Fenomen pewnego rybaka.

Kuter zmagał się z falą, odkładając raz po raz spienioną bryzę. Młody szyper znudzonym głosem dał sygnał dwóm pracownikom, by przygotowali sieci, kiedy nagle coś huknęło, z wydechu poszedł czarny dym a silnik zatrzymał się.

Heniek! Heniek, zejdź do maszynowni i sprawdź panewki! – wrzasnął.

Szyper, nigdzie nie idę! Mówię od pół roku, że trzeba nowy silnik szykować! – odparł Heniek.

Na dół do panewek! – ryknął ponownie szyper.

A gówno! – odparł Heniek, pokazując jednocześnie wała.

Szyper wyszedł na pokład, zaklął siarczyście pod nosem, rozejrzał się po pokładzie, po czym zdjął koszulę, spodnie i buty. Plusk morza i zdziwione twarze załogantów zamajaczyły w jednej chwili. Jurek (bo tak miał na imię) szybkim crawlem płynął w kierunku ledwo widocznego brzegu. Heniek ze strachu zszedł pod pokład i zaczął grzebać przy panewkach…

Czytaj dalej „Fenomen pewnego rybaka.”

Jak utrzymać relację z BPD?

Felietony odnośnie zaburzeń osobowości, zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem. Wynika to prawdopodobnie z prawa podaży i popytu. Po ostatnim wpisie tego typu dostałem parę pytań odnośnie prowadzenia kobiet z uszkodzeniami, oraz sposobów utrzymania relacji. Odpowiem na drugą część problemu od kopa. Chłopie! Jeśli myślisz, że utrzymasz związek z BPD dłużej niż kilka, kilkanaście miesięcy to jesteś w ślepym zaułku. Mnie się udało coś takiego wieźć maksymalnie trzy lata, przy stosunkowo dużej bliskości (gdybym na przykład z nią zamieszkał, koniec nastąpiłby po tygodniu). Napiszmy może o fundamentach tego wszystkiego. Przede wszystkim większość współczesnych kobiet jest wychowana w rodzinach patologicznych, a jeśli jest to kobieta wyjątkowo atrakcyjna fizycznie i do tego…sama, to możesz być pewien, że coś jest na rzeczy.

Wszyscy jako zwierzęta odtwarzamy w dorosłym życiu, to co nas spotkało w dzieciństwie. Zmieniają się ludzie, okoliczności, zasoby, domy, świadomość, ale podświadome wzorce są wciąż tak silne, że 90% tego co nas otacza, funkcjonuje jak bezwiedne automaty reprodukcyjno naśladowcze i nie ma tu znaczenia, że ktoś jest profesorem zwyczajnym z filologii przyrody nieożywionej, czy ekspertem TVNu do spraw proszków do prania. Samoświadomość u homo sapiens, to rzecz tak rzadka jak monolit w powieściach SF. Ty jesteś świadomy, bądź chcesz być, bo czytasz Rafał Skoneckia i tak jak uczeń gimnazjum stosując logikę, może rozwalić w kwestii wskazywania niespójności w baśni pod tytułem biblia, kongregata wiary watykańskiej w stopniu profesora, tak Ty będziesz niedługo widział wszystko takim jakie naprawdę jest, a nie takim jak projektują to ludzie. Robią to głównie dla chwilowych korzyści, fundament tego leży w lenistwie, ale o tym kiedy indziej. Zabieramy się zatem do pracy…jak poderwać i utrzymać jak najdłużej relację z kobietą BPD?

Czytaj dalej „Jak utrzymać relację z BPD?”

Miłość od pierwszego wejrzenia.

Po dłuższym czasie posuchy, znów sięgnąłem po ulubione tematy niektórych czytelników, korzystając jak zwykle z nieocenionej dr Tary Palmatier, specjalistki z USA od zaburzeń osobowości, która pomaga wychodzić mężczyznom z toksycznych relacji. Oczywiście temat działa w dwie strony, więc proszę drogie Panie o odwrócenie ról. Będę pisał z pozycji mężczyzny, bo tak mi jest łatwiej, ale wystarczy, że zamienisz płeć opisywanych osób, schemat pozostaje bez zmian.

Znasz to uderzenie gorąca, gdy widzisz pierwszy raz w życiu jakąś osobę i czujesz, że to jest to! Ta kobieta to obiekt moich marzeń, piękna, inteligentna i mówi, że jesteś wspaniały, przystojny, mądry, po prostu ideał. Ty czujesz to samo, jak to możliwe, że nigdy wcześniej na siebie nie wpadliście? Koniec, kres poszukiwań, samotnego życia, wreszcie masz swój ideał. Jeśli to czujesz, to muszę Cie zmartwić, bo na 99% padasz właśnie ofiarą narcyza, bądź osoby z zaburzeniem osobowości typu BPD. Im bardziej byłeś niedostępny dla takiej kobiety, tym bardziej ona stara się Ciebie przekonać, nawet komplementy, które Ci prawi,wypływają z jej głębokiego przekonania, ona po prostu to czuje, tak bardzo Cię chce, że zrobi wszystko, aby Cię dostać. Niestety w chwili, gdy Cię zdobędzie Twoja wartość w jej oczach spadnie do zera, seks zniknie i pojawi się charakterystyczne – a może zostaniemy przyjaciółmi? Łudzisz się? Przestań, jesteś jej już tylko wyłącznie potrzebny, może masz układy, może pozycję, może pieniądze, a może jesteś ponad przeciętnie inteligentny, i potrzebuję Cię jako kolesia do wyżalania się? Tak czy owak staniesz na środku ulicy z otwartymi ustami i dziurą w sercu jak po kuli. Sam też nie jesteś bez winy. Czemu? Bo dałeś się podejść, a raczej wykorzystać drzemiące w Tobie deficyty. Tak zwane kopnięcie „big love” z dwóch strony, występuje prawie zawsze w następujących configach (płeć można podmienić, jak również wymieszać przypadki):

Czytaj dalej „Miłość od pierwszego wejrzenia.”

Czerwone skarpetki, czyli poczucie wartości.

Co łączy czerwone skarpetki z poczuciem wartości? Otóż wszystko zależy od konfigu. Większość atrakcyjnych fizycznie kobiet ma ekstremalnie niskie poczucie wartości spowodowane…faktem, że pociągają je troglodyci. Sprawa jest powszechna, bo dla nas również bardziej liczy się zgrabna pupa, odpowiedni biust i wcięcie. Są też fetysze twarzy, tacy jak ja, gdzie reszta ma mniejsze, bądź marginalne znaczenie. Różnica polega na tym, że nasze, męskie umiłowanie piękna jest umocowane w emocjonalnej części mózgu, związanej z wrażliwością na odpowiedni obraz, zaś u kobiet ściśle z prokreacją. Stąd też mężczyźni są traktowani przez kobiety instrumentalnie, jako dawcy genów, a z kolei dla mężczyzn pokroju Tomka Beksińskiego, Nergala (tak!), czy dowolnego, innego zawoalowanego ze względu na współczesność romantyka, znaczenie ma wyłącznie aura. Obcując z taką kobietą, człowiek ma wrażenie pływania w nieprawdopodobnej toni i nie chodzi tu o cokolwiek, bo przypadki, gdy dostrzegamy owo niesłychane piękno ukryte w kobiecej twarzy, są bardzo rzadkie. To nie jest tak, że dowolna miss czegoś tam ma to „coś”. Jest po prostu ładną kobietą, tylko tyle i aż tyle.

Czytaj dalej „Czerwone skarpetki, czyli poczucie wartości.”

Genotyp – dar natury, czy przekleństwo?

Ci co mnie znają, wiedzą że pochodzę z dzielnicy o sławie podobnej do warszawskich Szmulek. Duża część moich znajomych z lat dziecinnych już nie żyje, bądź zasiada w tapicerowanych fotelach z ubiegłej epoki z Wojakiem w ręku i paczką czipsów z Biedronki w akompaniamencie zrzędzenia potwornie otyłej ślubnej, że znów za mało wypłaty przynieśli – zresztą,  dawno by się rozwiedli, gdyby nie brak kasy i schabowy w niedzielę. Mieszkają przeważnie tam gdzie dawniej, każdy w swoim kwadracie o takiej samej powierzchni 38 metrów kwadratowych, spotykają się czasem na piwie, w tej samej knajpie, bądź idą na ciastka do tej samej cukierni. Ostatnio spotkałem tam jednego z osiedlowych guru moich czasów – radzi sobie jeszcze, ale nie ma ani jednego zęba, mimo że jest niewiele po czterdziestce. Czy to coś złego? Nie, zresztą nie o tym chcę pisać, w finale wszyscy przegramy, a w życiu chodzi wyłącznie o to, by ten moment maksymalnie odsunąć w czasie.

Czytaj dalej „Genotyp – dar natury, czy przekleństwo?”

Themaskator