https://goo.gl/photos/6PRqEuUvBdtBHo6w8
Zapłonął znów dom wariatów.
Zapłonął znowu dom wariatów,
Miejsce, gdzie garstka psubratów,
Chwytając w brudne łapska boga,
Chce znów by wśród nas wygrała trwoga.
Opium dla ludu, lizak dla mas,
Wiesz co masz robić?
Przestań się bać!
Wyrzuć z siebie wszystko co wiesz,
Odrzuć te bzdury, że trzeba mieć.
Naucz się myśleć sam, bez protezy,
Przestań przyjmować ich głupie tezy.
Patrz w koło, słuchaj, walcz,
Nie na kastety, sprytnie bez tarcz,
Ucz się, poznawaj, oceniaj i wiedz,
Że to co widzisz iluzji ma sens.
Nie bądź prymityw, nie daj się zwieźć,
Tej cienkiej komedii, widziane przez,
Okno szpitala, kratę, strach,
Tylko w ten sposób jest szansa, że dach,
Naszego świata, gaju, ogrodu,
Nie stanie się miejscem ciągłego znoju,
Bólu i łez.
Nie po to żyjesz, by trwać jak pies,
Posłuszny panu, którym jest dres,
Szanuj i kochaj, współczuj i dawaj,
Zawsze reaguj, lecz także wymagaj,
Od siebie, innych, całego świata,
Jedyna droga by zdławić psubrata.
Nobody18
Peak Four.
Ostry dźwięk budzika wyrwał Rafała z objęć Morfeusza. W zasadzie była to formalność, bo i tak przez całą noc nie zmrużył oka gniotąc wykrochmaloną pościel niczym wtedy, gdy leżeli tam razem a ona bez przerwy chciała jeszcze. Dziś był ten dzień, czekał na niego długo, nikomu nie mówił, nie pisał, po prostu, gdzieś w jego środku płonął mały, mocny płomyczek, który należał do niej. Puste świece obok sprawiały wrażenie wypalonych w różny sposób. Jedne całe z ledwo upalonym kontem a i inne spalone do cna. Pośród tej ciżby ona – mała biała, ciepła w czarnej oprawie z jasnym znakiem dwóch splecionych proporczyków, takich starych i pożółkłych. Czasem chłopak zastanawiał się jak to będzie, gdy już siły odejdą, horyzont się zwęzi a słońce będzie wstawało tylko po to by przypominać te wszystkie wspaniałe chwile, gdy chwytał życie za grzywę i walił wprost w ogień niczym rasowym arabskim ogierem. Te świece…nie dawały mu spokoju. Wiedział, że każda z nich kiedyś zgaśnie, ciężko było się z tym pogodzić, szczególnie wtedy gdy siedział w upadłym Koloseum. Każdy z nas chyba ma takie miejsce. Boże, wiem że Cię nie ma ale jeśli jesteś to usuń proszę te najbardziej wypalone z mego wnętrza bym mógł w spokoju odejść do krainy wiecznych łowów. Napisał to na kartce jak modlitwę i zamknął w pudełku niczym kobieta skarby po wspaniałych kochanku, który odszedł na zawsze. Cud niepamięci…te najbardziej wypalone świece, to te które nigdy nie spłonęły do końca ale na tyle mocno by zrobić dziurę w aksamicie. W aksamicie absolutu, niewinności, czegoś z czym się rodzimy a później nam to jest odbierane, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku…
Czytaj dalej „Peak Four.”
