Tomek Beksiński, Portet prawdziwy.

Na książkę redaktora Wiesława Weissa czekałem z wypiekami na twarzy od dość dawna. Wiedziałem, że będę na premierze w Sanoku, chyba że powstrzyma mnie jakieś wyjątkowe zdarzenie losowe. W światku związanym z Beksińskimi wrzało już od jakiegoś czasu po pokazie Ostatniej Rodziny, gdzie Tomek został wg niektórych ocen ukazany w sposób niezgodny z rzeczywistością. Po premierze filmu,  w której uczestniczyłem z sali zadawano pytania i wówczas usłyszałem głos sprzeciwu wobec tego co zostało zaprezentowane. Okazało się, że osobą, która zwróciła uwagę scenarzyście była Ania, którą miałem okazję poznać osobiście w Sanoku. Kopalnia wiedzy i źródło niesamowitych zasobów związanych z tematem – bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję za dostęp do rzeczy, które nie są publiczne.

Czytaj dalej „Tomek Beksiński, Portet prawdziwy.”

Gosia testuje Madzię!

Tak to już bywa w życiu faceta, że gdy na jego drodze staną dwie kobiety o charakterze dynamitu połączonego z gorzką czekoladą od La Maison du Chocolat w posypce z papryki, to musi się to skończyć albo totalnym odlotem, albo zupełnym upadkiem. Ryzyko jest spore, ale jako że od dziecka lubię czasem popuścić wodze fantazji, to postanowiłem postawić wszystko na ten układ! Miłośnikiem Mazdy MX-5 jestem od dziecka, śledziłem rozwój modelu począwszy od słynnej mydelniczki oznaczonej kodowo NA, poprzez NB, aż do NC, której właścicielem stałem się w zeszłym roku. Tak się złożyło, że w moje łapy niedawno wpadła kolejna Madzia oznaczona tym razem jako ND. Dwa litry benzyna, idealne wyważenie, niska masa własna i tylny napęd gwarantują emocje, przy czym objechanie na krętej drodze znacznie silniejszych konkurentów nie stanowi żadnego problemu. Wszak już sam Jeremy Clarkson tak podsumował czwartą generację kultowego roadstera:

“It’s a cure for depression, this car, it really is. You just can’t be in a bad mood when you’re driving it.”

Czytaj dalej „Gosia testuje Madzię!”

Maszynka do robienia pieniędzy…

…czyli jak się strzyże stado, które nie rozumie podstaw ekonomii?

Zacznijmy od tego, że każdy z nas będąc dzieckiem marzył o czymś takim na zasadzie „Zaczarowanego ołówka”  – dla młodszych czytelników, była taka bajka. Taka maszynka istnieje naprawdę, problem w tym, że dostęp do niej maja nieliczni. Powiedzmy wprost, z pewnej perspektywy prawo bankowe jest przykrywką dla zorganizowanej działalności przestępczej polegającej na wypisywaniu czeków bez pokrycia. Czyn opisany w kodeksie karnym, za który Ty idziesz do więzienia jest w przypadku bankiera czynem legalnym. Nie wierzysz? Sprawdź w kodeksie karnym sankcje za zabójstwo, gwałt, rozbój i porównaj je do tych, które Ci grożą jeśli będziesz chciał być równy wobec prawa z bankierami i zaczniesz drukować, tak jak oni pieniądze z powietrza. Konstytucja przecież gwarantuje „równość wszystkich wobec prawa.” Jest to oczywiście celowo zapisana fikcja, aby uspokoić gawiedź, coś jak w amerykańskiej konstytucji „and justice for all.” U nich i tak jest lepiej, bo jak ktoś z firmamentu przegnie zbyt mocno, to się go literalnie puszcza w skarpetkach i zamyka w „Alcatraz” na 140 lat. 😉

Czytaj dalej „Maszynka do robienia pieniędzy…”

Pułapka gender a Tinder…

…czyli, czemu kobieta z punktu widzenia natury, jest więcej warta niż mężczyzna?

Zacznijmy może od tego, że zasadniczy plan budowy ludzkiego ciała jest modelowany kobieco, a mózg homo sapiens w pierwotnej wersji jest typowo żeński. Każdy z nas panowie ma chromosom X, a co za tym idzie starożytni poganie z okolic Tygrysa i Eufratu tworzący baśń o pewnym panu, z którego żebra została ulepiona kobieta zwyczajnie mijali się z prawdą, bo jeśli już traktować sprawy w ten sposób, to było dokładnie odwrotnie. 🙂

Czytaj dalej „Pułapka gender a Tinder…”

Bieg katorżnika 2016.

Historia mojego udziału w tej imprezie sięga czterech lat wstecz. Wówczas to pewien oficer z bielskiego batalionu desantowo -szturmowego stracił ekipę do galernika. Zebraliśmy czterech chętnych i pod wodzą pana kapitana ukończyliśmy swój debiut w tym wyjątkowo klimatycznym wydarzeniu, bez strat własnych. Kolejne lata to problemy z poskładaniem czteroosobowej ekipy, ciągłe zmiany, euforia w fazie zapisu, po czym miliony problemów, gdy dochodzi do płatności, albo wyjazdu. Rok temu w ostatniej chwili łapiemy „czwartego do brydża” aż z Poznania. Okazuje się, że chłopak dobrze wybiegany, udaje nam się drużynowo stanąć na pudle. W tym roku zostaliśmy tylko we dwóch. Decyzja krótka, zapisujemy się na „indywidualkę”. Po pewnym czasie okazuje się, że kumpel nie pobiegnie, jego kobieta izoluje go ode mnie, bo moje poglądy mają na niego podobno destrukcyjny wpływ – oficjalnie kłopoty z kręgosłupem. Cóż, są ludzie, którzy lubią hodować innych ludzi, a jeszcze inni w zamian za apanaże godzą się być hodowani. Im bliżej wyjazdu, tym mniej mam ochotę na udział, ale z drugiej strony są pewne zasady, dzięki którym różnimy się od reszty zwierząt. Jedną  z nich jest konsekwencja i dotrzymywanie założonych celów. Maratończyk nie poddaje się! 🙂

Czytaj dalej „Bieg katorżnika 2016.”

Themaskator