Dostałem list.

List od kolegi z pewnego forum dyskusyjnego. Co by mu tu odpisać kurcze…?
 
Cześć Rafał.
 
Stało się. Dziś dołączam do świętej wojny Kotona. Bycie sobą to eksperyment, którym próbowałem wykazać, że wszystko czym jestem , czyli dobro, empatia, współczucie, zrozumienie, bezinteresowność rządzi tym światem, tylko mój pech polega na tym, że trafiałem na niereprezentatywną grupę ludzi. Od czasu rozstania z dziewczyną (rzuciłem ją bo się puszczają, przez pół roku z połową miasta) poznałem osobiście kilkanaście kobiet, z niektórymi z nich zawarłem bliższe znajomości, kilku kolegów i o ile w każdym z nas odkryłem pokłady (często ukrytego) dobra, o tyle nie udało mi się to poza jednym wyjątkiem w przypadku kobiet. Ta jedna zresztą wskazywała empatię i wzajemność bo jej zegar biologiczny wybijał koniec czasu, gdy była pięknym kwiatem a zaczynał odliczać upływ zdarzeń dodając zmarszczki do jej twarzy. Kiedy mogła, była jak reszta – pusta i próżna. O ile bokser spotkany w ciemnym zaułku ulicy, znający swoją przewagę nad przeciwnikiem często honorowo odejdzie i nie wykorzysta jej, tak piękna kobieta bez skrupułów wykorzysta swoją urodę celem zgnębienia każdego, kto się podda. Chyba chodzi o poczucie wartości, rzeczywiste versus niestabilne o oparte na genowym fuksie? Nie zamierzam juz dochodzić, bo życie ucieka a jest…naprawdę piękne 🙂 Potwierdziło się to co wiedziałem , a w co nie chciałem uwierzyć, bo wydawało mi się to strasznie nie ludzkie. Różnie odbierałem oburzenie kobiet jako skutek tego, do czego odchodziłem ucząc się mozolnie o tym, co naprawdę nimi kieruje, bo i pokłady dobra i zła w ludziach mają różne oblicza. Na podstawie doświadczeń empirycznych stwierdzam, że w przypadku kobiet liczy się wyłącznie siła i bezwzględność a wszelkie objawy ludzkiego podejścia są traktowane jako słabość. Maskowałem się na różne sposoby imitując zarówno twardziela jak i totalnie rozpieprzonego emocjonalnie gościa, który ma problem z ogarnięciem życia. W pierwszym przypadku dobierałem się do waginy najpóźniej na drugim spotkaniu a emocje eksplodowały z siłą reakcji nuklearnej, by wypalić się natychmiast, gdy stawałem się człowiekiem a nie robotem psychopatą. Im bardziej okazywałem ludzką twarz i zrozumienie, tym bardziej zainteresowanie moją osobą spadało. Stwierdzam na podstawie tego co doświadczyłem, że niemal każda kobieta próbując wejść ze mną w interakcję miała przed oczyma nie mnie tylko narzędzie. Byłem zatem:
 
1)Bankomatem.
2)Zabawką.
3)Pocieszycielem.
4)Zimnym skurwielem lejącym po dupie.
5)Wsparciem przy dymaniu innego faceta.
6)Tamponem emocjonalnym.
7)Kolesiem, którego trzeba było ratować.
8) Dawcą materiału genetycznego.
 
W tych ośmiu punktach zawiera się wszystko czym kobiety były zainteresowane z mojej strony. Moja inteligencja, wiedza, światopogląd, podejście do ludzi i świata kompletnie nie miało znaczenia, mimo że słyszałem nie raz jak to trzeba być wyrozumiałym, dobrym i kochać zwierzątka (ludzi już niekoniecznie) . Niestety – w chwili, gdy jedna z wymienionych potrzeb ustawała lub ja przestawałem ja spełniać , natychmiast byłem odstawiany jak zbędny przedmiot – bez słowa, w czystym milczeniu. Tak się zachowują psychopaci . Rafał, często piszesz o empatii, uczuciach. Ja już nie wierzę w coś co kobieta nazywa miłością. Nie jest to nic innego jak stan haju emocjonalnego podbity odpowiednią porcją hormonów i emocji, jaką w zależności od jej potrzeb jesteśmy w stanie jej zapewnić. Jeśli myślisz, że uda Ci się utrzymać jakąkolwiek relację bez strat w psychice lub portfelu, to jesteś w ciężkim błędzie. Płacimy zawsze – albo gotówką albo zdrowiem. Bukowski miał rację – wszyscy jesteśmy klientami. Szczerze mówiąc, nie wiem co lepsze – generalnie zależy od konfiguracji i tego kto z czym ma mniej problemów.
 
Pozdrawiam
Jack Strong

Kaczor Donald.

Chyba każdy pamięta Arkadego Fiedlera i jego hit zatytułowany Dywizjon 303. Dla mnie była to jedyna szkolna lektura, którą przeczytałem 47 razy (w przybliżeniu) i to nie Pana Tadeusza mogłem cytować, tylko Fiedlera. Od rzewnych kawałków mamy dziurawą wątrobę, a od kawałka męskiej przygody zawsze stalowe mięśnie i wianuszek kobiet u boku.

Pamiętajmy, ze „zawziętość jest bronią równie skuteczną jak karabin”. 12tego listopada minie 11ta rocznica śmierci człowieka numer jeden na liście Bajana (Co to jest? Sprawdź sobie.) generała Stanisława Skalskiego. Człowiek legenda, uczestnik Wojny Obronnej, Bitwy o Anglię, walczący w Afryce i na Dalekim Wschodzie, organizator i dowódca Cyrku Skalskiego grupującego absolutnych asów przestworzy umiera w samotności w domu pomocy społecznej, uprzednio okradziony z oszczędności życia i pozbawiony mieszkania przy Al. Wyzwolenia w Warszawie przez swoich opiekunów. To jest prawdziwe oblicze ziemi, tej ziemi – to tak na marginesie, bo niczego tak nie nienawidzę jak obłudy.

Żeby nie było smutno to dziś popiszemy troszkę o moim idolu z listy Bajana, czyli? Kto się domyśla? Nikt? No proszę…to chyba jasne! Gość się zwie Jan Zumbach ksywa Kaczor Donald. Losy tego człowieka sprawiały, że nie mogłem spać po nocach, jako dziecko widząc się za sterami starej Dakoty lecącej nad Katangą i okładającą przez drzwi wejściowe wiązkami granatów wojska komunistów wspieranych przez chłopaków w walonkach i karabinem na sznurku.

Czytaj dalej „Kaczor Donald.”

Prawdziwe kobiety.

„Wziął ją za rękę i wtedy stało się to, co czuł z nią zawsze. Tajemniczy przepływ energii, która była jak poranna bryza, jak pierwsza fala nadmorska po roku czekania na słońce, jak przypływ błogości, wyłączenia, pełnej synchronizacji zmysłów z naturą. Miało to niewątpliwie coś z żarliwej modlitwy, ale takiej niewymuszonej, naturalnej i oczyszczającej. Szli w milczeniu przez dobrych kilkanaście minut. Chciała go zapytać, dokąd idą, ale czy to fakt, że czuła to samo tylko mnie intensywnie, czy może skupiony, zdeterminowany i nieco napięty widok jego twarzy sprawiał, że nie protestowała. Odezwała się, kiedy zeszli w dół po nasypie w kierunku widocznych w dole łąk poprzecinanych przez liczne tory kolejowe. Widok był dość dziwny, bo przywoływał na myśl drogi życia połączone rozjazdami prowadzącymi w różne strony. Te dobre, te złe i ma bocznicę. Widać było nawet ślepy tor zamknięty charakterystyczną drewnianą belką. Falujące powietrze wypełniała woń impregnatu używanego do konserwacji podkładów kolejowych. Jedna, długa i szeroka linia trakcyjna nieodparcie kojarzyła się z cienką czerwoną nicią, która łączyła ich oboje w tej chwili. Dziewczyna nadal nie wiedziała, po co ją tu przywiódł, co prawda miejsce było dość urocze, bo wokół kwitły liczne kwiaty polne a po drugie stronie torów widać było morza przepięknych czerwonych maków. Słońce oraz falujące z gorąca powietrze tworzyło surrealistyczny poprzecinany nierównościami krajobraz godny pędzla Salvadora Dali.

Po co tu przyszliśmy? – zapytała w końcu.

Dobre pytanie – odparł widząc zakłopotanie na jej twarzy
Nie wynikało ze strachu tylko raczej z ciekawości połączonej z pewnego rodzaju odrętwieniem.
Czytaj dalej „Prawdziwe kobiety.”

Tworylne i Krywe, czyli nareszcie w domu.

Piątkowy poranek budzi mnie wyjątkowym kacem. Wieczorne cztery piwa zamieniły się w osiem. Kilka smsów, parę telefonów, kilku znajomych mniej. Może to dobrze? Trudno – taki jestem. Lepiej, kiedy ktoś mnie akceptuje w całości niż dlatego, że jestem spolegliwy. Walczę z tym, ciężko jest ale jakoś damy radę. Równo o ósmej dzwoni telefon. Chłopaki już w szkole a ja pędzę na łeb na szyję, aby zaakceptować dość ważne dokumenty. Chodzi o to, żeby ludzie dostali wypłaty. W słuchawce miły głos koleżanki…

Cześć, co słychać? Słuchaj na Wetlińskiej w sobotę ma być fajna ekipa ludzi ze Słowacji z dość potężnym teleskopem. Mają głównie zajmować się jakąś kometą ale będą też obserwować gwiazdy i księżyc.

Ty wiesz, gdzie jest ta Wetlińska? – Aga wydawała się być mocno zafrapowana.

Czy ja wiem, gdzie jest Wetlińska? – zapytałem.

Moja droga, kiedy tam jedziemy? – dorzuciłem po chwili.
Może jutro rano? – odparła Aga.

Dobrze, będę u Ciebie koło piątej, pasi? – zapytałem

Jasne! Super! Bardzo się cieszę! – zaszczebiotał ciepły głos po drugiej stronie słuchawki.

Kac momentalnie minął, rzuciłem się do meteogramów, ale skoro mają coś obserwować w nocy, to prognozę sprawdzili chyba? Szybki rzut oka potwierdza moja przypuszczenia! Mamy absolutną lampę w dzień i czyste niebo w nocy. Załatwiam sprawy w pracy, pakuję się wieczorem, zabezpieczam chłopaków i…już nie mogę zasnąć!
Czytaj dalej „Tworylne i Krywe, czyli nareszcie w domu.”

Themaskator