Piszę ten tekst siedząc na lotnisku, kiedy się ukaże będę wysoko w powietrzu, gdzieś ponad Afryką. Jestem ostatnio bardzo zmęczony i odkładanie choć kilku dni wolnego na później nie ma najmniejszego sensu, tym bardziej, że znów spore zmiany w życiu a i ferie, to jedyny czas, gdy mam mniej obowiązków. Myślę bardzo poważnie nad usunięciem się z FB, mam polajkowane sporo kontrowersyjnych profili, w których zamieszczane są bardzo różne komentarze. Kiedy tak czytam sobie ludzi, to coraz bardziej skłaniam się ku memu ulubionemu przed laty serialowi, który ekstrapoluję na otoczenie, a mianowicie “Z kamerą wśród zwierząt.” Kwestie racjonalizacji, wyparcia i tunelu mentalnego omówiłem w poprzednich wpisach, więc nie ma sensu do tego wracać – chętni znajdą. Pozostaje kwestia związków przyczynowo skutkowych, czyli uproszczonej wersji zdeterminowanej rzeczywistości. Z przerażeniem stwierdzam, że mało kto potrafi ogarniać w życiu codziennym całość procesów, które dzieją się w wokół nas. Rozumiem ucieczkę w wiarę, alkohol, kompulsywne obżarstwo, ucieczkę pod skrzydła innych ludzi, pracy, niewolnictwa mentalnego, ale nigdy nie zrozumiem jak można wypierać, że coś plus coś równa się rezultat. Po prostu nie jestem zupełnie kompatybilny ze stadem, niestety współczesny świat jest tak skonstruowany, że izolacja z tegoż oznacza praktycznie śmierć społeczną a to wiąże się…ze spadkiem dochodów. Tak moi drodzy – pieniądze są potrzebne, ale nie dlatego by budować biznes, być lepszym od innych, by kupować kolejne samochody. czy polewać się szampanem w Zakopanem. Potrzebne są by…wygodnie żyć i realizować swoje plany i pasje. Szukam od dłuższego czasu niszy, która pozwoli mi się wyizolować ze stada tak mocno jak się da a jednocześnie pozwoli godziwie żyć i powiem szczerze, że lekko nie jest.
Czytaj dalej „Fragmentaryczna percepcja rzeczywistości.”
Zatoka umarłych hoteli.
Wszystko przemija! Nie odkrywam jakiejś nowości tym stwierdzeniem, jednak łączy się ono nieodłącznie z tematem, którego dziś chcę dotknąć. Jak wspominałem kilka razy w poprzednich tekstach, nadszedł w końcu czas na opisanie miejsca wyjątkowego. Miejsca, które prawdopodobnie w ciągu kilku lat przestanie istnieć, choć kto wie? Tak czy owak atmosfera jaką tam można zastać przywołuje takie emocje, że pod ich wpływem można niema zauważyć duchy ludzi, którzy kiedyś tam żyli, cieszyli się i odpoczywali. W sieci jest trochę zdjęć z Dubrownika z czasów ostrzeliwania tegoż pięknego miejsca przez marynarkę wojenną Serbii w czasie ostatniego konfliktu na Bałkanach, podobnie jak wiele zdjęć z czasów świetności Kupari, jednak nic nie zastąpi chwili spędzonej tam osobiście. To właśnie tam trafiliśmy w czasie tegorocznych wakacji na Bałkanach i jak zawsze w takim wypadku dla miłośników urban exploration była to prawdziwa uczta. Czytaj dalej „Zatoka umarłych hoteli.”
Kryptonim SH8
W ostatnim czasie modne stały się nielegalne wyścigi, nawet TVN tropi chłopaków palących gumy na Modlińskiej, za moich czasów takie eventy odbywały się na Ordona, skutecznie zakończone przez ówczesną policję po rozbiciu przez syna jakiegoś kacyka nówki Alfa Romeo. Do tego na kostce brukowej rozlewany był przepracowany olej co skutkowało porannymi driftami u bogu ducha winnych kierowników goniących swoje Fiaty Siena do roboty Mam wrażenie, że mimo wzrostu mocy i coraz droższych aut klimat współczesny jakoś nie ten, ale może to tylko iluzja? Tak czy owak na dziś polecam raczej zabawy na torze, choćby w Jastrzębiu, gdzie za parę złotych można do oporu sprawdzić nie tylko zawieszenie swojego auta ale także własne umiejętności jako kierownika. Dla chcących nieco więcej adrenaliny polecam udanie się w moje ślady i przejechanie czymś nisko zawieszonym i z kręcącym się do minimum 7200 obrotów na minutę silnikiem albańską drogą enigmatycznie oznaczoną jako SH8!
Wesoły cmentarz.
Tegoroczne wakacje tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że wszystko co definiowane przez człowieka jest czysto umowne, a wszystko czym dysponujemy, to wyłącznie interpretacja tego co nas spotyka. W naszych stronach czarny kolor będący symbolem żałoby jest czymś naturalnym na cmentarzach, jednak w krajach arabskich na przykład, to biel symbolizuje ostatnie pożegnanie. Tak czy owak, niemal każda z religii zakłada rozpacz bliskich po utracie życia przez denata, co jest jednym z prostszych dowodów na niespójność religii. Odkryłem to już jako dziecko, ale ani ksiądz na religii, ani bliscy nie byli w stanie mi udzielić odpowiedzi na pytanie – czemu ci ludzie płaczą po stracie bliskiego, skoro on już jest w niebie? Dziś mógłbym próbować podpinać pod to egoizm żałobników, w fundamencie taki sam jak w wypadku podtrzymywania na siłę przy życiu ludzi w stanach wegetatywnych, co służy bardziej rodzinie niż samym zainteresowanym. Wracając jednak do meritum wpisu, to w czasie podróży na południe Europy odwiedziłem miejsce, które doskonale wpisuje się w mój obecny, skrajnie szyderczy i ironiczny obraz ludzkiej egzystencji, oraz wyznacza mój ulubiony, niebieski kolor jako symbol śmierci. Proszę państwa! Wesoły cmentarz!
Droga Krzyżowa. :)
Wakacje czas zacząć, a jak wakacje, to oczywiście rower! Co prawda nie są to już czasy 300 kilometrów w jeden dzień, ale zawsze sobie to tu, to tam podjadę. Złamanie ciągle daje się we znaki i do pełnej wydolności daleko, także wybór tras nie jest zbyt duży. Tak się złożyło, że los znów rzucił mnie w Beskid Żywiecki, co ciekawe, kiedy naprawdę zależało mi, aby poznać bliżej te okolice i ludzi tu żyjących, okazało się, że chcieć to sobie mogę. Jak zawsze w życiu – już kiedyś opisywałem ten mechanizm, dostajemy to czego chcemy, kiedy nam już nie zależy, wówczas nagle okazuje się, że coś, co wydawało nam się niebem na ziemi jest zwykłym, przeciętnym kawałkiem codzienności. Ale nie dziś, bowiem okolice, których dotknąłem, przeniknęły mnie do żywego!