Bieg katorżnika 2016.

Historia mojego udziału w tej imprezie sięga czterech lat wstecz. Wówczas to pewien oficer z bielskiego batalionu desantowo -szturmowego stracił ekipę do galernika. Zebraliśmy czterech chętnych i pod wodzą pana kapitana ukończyliśmy swój debiut w tym wyjątkowo klimatycznym wydarzeniu, bez strat własnych. Kolejne lata to problemy z poskładaniem czteroosobowej ekipy, ciągłe zmiany, euforia w fazie zapisu, po czym miliony problemów, gdy dochodzi do płatności, albo wyjazdu. Rok temu w ostatniej chwili łapiemy „czwartego do brydża” aż z Poznania. Okazuje się, że chłopak dobrze wybiegany, udaje nam się drużynowo stanąć na pudle. W tym roku zostaliśmy tylko we dwóch. Decyzja krótka, zapisujemy się na „indywidualkę”. Po pewnym czasie okazuje się, że kumpel nie pobiegnie, jego kobieta izoluje go ode mnie, bo moje poglądy mają na niego podobno destrukcyjny wpływ – oficjalnie kłopoty z kręgosłupem. Cóż, są ludzie, którzy lubią hodować innych ludzi, a jeszcze inni w zamian za apanaże godzą się być hodowani. Im bliżej wyjazdu, tym mniej mam ochotę na udział, ale z drugiej strony są pewne zasady, dzięki którym różnimy się od reszty zwierząt. Jedną  z nich jest konsekwencja i dotrzymywanie założonych celów. Maratończyk nie poddaje się! 🙂

Czytaj dalej „Bieg katorżnika 2016.”

Podwójny nelson.

Niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdzie potwornie otyły facet idzie przez miasto z kobietą o aparycji modelki, odkładając raz po raz spocone razy z dłoni na boki. Zanim dostęp do sieci nie był powszechny wszyscy sądzili, że taka sytuacja to przypadek, wyjątkowe wnętrze pana, lub zasoby. Tylko ci ostatni byli blisko prawdy, jak się okazuje. Dla chętnych na końcu felietonu zamieszczam link do opracowania (43 strony, ale dość przystępnie) z Univerisity of California, porządkującej temat w sposób naukowy. Felieton jak zwykle nie deprecjonuje płci w jakikolwiek sposób, bowiem mężczyźni Alfa stosują podobną strategię, z tym że opartą na utrzymywaniu kontaktów seksualnych z dużą liczbą kobiet, które wiedzą o sobie wzajemnie i rywalizują o dostęp do najlepszych z punktu widzenia natury (nie człowieka) genów. Tu sytuacja jest nieco inna, dlatego że ciąża i inwestycja w dziecko jest dla kobiety dużo poważniejszym wyzwaniem niż zapłodnienie maksymalnej liczby kobiet przez mężczyznę o wysokim, naturalnym SMV – jak mawiał pewien mój znajomy, najważniejsze, że jestem przystojny – i miał rację. Przejdźmy zatem do szczegółów.

Czytaj dalej „Podwójny nelson.”

Miliony wydumanych przeszkód.

Tak się złożyło, że kiedy po czternastu latach bycia razem z jedną kobietą wyszedłem na tak zwany rynek damsko-męski to niemal natychmiast zderzyłem się z każdą możliwą patologią, jaka występuje w tym środowisku. Kosztowało mnie to parę worków butelek, trochę rozmów ze ścianami, godziny przemyśleń, dziesiątki prób, aż wreszcie przyszedł czas na wnioski. Mam tę przewagę nad licznymi, młodszymi kolegami, że po pierwsze posiadam duże doświadczenie i znam niemal wszystkie „myki”, które mogą nas spotkać z tamtej strony, po drugie jestem bezkompromisowy, a po trzecie to nawet w apogeum haju narkotykowego potrafię zachować racjonalizm. Jeśli do tego dodamy fakt, że większość pań myśli, że mnie rozgrywa, to mamy obraz realnego świata, obdartego ze słodkiego pierdzenia. Dzisiejszy wpis piszę ad hoc wzburzony po raz n-ty prymitywizmem kobiety, która korzystając ze swojej przewagi na gruncie fizyczności wykorzystuje fajnego chłopaka, dając mu w zamian mglistą obietnicę czegoś, co się może zdarzy? Nie zdarzy się, gwarantuję Ci to kolego. Dostałem od wspomnianego chłopaka wiadomość, zaczyna tłumaczeniem, bo rozpisałem mu co ma zrobić, aby zmusić ją do określenia się. Dlaczego? Bo dalsze utrzymywanie takiej sytuacji służy wyłącznie jej, a człowiek który się do mnie zwrócił o poradę jest brutalnie niszczony na poziomie energetycznym! Po prostu, pani lat 24 jest w patologicznym związku z facetem lat 49 i pisze mu takie coś:

Czytaj dalej „Miliony wydumanych przeszkód.”

Tajemnice doliny Moczarnego.

Moczarne to dla znawców i miłośników Bieszczad miejsce wyjątkowe z kilku względów. Po pierwsze w dolinę nie można oficjalnie wejść, po drugie przez długie lata miejsce to stanowiło swoistą enklawę, związaną z wyrębem lasów, z silnie rozbudowaną koleją, stacjami pośrednimi i całą infrastrukturą, po trzecie widoki dziewiczych terenów, eksploatowanych niegdyś przez człowieka (patrz wiszące tory) zapierają dech w piersiach, po czwarte, zagubione wioski, studnie, oraz rzeczy, które ciągle można tam znaleźć, zwyczajnie wywalają z butów – wymarzone miejsce na słynną Siekierezadę!

Czytaj dalej „Tajemnice doliny Moczarnego.”

Themaskator