Dżungla drogowa.

Uwaga! Poniższy post oraz ludzie w nim przedstawieni są fikcją literacką i żyją wyłącznie w wyobraźni autora.

Dziś w ramach tego,  że świat jest piękny a ludzie z natury dobrzy,  klika grzechów drogowych 😉

Sporo jeżdżę samochodem, ostatnio podliczyłem, że w kołach mam jakieś 1,2 mln kilometrów. Oczywiście kierowca ciężarówki powie, że to nie robi na nim wrażenia, ale jednak to zupełnie inny rodzaj jazdy. Ciężarówki rzadko walczą w miastach. 😉 Muszę przyznać, że prowadzę dość nonszalancko, trzymając kierę jedną ręką, często piszę w czasie jazdy i to nawet całe felietony, jem, kilkanaście lat temu paliłem odpalając jednego od drugiego. Często podróżuje z szybkością powyżej 200km/h, czasem objeżdżam ronda driftem (jak mam humor i nikt nie widzi), nawet po kilka razy, potrafię wyprzedzić poboczem sznur przyspawanych do lewego pasa kierowników. Tyle moich grzechów, walczę z nimi i myślę,  że prowadzę coraz spokojniej i lepiej w myśl zasady be water. Zero kolizji i wypadków z mojej winy, aczkolwiek byłem trzy razy walony w doopę ujeżdżając dość szybkie auto. Za każdym razem panowie płacili po „pińćset” na ulicy, bez policji, a ja nawet nie robiłem tego zderzaka. Po 200tys mniej więcej zbuntowały się czujniki parkowania, no i to tyle. Trzymam się pewnych zasad, to znaczy :
Czytaj dalej „Dżungla drogowa.”

Pogranicze w ogniu.

Uwaga. Tekst zawiera elementy fabularyzowane, a co za tym idzie, nie może służyć, jako źródło historyczne.
20 sierpnia 1939 roku w niewielkiej leśniczówce koło Chojnic spotkało się dwóch kolegów z jednego podwórka. Nie widzieli się ponad dwadzieścia lat, choć prawdę mówiąc jeden z nich, widział drugiego kilka razy, ale z ukrycia. Rozstali się w straszliwych okolicznościach a podzieliła ich…kobieta. Obaj kochali się w Dorocie Kamińskiej. Była ona młodą, zdolną pianistką, pochodzącą z tego samego podwórka, co wspomniani wyżej panowie. Jeden z nich nazywał się Jan Żychoń a drugi Oskar Reile – obaj mieli po 16 lat w czasie, gdy w Wielkopolsce wybuchło powstanie w 1918 roku, obaj też walczyli ramię w ramię ze wspólnym wrogiem. Do czasu…Oskar pochodził z polsko-niemieckiej rodziny, jego ojciec zginał na froncie na skutek zdezerterowania całego oddziału Polaków. Wiadomość ta przyniesiona przez frontowego druha ojca, wstrząsnęła nim dogłębnie, dodatkowo Dorota wyraźnie preferowała rzutkiego, odważnego i mega inteligentnego Janka. Oskar potajemnie skontaktował się z niemieckim wywiadem i rozpoczął grę na dwa fronty. Zdemaskowany w czasie ucieczki, kiedy Janek starał się osłonić Dorotę strzelił jej w plecy i zbiegł. Podobno celował do niego…

Czytaj dalej „Pogranicze w ogniu.”

Estranged.

Warszawa 11 grudnia 2015 godzina 10:27
 
Znikam stalowym rydwanem w promieniach słońca, będącego zawsze źródłem ciepła, życia i nadziei. W głośnikach mój ukochany Marilion z płyty Seasons End. Chyba jestem w pewnym sensie masochistą emocjonalnym, bo gdyby było inaczej, to mój słuch z siłą 120db zabijało by She Hooks in You, a tymczasem czyni to The Space. Moja emocjonalność kiedyś mnie przybije ostatecznie , tego jestem niemal pewien, bo to nie jest normalne, żeby czuć jak wszystko wewnątrz płonie morzem ognia, który niczym fosfor, jest nie do ugaszenia a nawet jeśli, ktoś mógłby go ugasić, to nie wie jak, bądź sam płonie, tylko w inny sposób.
 
Z pozoru jestem monolitem – to chyba wada genetyczna, tym gorsza, że czyni człowieka samotnym. Nie piszę tego co chce, bo świat mi na to nie pozwala, wymagając ode mnie noszenia bez przerwy maski, która umożliwia mi egzystencję wśród ludzi. Czuję się w niej niczym Hannibal Lector, ale podobno tak trzeba – mógłbym to nawet zaakceptować niczym formę więzienia, powiem więcej – cieszyłbym się oglądając świat zza takich krat ale pod jednym warunkiem, który na zawsze pozostanie tajemnicą. Czemu? Bo to jedyne lekarstwo, ale podać je musi inny człowiek, sam z siebie. Bywa tak, że Alcatraz może być synonimem nieba a anielski błękit, czystym piekłem.
 
Często w takich chwilach przychodzi mi na myśl stare dobre GnR i Estranged, gdzie wiadomo kto, tonąc w oceanie odrzuca każdego, kto chce mu pomóc, a w końcu wyciąga go śmigłowiec. Sam się z siebie teraz śmieję, bo widzę jak na dłoni swoją dziecinność – ludzi ratuje się tylko wtedy, gdy są do czegoś potrzebni, choćby to była zwykła satysfakcja. A może się mylę? Tak mylę się – tego juz mnie nauczyła. Zastanawiam się tylko kiedy, a raczej co wywołało w mojej głowie takie spustoszenie? Kiedyś byłem normalnym człowiekiem nie odczuwającym promila tych wszystkich rzeczy, które dziś rozsadzają mi duszę. Może to rodzaj pokuty za to jak żyłem? Jeśli tak, to przyjąłbym ją z godnością, licząc dni do końca i kładąc nawet blady uśmiech na własnej twarzy raz na jakiś czas. Niestety to zwykłe gdybanie, sfera domysłów, tak samo mroczna i tajemnicza jak to, co mnie niszczy na co dzień. Czasem tak sobie myślę, że jest tak wielu spełnionych ludzi ale chorych fizycznie, którym przydałyby się moje organy wewnętrzne, myślę że może ktoś mógłby z nich skorzystać, tym bardziej, że wszystko mam zdrowe, dużo ćwiczę i nie palę. Może choć w ten sposób, przynajmniej cząstka mnie żyłaby w kimś innym, kimś kto potrafi zbudować z odruchów codzienności ogród pełen kwiatów? Proszę się nie martwić – nie zmierzam w ślady Tomka Beksińskiego. Do tego trzeba mieć jaja.
 
Dotarłem do wrót rzeczywistości.
 
Teraz pojadę nad zalew i przebiegnę 20km tak aż poczuje metaliczny smak w ustach. Po tym zawsze następuje ukojenie. Krótkie, zaledwie kilku minutowe ale i tak warto. Czy można śmiertelnie rannemu człowiekowi odmawiać morfiny, choćby jej cena była bardzo wysoka? Szkoda, że w Cisnej mgły, inaczej dziś nocowałbym na grani wyjąc wraz z wilkami. Przepraszam wszystkich, których w jakikolwiek sposób zawiodłem. Niech moje niebo, pełne błyskawic odsłoni Wasze słońca. Tego właśnie chcę. 🙂
 
Wojna we mnie wciąż trwa…

Kompensacja.

Opiszemy sobie dziś w humorystyczny?? sposób mechanizmy kompensacyjne, czyli takie trole, które podświadomie kierują naszym życiem, czasem ułatwiając przetrwanie, ale częściej ładując nas w problemy. Silna psychika nie potrzebuje iluzji, aby przetrwać, psychika nieświadoma bądź słaba, non stop obraca się wokół tychże, łącznie z moim ulubionym efektem hiperkompensacyjnym, który tak doskonale zgłębił Zdzisław Beksiński, próbujący dojść, skąd w nim potrzeba ekspresji w postaci malowania „obrzydliwych” obrazków 😀

Do dzieła zatem:

Czytaj dalej „Kompensacja.”

Zaginiona eskadra.

Zaginiona eskadra…

5 grudnia 1945 roku o godzinie 14:10 z bazy marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych w Fort Lauderdale na Florydzie wystartowało 5 bombowców torpedowych typu Avenger. Był to rutynowy lot treningowy na ćwiczebne bombardowanie wraku statku, zatopionego w pobliżu cypla i używanego jako cel dla szkolących się pilotów US Navy.

Eskadrą dowodził porucznik Charles Taylor a na pokładach Avengerów było łącznie 14 osób. Mimo młodego wieku był dość doświadczonym pilotem, mając łączny nalot około 2500 godzin, w tym około 600 na tym konkretnym typie samolotu. Zadanie wyglądało bardzo rutynowo a piloci zapewne już myśleli o wieczornym drinku w kasynie, w towarzystwie pięknych kobiet.

Zaraz po starcie przyjęli kurs 091 stopni i po przeleceniu 56 mil wykonali zadanie dokonując ćwiczebnego bombardowania zatopionego wraku osadzonego na mieliźnie między dwiema wysepkami o nazwach Hen i Chickens. Dalszy plan lotu przewidywał utrzymanie kursu 091 stopni oraz osiągnięcie Berry Island, po czym przewidziany został zwrot na kurs 346 stopni i osiągnięcie Walker’s Cey będącego zwieńczeniem północnej części archipelagu Bahamów i znajdującego się w odległości około 70 mil. Tam miał się odbyć kolejny zwrot i przyjęcie kursu 241 stopni i po przeleceniu 120 mil mieli lądować w bazie w Fort Lauderdale. Pierwsza część zadania, polegająca na zbombardowaniu wraku została wykonana około 15tej, co potwierdziła kontrola lotów na Florydzie, słuchając wymiany zdań między pilotami poszczególnych maszyn:

FT-117: Mam jeszcze jedną bombę pod kadłubem.
FT leader: Przyjąłem, zrób kolejne podejście i zrzuć ją, mamy dużo czasu.
FT-117: Przyjąłem, wykonuję.

John Cosmon właśnie łowił ryby, na swojej niewielkiej łodzi, kiedy nad głowami przeleciało mu pięć wojskowych samolotów machają przyjaźnie skrzydłami, po czym maszyny zniknęły za horyzontem na wschodzie.
Czytaj dalej „Zaginiona eskadra.”

Themaskator