasu, gdy z pochylni wyjeżdża już szósty Willys z działkiem bezodrzutowym na pokładzie. Ekipa izraelska liczy około 100 osób z czego większość to żołnierze elitarnej 35 Brygady Spadochronowej oraz Brygady Piechoty Golani. Trzon grupy stanowili komandosi z Jednostki 269 (Sayeret Matkal). Ogień kaemów oraz dział bezodrzutowych zamontowanych na samochodach terenowych kompletnie paraliżuje żołnierzy ugandyjskich. Izraelczycy zyskali efekt zaskoczenia. Rajd ten trwał 3 minuty, licząc od chwili lądowania samolotu. Do godz. 23:08 cztery Herculesy znajdowały się już na ziemi. Kolejne oddziały izraelskich komandosów stoczyły bitwę z żołnierzami ugandyjskimi i zajęły kluczowe pozycje na terenie lotniska, kontrolując całość obiektu. W ataku zginęło dwóch zakładników (w tym jeden zastrzelony omyłkowo przez komandosów, którzy wzięli go za porywacza, gdy wstał po komendzie „padnij!”), a 7 zostało rannych. Śmierć poniósł dowódca izraelskich komandosów Jonatan Netanjahu (komenda za mną), a inny z żołnierzy został ciężko ranny i sparaliżowany. Zabito 6 terrorystów, w tym Niemców. W trakcie walki zginęło też 45 żołnierzy ugandyjskich.

Uratowani zakładnicy zostali załadowani do jednego z Herculesów. Trwało to siedem minut. Samolot z pasażerami wystartował (jako pierwszy) o godz. 23:52. Następnie komandosi ogniem karabinów maszynowych zniszczyli 11 ugandyjskich myśliwców MiG-17, stojących na lotnisku oraz lotniskowy radar. Miało to uniemożliwić ewentualny pościg. Ostatni Hercules wystartował o godz. 0:40. Następnym punktem planu było lądowanie w Nairobi.

4 lipca o godz. 0:43 pierwszy Hercules i drugi Boeing (koordynujący akcję) były już w Nairobi. Ranni pasażerowie i żołnierze zostali przeniesieni do oczekującego medycznego Boeinga. Dwoje ciężko rannych zakładników wymagało jednak hospitalizacji – zostali zabrani do szpitala w Nairobi. Jeden z nich później zmarł – była to trzecia ofiara wśród zakładników. Na lotnisku w Nairobi samoloty zostały zatankowane – było to niezbędne, aby mogły one wrócić do Izraela. Rząd izraelski postanowił nie udzielać władzom Kenii żadnych informacji o planach. Samoloty izraelskie zostały potraktowane jak zwykłe loty komercyjne. Kenijczycy na lotnisku nie zadawali pytań, a Izraelczycy nie udzielali żadnych informacji.

Po krótkim pobycie w Nairobi samoloty wyruszyły w drogę powrotną do Izraela. Hercules z uwolnionymi zakładnikami wystartował o godz. 2:04. Rankiem 4 lipca wylądował on na lotnisku Ben Guriona w Tel Awiwie, gdzie na uwolnionych czekały rodziny i bliscy.

Jeszcze jedną śmiertelną ofiarą była 75-letnia Dora Bloch, która ze względu na stan zdrowia została wcześniej przewieziona do szpitala w Kampali. W 1987 r. Henry Kyemba, minister zdrowia Ugandy w czasie tych wypadków, ujawnił, że Dora Bloch została po ataku wyciągnięta ze szpitala i zamordowana na rozkaz Amina przez jego dwóch oficerów. Po operacji dyktator zagroził, że w ramach odwetu wyśle do Izraela „pierwszą samobójczą dywizję pancerną”. Groźby nie zrealizował. 😛

Co dalej z Aminem? Najpierw, wraz z dwiema żonami i dwudziestką dzieci, znajduje azyl w Trypolisie, następnie wyjeżdża do serca Arabii Saudyjskiej, Rijadu niczym nasze piewczynie torebek za dwa klocki 😀 . Przez następne 24 lata ma u swoich muzułmańskich przyjaciół jak… u Allaha za piecem. Chroniony przed odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie, rozpieszczany, Idi Amin przemawia do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Jest rok 1975. Przy władzy utrzyma się jeszcze przez cztery lata.

Dada ma wszystko. Rezydencję, święty spokój, Cadillaca, a nawet regularne samolotowe dostawy składników na ulubione danie z ojczyzny (maniok, proso i zielone banany). Żyje jak król, którym do niedawna w praktyce był. Łowi ryby, ogląda telewizję, gra na akordeonie i pilnie studiuje Koran, tak przynajmniej mówi włoskiemu dziennikarzowi w 1997 roku. Twierdzi, że interesuje go tylko islam. 😀

Umiera w 2003 roku w luksusie i dostatku.

I to jest prawdziwa natura ziemi…tej ziemi.

Themaskator